ªp30 piersiª0 Miaî na sobie tylko szlafrok kâpielowy. Zza drzwi dochodziîy go piski dziewczât i szum wody. Czuê byîo gorâcâ parë. Zapewne otworzyîy wszystkie prysznice na peîny regulotor. Kâpaîy sië, zmywajâc pot po caîodziennej wëdrówce w dotkliwym skwarze. Mówiîy, ûe dziô plecaki wycisnëîy z nich siódme poty. Przeszli w sumie prawie 17 kilometrów, czësto piaszczystymi drogami. Pchnâî drzwi i zmruûyî oczy. Najbliûej niego staîa Danka. Gîowë odchyliîa do tyîu i rëkami masowaîa wîosy. Spîukiwaîa szampon. Jej nagusieïkie piersi sterczaîy wyzywajâco. Zdobiâce je brodawki najwyraúniej stwardniaîy; byîy duûe, jak i same piersi. Staîa na lekko rozchylonych nogach. Wspaniaîa figura! Po bokach ni jednej faîdki tÎuszczu, brzuch idealnie pîaski, bez ûadnych znieksztaîceï. Ekscytujâco wyglâdaî jej wzgórek îonowy, obficie pokryty czarnymii wîoskami. A te nogi! Wrëcz z okîadki gazety dla starszych panów... - O, jest pan profesor! - krzyknëîo kilka dziewczât. Danka otworzyîa oczy i uômiechnëîa sië do Marcina. Spojrzaîa na niego teû Dorota, która razem z Dankâ staîa pod jednym prysznicem. W ich oczach byîo wyczekiwanie i najzwyklejsza ciekawoôê. Cóû, wypadaîo mu zdjâê szlafrok i przystâpiê do kâpieli. Podszedî do wieszaka i zdjâî przyodziewek frotte... Obnaûyî im sië od tyîu... No i trzeba byîo podejôê do któregoô prysznica! Przy kaûdym z nich byîo po dwie lub trzy dziewczyny. Wszystkie byîy uczennicami z jego liceum. Znali sië dobrze ze szkoîy. Ba, ale podczas lekcji pannice byîy w sukienkach i bluzkach, w spódnicach lub spodniach. Miaîy na sobie bieliznë... A teraz byîy nagusieïkie! Zaraz obók "dwóch d", czyli Doroty i Danki, kâpaîa sië Iza, Sabina i Jolka. Trochë w lewo Basia z Elkâ. Za nimi polewaîy sië wodâ Violetta, Teresa i Jadúka. Dostrzegî teû Edytë, Justynë i Stasië. Odruchowo policzyî swoje podopieczne - piëtnaôcie, a wiëc komplet, z Emilkâ wîâcznie. Podszedî do "dwóch d". Danka i Dorota byîy przyjaciókami, razem siedziaîy w îawce, mieszkaîy blisko siebie i razem wszëdzie chodziîy. Ktoô powiedziaî kiedyô w szkole: "O, idâ dwie d"... I tak juû zostaîo - wszyscy w szkole, îâcznie z nauczycielami, przyzwyczaili sië do tych "dwóch d". Dorota odsunëîa sië trochë spod prysznica, robiâc miejsce dla profesora. Nie sposób byîo stanâê pod wodâ, aby nie dotknâê którejô z dziewczât. Z uda Danki promieniowaîo ciepîo, rozgrzany byî teû bok Doroty. Kâpaîy sië juû kilkanaôcie minut. - Czy bëdzie pan myî gîowë? - spytaîa Danka. - Chyba tak, ale nie wziâîem szamponu - odparî Marcin. - Poûyczymy panu nasz - zaofiarowaîa Dorota. - Moûe byê nawet z usîugâ. Uwielbiam myê wîosy, sobie i komuô. - Ona minëîa sië z powoîaniem - skomentowaîa Danka. - Powinna zostaê fryzjerkâ, a nie ekonomistkâ. - Proszë staê prosto i tylko gîowë lekko schyliê. Rozluúniê sië - komenderowaîa Dorota. - Tylko nie nalej mi szamponu do oczu. Strasznie nie lubië, jak mnie szczypie w oczy. - Oczy trzeba zamknâê. Otworzy je pan, gdy juû caîy szampon spîukam. Zrobiî, co poleciîa. Byîa z niej chyba niezîa figlarka. Nie byîa wysoka, moûna wîaôciwie powiedzieê, ûe byîa niska. Siëgajâc do jego czupryny musiaîa chyba wspinaê sië na palce. Nie stanëîa za jego plecami, ani teû z boku. Zajëîa pozycjë z frontu. Poczuî jej piersi na swoim torsie, a po chwili i na udach czuî dotyk jej ciaîa. Ugniataîa jego mëskoôê, która powoli zaczëîa oûywaê... - A ja umyjë panu profesorowi plecy - zgîosiîa ofertë Danka. Okazaîo sië, ûe "dwie d" sâ bardzo uczynne. Rëce Danki byîy bardzo sprawne. Namydliîa go dokîadnie, a potem delikatnie przeciâgnëîa paznokciami wzdîuû krëgosîupa. To byîo podniecajâce skrobanie! Usîyszaî znów gîosik Doroty: - Czy nie