38 3 474 4Sanepid 3BETHON /IMPOTENCI No cóū, wakacje dobiegīy do definitywnegoo, totalnego, nieodwracalnego, ostatecznego, bezwarunkowego, bezapelacyjnego, kategorycznego, nieodwoīalnego, PIERDOLONEGO KOĻCA! Byī poniedziaīek, dochodziīa juū 7:00, kiedy mój mózg jeszcze ōniī o super dupach na plaūy, a penisem rzucaīo raz po raz kolejnym niekontrolowanym wytryskiem. Niestety, sielanka ta dobiegaīa juū koļca. Powoli docieraīy do mnie decybele z autoalarmu samochodu sāsiada, którego wīaōnie ktoō sobie chyba chciaī poūyczyź. Obudziīem siė, ruszyīem rowa do īazienki, zrzuciīem grzyba, przeczyōciīem klawiaturė, zrobiīem przeglād podwozia itd. W koļcu opuōciīem mój wigwan. Po drodze, kiedy przechodziīem koīo okien Hiv'a (HIV: HIV'A, a nie Hiv'a, gnoju!) zrobiīo mi siė trochė smutno, bo pomyōlaīem, ūe pewnie jeszcze ōpi zalany spermā i nie zdāūy do szkoīy. Cóū, w koļcu to mój kumpel, obudzė go. Wziāīem z trawnika doōź potėūne gówno (chyba jakiō dog je wygenerowaī) i rzuciīem w strone okna Hiv'a. Niestety byīo ono jeszcze doōź ōwieūe (nawet trochė ciepīe) i chyba siė rozprysīo u niego w pokoju, bo kiedy juū odchodziīem sīyszaīem gīosy jego starszej: 2- Hiv, ty stary wirusie! Kto mi 2nasraī do bamboszy?! Takiego gówna 2to ja w ūyciu nie widziaīam! 1- Ale mamo, to nie ja. Moūe to 1Pimpek... 2- To nie Pimpek! Pimpek jak siė 2wysra, to robi sanki po stoīowym! 2Oj, zobaczysz, jeszcze ktoō kiedyō 2wynalezie szczepionkė... Drogi autobusem do szkoīy nie ma sensu opisywaź, bo byīa jak zawsze. Skopaliōmy z kumplem kanara, chciaīo mi siė siedzieź, wiėc powiedziaīem jednej bobci, ūe jej córka wpadīa pod sztajera i przebywa w stanie krytycznym w szpitalu (HIV: A gdzie jest sstan krytyczny?). Babcia wypierdoliīa jak w mordė strzeliī i juū siė siedzonko zwolniīo. Detonus, ten kumpel co ze mnā jechaī, skopaī jakiegoō dzieciaka, bo mu nie chciaī oddaź lizaka. (Sorry DTN, wiem, ūe nie cierpisz lizaków. Nastėpnym razem napiszė to, co naprawdė lubisz: wafelki 6kuku-ruku) Jakoō w tej miīej atmosferze friendshipu dotarīem do "kochanej" szkoīy. Zaczeīo siė. Nowa lekcja, pan procesor jak zwykle coō tam mówi, a my go tradycyjnie zlewamy. 2No, ale wacīaw, w koļcu natura daīa 2znaź o sobie i trzeba byīo wyskoczyź 2oddaź mocz. No to mówiė temu 2durniowi od polskiego: 1- Te, Stefan, idė siė odpryskaź. Stefan popatrzaī na mnie okiem (drugie podobno straciī, gdy miaī zbyt potėūny wytrysk) i mówi: 1- Idė z tābā, muszė wypolerowaź 1rakietė. - Aleū wodzu Wōciekīy Plemnik... (Miaī takā ksywė) 2- No dobra, ūartowaīem, idś, tylko 2wracaj szybko, bo dostaniesz uwagė 2do dziennika. 6Wyszedīem z klasy, no i sobie 6idė do tego upragnionego 6miejsca, gdy nagle patrzė, a 6tu, kurwa, jakiō kot ōmie 6chodziź po korytarzu! Po 6wstėpnej ocenie sytuacji (byī 6o okoīo dwa penisy mniejszy 6ode mnie) postanowiīem mu 6oklepaź ryja. "No to ja mu raz kosė w brzuch i juū dalej wiecie, nie ma drugiej takiej kosy w caīym ōwiecie, sika krew dokoīa, syf, co za jadka, ale dzieļ" (HIV: Jakby ktoō nie wiedziaī, to sā to sīowa jednej z piosenek wspaniaīej kapeli .....) 2Klepė mu ryja, nucė sobie songa, 2patrzė, a tu idzie ksiādz. 