ªpFLET Z MANDRAGORYª0 To jedna z najwspanialszych ksiâûek jakie czytaîem w swym ûyciu. Jej autorem jest Waldemar Îysiak. º1Jest to genialne poîâczenie klasycznego wrëcz horroru (ogólnie wâtki metaficzyczne), sf, fantasy, powieôci sensacyjnej z leciutkâ domieszkâ sadyzmu (no co ja na to poradzë - tak tam jest i juû!) i sporâ dozâ eurydycji.º0 Przyznacie, ûe to doôê kontrowersyjna mieszanina - coô w rodzaju marynowanych ôledzi z cukrem i galaretkâ malinowâ - ale akurat w tym przypadku proporacje zostaîy dobrane z aptekarskâ wrëcz precyzjâ. I efekt jest przewspaniaîy! Ksiâûka zwala z nóg i poraûa swâ mocâ! Nie mogë powiedzieê, ûe jestem zwolennikiem Îysiaka. Przeciwnie - nie lubië go specjalnie za to, º1ûe niemal w kaûdej sekundzie i w kaûdym akapicie wiëkszoôci swych ksiâûek chce na siîë udowodnië swâ rozlegîâ wiedzëº0. ûeby byîo ômieszniej to Îysiak faktycznie dysponuje rozlegîâ wiedzâ i te wszystkie dygresje np. na temat Kaliguli czy rodzajów tortur w XIV-wiecznej Hiszpanii sâ bardzo ciekawe, ale... Mam wraûenie, ûe Îysiak po prostu w gîëbi duszy cierpi, ûe jest ª1º0'tylko'ª0º0 autorem cieszâcych sië popularnoôciâ ksiâûek sensacyjno - historycznych (oraz sf), a nie wybitnym literatem czy naukowcem. I tymi dygresjami stara sië nas przekonaê, ûe mógîby - gdyby tylko chciaî - napisaê np. bardzo wyczerpujâcâ monografië ûycia chiïskiego cesarza Cing-ping-ponga. OK - ja mu wierzë, ûe mógîby - pewnie wiëc dlatego denerwujâ mnie te dygresje. Bo to tak jakbyô komô powiedziaî ª1º0"OK, masz racjë, wierzë ciª0º0 - a ten goôê nadal by cië przekonywaî i przekonywaî... No ale dobra, mniejsza z moimi dygresjami. Wróëmy do ksiâûki. Narratorem jest policjant, specjalista od tortur. (Dokîadne opisy np. wbijania na pal czy smaûenia goôcia wewnâtrz rozpalonej metalowej figury woîu, podawane jakby chîodnym okiem kamery, bez najmniejszych emocji, to mocne punkty ksiâûki). Wraz ze swym bratem (jeszcze lepszym specjalistâ od 'otwierania ust' ludziom; facio ten np. sporzâdziî sobie specjalne organy, 'grajâce' wrzaskami torturowanych wiëúniów) otrzymujâ od szefa tajnej policji pewne dyskretne i z pozoru doôê banalne zadanie. Likwidujâ spisek na ûycie Prezydenta (przez duze P!). Narrator - bohater ksiâûki - jest zimnym draniem, który bez drgniëcia powieki bëdzie wyrywaî ofierze paznokieê po paznokciu i miaûdûyî kciuki w imadle, ale jednoczeônie serce mu krwawi gdy widzi jak ktoô np. kopie psa i gotów jest tego drania za to zabiê. Hm - ja go rozumiem, bo mam zbliûony charakter... (choê RACZEJ nie zabijaîbym za takie coô...) Facet wstâpiî do policji z zimnego wyrachowania - bo ª1º0'wolaî byê mîotkiem niû gwoûdziem'ª0º0, a poza tym ª0º0'imperia rodzâ sië i umierajâ, a policja jest wieczna'. ª0º0Swe obowiâzki speînia sumiennie, gardzâc jednak tak katem jak i ofiarâ; uwaûa sië za czynnik stabilizujâcy istnienia païstwa. Jest psem puszczonym na trop zwierzyny. Jest wyrachowany - 'likwidacja spisku' nie oznacza dla niego, ûe spisek rzeczywiôcie istnieje - naleûy po prostu zabijaê tych, których zmuszono do zeznaï potwierdzajâcych