å2°2Powiedz mi...°0 "Powiedz mi, dlaczego mam sië baê, na bacznoôê stawiaê wstyd, zapiâê sië w brâzowy pas..."å0 Pewnego dnia, który byî caîkiem miîy, przynajmniej aû do przyjôcia listonosza, dostaîem wezwanie na komisjë poborowâ. Poniewaû byîo tam wyraúnie dane do zrozumienia, ûe w wypadku zignorowania tego ôwistka papieru spotkajâ mnie przykre konsekwencje, nie miaîem innego wyjôcia, pozostawaîo mi tylko stawiê sië. Wyznaczonego dnia, o ósmej rano poszedîem do ratusza, gdzie caîa impreza miaîa miejsce. Na miejscu byîo juû trochë ludu, ludzie wciâû sië schodzili. Czëôê postanowiîa uczciê ten dzieï czymô mocniejszym i w stanie wskazujâcym zjawiîa sië w "poczekalni". Spotkaîem kilku znajomych i zaczëliômy rozmowë na róûne dziwne tematy. Po ok. póî godzinie zjawiî sië goôciu, który zebraî nasze dowody i wlazî z powrotem do sali. Po chwili zaczëto nas po kolei wywoîywaê. Trwaîo to cholernie powoli, sam byîem chyba dziesiâtym wezwanym, a i tak trwaîo to godzinë. W koïcu wszedîem do sali, gdzie kazano mi usiâôê pod ôcianâ (dobrze, ûe nie z rëkoma w górze) i czekaê. Z nudów zaczâîem przeglâdaê leûâcy obok foto-komiks, który miaî nam udowodniê, ûe w wojsku jest fajnie, czadowo i w ogóle zajebiôcie - krótko mówiâc propagandowe gówno. Postaram sië w miarë rzeczowo go streôciê, bo naprawdë warto. Zaczyna sië, gdy pewien klient otrzymuje wezwanie do stawienia sië w jakiejô jednostce. Ûegna sië ze swojâ laskâ, która mówi: "bëdë tëskniîa" (och!), na co nasz "bohater" odpowiada: "Niedîugo wrócë" (ach, jakie to wzruszajâce). Jeôli ktoô mi wmówi, ûe w wieku 19 lat póîtora roku wydaje sië krótkim okresem, to gratulujë daru przekonywania. Ale wrócmy do komiksu. Facet jest juû w jednostce, wszyscy dookoîa niego skaczâ, troszczâ sië o niego, usmiechniëci, on teû wesolutki, po prostu niebo, nie wojsko. Nastëpny obrazek: klient wôród podobnych jemu palantów, o ilorazie inteligencji poniûej normy ustalonej w Tworkach, a obok tekst: "Moi nowi koledzy". O kurwa! Powaûnie? Tak sië cieszë! Póúniej zdjëcia opowiadajâce o tym, jaki to ubaw jest na êwiczeniach. Ale to tylko przez chwilë, póúniej nasz dzielny ûoînierz opala sië w sîoneczku, bawi sië w ôwietlicy, oglâda film itd. Caîoôê koïczy sië jak "wspaniaîy obroïca ojczyzny" opuszcza jednostkë: "Tak szybko mi tu minâî czas" (cool, hehehe). Wita sië z laskâ, po czym nastëpuje podsumowanie broszurki: "Byîem w wojsku, staîem sië prawdziwym mëûczyznâ". Sorry, jeôli tak wyglâdajâ sprawy, to nie mam najmniejszej ochoty zostaê "prawdziwym" mëûczyznâ... Po pewnym czasie zawoîaî mnie BWU (Bardzo Waûny Urzëdol), który zaczâî sië mnie wypytywaê o dane osobowe. Chciaîbym zîoûyê temu panu wyrazy wspóîczucia z powodu choroby umysîowej. ("Rodzeïstwo?" "Siostra." "Rok urodzenia?" "1980" "Stan cywilny?" "Yyy???" "No, stan cywilny!" "Panna." No, a niby co! Piëtnastoletnia mëûatka? A moûe juû wdowa, idioto?) Podobne przeûycia miaî kumpel. ("Rodzeïstwo?" "Dwie siostry, bliúniaczki." "Rok urodzenia?" "1984" "A druga?" "1984, to bliúniaczki!" Goôciu zapisaî, popatrzyî i z odkrywczâ minâ: "Aa, to pewnie bliúniaczki?") Pomijajâc to, ûe piëê razy wypytywaî sië o mojâ datë urodzenia, którâ sam zapisaî przed swoim nosem! Odesîaî mnie do innego BWU, który kontynuowaî ôledztwo, po czym odesîaî pod drzwi drugiej