sâdzi pan, ûe trzeba wykorzystaê pianë nie tylko do mycia wîosów na gîowie? Nic nie odpowiedziaî. Ale po chwili poczuî, ûe Dorota zgarnëîa dîoniâ sporâ czëôê puszystego szamponu z jego gîowy i umieôciîa jâ na wzgórku îonowym. Ruchy jej dîoni byîy prawdziwym majstersztykiem. Masowaîa najpierw koronë wîosów, potem przesunëîa rëce na boki, obniûajâc swe palce coraz bardziej. Wreszcie poprosiîa ciepîo: - Proszë lekko rozsunâê nogi. Potrzebny jest maîy rozkrok. Jej gîos dochodziî gdzieô z doîu. A wiëc kucnëîa... Zrobiî, o co go prosiîa. I pomyôlaî: czy ja nie robië z siebie pajaca? Oto czterdziestoletni belfer kâpany jest przez mîode dziewczëta, które dopiero kilka tygodni temu zdaîy maturë. Jestem sam, a ich piëtnaôcie. Czy nie wyglâdam ômiesznie w ich oczach?! - Ja teû chcë trochë pomyê pana profesora! - dobiegî go jakby z oddali gîos Edyty. Mówiîa chyba do Doroty. Po chwili poczuî w okolicy mëskoôci innâ dîoï. Tak, z pewnoôciâ mycie przejëîa Edyta. Wyczuî, ûe Dorota stoi teraz z boku i znów siëga do jego czupryny. Robiîa to jakoô tak, ûe na rëce poczuî jej puszek... napieraîa doôê mocno. Rozprostowaî swoje palce... Tymczasem Edyta okazaîa sië jeszcze ômielsza od "dwóch d". Tylko przez chwilë udawaîa, ûe myje mu wzgórek îonowy. Poczuî jak delikatnie bierze od spodu jego wyprëûonâ juû solidnie mëskoôê. Drugâ rëkâ zaczëîa przesuwaê gâbkë od góry. Lekko otworzyî lewe oko i zobaczyî, ûe tuû obok stojâ Basia i Justyna. Przyglâdaîy sië z zainteresowaniem, co tamte trzy robiâ. Zdumiaîo go, ûe wîaônie Justyna. To przecieû najbardziej nieômiaîe dziewczë z klasy! Zmieniî poîoûenie gîowy i dyskretnie zerknâî prawym okiem na bok. Tutaj staîy trzy inne dziewczyny i teû sië przyglâdaîy, coô szepczâc sobie do uszu. Edyta zaô odrzuciîa gdzieô gâbkë i obu rëkami pieôciîa delikatnie jego czîonka. Znów zamknâî oczy i skoncentrowaî sië na odczuwaniu pieszczot. To byîo zupeînie fajne. Zaczëîa go podniecaê ôwiadomoôê, ûe tyle dziewczât przyglâda sië jego ciaîu i ôledzi pieszczoty Edyty. Czy nie ma w tym, pomyôlaî, szczypty ekshibicjonizmu?... Dziewczyna zaprzestaîa pieszczot i poczuî, ûe przytuliîa sië do niego. Usîyszaî przy uchu szept Edyty: - Umyîam go ôlicznie i aû prosi sië by ucaîowaê. Czy mogë panie profesorze? Znów nic ni odpowiedziaî. Energiczniej przylgnâî do îona Doroty. Poczuî jak Edyta, przyciônietâ piersiami do jego ciaîa, wolno opuszcza sië coraz niûej. Na chwilë wëdrówkë zatrzymaîa na jego mëskoôci, która trafiîa miëdzy te cudowne piersi. Poczuî wreszcie, iû dziewczyna delikatnie muska wargami jego czîonka. Znów lekko rozchyliî oczy. Zobaczyî, ûe podchodzi do niego Basia i robi gîupie miny. Z boku staîa Danka i machaîa rëkami, wskazujâc, co nastëpna powinna robiê. Rzeczywiôciem, przez moment pocaîunki ustaîy. by znów... Tak, to pewnie Basia go caîuje. Dotknëîa rëkâ jâder. Ho,ho! Przypomniaî sobie, ûe Dorotka caîy czas czochra mu czuprynë. Rany, powyrywa mi wszystkie wîosy. Uznaî, ûe trzeba przerwaê të scenë. Szkoda mu byîo, ale wypadaîo wyjôê z roli posâgu, obcalowywanego przez pensjonarki. Cóû, pomyôlaî, ûe chëtnie braîby takie kâpiele co wieczór. No,ale... - Doroto, czy zaspokoiîaô juû swoje opodobania fryzjerskie? Boli juû mnie caîa gîowa. Spîucz ten szampon, abym mógî otworzyê oczy. Po chwili usîyszaî: - Juû po wszystkim. Otworzyî oczy. Czëôê dziewczât nadal sië pluskaîa. Koîo niego staîa Iza, najwyûsza z caîej grupy. Trzymaîa w rëku kâpielowy rëcznik i uômiechaîa sië: - Dziewczyny wyznaczyîy mnie do wycierania panu wîosów. Jest pan dziesiaj suîtanem, a my wszystkie tworzymy harem. Rozluúniî sië. No, chyba nie szykujâ mu jakiejô zgrywy. Raczej nie chcâ go oômieszyê, choê... A