istnienie tegoû spisku - lecz przedtem naleûy wyciâgnâê od nich adresy innych ludzi, którzy wczeôniej czy póúniej przyznajâ, ûe brali udziaî w spisku. Wie, ûe ci ludzie MUSZÀ sië przyznaê, bo to tylko kwestia dîugoôci tortur. Nie wnika czy sâ oni winni czy niewinni. Jego zadaniem jest bowiem potwierdzanie paranoicznych obaw wîadzy, która doszedîszy do wîadzy po tysiacach trupów bez przerwy boi sië, ûe podzieli los poprzedników... Zatem nasz bohater uômierca kolejne ofiary i bëdzie to czyniî tak dîugo, aû w koïcu ktoô na górze uzna, ûe spisek zostaî zlikwidowany. Wie, ûe jeôli bëdzie sië za maîo staraî, ûe jeôli 'góra' uzna, ûe jest opieszaîy to sam zajmie miejsce ofiary... Zadanie - likwidacja spisku - wydaje sië na pozór banalne, lecz z kaûdâ chwilâ dzieje sië ciâgle coô bardziej niezwykîego i sugerujâcego, ûe ta historia nie jest do koïca 'z tej ziemi'. Ponadto przypomina ona kamieï rzucony w wodë - od epicentrum rozchodzâ sië coraz szersze krëgi, siëgajâ one coraz dalej i obejmujâ coraz wiëcej ludzi na coraz wyûszych stanowiskach. Wybaczcie, ûe nie bëdë zdradzaî ûADNYCH szczegóîów fabuîy, ale po prostu szkoda tej ksiâûki, szkoda jej magicznej mocy oddziaîywania; streszczenie bëdzie tylko bladym cieniem tego, co sami przeûyjecie podczas jej lektury. Jak juû wspomniaîem - bëdzie tu sporo horroru (ale takiego inteligentnego, bliûszego Kingowi czy Barkerowi niû np. Mastertonowi) plus niezîa iloôê szeroko pojëtej fantasy oraz rozmaitych ciekawostek mniej lub bardziej powiâzanych z akcjâ ksiâûki (to wîaônie te îysiakowate dygresje) ale podane sâ tak smakowicie, ûe akurat w tej ksiâûce îyka sië je z bîogoôciâ; nie tylko nie raûâ ale dodajâ jej dodatkowego 'smaczku'. Skâd tytuî? Otóû ów tytuîowy 'flet z mandargory' to narzëdzie pozwalajâce przenieôê sië w inny ôwiat, majâcy wiele wspólnego z naszym, ale rzâdzâcy sië zupeînie odmiennymi prawdami. (A co to jest mandragora - wyjaôni wam szczegóîowo autor). Jednym z wiëkszych plusów ksiâûki jest jej wspaniaîy jëzyk - precyzyjny, bogaty, jednoczeônie chîodny, tak by oddaê zewnëtrzny cynizm bohatera, lecz jednoczeônie peîen wewnëtrznego ûaru i emocji. Tak piszâ ludzie majâcy prawdziwy talent... Czytajâc të ksiâûkë nie miaîem wraûenia, ûe czytam - wydawaîo mi sië, ûe wewnâtrz mej czaszki wyôwietlany jest doskonaîy film... Prócz tego wszystkiego w ksiâûce jest sporo doôê specyficznego zimnego angielskiego humoru. Nie bëdë bawiî sië w szczegóîy i przytoczë  obszerny fragment 1-go rozdziaîu, jakby wprowadzajâcy nas w akcjë; to historia païstwa, w którym sië to wszystko rozgrywa. Po prostu poczytajcie ten fragment: ª1º0"Maurycemu III ª1º1>>królowi tego païstwa - przyp. Liftera<< ª1º0pomógî opuôciê ôwiat spisek (...) Nie pistolety, nie noûe, duszenia, trucizny i inne zgoîa nieprzystojne ludziom dobrze urodzonym nikczemnoôci. Posîuûono sië marynarzem, którego jedynym majâtkiem byîa malajska odmiana syfilisu. Marynarz wdarî sië do mieszkania spikerki telewizyjnej i zgwaîciî jâ. Spikerka byîa aktualna kochankâ króla i po kilku tygodniach Miîoôciwy