2Podchodzi do mnie i mówi: 1- Synu, co robisz temu chīopczykowi? - Te, wasz ōwiėtojebliwoōc, moūe wy byōcie mu troche dojebali? 1- No wiesz co, bój siė bOGA. A myōlė sobie, chuj z nim, idė, bo mi siė chce laź. Odszedīem parė kroków i sīyszė za polecami: "To ja mu raz kosė w brzuch i juū dalej wiecie, nie ma drugiej takiej kosy w caīym ōwiecie, sika krew dokoīa, syf, co za jadka, ale dzieļ" 5He he, jeszcze wam nie 5powiedziaīem, ale ten ksiādz 5źwiczy kjokuszinkė (HIV: 5Kyo-Kushinkai, palancie. 5Wiem, bo ten z drugiego mi 5powiedziaī, blahh blahh! To 5palant jeden!) Po dwóch 5chwilach znalazīem siė w 5rest-room'ie (HIV: 5Cieniarzu! W 5resting-room'ie!). Dotarīem 5do kabiny numer 3 i zaczynam 5ten cudowny rytuaī, zwany 5potocznie odlewaniem siė. 5Lejė tak sobie juū dobre póī 5litra, kiedy sīyszė, ūe ktoō 5wchodzi. Cisza... Eee, pewnie kogoō chwyciīa sraczka na lekcji i zrzuca materiaī. Odlaīem siė i wychodzė, kultorywatornie pociāgnāīem z piėtaszka drzwi, obracam sie i... (HIV: I jesteō obrucony...) 1Patrzė, a tu stoi piėkna, ōliczna, 1urocza, cudowna, malownicza, 1czarujāca, zachwycajāca, urzekajāca 1(uff) blondynka (HIV: Sorry, ūe siė 1czepiam, ale jak wyglāda malownicza 1blondynka?). Spojrzaīa na mnie 1swoimi bīėkitynymi, wyzywajācymi 1oczami. Staīem, a resztki moczu 1wsiākaīy mi w majty. Ubrana byīa w niezwykle krótkā spódniczkė, podniecajācā bluzkė wiāzanā na piersiach. Staliōmy tak ze dwie zdrowaōki, kiedy ona po prostu podeszīa do okna i odwróciīa siė do mnie plecami. Mój wzrok bīādziī po jej ciele, pikawa zaczėīa pompowaź krew do mojego czīonka. Nie zastanawiajāc siė podszedīem do niej. Delikatnie podwināīem spódniczkė. DO STU ZJEBANYCH TRACKÓW, ONA NIE MA NIC POD SPODEM! Zaczāīem gorāczkowo masowaź jej piersi (HIV: Pod spódniczkā miaīa piersi? A to dobre sobie!). Ogarniaīo nas coraz wiėksze podniecenie (HIV: Pytaīeō siė jej o to?). Rozpiāīem rozporek, wyciāgnāīem dziaīo i... Kurwa maź! Nie mogė sobie trafiź, wpadaīem w panikė, czuīem jak oblewa mnie fala zimnego potu! Po chwili ona spokojnie wziėīa w rėce mojā mėskoōź i naprowadziīa mnie na cel. Widzaīem jak powoli mój penis zanurza siė w tym cudownym, magicznym, pociāgajācym miejscu. Ona cichutko pojėkiwaīa, póśniej gīoōniej i gīoōniej. Sīyszaīem jej przespieszony oddech. Wszystko nabieraīo coraz bardziej zwierzėcego wyrazu, ona juū krzyczaīa, powoli osiāgaīa ORGAZM, pociskaīem, mocniej, mocniej, z ledwoōciā īapaīem oddech, ona wiīa siė jak wāū, a ja wciāū dawaīem powera, jeszcze, jeszcze szybciej i szybciej, aū wreszcie wystrzeliīem... Usīyszaīem jeszcze tylko jej przeciāgīe westchnienie rozkoszy. Trwaliōmy tak w bezruchu jeszcze kilka sekund i delikatnie wyciāgnāīem wielkā armatė (wīaōciwie teraz juū maīe, podrėczne dziaīko), jej spódniczka wciāū byīa podciāgniėta na wysokoōź jej jėdrnych piersi. Chciaīem juū zapiāź rozporek, kiedy ona powiedziaīa: 2- Jeszcze... 1- Eee... - troszkė spīynāīem. 2- Jeszcze, jeszcze, proszė mój 2ogierze! 