ªpZ ûycia Lintera...ª0 ª1º0(przekleïstwo dyskietek)ª0º0 Linter juû od blisko dwudziestu czterech godzin siedziaî bez przerwy przed monitorem. Z kaûdâ nastëpnâ sekundâ czuî, ûe traci siîy, chëê do pracy i cierpliwoôê. Jego przekrwione od monitora oczy sprawiaîy, ûe wyglâdaî jak wilkoîak, a naelektryzowane wîosy tworzyîy wprost idealnego jeûa, jakiego nie powstydziîby sië ûaden fryzjer... Jego palce byîy juû opuchniëte i posiniaczone od ciâgîego stukania w klawiaturë. Coraz bardziej ociëûale wykonywaîy zleconâ im przez Lintera pracë. Linter otworzyî kolejne pudeîko do granic moûliwoôci zapchane dyskietkami. Zrobiîo mu sië naprawdë sîabo, gdy wysypaîo sië z niego ponad dziesiëê niepodpisanych no name'ów bez naklejek. Po kolei wkîadaî je obolaîymi palcami do stacji dysków, za kaûdym razem otrzymujâc to samo hasîo: "Not a dos disk". Dopiero ostatnia okazaîa sië wîaôciwa; w okienku pokazaîy sië liczne zapeîniajâce jâ artykuîy do korekty. Linter poczuî, ûe ûoîâdek podchodzi mu do gardîa, gdy zauwaûyî bîëdy ortograficzne juû w tytuîach przeglâdanych tekstów. Mëtnym wzrokiem przeczytaî zamieszczony na dyskietce list do siebie: ª1º0"Hej Linter! Mam dla Ciebie wspaniaîe teksty!!! Skopiuj mi niûej podane ziny! Koïczë juû. Czeôê!!!"ª0º0 Dalej byîa nieco przydîuga lista gazetek i dane osobiste. Linter zajrzaî jeszcze raz dokîadnie do pudeîka po dyskietkach. Nie byîo w nim oczywiôcie ûadnych znaczków. Zatrzësîo nim, ale postanowiî odpisaê. Posiedziaî chwilë przed pustym ekranem. Ogarnëîa go wôciekîoôê. ª1º1"Ty walniëty idioto..."ª0º0 Ale palce wstukaîy: ª1º1"Drogi..."ª0º0 W myôlach tworzyî dalszy tekst: ª1º1"Swoje artykuîy przysyîaj mi na papierze, bëdë miaî czym podcieraê sobie dupë!!!"ª0º0 Na ekranie wyskoczyîo: ª1º1"Dziëki za wspaniaîe artykuîy! Proszë o jeszcze!!!"ª0º0 Do ubikacji Linter zdâûyî w ostatniej chwili. Dosîownie jeszcze moment, a byîoby za póúno. Po niepokojâco dîugiej chwili wszedî do îazienki. Spojrzaî w lustro. W pierwszej chwili zupeînie siebie nie poznaî. Wyglâdaî zupeînie jak upiór. Dopiero po dîuûszej chwili zaczâî rozpoznawaê znajome rysy swej twarzy. To byîo zupeînie niewiarygodne, do jakiego doprowadziî sië stanu. Przyjrzaî sië wiëc sobie uwaûniej. º1Na czole zauwaûyî dziwny prostokâtny pasek, na którym moûna byîo od biedy odczytaê takie sîowa jak "Envirnoment", czy "Special". Od razu poznaî, ûe jest to gîówna belka CEDa... Dziwne zamazane znaczki na twarzy to byîy nieskoïczenie naîoûone na siebie literki, których zdâûyî przeczytaê i napisaê miliony. Po dokîadnym przyjrzeniu sië dostrzegî jeszcze wiele róûnokolorowych ciekawych wzorków, które byîy niczym innym jak tak modnymi ostatnio tîami w magazynach dyskowych...º0 Koszmar... º1Powoli zdjâî okulary. Szkîo okularowe pochîonëîo czëôê promieniowania monitora, ale przez to dokîadnie odbiîy sië one na twarzy. Z daleka wyglâdaîo to tak, jakby ich wcale nie zdjâî... º0 Zataczajâc sië dotarî do komputera. Spróbowaî zapisaê swój list na dyskietce, ale komunikat "Disk is full" niesamowicie mu w tym przeszkodziî. Linter rozejrzaî sië po pokoju w poszukiwaniu jakiejkolwiek dyskietki z wystarczajâcâ iloôciâ miejsca na zapis... Wîaôciwie caîy jego pokój to byîy dyskietki, które nadchodziîy do niego w niewyobraûalnych iloôciach. Byîy dosîownie wszëdzie. Staîy zamiast ksiâûek na póîkach, zalegaîy szuflady, podîogë, parapet, na nich spaî, jadî, a nawet siedziaî. Nieraz jakaô dyskietka zachrzëôciîa mu w naprëdce zrobionej kanapce. Olbrzymie ich stosy siëgaîy sufitu. Byî to owoc ciëûkiej pracy Lintera, który kilka poprzednich nocy straciî na posortowanie i skatalogowanie swoich zbiorów. Dopiero na