38 8 563 4Alabama - Part II 3BETHON /IMPOTENCI 2- Bardzo dobrze, ûe o to spytaîeô, 2bo nie wiedziaîam jak ci o tym 2powiedzieê. 1- To znaczy o czym - spytaîem 1zdziwiony? - Chodzi o to, ûe teraz jesteô bardzo waûnâ osobâ. Byê moûe od ciebie bëdâ zaleûaîy losy wielu ludzi. 3- Czy mogîabyô mówiê trochë 3jaôniej? (HIV: Rozjaônij 3sobie monitor, hîehîe!) A 3swojâ drogâ, to nie 3rozumië dlaczego ode mnie 3zaleûâ teraz losy, jak sama 3powiedziaîaô, wielu ludzi. 3Przecieû jestem zwykîym 3czîowiekiem, nie 3wyróûniajâcym sië niczym 3wielkim (HIV: Teû racja, 3niczego wielkiego nie masz 3:->). - Oj, takim zwykîym czîowiekiem to ty nie jesteô, tylko jeszcze o tym nie wiesz. Jesteô jedynym i ostatnim czîowiekiem na Ziemi spokrewnionym z przodkami z Eldafjordu. Musisz wiedzieê, ûe ci przodkowie byli kiedyô normalnymi ludúmi, to znaczy prawie normalnymi, poniewaû bardzo dobrze znali sië na magii. Duchy niektórych z nich mogâ powracaê na Ziemië i pokazywaê sië zwykîym ômiertelnikom. 2- Chcesz mi przez to powiedzieê, ûe 2ja znam takûe jakieô sztuczki? 1- Tak. 2- Co?! No nie, ty chyba teraz 2ûartujesz. Chociaû widziaîem juû 2tyle dziwnych rzeczy, ûe uwierzyîbym 2chyba we wszystko. - Eryku, jesteô osobâ niezwykîâ, tylko nigdy nawet nie próbowaîeô wykorzystaê swoich umiejëtnoôci, ale o tym póúniej. Wszystkiego dowiesz sië w odpowiednim czasie. 5Zrobiîo sië ciemniej, 5poniewaû jedna ze ôwiec juû 5sië dopalaîa. Alabama 5odpaliîa kolejnâ i usiadliômy 5na powrót przy stoliku. 5Dziwne, wydawaîo mi sië, iû 5znajdujë sië tutaj juû ze 5dobre póî dnia, a wciâû nie 5czuîem gîodu. Alabama 5kontynuowaîa: - Teraz odpowiem ci na jedno z najbardziej nurtujâcych cië pytaï, czyli skâd ty tu - w tym ôredniowiecznym zamku - sië znalazîeô. Jak juû wiesz, jestem tutaj uwiëziona przez Tamalina i praktycznie nie mogë nic zrobiê. Tamalin jednak sië trochë przeceniî. Mogë wykorzystaê czâstkë mojej mocy. Niestety, jest to za maîo, abym mogîa stâd sië wydostaê, ale wystarczyîo mi to, aby wezwaê tu ciebie, Eryku. 1- Chyba nadal niezbyt to pojmujë 1(HIV: Ty ciemniaku!). - I w cale sië nie dziwië (HIV: Co jest, Alabama? Bronisz go?). Pewnie nie zastanawiaîeô sië nad takimi pojëciami jak ciaîo i duch. OtÏû, tutaj w zamku, przebywa tylko twój duch, natomiast ciaîo pozostaîo w XX wieku, u ciebie w mieszkaniu i smacznie sobie ôpi. Mogîam dotrzeê do ciebie tylko we ônie, poniewaû wtedy duch opuszcza twe ciaîo i spokojnie sobie wëdruje. Normalnie jest to bardzo trudne, aby dotrzeê do ciebie, tzn. twego ducha, poniewaû istnieje granica miëdzy ôwiatem astralnym czyli tym, w którym my sië teraz znajdujemy, a krainâ snów. Na szczëôcie udaîo mi sië to i sprowadziîam cië tutaj. Jesteô jedynâ osobâ, z którâ mogîam sië skontaktowaê i w dodatku moûesz wykonaê zadanie, choê bëdzie to kosztowaîo cië wiele trudu i wysiîku. Poza tym bëdziesz ciâgle naraûony na wielkie niebezpieczeïstwa. Musisz mi powiedzieê czy podejmiesz to wyzwanie, lecz wiedz, ûe jesteô naszâ ostatniâ deskâ ratunku. 