23.02.97.W-wa "LUDZIE JAK BOGOWIE" Siergiej Sniegow Gdyby nie pewien przykry fakt@ za- pewne nie mielibyôcie mojej dzisiej- szej relacji. Wszystko zaczëîo sië od tego@ ûe mam nogë w gipsie. Okay - to moûe niezbyt rewolucyjne wyda- rzenie (zwîaszcza dla kogoô o Waszym przekroju@ kto mnie raczej osobiô- cie nie zna)@ ale jednak potrafiîo ono zmieniê moje ûycie@ jeûeli nie na staîe@ to przynajmniej na kilka godzin lub dni... W kaûdym razie przyznam sië szczerze@ ûe nie sâdzi- îam@ iû zablokowanie mojej dîugiej koïczyny w tym ohydnym@ ciëûkim i draûniâcym skórë gipsie przyniesie jakieô korzyôci (no - moûe nie li- czâc tylko ubezpieczenia@ za które jak na porzâdnego Amigowca przystaîo mogë sobie kupiê najnowszâ wieûë Panasonica)@ ale jak wiadomo ûycie lubi pîataê figle. Ten wybryk byî jednak dosyê szcze- gólny@ moûe nie tyle z powodu oko- licznoôci w jakich zostaî "popeînio- ny" (choê przyznaê trzeba@ ûe i cza- soprzestrzeï miaîa tu swój udziaî) ale jakiegoô dziwnego zrzâdzenia lo- su. Sprowadza sië to do tego@ ûe w dzieï mojego powrotu z zimowiska gdzie nastâpiî ten nieszczësny@ bo- lesny wypadek@ w moim pokoju zjawiî sië stary kumpel taty z dosyê niety- powym prezentem. Sîyszaî on juû o mojej "tragedii" i przybyî w do- brej wierze niosâc dosyê duûej wiel- koôci pudîo w podarunku. Otworzyw- szy to@ bâdú co bâdú@ protekcjonalne opakowanie znalazîam w ôrodku naj- wiëkszy (przynajmniej wedîug mnie) skarb Wszechôwiata@ a mianowicie - ksiâûki. Byê moûe w tym momencie niektórzy z Was nacisnâ zbawienne klawisze LAmiga@ RAmiga i Ctrl (bo i tacy ludzie sië zdarzajâ) lecz wtedy popeînicie niewybaczalne prze- stëpstwo przeciw ludzkoôci@ gorszego nie potrafië sobie wyobraziê. Koleô taty trochë poszperaî wôród tych dwóch tuzinów papierowych bry- ków myôli ludzkiej i w efekcie wy- ciâgnâ trzy ksiâûki@ które jego zda- niem zasîugiwaîy na szczególnâ uwa- gë. Nie powiedziaî wiele@ szepnâî tylko coô o "fantasy" i zostawiî mnie z trzema tomami serii "Ludzie jak bogowie" niejakiego Siergiej`a Sniegow`a. I tu popeîniî fatalny bîâd@ bo przez nastëpne dwa i póî dnia nic nie mogîo mnie oderwaê od pasjonujâcej@ nieobowiâzkowej lektu- ry... Przeczytawszy kilka pierwszych zdaï "Dalekich Szlaków" (tom I) rzeczy- wiôcie wziëîam ksiâûkë za okaz ga- tunku fantasy (bowiem na wstëpie bo- hater stwierdza@ ûe nie lubi lataê na smokach). Jednak po parunastu se- kundach to przeczucie sië rozwiaîo i pojëîam@ ûe to jest czyste sien- ce-fiction@ a nie opowiastka o ol- brzymach i karîach. Od razu teû stwierdziîam@ ûe zagîëbienie sië w otchîaï tej@ jakby na to nie spoj- rzeê - dziwnej historii moûe okazaê sië interesujâce. Styl autora byî tak obezwîadniajâco gîadki i przeko- nywujâcy@ ûe poczuîam sympatië do przedstawionego przez niego ôwiata i bohaterów. A dziwowaê sië byîo nad czym@ bo oto w 563 roku nowej ery (okoîo XXV - XXVII wiek) na Ziemi