moûe te wszystkie dziewczëta po prostu go lubiâ, lubiîy teû w szkole. Byî ich wychowawcâ przez cztery lata. Staraî sië byê srogi, ale one wcale sië go nie baîy. Pewnie wiedziaîy, ûe sâ jego ulubienicami. Cóû za noc! Marcin wyszedî spod prysznicu. Byî w tej umywalni metalowy, dîugi stóî. Oparî sië o niego poôladkami i rëkami. Iza podeszîa bardzo blisko, zmuszajâc go do rozstawienia nóg. Zarzuciîa rëcznik na jego gîowë i energicznie wziëîa sië za wycieranie wîosów. W takt ruchu jej râk podâûaîy jej piersi. Juû nie musiaî zamykaê oczu i z radoôciâ przyglâdaî sië pysznemu zjawisku. Chyba wszystkie dziewczëta miaîy przepiëkne piersi. Zaô Izy byîy na dodatek wspaniale opalone. Podskakiwaîy w górë i dóî, przesuwaîy sië na boki. Wyczyniaîy przedziwne póîkola i elipsy. Ba, kaûda z nich zdawaîa sië byê samodzielna. Zeza moûna byîo dostaê patrzâc z tak bliska na te dwie szampaïskie krâgîoôci. Poczuî zapach jej skóry. Znów krew ûywiej popîynëîa w ûyîach czterdziestoletniego belfra. Podeszîa Teresa, jego najlepsza uczennica. Przytaszczyîa krzesîo i ustawiîa przy stole. - Izo, twój rëcznik jest juû mokry. Ja mam prawie suchy. Moûe pan profesor usiâôê na krzeôle? - poprosiîa ciepîo. Usadowiî sië wygodnie i szerzej rozsunâî nogi. I Teresa teû ustawiîa sië do niego frontem. Jego mëskoôê bodîa jâ w kolana. Suszyîa mu czuprynë naperfumowanym rëcznikiem. Podeszîa do nich Dorota, teû wycierajâc sobie gîowë. - Za umycie gîowy fryzjerki biorâ sporâ zapîatë. - uômiechnëîa sië szelmowsko. - Jak mam zapîaciê za usîugë? Czy mogë cië ucaîowaê w oba policzki? - O, nie! Tym sië pan nie wykpi. Profesorze, teraz usîugi sâ bardzo drogie. - No... wiëc jak? - Panie profesorze, oprócz mycia komuô gîowy lubië teû szalenie, gdy ktoô caîuje moje piersi. Znów go zaskoczyîa tym bezceremonialnym ûâdaniem. Ale te mîode dziewczëta sâ teraz bezpoôrednie. Cóû, wiedzâ, czego chcâ! A moûe tak wîaônie powinno byê, tak... naturalnie. Uômiechnâî sië do Doroty. Teresa ustâpiîa jej miejsca. Zbliûyîa sië do niego powoli i objëîa za szyjë. Nie musiaî wstawaê z krzesîa - jej piersi byîy niemal na wprost jego ust. Zanim zaczâî je caîowaê zauwaûyî, ûe znów podeszîy Basia i Justyna. Wziâî w wargi najpierw jednâ sutkë Doroty, potem drugâ. Obcaîowaî jej piersi dookoîa. Chciaî odsunâê gîowë, ale ona kurczowo dociskaîa jâ do swoich krâgîoôci. Szepnëîa: - Jeszcze! Poczuî, ûe drûâ jej nogi. O, pannica sië podnieciîa! Pobawiî sië jeszcze przez chwilëm dotykajâc jëzykiem koniuszków jej brodawek. W koïcu klepnâî w dupcië i zdecydowanie sië oswobodziî. Odeszîa jakby z ûalem... - Ja teû chyba zapracowaîam na nagrodë. A kto wyszorowaî plecy? - upomniaîa sië Danka. - Masz absolutnâ racjë! - powiedziaî Marcin. - Ale ja wolë tradycyjne nagrody, pocaîunki w usta. Danka byîa znacznie wyûsza od Doroty,prawie tak wysoka jak Iza. Siadîa mu na kolanach, lewâ rëkâ objëîa szyjë i nadstawiîa usteczka. Poczuî jej krâgîoôci na swojej piersi. Jego mëskoôê zostaîa przyduszona jej poôladkami. Skoncentrowaî sië na pocaîunkach, konstatujâc, iû dziewczyna umie to robiê juû dobrze. I ona teû podnieciîa sië, jak jej przyjacióîka. W trakcie caîowania odruchowo gîadziî jâ po plecach i poôladkach. To byîo naprawdë miîe i nieco sië zapomniaî. Danka roznamiëtniaîa sië w szybkim tempie. On zaô byî starym wróblem. Owszem, sprawiaîy mu frajdë takie niewinne figielki, ale do roznamiëtnienia byîa jeszcze dîuga droga, nie mówiâc juû o osiâgnieciu szczytu. To caîowanie z Dankâ przerwaîa Edyta: - A teraz ja! Musi byê sprawiedliwie... Danusia niechëtnie przerwaîa pocaîunki. Zaô Edyta usiadîa mu na kolanach, ale nie bokiem. Zsunëîa jego kolana i wgramoliîa sië okrakiem. Hm, byîo