Pan zaczâî nam miîoôciwie zdychaê, gdyû syf malajski ma to do siebie, ûe jest nieuleczalny. W ciâgu ostatnich 3 dni poôciel pod panujâcym zmieniano co 3 godziny a pielëgniarki co 15 minut, bo mdlaîy, nie wytrzymujâc odoru ûywcem rozkîadajâcego sië ciaîa. Komunikat (...) mówiî o ômierci na atak serca w wyniku przeciâûenia pracâ dla dobra narodu. Maurycy IV byî tak samo gîupi jak jego ojciec (...) Caîymi dniami wëdrowaî po paîacowym ogrodzie i rozmyôlaî o swoim majestacie (...) Byî gîupi idealnie (...) Pewnego razu wdaî sië nawet w sprzeczkë ze starym drzewem (...) Mówiono, ûe klon uzyskaî przewagë w dyskusji. (...) Nie róûniîby sië niczym od sweg ojca, gdyby nie fakt, ûe byî pederastâ i to sîabowitym (...) Gdy przekroczyî 60-tkë koniecznoôê zapewnienia sobie sukcesora w postaci wîasnego dziecka zmusiîa go do zamkniëcia sië na jednâ noc w sypialni ze ôwieûo poôlubionâ maîûonkâ (...) Z krzyczâcej o ratunek królowej zdjëto go bez ûycia i tym razem komunikat o zawale na skutek nadmiernego wysiîku (...) byî caîowicie usprawiedliwiony. Âmierë Maurycego IV okazaîa sië ômierciâ monarchii w mej ojczyûnie. O koronë pokîócili sië 3-ej mîodsi bracia nieboszczyka, co wywoîaîo dwuletniâ wojnë miëdzy naszymi sâsiadami, z których kaûdy popieraî innego pretendenta. Zanim wojna sië skoïczyîa przedmiot sporu utraciî  racjë  bytu, jako ûe tymczasem kraj nasz ogîosiî sië republikâ (...) Naród zdetronizowaî wszystkich Maurycydów, a nastëpnie - chcâc mieê trwalszâ gwarancjë ich obalenia - oddaî ich w rëce kata. (...) Odbyîo sië (...) przedstawienie, po którym trójkë niedoszîych monarchów wsypano do jednej skrzyni i zakopano na cmentarzu policyjnym (...) Cywile dzierûyli ster rzâdów przez rok. Przepeînieni duchem pacyfizmu dogadali sië pod koniec owego roku z cywilami, którzy sprawowali wîadzë w kraju najpotëûniejszym spoôród naszych rywali (...) Ku wôciekîoôci kadry oficerskiej postanowiono, ûe armie obu krajów czëôciowo sië rozbrojâ. Pierwszym (...) krokiem na drodze do tego celu miaîo byê wrzucenie do morza zapasów amunicji (...) Nie wrzucono jeszcze poîowy kiedy na powierzchni pojawiîy sië pierwsze trupy a morze zakwitîo szkarîatem. Okazaîo sië, ûe pod wodâ czatowali nasi pîetwonurkowie, którym sztab generalny poleciî wyîawiaê skrzynie (...) A poniewaû tak samo liczni pîetwonurkowie naszych nowych przyjacióî wypeîniali identyczne zadanie, pod wodâ zrobiîo sië ciasno i panowie w akwalungach zaczëli rozpychaê sië noûami (...) Zaraz potem nastâpiî pucz generaîów (...). Po nastëpnym roku generaîów eksterminowali puîkownicy. Przywódca puczystów wyznaî narodowi: - Przejëliômy wîadzë (...) by zahamowaê zbrodniczâ falë korupcji (...) by wydobyê (...) kraj z okowów (...) kryzysu i przywróciê swobody parlamentarne (...) natychmiast po zniesieniu stanu wyjâtkowego! Stan wyjâtkowy puîkowników trwaî 10 miesiëcy, do chwili kiedy zastâpiî go stan wyjâtkowy majorów. Przedstwiciel tych ostatnich oôwiadczyî, ûe majorowie przejëli wîadze by zahamowaê zbrodniczâ falë korupcji itd (...) Po majorach przyszli kapitanowie, którzy