1- Eee... 2Ona siė odwróciīa, uklėknėīa, wziėīa 2moje podrėczne dziaīko bojowe i 2zaczėīa je ssaź namiėtnie, 2przeciāgle, aū w koļcu "maīy" 2siėgnāī zenitu. I znów zaczėīo siė. 2Na jeśdśca, klasycznie, od tyīu, na 2lotnika, sapera, kosmonautė, 2spadochroniarza, komandosa, (eee, co 2ja pierdolė) (HIV: Pierdolisz siė 2codziennie sam, blahh blahh!). No, 2ale w kaūdym razie zrobiliōmy TO 2jeszcze kilka razy... Trwaīo to wszystko jakieō trzy klepsydry, kiedy padliōmy bezwīadnie na muszlė klozetowā. Leūeliōmy sobie tak, woda sāczyīa siė po pisuarach, a ja sobie myōlė - Kurwa, panienki w zasadzie nie znam, ale bzykaīo siė ostro. Chyba nawet Kubuō trochė spuchnāī. Drasnāībym sobie jā jeszcze kiedyō w wolnych chwilach, jakby siė maīy domagaī. Postanowiīem z nia zagadaź: 2- Jak ty siė wīaōciwie wabisz? 1- Sanepid 2- ...? 1- No bo wiesz, ciāgnė czasem kumplom 1druta po kiblach. 2- Eee, to moūe siė spotkamy jutro. 2Moūe jutro przed dīugā przerwā na 2drugim pietrze. Sā tam fajne 2szalety. 1- No dobra. Minėīy ze trzy papierosy i powoli udaīem siė w stronė klasy. Po drodze spotkaīem znowu naszego kochanego ksiėdza, który wciāū dopracowywaī swojā technikė. Wpadīem do klasy. 1- A coō ty tak dīugo laī? - zapytaī 1wddz Wōciekīy Plemnik. - Aaa, nooo, ten tego, panie procesorze, bo wie pan, zrzuciīem materiaī i nie chciaī spīynāź. 1- I co, musiaīeō rėcznie, na popych, 1he he?!. - no nie, teraz to mnie 1wkurwiī. 2- A pierdol siė ty stara dupo, 2uwaūaj ūeby ci siė jaja nie spociīy! Wziāīem teczkė (wīaōciwie moja teczka skīadaīa siė z: sprėūynka, wkīad, obudowa oraz zaczepka na koszulė - jednym sīowem mówiāc - dīugopis) i quit'owaīem siė ze szkoīy. W domu caīy czas myōlaīem o Sanepidzie. Nawet nie chciaīo mi siė przyjebaź Hiv'owi (zawszė to robiė, gdy wracam ze szkoīy, wiecie - tak dla relaksu) (HIV: Īūe jak pies!). Nastėpnego dnia udaīem siė pod umówione miejsce i czekaīem. Czekaīem. Czekaīem. Kurwa, no czekaīem. No, chuj mnie strzeliī, ona nie przyszīa. Szukaīem jej w caīej szkole, a tu nic. Utopiīa siė w klozecie, czy co? Byīem zrozpaczony, nie wiedziaīem co zrobiź, myōlaīem o najgorszym. Chciaīem to zrobiź, byīem juū prawie zdecydowany. No nie! Nie waliź gruchy przynajmniej raz dziennie, nie, to by byīo zbyt okrutne dla mnie. Mijaīy dni, tygodnie, wreszcie miesiāce, a ja ciāgle na rėcznym. Byī to chyba najgorszy okres w moim ūyciu, ale cóū, w koļcu zaczāīem przyzwyczajaź siė do tej sytuacji. Poznaīem nawet fajnā dziewczynė, nawet niezīa dupencja i w dodatku nie chora na umyōle (HIV: Bethon, czy to Anka M.? Eeee, przecieū ona byīa chora na umyōle, blahh blahh!). W sumie byīo nam razem dobrze, chodziliōmy juū cztery Ksiėūyce. Czasem spotykaliōmy siė u mnie, czasem u niej w domu. Bzykaliōmy siė dosyź czėsto, jednak to nie byīo to, co z Sanepidem. 2Pewnego razu udaīem siė do mojej 2panienki, bo akurat tak siė 2umówiliōmy. Pukam do drzwi, ōciāgam 2cichoczīapy, wchdzė do jej pokoju i 2spīywam... Na wersalce siedzi Sanepid. Staīem jak wryty (w gówno). Pierwsza, nieco zaskoczona, odezwaīa siė moja paniena: 1- A tak, nie powiedziaīam ci. 1Zaprosiīam dziō tu mojā koleūankė. 2- Czeōź - powiedziaīem. 1- Hej. - tylko tyle powiedziaīa, 1nie pokazujāc po sobie ūadnego 1zdziwienia. Drrrynnnnbzzzyymmmmmm!!! - zadzwoniī telefon i odezwaīa siė moja panienka. 