trzydziestej z rzëdu dyskietce znalazîa sië odrobina miejsca na list. Linter z dzikâ rozkoszâ wybraî opcjë "Save". Ostudziî go komunikat "read/write error"... Z wyciem zerwaî sië z krzesîa strzâsajâc ze stoîu prawdziwâ lawinë 3.5 calowych kwadracików. Brodzâc po zalegajâcych na podîodze dyskietkach odtaïczyî na ôrodku pokoju niesamowity, paranoidalny taniec, bëdâcy jak sië zdaje poîâczeniem samby i plâsów ôw. Wita. W koïcu poôlizgnâî sië i upadî, a niebezpiecznie chwiejâce sië juû stosy dyskietek runëîy na niego, przykrywajâc go caîkowicie. Dyskietki byîy wszëdzie, wciskaîy sië do ust, oczu, uszu. Linter próbowaî sië wydostaê, ale jego wysiîki nie dawaîy ûadnych rezultatów. Nie miaî juû siîy na walkë o ûycie, powoli sië dusiî i nieruchomiaî. ª1º0"Jakieû to szczëôcie"ª0º0 - przemknëîa mu przez umysî ulotna myôl - ª1º0"Skoïczâ sië wszyskie moje troski i kîopoty..."ª0º0 Z bîogim uômiechem odchodziî powoli w nieznany mu ôwiat... º3Nie!!!!!!!!!º0 Postanowiî jednak do koïca walczyê o swoje ûycie. Ostatnimi siîami zaczâî sië szarpaê i wiê. Ostatnim tchnieniem z pîuc wydobyî z siebie potëûny ryk... Pomogîo. Jeszcze przez dîugâ chwilë rozkoszowaî sië stëchîym powietrzem w jego dawno nie wietrzonym pokoju. W takich chwilach czîowiek sië zmienia. Postanowiî odtâd robiê juû tylko dobre uczynki. Z wyjâtkiem pracy przy dyskietkach... Postanowiî sië zmieniê. Zwróciê uwagë czytelników na panujâce na ôwiecie zîo, gîód i zbrojenia, wskazywaê drogë do naprawienia caîego ôwiata. To mógîby zrobiê on - Linter - niedyplomowany mistrz pióra i dowcipu. Po co marnowaê siîy, talent i czas na osobiste rozgrywki ze swoimi oponentami. Mógîby ramië w ramië naprawiaê z nimi ôwiat, dziaîaê w imië najwyûszych ideaîów, zmobilizowaê wspólnie swe siîy w umacnianiu pokoju i... Rozwaûania te przerwaî Linterowi dzwonek do drzwi. Wszelkie ponadûyciowe sprawy gdzieô odpîynëîy, gdyû zwykle o tej porze przychodziî listonosz. Linter zaczâî zaklinaê wszystkie ôwiëtoôci, aby tylko nikt nie przyniósî mu aktualnej zmory jego ûycia: dyskietek. Spojrzaî przez wizjer. I rzeczywiôcie, przed drzwiami staî smutny facet w mundurze i trzymaî w rëku jakiô ôwistek papieru. Linterowi natychmiast kamieï spadî z serca. To byî tylko list... Szybko otworzyî drzwi. - Pan...? (tu padîo prawdziwe imië i nazwisko naszego gîównego bohatera, prawdopodobnie Drogi Czytelniku domyôliîeô sië juû, o kogo chodzi) - Tak, to ja - wesoîo odpowiedziaî Linter. - Duûa przesyîka do pana - mruknâî niewyraúnie listonosz. - Idziesz ûe wreszcie? - krzyknâî w dóî klatki schodowej. Z doîu posypaîa sië soczysta wiâzanka najsoczystszych przekleïstw... - Czy ten facet koniecznie musi kupowaê cegîy za poôrednictwem poczty? Ciëûkie to jak diabli! Linter momentalnie zbladî. Domyôliî sië, ûe chodziîo tamtemu o dyskietki... Olbrzymi worek wypeîniony po brzegi znienawidzonymi dyskietkami... Taki jak ostatnio, a moûe nawet jeszcze wiëkszy?! - A... a list? - wyjâkaî do stojâcego przed nim faceta. - List? - zarechotaî listonosz - jaki list? To jest rachunek za zajëcie wszystkich wolnych skrytek i zawalenie caîego gmachu poczty tymi païskimi... cegîami, które bez przerwy nadchodzâ z caîego kraju! * * * Widok wielocyfrowej liczby na rachunku byî ostatnim zapamiëtanym tego dnia przez Lintera obrazem. To co byîo póúniej rozpîynëîo sië w mroku niepamiëci... Z wraûeï sîuchowych pamiëtaî jeszcze dziwne sîowa, ûe jest aresztowany za ciëûkie pobicie dwóch pracowników Poczty Polskiej... 18-19.09.1994 Benek ª1º2>>Moûe nie uwierzycie, ale miaîem kilka dni, które wyglâdaîy WÎAÔNIE TAK jak to opisano!!!! No, moûe nie w 100% ale tak w 80%... Bîeeeech. LINTER.<<ª0º0