1- Ale ja... - Na razie nic nie mów. Pozwól, ûe wyjaônië ci do koïca na czym owo zadanie bëdzie polegaê. Jak juû wiesz, Mar ciâgle poszukuje czwartego kamienia, który daî by mu nieskoïczenie wielkâ siîë. Do tej pory jakoô sobie z nim radziliômy. Niestety, Tamalinowi udaîo sië mnie tu sprowadziê. I ma teraz wielkie nadzieje, ûe wreszcie przekaûe swojemu panu, gdzie znajduje sië ów kamieï. Próbowaî juû wielu sposobów, jednak skutecznie sië opieraîam jego woli i nie przypuszczam, ûeby mu sië udaîo coô ze mnie wyciâgnâê (HIV: Ja bym wyciâgnaî z ciebie flaki!!!). Niestety, Mar jest o wiele potëûniejszy ode mnie i z pewnoôciâ niedîugo on tu sië zjawi. Z caîâ pewnoôciâ nie oprë sië woli Mara. Dlatego ogromnâ rolë gra tu takûë czas. Tamalin, a tym bardziej Mar - nie wiedzâ o twoim istnieniu, ani tym bardzej o tym, ûe teraz tutaj sië znajdujesz. Musisz odnaleúê kamieï Póînocy przd Marem. 1- A gdzie znajdë ten Kamieï Póînocy? - Na razie mogë ci tylko powiedzieê, iû znajduje sië on w grocie Trzech Jezior i jest bardzo dobrze strzeûony. Aby do niego dotrzeê, bëdziesz musiaî przejôê wiele prób. Grota ta niebezpodstawnie tak sië nazywa. Jest to ogromna pieczara z maîymi jeziorami. Najpierw bëdziesz musiaî sië do niej dostaê. Jeôli ci sië to uda, to czekajâ cië teraz trzy bardzo trudne próby. Pod kaûdym z jezior jest komnata. Co sië w nich znajduje, nie mogë ci powiedziê, poniewaû sama tego nie wiem. Na koïcu znajduje sië najstraszniejsza próba - Studnia Ciemnoôci (HIV: Tam moûna macaê panienki, hîehîe! Ja juû idë!). 2- No, to zapowiada sië naprawdë 2interesujâco. Czy ty 2naprawdë wierzysz, ûe ja zdoîam tego 2dokonaê, ot tak sobie? 1- Wiem, ûe nie bëdzie to proste. 1Zdany sam na siebie chyba nie masz 1ûadnych szans. - Nie ma to jak prawdziwe sîowa otuchy - powiedziaîem i zdecydowanie ten pomysî przestawaî mi sië podobaê. 1- Moûe jednak bëdë ci mogîa jakoô 1pomóc w tym zadaniu. 2- Tak? Przecieû nie moûesz sië stâd 2wydostaê, a na dodatek Tamalin 2pozbawiî cië tutaj twojej mocy. - Tamalin jest okrutnym czîowiekiem i wielu ucierpiaîo z jego powodu, dlatego z caîego serca nienawidzâ go. Jednâ z jego ofiar jest Ordos - Demon Nocy, który kiedyô byî jego wiernym sîugâ, jak Ravolt. Tamalin uwiëziî go, a najbardziej poniûajâcâ rzeczâ dla demona jest pozbawienie go wolnoôci. Kiedyô Tamalin chciaî mi pokazaê, jak skoïczë jeûeli nie powiem mu, gdzie znajduje sië Kamieï Póînocy i zabraî mnie do podziemi zamku, gdzie wiëzi wiele swoich ofiar. Jest to naprawdë starszne miejsce i nie ûyczyîabym nawet najwiëkszemu wrogowi takich cierpieï. Ta wycieczka do podziemi miaîa jednak swoje plusy. Tamalin wrzuciî mnie do jakiegoô ciemnego lochu, zamknâî drzwi, po czym szyderczo sië ômiejâc, opuôciî to miejsce. Byîo okropnie ciemno, nic nie widziaîam, lecz wyczuwaîam w pobliûu zagroûenie. Czuîam na swych plecach czyjô gîëboki, syczâcy oddech. Kiedy moje oczy przyzwyczaiîy sië