przyznali, ûe przejëli wîadzë itd. Formuîa ta staîa sië tak bardzo popularna w kraju, ûe uczono jej w szkoîach wojskowych (...) wszyscy kolejni puczyôci, porucznicy, podporucz- nicy i sierûanci, recytowali jâ bez zajâknienia. Dopiero kiedy po wîadzë siëgnëli kaprale, ich przedstawiciel (...) zmieniî rytuaî (...) Przez dîugâ chwilë staî przed kamerâ i mocowaî sië z gîosem (...) w koïcu zbliûyî do obiektywu swâ wielkâ sinâ piâchë i wygîosiî tylko jedno zdanie: ª1º3- Uuuuuuuuuch, kurwa wasza maê!!! ª1º0 Rzâdy jego byîy bardzo krótkie (...) Kaprala (...) zamordowali szeregowcy (...) lecz jeszcze tego samego dnia kaprale odzyskali wîadzë (...) Kaprale zresztâ (...) mieli duûo ôwietnych pomysîów. Kawiarnie pozamieniali w piwiarnie, bary mleczne w sex-shopy, domy mody na stripteasernie a teatry na burdele (...) Innych reform nie zdoîali wprowadziê, gdyû oôcienne païstwo (...) dokonaîo skutecznej agresji na nasz kraj. Wkrótce jednak dwaj nasi pozostali sâsiedzi - korzystajâc z tego, ûe armia agresora zmieniîa miejsce pobytu - zaatakowali jego ziemie, w nastëpstwie czego okupant musiaî czym prëdzej wracaê do domu. Po jego odejôciu zapanowaî chaos (...) Pojawiî sië On (...) niegdyô za Maurcyego IV byî ministerem propagandy (...) Najwiëcej uwagi poôwiëciî swemu jëzykowi, przeksztaîcajâc go z oôlinionego miëônia w jamie ustnej w straszny instrument hiponotyzera. Ma fascynujâcy gîos, peîen sîodyczy i groûby, a granica miëdzy nimi wije sië jak wâû. Kiedy mówiî sîowa dostawaîy skrzydeî z pawich piór (...) Wszystko dlatego, ûe umiaî przemówiê do ludzi i tchnâê w nich marzenie. Oczarowaî  sîowami zmëczonâ  juû  ulicë, a takûe wielki przemysî i bankierów (...) Puôciî cugle fabrykantom, odczekaî aû kraj ogarnie fala strajków i utopiî je we krwi przy pomocy wojska (...) Wtedy mógî rozprawiê sië z armiâ (...) Zaczekaî aû jego (...) gwardia (...) uroônie i zmëûnieje po czym wiëkszoôê kadry oficerskiej zrâbaî seriami karabinów maszynowych. Rekrutami zapeîniî osierocone fabryki, ale przedtem wszystkie znacjonalizowaî, co równaîo sië reprywatyzacji, gdyû wszystkie staîy sië jego wîasnoôciâ. Wîaôcicieli wymordowaî (...)". Klasâ dominujâcâ w tym kraju jest mieszczaïstwo (...) Bogaci sië ono w takim samym milczeniu w jakim gîodujâ nëdzarze, a strach jest jedynym wspólnym dobrem. Na ulicy królujâ szpicle moi i puîkownika ª1º0>>jego szefa<< ª1º0 oraz szpiclujâcy ich i szpiclowani przez nas szpicle Saturna (...) ª1º1>>szefa gwardii prezydenckiej<<.ª1º0 Jestem wiëc mieszczaninem ûyjâcym w mieszczaïskiej republice, w królestwie maîych burûujów, handlarzy i urzëdników, którzy nie majâ nic do powiedzenia (...) w spoîeczeïstwie trzësâcych portkami i potulnych. Moja ojczyzna jest piëkna (...) jak obraz impresjonisty - najlepiej oglâdaê jâ z daleka." ª0º0 W tym momencie przerywam të fascynujâcâ i bëdâcâ (moim zdaniem) jakimô takim dziwnym proroctwem (pisanym w '78) dla naszego kraju, historië. Ksiâûka (tzn. akcja) tak naprawdë zaczyna sië od rozdziaîu 2-go, wiëc zaprszam - nie poûaîujecie... Gdybyôcie powiedzieli jakie ksiâûki