to... zachowanie bardzo swobodne! Udami przywarîa do jego lëdzwi i odchyliîa sië mocno do tyîu, wypinajâc piersi: - Ja proszë tak jak Dorota! Musiaî wychyliê sië do przodu, by siëgnâê jej sutek. A ona znów ulokowaîa dîonie na jego mëskoôci. Marcin usîyszaî, co mówiâ "dwie d" do koleûanek. - Dziewczyny, profesor to wielki talent w caîowaniu.... Pieôci piersi jak artysta!... - stwierdziîa jeszcze podniecona Dorota. - Poproôcie go, aby wszystkie z was wycaîowaî... - dodaîa Danka. - Rany, nie bëdë mogîa teraz zasnâê! - wpadîa jej w sîowo druga. Kâpiel sië przeciâgaîa. Musiaîo byê juû póúno. Ale ûadna z dziewczât nie kwapiîa sië z pójôciem do namiotu. Chyba przyjëîy sugestië Danki, ûe profesor powinien wszystkie je wycaîowaê. Edyta nagle sië wyrwaîa: - Nie, nie mogë! Za chwilë moûe staê sië nieszczëôcie... Powiedziaîa to tak paradnie, ûe wszyscy wybuchnëli ômiechem. Roznamiëtniona Edyta pobiegîa pod zimny prysznic. Zbliûyîa sië do niego Teresa i ômiaîo popatrzyîa w oczy: - Moje zasîugi sâ raczej znikome! Nie zasîuûyîam na pocaîunki. Ale czy moûe mnie pan tylko przytuliê i pogîaskaê, jak kotkë? Usiadîa mu na kolana i wtuliîa twarz pod jego policzek. Przytuliî, jak chciaîa. I usîyszaî jej szept: - Czemu païska ûona nie przyszîa pod prysznic? - Poszîa z Zenkiem na spacer. - Co by powiedziaîa, widzâc nasze figle? - Nic zîego, moûesz byê pewna! Jego prymuska byîa wiëc ciekawska! Inne dziewczëta nie przejmowaîy sië absencjâ Mirki. Tylko ta Teresa. Czy nie byîo to zîoôliwe? Cóû, taka to z niej byîa spryciara, niby spokojna muszka, ale... - Ja teû bym chciaîa, ale lubië tylko na leûâco! - zadudniî potëûny bas Aldony. Pierwsza zareagowaîa Basia. Rozîoûyîa swój rëcznik na stole. W jej ôlady poszîy inne i bîyskawicznie zrobiîy îoûe. Marcin poîoûyî sië na wznak i zrobiî miejsce dla Aldony. Poîoûyîa sië na boku i zaczëli sië caîowaê. Któraô z dziewczât wpadîa na pomysî, ûeby zgasiê ôwiatîo - zostawiîa tylko jednâ ûarówkë. Poczuî nagle na swojej mëskoôci stertë wîosów. To Edyta znów dobraîa sië do jego mëskoôci. Bardzo delikatnie caîowaîa wciâû sterczâcego czîonka. Dziewczëta kîadîy sië koîo niego po kolei. Stasia, ta ze wsi, zupeînie nie potrafiîa sië caîowaê. Emilka byîa niezîa. Chorobliwie nieômiaîa Justyna zamknëîa oczy kîadâc sië koîo niego - nie zdobyîa sië na odwzajemnienie pocaîunków, nie odwaûyîa sië na ûadnâ aktywnoôê. Elce chyba psuîy sië zëby, bo miaîa bardzo nieprzyjemny oddech. Wszystkie popieôciî. Gdy wracali juû do namiotów, zbliûyîa sië do niego Edyta: - Mówiî pan, ûe przyjdzie do namiotu, opowiedzieê bajkë! Proszë zaczâê od mojego. Bardzo proszë! - A kto ôpi z tobâ? - spytaî Marcin. - Justyna. Ona sië zgodziîa - szybko dodaîa. - Jest taka nieômiaîa tylko przy ludziach. Ale ona kochaîa sië caîy czas w panu profesorze! - Nie, nie przyjdë do was. To wy odwiedúcie mnie za kilka minut. Dobrze? - Och, oczywiôcie! Marcin i Mirka byli jednak dobranym maîûeïstwem. Potwierdziîo sië to równieû wtedy, gdy jego ûona wyznaîa mu, ûe od pewnego czasu podniecajâ jâ tylko mîodzi chîopcy. W lipcu, na plaûy naturystycznej w Îebie poznali Zenka, który straciî "dziewictwo" wîaônie z Mirkâ. Mîodzieïcowi bardzo podobaîo sië ciupcianie, a i Mirka byîa zachwycona! Tenûe Zenek miaî doîâczyê do ich wëdrownego obozu. Szykowali sië w poôpiechu. Marcin spakowaî duûy namiot. Mirka kompletowaîa ciuchy. Jednak myôlami wybiegîa w przyszîoôê: - Jestem ciekawa, czy Zenka nie bëdâ nëciîy te twoje mîodziutkie uczennice? Wtedy mnie zostawi... - Aleû on jest tobâ oczarowany. Ale dla pewnoôci nastrasz go, ûe zadawanie sië z nastolatkami moûe spowodowaê, ûe zostanie ojcem. - Jeôli Zenek przyjedzie - dodaîa