juû do otaczjâcj ciemnoôci, powoli sië obróciîam i zawyîam z przeraûenia. Ujrzaîam potëûne monstrum z ûarzâcymi sië czerwonymi oczami. Caîe jego ciaîo byîo czarne jak wëgiel. Z pyska wystawaîy mu biaîe dîugie zëby. Póúniej dostrzegîam takûe wielkie, lekko sië poruszajâce skrzydîa i dîugi potëûny ogon. Na poczâtku wpadîam w panikë, chciaîam uciec, ale dokâd... Staîam jak sparaliûowana, kiedy oblicze tego monstrum zaczëîo sië zmieniaê. Powoli jego rysy zaczëîy îagodnieê, twarz juû nie wyraûaîa takiej nienawiôci, oczy juû nie byîy takie czerwone i dojrzaîam w nich ogromny smutek i tësknotë. Potwór schowaî skrzydîa, skuliî sië pod ôcianâ i schowaî gîowë w kolanach. Zrobiîo mi sië jakoô lûej na sercu, z drugiej zaô strony chyba nigdy nie widziaîam kogoô tak przygnëbionego, pozbawionego sensu ûycia. Powoli podeszîam do niego, i po chwili nawiâzaliômy dialog (HIV: Ona kîamie, pewnie mu daîa dupy, bo baby tylko to umiejâ dobrze robiê.). Jego gîëboki, smutny gîos przyprawiî mnie o îzy. Dowiedziaîam sië o historii jego ûycia, o krzywdzie jakâ wyrzâdziî mu Tamalin. Obiecaîam mu, ûe jeôli tylko to bëdzie moûliwe, postaram mu sië (HIV: a moûe "sië mu")? pomóc. 6Kiedy to usîyszaî, zobaczyîam w jego oczach zapalajâce sië iskierki nadziei (HIV: To tylko spiëcie!). Powiedziaî, ûe jeôli go wydostanë stamtâd, bëdzie wdziëczny mi na wieki i pomoûe w kaûdej potrzebie. Kiedy opuôciîam tâ komnatë, Tamalin byî wyraúnie rozczarowany. Prawdopodobnie spodziewaî sië, ûe znajdzie mnie tu rozszarpanâ, ledwo ûywâ. 1- Uwaûasz, ûe ten demon mógîby mi 1pomóc - zapytaîem? 7- Jestem tego pewna. Tylko 7jest maîy problem: trzeba mu 7bëdzie najpierw jakoô pomóc. 7Niestety, bëdziesz to mógî 7zrobiê tylko ty, poniewaû ja 7nie mogë wyjôê z tej komnaty. 7Myôlë, ûe bëdzie to znakomita 7próba przed czekajâcym cië 7zadaniem. 1- Hej, ale przecieû ja sië jeszcze 1nie zgodziîem. 2- Eryku, jesteô naszâ ostatniâ deskâ 2ratunku. Proszë... 6- No, nie wiem (HIV: Powiedz 6od razu, ûe jak Ci postawi 6laskë, to zrobisz dla niej 6wszystko, a nie pierdol.). 6Ale chyba spróbujë coô zrobiê 5z tym potworem - niepewnie 6powiedziaîem. 2- Âwietnie. A wiëc zrobimy tak: po 2pierwsze, musisz sië dostaê do 2podziemi. Tam bëdzie jeden 2straûnik. Nie wiem jak, ale coô 2musisz z nim zrobiê... 1- No, zapowiada sië ôwietnie. 2- Póúniej spróbujesz uûyê swojej 2mocy, uwolniê Ordosa i jeôli ci sië 2to takûe uda (HIV: A moûe byê 2dupa?), to razem wrócicie tutaj - do 2mojej komnaty. - Ufff, czy ty aby na pewno nie pomyliîaô mnie z kimô innym? - Niestety, nie. - Kiedy powinienem zaczâê - zapytaîem trochë zdenerwowany? - Wîaôciwie juû - powiedziaîa. 2Po chwili delikatnie musnëîa moich 2ust, a nastëpnie przeciâgle mnie 2pocaîowaîa (HIV: A co z tym 2drutem?). 1- To na szczëôcie, Eryku. Ûyczë ci 1powodzenia. 