zaczynajâ sië dziaê dosyê dziwne rzeczy. Spowodowane jest to gîównie odkryciem dwóch nowych ras rozumnych (Galaktów i Niszczycieli)@ ale o tym póúniej. Najwaûniejszâ rzeczâ w tej pierwszej czëôci jest podróû Eli`ego na Orë@ sztucznâ planetë stworzonâ przez dwa pokolenia ludzkoôci@ naj- wiëkszy cud ôwiata. Tu ma sië odbyê spotkanie kilkunastu form ûycia z naszej pobliskiej przestrzeni kos- micznej. To tu wîaônie Eli niespo- dziewanie zadurzy sië (jeûeli wolno mi uûyê takiego sîowa) w piëknej mieszkance odlegîej Wegi i... ale nie bëdë Wam przecieû spalaê caîej zabawy! Najbardziej chyba zaskoczyî mnie fakt stworzenia na Ziemi tylko jed- nego narodu@ którego kapitolem jest piëtnastomilionowe miasto o orygi- nalnej nazwie "Stolica" i powszech- nie panujâca pewna odmiana komuniz- mu@ który dziaîa wedîug zasady: "kaûdemu wedîug jego potrzeb@ od kaûdego wegîug jego moûliwoôci". Cóû - jeûeli przyjâê@ ûe na ôwiecie nie ma juû chorób a walka na piëôci to "prymitywny zwyczaj" moûna po pewnym czasie zrozumieê@ dlaczego na naszej planecie nie mam pieniëdzy@ a kaûdy moûe robiê praktycznie to co mu sië podoba... Zdumiewajâcy jest równieû fakt@ ûe czîowiek piëêdziesiëcio siedmio let- ni jest uwaûany za mîodego@ a stu- czterdziesto letni goôciu "trzyma sië caîkiem porzâdnie". Maleje juû przy tym fakt@ ûe ówczesny mëûczyzna jest uwaûany za niskiego przy wzroô- cie studziewiëêdziesiëciu jeden cen- tymetrów@ a kobieta jest niewysoka przy zawrotnej wysokoôci metra i osiemdziesieêiu piëciu cm. Przy tym oczywiôcie rosîy mieszkaniec Ziemi ma 230 cm wzrostu... Czytelnik jest z caîâ stanowczoôciâ rzucany w sam ôrodek tego wciâgajâ- cego bagna@ a autor nie traci czasu na zbëdne wyjaônienia opisujâc wszystko jak chleb powszedni. Ksiâû- ka jest przez to ciekawa i dziwi@ tylko dziwi... Ômiesznym wydaî mi sië takûe fakt duûej niewiedzy o dwudziestowiecznym czîowieku jakim wykazujâ sië gîówne postacie. Jedy- nie studiujâcy staroûytnoôê Romero wie co nieco o "staroûytnych" naro- dach typu Rosja@ choê i on gardzi doskonaîym@ czerwonym winem... Wraz z biegiem czasu poznajemy ludz- koôê reprezentowanâ przez czîowieka w odlegîym Kosmosie... Jesteômy wplâtani w wojne o takim rozmachu@ ûe od naszego powodzenia lub klëski zaleûâ losy niemalûe wszystkich ras naszego region. Tom II - "W Perseu- szu" ukazuje nam ôwiat@ który musimy uratowaê@ który zdany jest tylko na nas... Nic wiëcej nie powiem bo to trzeba samemu zobaczyê. Seria (o ile mi dobrze wiadomo) koï- czy sië tomem III - "Pëtla wsteczne- go czasu" - kolejna groúba@ kolejny egzamin dla ludzkoôci... Same ksiâûki napisane sâ piëknie i pewnie przeczytam je zaraz po raz drugi (taka juû moja natura). Nie mam pojëcia gdzie te starocie moûna zdobyê (zostaîy wydane w roku 1988 przez wydawnictwo "Wspóîpraca")@ ale jeûeli wpadnâ Wam w rëce - nie co- fajcie sië@ WSZECHÔWIAT CZEKA!!! BuLLeT/RaInBoW DeSiGn