po chwili - to nasz namiot ty bëdziesz miaî do dyspozycji. Ja przeniosë sië do niego. - Dobrze! - powiedziaî i pomyôlaî, ûe ûoneczka chce pilnowaê chîopaka nawet w nocy. - Chyba bëdzie ci to na rëkë? Bëdziesz mógî poôwintuszyê sobie z dzierlatkiami. - Jeôli bedzie odpowiedni nastrój, to chëtnie popieszczë swoje byîe uczennice. Ten wëdrowny obóz, to byîo takie nieoficjalne poûegnanie sië z budâ. W liceum ekonomicznym uczyîy sië prawie wyîâcznie dziewczëta. Kilku "rodzynków" nie daîo sië namówiê na pieszâ wycieczkë przez Polskë. No wiëc dziewuchy postanowiîy, ûe wystarczâ im spodnie na nogach pana profesora, który byî przez cztery lata ich wychowawcâ. dowcipkowaîy, ûe go uwiodâ. Na to Marcin zaproponowaî, ûe dla przyzwoitoôci zabierze ze sobâ ûonë. Zgodziîy sië bez protestów. Tak naprawdë to przyzwoitka nie byîa potrzebna, bo pannice miaîy juû po dziewiëtnaôcie, dwadzieôcia lat. No i byîy juû... po maturze! Dziewczëta traktowaîy Marcina z dobrotliwâ ironiâ. Chyba go lubiîy. Oczywiôcie pîataîy róûne figle, ale to byîo normalne. On uczyî je biologii i wiedzy o ûyciu. Dyskutowali o AIDS, o ciâûy, o wolnej miîoôci. On ostrzegaî je przed puîapkami ûycia, czasem trochë straszyî. One zaô czësto ûartowaîy, nawet z chorób wenerycznych... Na zbiórkë stawiî sië komplet. Przyjechaîy wszystkie. Piëtnaôcie mîodziutkich, ôwieûutkich, i zgrabnych samiczek. Ciepîo przyjëîy Mirkë. Pojawiî sië teû Zenek, który wyglâdaî na szesnaôcie lat. Nie wzbudziî zainteresowania - byî dla nich srajdkiem. One, to ho, ho - juû po maturze. Marcin zauwaûyî, ûe Mirka jest zachwycona, iû jego podopieczne ignorujâ jej kochasia. Zenka peszyîy dziewczëta, i byî ostroûny - nie chciaî naraziê sië na docinki i kpiny. Wyczyî, ûe nie miaîby ûadnych szans, bo przecieû ich byîo aû piëtnaôcie. Od razu ruszyli na trasë. Ale trafili na upaî. Okoîo jedenastej dziewczëta zaczëîy wysiadaê. Wychodziîo z nich takûe zmëczenie podróûâ. Zanleúli w lesie ustronnâ polankë. Czëôê dziewczât zaczëîa sië opalaê, kilka przysnëîo. Marcin przykîadnie leûaî na kocu obok maîûonki. Podeszîy do nich "dwie d". - Czy mógîby pan profesor spytaê ûony, czy moûemy opalaê sië bez staników? - spytaîa Danka. - Topless jest modny i bardzo wygodny. - Naturalnie, ûe moûecie. - Mirka odpowiedziaîa bezpoôrednio. - To miîo z pani strony. - zaszczebiotaîa Dorota. Po kilkunastu minutach wszystkie leûaîy i chodziîy z goîymi piersiami. Jakie skojarzenia budziî tan widok w Mirce, tego sië Marcin nie dowiedziaî. Moûe zazdroôciîa im tej cudownej mîodoôci? MOûe byîa zazdrosna o... Zenka? Chîopak przyglâdaî sië dziewczëtom z zainteresowaniem. - Chodúmy na spacer. - zaproponowaîa Mirka Zenkowi. Poszli. Marcin teû wstaî. Podszedî do dziewczât. Byî tylko w slipkach. Zaczëli sobie dowcipkowaê. Dziweczëta nie krëpowaîy sië swojego byîego belfra. Nawet Stasia, mocno zwiâzana z rodzinâ i tradycjâ wiejskâ. Edyta poprosiîa Marcina, aby wysmarowaî jej plecy olejkiem... - Och, przydaîaby sië jakaô woda! - romarzyîa sië Elka. - Jestem caîa brudna. - Znajdziemy jâ jeszcze! - pocieszyî. - Pewnie jakieô brudne jeziorko - powiedziaîa Edyta. - Ba, a ja chciaîabym gorâcy prysznic. A potem mogîabym z dziesiëê godzin spaê bez przerwy! - Ja nie mogë zasnâê, jeôli ktoô nie opowie mi bajki - zalotnie stwierdziîa Dorota, przysuwajâc swój odsîoniëty biuôcik w stronë Marcina. - Tylko kto tu umie opowiadaê bajki?... - Och, na pewno pan profesor! - oôwiadczyîa z przekonaniem Edyta. - Pan napewno zna duûo bajek! - Prosimy opowiedzieê nam bajkë! - krzyknëîo kilka dziewczât i przysiadîo sië do Marcina. Jakûe one ôlicznie pachnâ, pomyôlaî. Dookoîa siebie miaî dosîownie wianuszek z mîodziutkich