5Spojrzaîem na niâ jeszcze 5raz, po czym wstaîem i 5wyszedîem. Na zewnâtrz 5spotkaîem znowu te maîe 5stworki. Przystanâîem na 5chwilë i przyglâdaîem im sië 5jeszcze przez chwilë. Chyba 5nawet mnie zaakceptowaîy, bo 5po chwili zaczëîy radoônie 5biegaê, a wîaôciwie ôlizgaê 5sië wokóî moich nóg. 1- Hej, wy maîe potwory. Moûecie mi 1pokazaê drogë do podziemi? Przystanëîy na chwilë, popatrzyîy na mnie i znowu zaczëîy ôlizgaê sië, nie zwracajâc zupeînie na mnie uwagi. Trochë sië zdenerwowaîem, ale wolaîem ich nie draûniê. Powiedzaîem wiëc: 2- Jeôli mi pokaûecie drogë do 2podziemi, to coô wam dam. Tradusy nagle wyhamowaîy. 1- Co nam dasz? 2- A czego byôcie chciaîy? 1- Ja chcë byê niewidzialny - 1powiedziaî pierwszy, a drugi dodaî - 1Ja teû, ja teû!!! Chcë byê 1niewidzialny przez chwilë. Zrobiîem bardzo powaûnâ minë, udajâc, ûe sië skupiam, wyciâgnâîem na wprost rëce i zaczâîem mamrotaê jakieô sîowa, jakie mi tylko przyszîy na jëzyk. Chciaîem trochë poudawaê przed nimi. Po chwili zaniemówiîem... Tradusy, jeden po drugim, nagle zniknëîy. 2- O kurcze, ja chyba mam naprawdë 2jakâô moc - powiedziaîem sam do 2siebie. 1- Hej, Chron gdzie jesteô? Nie 1widzë cië. Ale czadowo, odlot. - Auuê, uwaûaj jak chodzisz gîupku. Âlepy jesteô czy co?! 1- Tak sië dziwnie skîada, ûe cië nie 1widzë mîotku! Staîem totalnie zdumiony. Po chwili oba tradusy zaczëîy sië pojawiaê. 2Spojrzaîy na mnie juû caîkiem 2powaûnie i chyba czuîy przde mnâ 2respekt. Z triumfem w gîosie 2powiedziaîem: 1- No, to co, pomoûecie mi teraz? - TTaak... Chyba tak. Jesteô caîkiem czadowy facet. Zaprowadzimy cië do podziemi. Chodú za mnâ - powiedziaî ten, co nazywaî sië Chron. 1- Nie, za mnâ - krzyknâî drugi! 2- Za mnâ! 1- Nie, bo za mnâ! 2- Za mnâ, bo jak cië... Auuê. 2Dobra, idú za nim. Tradusy doprowadziîy mnie do jakiegoô ciemnego korytarza, który koïczyî sië drzwiami. Tam mnie zostawiîy i poszîy sobie. Nie zastanawiajâc sië, otworzyîem drzwi i wszedîem do ôrodka. Byîo to caîkiem nie duûe pomieszczenie, pogrâûone w póîmroku i sprawiajâce bardzo odpychajâce wraûenie. W powietrzu unosiîa sië stëchlizna i panowaî straszny smród. Z ledwoôciâ îapaîem powietrze. Znajdowaîo sië tam kilka cel, z których dochodziîy bordzo nieprzyjemne odgîosy sapania, charczenia, jakby byîy tu uwiëzione jakieô ogromne, zwierzëce monstra. 2Na poczâtku byîem trochë zaskoczony, 2poniewaû nie byîo tu ûadnego 2straûnika. Postanowiîem wiëc 2poszukaê Demona Nocy. Chodziîem od 2celi do celi coraz bardziej 2zdenerwowany, aû wreszcie znalazîem 2to, czego szukaîem. Przez kraty 2zobaczyîem ogromnâ, czarnâ postaê 2skulonâ pod ôcianâ. 1- Czy ty jesteô Demonem Nocy - 1zapytaîem drûâcym gîosem? Postaê podniosîa gîowë i zobaczyîem jej czerwone wâskie oczy. 2- Tak. A kim ty jesteô - rezlegî 2sië jego gîëboki, potëûny lecz 2spokojny gîos? - Jestem Eryk. 2Przysyîa mnie Alabama. 1- Alabama?! - Tak. SprÏbujë cië teraz uwolniê, choê sam nie wiem jak poradzë sobie z tymi kratami. Ordos przypatrywaî mi sië przez chwilë bardzo uwaûnie, jakby próbowaî odgadnâê kim jestem. Po chwili zaô rzekî: - Wyczuwam w tobie ogromnâ moc. Kim ty wîaôciwie jesteô? Nigdy o tobie nie sîyszaîem, a tym bardziej cië nie widziaîem. O osobie z której aû bije aura mocy na pewno bym coô sîyszaî. 