mam wziâê ze sobâ na bezludnâ wyspë to bez zastanowienia powiedziaîbym, ûe byîyby to: - Mistrz i Maîgorzata - Buîhakowa - Wîadca Pierôcieni - Tolkiena - Flet z Mandragory - Îysiaka a potem dopiero zaczâîbym myôleê co jeszcze... Jeszcze raz polecam! Jeôli widzielôcie film 'Brasil' i rzuciî on was na kolana, jeôli urzekîa was powieôê Buîhakowa - kurdë, to MUSICIE to poczytaê!!! LIFTER 2.09.94 Ps. Jeôli byîo wam maîo to kolejny cytat - rozdziaî 2-gi... (ile razy mam të ksiâûkë w îapach to trudno mi sië od niej oderwaê...) ª1º0"Robert, mój brat, jest mistrzem w otwieraniu najtwardszych ust i nie znam czîowieka, który by mu odmówiî. Dlatego puîkownik uûywa okreôlenia 'tomaty', gdyû Robert otwiera ich wszystkich jak puszki z pomidorowymi konserwami, wszystkich tych ludzi, których mu dostarczamy do otwarcia. Tak wîaônie otworzyî wielkiego piëknego samca, który gdzieô tam za murami Opery ª1º1>>siedziby Roberta<< ª1º0budziî zazdroôê. Patrzë oto na tego mëûczyznë, którego los przeklâî w îonie matki skazujâc na usîyszenie strasznego sîowa (...) to sîowo brzmi SPISEK (...) i z którego Robert te sîowo wydobyî. Z ust wykrzywionych mëkâ, popëkanych i czarnych jak zleûaîe ôliwki, spomiëdzy szczëk, w których zëby i dziâsîa zlaîy sië w jednâ bezksztaîtnâ masë, z gîëbi gardzieli bulgoczâcej ûóîciâ. Zapamiëtaîem jego martwe wîosy rysujâce czoîo zeschîymi kosmykami i oczy, w których zastygîo marzenie o ômierci (...) Leûy wrzucony byle jak, brudny, zmasakrowany przez Roberta owad, w strzëpkach ubrania, które niegdyô byîo garniturem (...) Od tamtej pory tyle razy nasiâkaî krwiâ, ekskrementami, moczem, ôlinâ i potem, ûe zamieniî sië w brunatnâ szmatë, zeschniëtâ i pëkajâcâ przy lada ruchu. Caîy ten bestialski pancerzyk skruszyîby sië i rozleciaî jak sîaba tektura, gdyby nie to, ûe wrósî w popëkane ciaîo (...) To byî silny mëûczyzyna (...) a myôlaî, ûe jest jeszcze silniejszy, lecz Robert przekonaî go, ûe to nieprawda. Przez cztery godziny tamtem mdlaî i wyî, i znowu mdlaî, i nie chciaî powiedzieê (...) Uczyniî to dopiero w piâtej godzinie (...) Wtedy pozwolono mu umrzeê, bo gdyby nawet chciaî, juû niczego wiëcej nie byîby w stanie powiedzieê. Kiedy umarî, ciôniëto go do skrzyni z martwego drzewa, skrzynië ustawiono na wózku i powieziono w kierunku policyjnego cmentarza (...) To byî silny mëûczyzna (...) a teraz schowany w plugawej skrzynce obija sië o jej ôciany za kaûdym przechyîem wózka, skulona poczwarka, którâ  nadepniëto butem i skâpano w jej wîasnych wnëtrznoôciach (...) Rozpoczyna sië polowanie (...) ma swój opëtaïczy rytm. Przeraûone twarze w uchylanych nocâ drzwiach, nosy, oczy w wâziutkiej smudze ôwiatîa, policja, otwieraê... Panowie, na miîoôê boskâ, to jakaô... Stul pysk, idziemy! Szczëk kajdanek, îzy, zawodzenia, wiecznie ûywe judasze cel, gabinet rejestracji poîâczony wilgotnym korytarzem z lochami Roberta. Adresy, nazwiska, nazwiska, adresy, szybciej! Niczego wiëcej nie pamiëtasz?! Robert, przypomnij panu... Nieeeeee!!!... Szybciej, szybciej do diabîa! Tak codziennie."ª0º0 º2Mocne, czyû nie?º0