cycuszków. - Bajki opowiada sië tylko wieczorem, a nie w samo poîudnie! - zaprotestowaî stanowczo. Rozmowa potoczyîa sië na inne tematy. Dziewczyny prawie siedziaîy na nim. Najbliûej zaô Edyta i Dorota. Pierwsza z nich oparîa sië goîymi plecami o jego kolana, druga zaô swoim biustem muskaîa jego kark. Tak ich zastali powracajâcy ze spaceru Zenek i Mirka. Jeden rzut oka na të parë pozwoliî Marcinowi wywnioskowaê, ûe odbyli juû czuîe powitanie po kilkudniowej rozîâce. Pod wieczór dotarli do maîej miejscowoôci, w której jednak znajdowaî sië spory oôrodek wypoczynkowy. Trafili akurat na zmianë turnusów. Wîaônie ta noc i nastëpna byîa bez pensjonariuszy. Odbyîo sië generalne sprzâtanie. Marcin poprosiî kierownika, aby pozwoliî im rozbiê namioty na terenie oôrodka. Dozorcy zaô daî trochë forsy, aby nagrzaî wodë, by dziewczëta mogîy wziâê prysznic. I tak oto doszîo do kâpania Marcina przez jego byîe uczennice. Zenek umyî sië w zimnej wodzie, zaô Mirka zanim pojawiîy sië dziewczëta. Potem para ta sië znów ulotniîa. W namiocie Marcin miaî duûy, gruby, podwójny materac. Przykryî go kocem, pod podgîówki wîoûyî róûne swetry i kurtki. Ôpiwór rozsunâî, robiâc z niego lekkâ koîderkë. Klapy od namiotu lekko uchyliî i czekaî... Przyszîy obie! Miaîy na sobie tylko bluzeczki, przypominajâce krojem mëskie koszule. Bluzka Justuny byîa zapiëta, Edyty tylko na jeden guziczek. Domyôliî sië, ûe sâ bez majtek. Przysiadîy na skraju materaca. - Dziewczëta, ja zawszë ôpië nagi. Gramolcie sië pod ôpiwór, ale moûe zdejmijcie te bluzeczki, bo sië pognâ. No, ômiaîo! Edyta klëknëîa i jednym ruchem pozbyîa sië przyodzienia. Nagusieïka wslizgnëîa sië pod koîdrë, z prawej strony Marcina. Justyna doôê wolno rozpinaîa swojâ bluzkë. Ale wreszcie i ona uîoûyîa sië obok swojego profesora. Wstydliwie przykryîa poôladki, ale ten manewr zmusiî jâ do dotkniëcia nagiego boku Marcina. Inicjatywë przejëîa Edyta: - Bardzo przepraszam pani profesorze, ûe tak raptownie uciekîam od pana w îazience. Strasznie sië podnieciîam. Pan bardzo dziaîa na moje zmysîy. Pan ma takie wspaniaîe ciaîo. Marzë, aby pana wycaîowaê od stóp do gîowy. Moûe opowie pan Justynie jakâô bajkë, a ja zniknë pod koîdrâ? Marcin nie zdâûyî odpowiedzieê, gdy szopa wîosów Edyty bezceremonialnie powëdrowaîa gdzieô w dóî. Dziewczyna zsunëîa sië i bezceremonialnie przykryîa jego czîonka. Na razie caîowaîa maîo waûne szczegóîy. Justyna nic nie mówiîa, leûaîa jak trusia. Poîoûyî jej gîowë wysoko na barku, obróciî twarz w swojâ stronë i îagodnie zaczâî caîowaê jej oczy. Przesunâî jâ bliûej siebie, przeîoûyî jej rëkë przez swojâ szyjë. Nie broniîa sië, ale byîa wyjâtkowo pasywna. Wreszcie zaczâî caîowaê jâ w usta. Nadal byîa bierna, jak pod prysznicem. Rëkami odszukaî jej piersi i cierpliwie staraî sië rozbudziê piëknâ dziewczynë. - Ja chciaîabym, abyômy tylko razem... - wyszeptaîa w koïcu nieômiaîo. - Ba, ale jak odgoniê Edytë? - odszepnâî jej do ucha. Oboje sië zachichotali i odruchowo spojrzeli w dóî. Wybrzuszenie koîdry dokîadnie wskazywaîo, gdzie znajduje sië gîowa Edyty. Justyna nie mogîa mieê ûadnych wâtpliwoôci. Westchnëîa. On znów zachichotaî, no i ona teû w koïcu sië uômiechnëîa. Wreszcie sië odblokowaîa. Zaczëîa oddawaê pocaîunki, mocniej przytuliîa swoje piersi do jego ciaîa. A tymczasem Edyta rozmawiaîa po francusku z jego czîonkiem. Pomagaîa sobie wszystkimi palcami. Leûaîa teraz tak, ûe jej poôladki wysunëîy sië caîkowicie spod koîdry. Mocno zaciskaîa uda, drûaîa na caîym ciele. Znów byîa bardzo podniecona. Przesunâî jednâ rëkë na jej uda. Po chwili zrozumiaîa czego poszukuje i ochoczo rozsunëîa nogi. Palce Marcina byîy doôwiadczone... - Panie