1- Wîaôciwie, to sam nie wiem kim 1naprawdë jestem. Dopiero sië uczë. 1Pozwól mi sië teraz skupiê chwilë na 1tych kratach. Z wyjâtkiem tych dziwnych odgîosów dobiegajâcych z innych cel panowaîa zupeîna cisza. Byîem trochë zaskoczony, poniewaû nie byîo tutaj ûadnego zamka - tylko kraty. Jak to moûna byîo w ogóle otwieraê? Zaczâîem sië koncentrowaê, do moich ust zaczëîy same napîywaê jakieô sîowa, których znaczenia kompletnie nie rozumiaîem. Na poczâtku nie dziaîo sië nic. Zaczâîem sië trochë denerwowaê, lecz po chwili poczuîem jak moje rëce robiâ sië gorâce. Wyciâgnâîem je na wprost krat. Powoli stawaîy sië czerwone, ûarzyîy sië jakimô dziwnym blaskiem. Naglë rozlegî sië potëûny huk i caîe pomieszczenie wypeîniîo sië jaskrawym, oôlepiajâcym ôwiatîem, z moich râk popîynëîy dwa niebieskie pioruny i z ogromnym impetem (HIV: Wgîâb?) uderzyîy w kraty. Z owych krat zostaîa tylko maîa kupka popioîu. Ordos byî wolny. 2Kiedy doszedîem do siebie po tym nie 2maîym wstrzâsie pomyôlaîem, ûe to 2wszystko jakoô za îatwo poszîo. 2Niestety, nie zdâûyîem dokoïczyê tej 2myôli, kiedy wtem do podziemi wszedî 2przeraûajâcy potwór. Potwór ten byî znacznie wiëkszy od Ordosa, a sam Ordos wyglâdaî przy nim jak najpiëkniejsze dziecko natury. Staîem jak sparaliûowany kiedy zrozumiaîem, ûe to jest ów straûnik. Potwór ten zaczâî powoli zbliûaê sië w moim kierunku - na pewno nie w przyjacielskich zamiarach. Ja wciâû nawet nie drgnâîem, zobaczyîem jeszcze tylko, ûe oczy Ordosa pîonâ dziwnym, przeraûajâcym czerwonym blaskiem. Myôlaîem: No, to koniec, skoïczë gdzieô tu w otchîani, moje prawdziwe ciaîo juû sië nigdy nie obudzi, a Mar zdobëdzie Kamieï Póînocy i obejmie kontrolë nad ôwiatem. Byîem juû pewien ômiwerci, kiedy nagle straûnik wydaî dîugi przeciâgîy ryk, skuliî sië w sobie i upadî na podîogë. Po chwili jego ciaîo zaczëîo jakby sië rozpîywaê, zmieniaê w ochydnâ maú, aû wreszcie rozpîynëîo sië po podîodze. 2- Uciekajmy stâd - krzyknâî Demon 2Nocy, a ja w sumie nie miaîem nic 2przeciwko temu! Biegliômy jak szaleni krëtymi korytarzami podziemi. Wreszcie dostaliômy sië do tej ogromnej sali, gdzie wczeôniej widziaîem Mara, i skierowaliômy sië w stronë komnaty Alabamy. Usîyszaîem wôciekîe gîosy oraz tupot kilkudziesiëciu ciëûkich kroków dobiegajâcych zza moich pleców. Wpadliômy do komnaty Alabamy i Ordos zaryglowaî w ostatniej chwili drzwi. - Goniâ nas - wrzeszczaîem - goniâ nas, sâ juû za drzwiami! 2- Musicie stâd szybko uciekaê. 2Zaraz na pewno zjawi sië tu Tamalin. 1- Dokâd mamy uciekaê, stâd nie ma 1wyjôcia - smutno powiedziaî Ordos?! 1Jego skrzydîa wyglâdaîy 2fantastycznie. Powoli falowaîy w 2powietrzu na tle pokoju pogrâûonego 2w póîmroku. - Jest jedno wyjôcie:. musicie udaê sië do twojej rzeczywistoôci, Eryku... 1CDN... (w nastëpnym numerze ORGAZMU) 3BETHON /IMPOTENCI