sali, gdzie byîa komisja lekarska, i kazaî czekaê. Czekaîem wiëc kolejne póîtora godziny, aû w koïcu mnie wezwano. Zmierzono mnie, zwaûono, wypytano o przebyte choroby, zbadano wzrok, po czym zaprowadzono za parawan, gdzie lekarka kazaîa wykonaê striptiz. Powszechny aplauz na sali wzbudziîa gîoôna odpowiedú pewnego goôcia: "Ale my sië jeszcze nie znamy!". Niestety, wypadîem fatalnie (z mojego punktu widzenia), czyli kategoria "A". Suxx! Wysîano mnie do kolejnej komisji, trzyosobowej, w której jeden dziadek braî ode mnie teczkë i odkîadaî na biurko, drugi braî jâ i podawaî trzeciemu, który najpierw czytaî te dokumenty, a potem wyjaôniaî nasze prawa i obowiâzki, po czym wysyîaî z powrotem na korytarz, ûeby czekaê na wydanie ksiâûeczki wojskowej. Na korytarzu znów trzeba byîo odczekaê niezîy kawaîek. W tym czasie doszliômy z kumplami do interesujâcych wniosków na temat wszystkich komisji. Uwagi te moûecie (chyba) przeczytaê w innym artykule w tym numerze "PMM". Czekaliômy, czekaliômy, kilka osób zdecydowaîo sië iôê do domu, wreszcie wyszedî dziadek z komisji i wrëczyî nam ksiâûeczki, ûyczâc kaûdemu "powodzenia". Rzygaê sië chciaîo. Po tym wszystkim zadaîem sobie jedno pytanie: Po co ten caîy cyrk? Po to, ûeby udowodniê mîodym ludziom, ûe sâ niczym wobec wîadzy armii, w której powinieneô spëdziê 18 wyciëtych z ûyciorysu miesiëcy? Wszyscy wiedzâ, ûe zdecydowana wiëkszoôê ludzi robi co tylko moûe, ûeby nie trafiê do wojska. I bynajmniej nie poprawiajâ sytuacji wiadomoôci o obyczajach panujâcych w armii, o kolejnych samobójstwach i o wariujâcych tam ludziach. Panuje opinia, ûe i tak wiele z tych spraw nie przedostaje sië do wiadomoôci opinii publicznej. Tuszuje sië i ukrywa wszystko, co moûna. W imië czego? I niech nikt mi nie mówi o "patriotyúmie", "sîuûbie Narodowi" i "obowiâzku wobec Ojczyzny". Kto stanowi të ojczyznë? Banda polityków, którzy zamiast próbowaê wyprowadziê Polskë z gospodarczej ruiny i ratowaê co sië jeszcze da, toczy walkë o stoîki i chce nachapaê sië jak najwiëcej, póki jeszcze sâ przy ûîobie? Pan Prezydent, który moûe wkrótce nauczy sië wreszcie poprawnie mówiê po polsku? Oszuôci, którzy chcâ sië dorobiê jak najwiëcej jak najmniejszym kosztem? Czy reszta spoîeczeïstwa, która ûyje na granicy ubóstwa? Przesadzam? Na pewno (LH: Nie). Ale z pewnoôciâ mam teû duûo racji. Przypatrzmy sië naszej armii, która tak sië o nas upomina. Chyba tylko po to, ûeby nas zgnoiê, wpoiê nienawiôê do wojska, a przy okazji nauczyê obsîugi archaicznego sprzëtu. Bâdúmy szczerzy - niewiele jest païstw w Europie, z którymi wygralibyômy ewentualnâ wojnë. Watykan, Monako, Liechtenstein, moûe jeszcze Rumunia. Nie uômiechajcie sië - taka jest prawda! Nasza straû graniczna nie moûe sobie nawet poradziê z bandami przemytników, uûywajâcych samolotów rolniczych do przekraczania granicy. Start myôliwców zbyt duûo kosztuje! Gdybym coô takiego usîyszaî w "Latajâcym cyrku Monty Pythona" ômiaîbym sië do rozpuku. Niestety, ûycie to nie jest serial telewizyjny, a szkoda. W takich chwilach jak ta, mam ochotë wybiec na ulicë i zawyê do ksiëûyca: å1"Anarchy - fuck the system!"å0 Moûe to by coô zmieniîo? å2Fuzz of Ladybird Designå0 å2PS.å0 Ja ze swojej strony równieû zrobië wszystko, byle tylko nie trafiê pod "opiekuïcze skrzydîa" armii...