profesorze... - to Justyna znów zaczëîa szeptaê. - Bardzo bym chciaîa odwiedziê pana w Warszawie. Ale tak, abyômy byli sami! Bardzo proszë! - Dobrze! - zgodziî sië bez wahania. Edyta wypuôciîa z ust jego czîonka. Gwaîtownym ruchem odrzuciîa ôpiwór i pokrzykiwaîa. Jej nogi zaczëîy wykonywaê dziwne ruchy. Wreszcie osiâgnëîa orgazm, wydajâc taki krzyk, jak kapitan kutra podczas straszliwego sztormu. To byîo po prostu wycie, przeraúliwy jëk rozkoszy. Spîoszyîa tym Justynë, która bez sîowa przyglâdaîa sië drgajâcemu ciaîu koleûanki. Teraz Marcin przejâî inicjatywë. Poprosiî Justynëm aby obróciîa sië o caîe stoosiemdziesiât stopni i zajëîa sië delikatnâ, podkreôliî, pieszczotâ jego mëskoôci. Bezceremonialnie odwróciî sië plecami do kontemplujâcej swoje zaspokojenie Edyty. Îagodnie rozsunâî uda Justyny i zaczâî pieôciê jëzykiem najdelikatniejszy szczegóî jej ciaîa. Dziewczyna chyba szybko zapomniaîa o obecnoôci koleûanki, która taktownie nie przeszkadzaîa. Marcin byî dumny z siebie. Dziëki swojej cierpliwoôci, no i doôwiadczeniu, udaîo mu sië doprowadziê do orgazmu Justynë. Przeûyîa to teû gwaîtownie, ale bez akustycznych efektów. Tylko popîakaîa sië trochë. Uîoûyî delikatnie jej gîowë na ramieniu i dîugo jeszcze pieôciî. Zerknâî na Edytë. Spaîa. Przesunâî jâ na materac, z którego sië sturlaîa i okryî koîdrâ. Po chwili wstal, okryî teû Justynë i szepnâî jej: - Wyjdë na chwilë na papierosa. Odpocznij... I nie budú Edyty. Wziâî caîâ paczkë papierosów, zapalniczkë, i poszedî do toalety. Suiusiajâc zastanawiaî sië, czy te wszystkie figle z mîodziutkimi dziewczynami doprowadzâ go do szczytu... Owszem, podniecaî sië, ale nawet zabiegi Edyty nie skîoniîy jego czîonka do... Wychodzâc z dyskretnego miejsca natknâî sië na "dwie d". Staîy pod drzewem okrëcone rëcznikami kâpielowymi. Danka byîa bezpoôrednia: - I my takûe zapaliîybyômy papierosa! Cóû, budë skoïczyîy, sâ dorosîe. Podaî im paczkë i przypaliî. Dorota po chwili powiedziaîa: - Zrobiîo sië jakoô zimno... Wpuôciî szczuplutkâ dziewczynë pod poîë swojego szlafoka. Objëîa go wpóî i przytuliîa szczelnie. Danka zaczëîa mówiê o pogodzie. Ale Dorota twardo trzymaîa sië gîównego tematu: - Ja doprawdy nie potrafië zasnâê, jeôli ktoô nie opowie mi bajki. Panie profesorze, kilka godzin temu robiî pan nadziejë, ûe jednak ukoîyszë pan malutkâ Dorotë do snu! Gdy to mówiîa, jej rëka powëdrowaîa do profesorskiego czîonka. Zdecydowanymi ruchami daîa do zrozumienia, ûe na seksie sië juû trochë zna. Danka uômiechnëîa sië przymilnie: - Zaraszamy do namiotu, chociaû na chwilë. Zgodziî sië. Wziëîy go pod rëce i podskakujâc powiodîy do legowiska. Od razu zorientowaî sië, ûe smarkate byîy pewne, ûe je odwiedzi. Pojedyncze materace leûaîy jeden na drugim. Poîoûyîy go na nich i przycupnëîy po obu stronach. Dorota natychmiast przyssaîa sië do jego czîonka. Danka nadstawiîa sië do pocaîunków. Ta para dzierlatek byîa bardziej doôwiadczona. Szybciej go podnieciîy. W szkole chodziîy sîuchy, ûe zarówno Danka, jak i Dorota, straciîy cnoty juû w trzeciej klasie. Czuî jak czîonek zaczyna domagaê sië... dziaîania. Danka powiedziaîa: - Lubië jeszcze bardziej , jak ktoô caîuje nie usta, lecz to... Siadîa mu okrakiem na piersiach, i podsunëîa sië w górë. Nie miaî wyboru, musiaî zrobiê uûytek ze swego jëzyka. Ujâî teû w dîonie jej sterczâce piersi. A tymczasem Dorota, doprowadziwszy go do naleûytej prëûnoôci, poszîa w ôlady koleûanki, dosiadajâc go okrakiem. Byî zaskoczony siîâ, z jakâ nabiîa sië na jego mëskoôê. Ho,ho! One wiedzâ, czego chcâ, pomyôlaî. Na pewno uîoûyîy sobie zawczasu caîy scenariusz. Na potwierdzenie tego przypuszczenia nie musiaî dîugo czekaê. Po chwili