ªpBookiª0 º1 Sheckley Rulez!º0 Jakiô czas temu wpadîa mi w rëce ksiâûka Roberta Sheckley'a pt. º2"Bilet na Tranai"º0. Po fatalnej º2 "Nieômiertelnoôci na zamówienie" º0 i genialnej º2"Pielgrzymce na ziemië" º0podchodziîem do ksiâûki jak pies do jeûa. I okazaîo sië jednak, ûe w krótkich formach autor ten jest wprost niesamowity. W tytuîowym opowiadaniu autor brutalnie rozprawia sië z utopiâ - krainâ szczëôliwoôci, gdzie ª1º0"ludzie znaleúli Sposób i nie chodzâ juû w Kieracie"ª0º0. Raj okazuje sië jednym wielkim domem wariatów, przynajmniej w naszych normach pojmowania (w normach Tranai to ziemianin byî "nienormalny"). Sheckley zresztâ bardzo lubi graê na ludzkich marzeniach, strachach i pragnieniach. Jednoczeônie jest niesamowicie wrëcz przewrotny. Osobiôcie najbardziej podobaîy mi sië dwa opowiadania: º2"Wiatr sië wzmaga"º0 - przewrotnoôê i zîoôliwoôê do n-tej potëgi, oraz º2"Danta, ostatni Nowotahitaïczyk"º0, w którym to Sheckley wyraúnie pije do odkrycia Ameryki przez Kolumba i konsekwencji z tym zwiâzanych. Np. fakt, ûe po odkryciu nowych ziem traktuje sië autochtonów za mniej zaawansowanych technicznie tylko dlatego, ûe sâ inaczej (np. skromniej) ubrani. Istnieje po prostu taka tendencja w psychice ludzkiej, aby obcemu przypisywaê niûszâ wartoôê. I autor to doskonale uwypukla. Poza tym jeszcze kpi z poczucia winy Amerykanów, którzy czësto nietrafnie obwiniajâ sië o zniszczenie Indian poprzez zaraûenie ich nowymi, nieznanymi chorobami. A np. ostatnio okazaîo sië, ûe GRUÚLICA, którâ jak sâdzono przywieúli Europejczycy, byîa znana Aztekom. Ksiâûka jest º3supbestkewlº0 i naprawdë nie szkoda wydaê na niâ równowartoôci 3 piw. ª1º0Robert Sheckley "Bilet na Tranai" 1994 Amberª0º0 º1 Adams - Paranoja pod kontrolâ? º0 Czytaîeô º2"Autostopem przez Galaktykë"º0? a º2"Restauracjë na koïcu wszechôwiata?"º0 a º2"Ûycie, wszechôwiat i caîa reszta"º0? a º2"Czeôê i dziëki za ryby"º0? a º2"W zasadzie niegroúna"º0? Jeôli tak to skipnij, bo to wîaônie o tym. Bëdë pisaî o trylogii w piëciu czëôciach - o º3"Autostopem przez galaktykë"º0. Jest to najlepsza ksiâûka jakâ kiedykolwiek czytaîem. Absurd stëûony do tego stopnia, ûe niemal sië krystalizuje. Humor w stylu, Monty Pythona, tylko ûe ômieszniejszy. Nie szukaj w tej ksiâûce sensu, bo sië zgubisz. Jâ po prostu trzeba czytaê. Motto: ª1º0"Istnieje teoria, ûe jeôli ktoô sië dowie, dlaczego powstaî i czemu sîuûy wszechôwiat, to caîy kosmos zniknie i zostanie zastâpiony czymô znacznie dziwaczniejszym i jeszcze bardziej pozbawionym sensu. .... Istnieje takûe teoria, ûe juû dawno tak sië staîo."ª0º0 Ksiâûka jest tak pokrëcona, ûe wprost trudno nie uômiaê sië przy niej. Istniejâ w niej np. Vogoni, istoty straszliwe. Ich statki przypominajâ zamarzniëte COÔ, nikt nie wie co, ale jest to ohydne. Jedynâ rzeczâ brzydszâ od statków Vogonów sâ sami Vogoni. W dodatku piszâ wiersze tak brzydkie, ûe kaûdy kto je usîyszy umiera. Zaistniaî nawet przypadek, ûe w odruchu ochrony ûycia pewnego Vogona udusiîo jego wîasne jelito grube gdy wygîaszaî swój poemat. A na przykîad mózg Vogona to tak naprawdë to potwornie zdeformowana, przemiesczona i otîuszczona wâtroba. Kolejny cytat: ª1º0 "Ktoô kiedyô powiedziaî, ûe Vogoni sâ tak samo ponad drobne îapówkarstwo i korupcjë, jak morze znajduje sië ponad niebem - w przypadku tego przedstawiciela ich rasy stwierdzenie byîo trafione w dziesiâtkë. Sîyszâc sîowa 'uczciwoôê' lub 'wysokie morale', Vogon Jeltz siëgaî po sîownik wyrazów obcych, sîyszâc brzëczenie wiëkszej gotówki, siëgaî po kodeks karny i czym prëdzej go wyrzucaî". ª0º0 I caîa ksiâûka utrzymana jest w tym tonie. Totalny odlot. I jeszcze parë zwrotów, które mi sië nieziemsko spodobaîy: ª1º1"kazaê komputerowi zrobiê herbatë" ª0º0- to oznacza, ûe zadaliômy mu zadanie na które poôwiëci najbliûsze parë lat. ª1º1"42"ª0º0 - to odpowiedú na pytanie o sens ûycia i sens istnienia wszechôwiata i w ogóle o wszystko. Obydwa te powyûsze zwroty stanâ sië jasne i klarowne po lekturze trylogii w piëciu czëôciach :) º3 MIron º0