1- Sorry, zostawiė was na chwilė, 1muszė odebraź. Zostaliōmy sami - ja i mój Sanepid. Moja paniena nie wracaīa. 1- Spoker, ona wróci za jakieō 10 1min. - powiedziaīa Sanepid. 2- Jak to? 1- Nie waūne, póśniej ci powiem. A 1teraz mam ochotė siė ostro pobzykaź. Nie wiem jak to siė staīo, ale wrėcz w jednej chwili rzuciīem siė na niā jak dziki kaloryfer. Zerwaīem z niej ubranie, posadziīem jā na stole i dosīownie ZERŪNĀĪEM... 2------------------------------------ Wiecie co, chyba zakoļczė juū ten artykuī w ten sposób. Po prostu nie chce mi siė juū pisaź, tym bardziej, ūe w zasadzie siė tu wātek urwywa. Spytacie - co ty kurwa, zwoje ci siė na mógu wyprostowaīy, czy co? Przecieū to ty piszesz ten artykuī! I tu dochodzimy do sedna sprawy. W zasadzie to nie ja wpadīem na pomysī tego artykuīu, ja go tylko nieco ubarwiīem i dodaīem troszkė wulgaryzmów. Kurwa, no muszė wam to powiedzieź, bo bėdā niezīe jaja. Otóū, mam jednego kumpla, chodzė z nim do klasy i nawet blisko siebie mieszkamy (HIV: Dwa bloki ode mnie). Nazywa siė Bartosz Wróbel i mieszka w Dābrowie Górniczej przy ulicy Legionów Polskich. Kiedyō znalazīem u niego taki zeszycik. Przeglādaīem tak sobie go i doszedīem do wnisku, iū jest to taki jakby zeszyt z jego skrytymi marzeniami. Palant chyba zapomniaī go schowaź. Oglādaīem sobie go tak przez chwilė, kiedy on wpadī do pokoju. Gdy zobaczyī, co siė dzieje, próbowaī zabraź mi zeszyt i prawie mu siė to udaīo. Dlatego prawie, poniewaū wyrwaīem jednā kartkė i juū mu nie oddaīem. Na tej kartce znajdowaīo siė wīaōnie to opowiadanie. To znaczy nie dokīadnie to, bo jak juū wczeōniej wspomniaīem, ubarwiīem je trochė. Tamto opowiadanie byīo caīkiem īadnie napisane, wyglādaīo wīaōnie tak jak marzenie. Oczywiōcie powiecie teraz, ūe to wcale nie musiaīy byź marzenia, tylko Bartek pisaī sobie jajcarskie opowiadania. A wīaōnie dupa blada. Wróbelek byī na tyle gīupi, ūe nawet na okīadce napisaī sobie "MY DREAMS". Myōle, ūe chyba nie spisywaī snów. Wskazuje na to dokīadnoōź z jakā opisaī wszystkie zdarzenia. Oczywiōcie nie byīo tam zwrotów typu "Idė siė odpryskaź" czy "Bzykaīem jā ostro". Mimo wszystko akcja dziaīa siė naprawdė w ubikacji, a póśniej u jego dziewczyny. Nie byīo tam takūe ksiėdza i on sam nie skopaī ūadnego kota. Tak wiėc jeōli to czytasz teraz Bartek, to musi ci siė nieśle podnosiź poziom adrenaliny. Pomyōl, ta gazetka prawdopodobnie rozeszīa siė po caīej Polsce i ludzie nieśle lejā. W sumie trochė mi ciė szkoda. Ale ūebyō siė tak nie martwiī to... podam twój numer telefonu: kier. na Katowice i 162-66-65 (moūe zadzwoni ktoō do ciebie ūeby polaź) (HIV: Numer jest na serio prawdziwy!). Ale wiesz co, moglibyōmy stworzyź niezīy duet. Pokazaībyō mi parė karteczek z twojego zeszyciku i wystukaīoby siė parė niezīych artów. 3BETHON /IMPOTENCI PS: Wielkie podziėkowania dla Bartka Wróbla za skryte marzenia seksualne. 5(HIV: Tak, oto dostaliōcie 5porcjė tego, co jest 5najwiekszym skurwwielstwem! 5BETHON! Jesteō 5najprzebrzydlejszym LAMEREM 5pod sīoļcem! Nawet ja bėdė 5na Ciebie gīosowaī na BEST 5LAMER! Chujstwo maksymalne! 5LAME!!!!!)