przyjacióîki zamieniîy sië miejscami. Danka z jeszcze wiëkszâ zachîannoôciâ nabiîa swe ciaîo na Marcina. Cóû, robiîy to z wprawâ, w zgodnym duecie. Oj, chyba te figle juû wielokroê wczeôniej trenowaîy... A potem Dorota poîoûyîa sië na materacach, naprowadzajâc go na siebie. Wysoka Danka stanëîa w rozkroku i nadal posuwaîa swoje îono. Tak, to byîy nie lada zbytnice... Szczyt osiâgnëli prawie jednoczeônie, caîâ trójkâ. Zapalili papierosa... I znów. "Dwie d" lubiîy te klocki! Wyszedî od nich, gdy na dworze byîo juû bardzo widno. Rozêwierkaîy sië ptaki. Od osady dolatywaîy pierwsze odgîosy porannej krzâtaniny. Byî solidnie zmëczony. Zanim dotarî do swojego namiotu podszedî do niego dozorca: - Panie! A moûe zostaniecie na jeszcze jednâ noc?! - NIe, to jest obóz wëdrowny... - Panie, ja oddam pieniâdze, które mi pan daî na podgrzanie wody i rozpalenie kotîa... Marcinowi nie chciaîo sië rozmawiaê z dozorcâ. Ziewnâî przeciâgle. - Panie! Jak zostaniecie jeszcze na drugâ noc, to ja panu zapîacë! - Coô sië pan przypiâî?! - Wiesz pan... tak miëdzy nami, mëûczyznami! Za îazienkâ jest takie maleïkie okienko w kotîowni. Pan rozumiesz... No, ja muszë zerkaê czy woda cieknie z kranów... - Panie! - marcin sië zeúliî, ale po chwili dodaî: - Nie jest to gîupia myôl! W namiocie zastal przytulone do siebie Edytë i Justynë. Wôlizgnâî sië pod koîdrë od strony tej mniej ômiaîej, z którâ umówiî sië na spotkanie w Warszawie... Spaî do poîudnia, jak i wiëkszoôê dziewczyn, których nie niepokoiîa ûadna pobudka. Mirka upichciîa wspaniaîe ûarcie. Zjedli w trójkë z Zenkiem. Znalazî sië moment, gdy mogli porozmaawiaê tylko we dwoje: - No i jak tam? - zagaiîa ûona. - Zaliczyîem aû cztery. Uff! - przyznaî sië z nutkâ dumy. - To ôwietnie! - ucieszyîa sië Mirka. - A nam to z Zenkiem jest wspaniale. Nie wyobraûasz sobie, jaki to subtelny chîopiec! - Bardzo sië cieszë. Baw sië dobrze! - ûyczyî jej szczerze. - Zaraz idziemy z Zenkiem do lasu... Gdy tylko zniknëîa Mirka z mîodzieïcem, do jego namiotu przyszîa Danka z Sabinâ. - Panie profesorze, Sabina teû jest bardzo potrzebowska. - powiedziaîa nieco wulgarnie i zarechotaîa bezwstydnie. Tak wiëc sjestë miaî z Sabinâ. To dziewczë byîo rzeczywiôcie doskonaîym deserem. Miaîa jeszcze cnotë. W trakcie figli poprosiîa go, aby pozbawiî jâ dziewictwa. Ujëîa to mniej wiëcej w taki sposób: - Jestem juû dorosîa, zdaîam maturë... Wieczorem teû nie dane mu byîo odpoczâê. Znów wykâpaî sië razem z dziewczynami, nie zdradzajâc im, ûe podglâda ich dozorca. Pod prysznic wziëîy go tym razem Jola i Aldona. Kâpiel przebiegaîa spokojniej i znacznie krócej niû poprzedniego dnia. Ale przy wycieraniu sië Aldona powiedziaîa swym zachrypniëtym basem: - Panie Marcinie - byîo to doôê poufaîe - jesteômy z Jolkâ klinicznie czyste. Czy moûemy przyjôê do pana na bajkë lub na pieszczoty? Jolka wziëîa go za rëkë i proszaco pogîaskaîa. Aldona zaô przytuliîa sië do niego i delikatnie ucaîowaîa w policzek. Marcin stwierdziî, ûe obie sâ ponëtne i... zgodziî sië. Ûadna z dziewczyn nie skomentowaîa, ûe wychodzâ w trójkë z îazienki i idâ prosto do profesorskiego namiotu. Tylko Dorota krzyknëîa do Jolki: "Trzymaj sië dzielnie!" W ciâgu jednej doby zaliczyî wiëc - najpierw Edytë i Justynë, potem Dankë z Dorotâ, Sabinë solo, a teraz Jolë i Aldonë. Zatem siedem dziewczât,czyli prawie poîowë stadka. No, nie mógî narzekaê na brak erotycznych przygód. Gdy juû sië napieôcili do syta, Jolka powiedziaîa: - Dziewczyny nie przesadzaîy. Pan rzeczywiôcie jest bardzo miîy i cudownie jest w tym duûym namiocie. Staîo sië jasne, ûe nie ma mowy o ûadnej dyskrecji. Dziewczyny dzieliîy sië swoimi wraûeniami, wymieniaîy doôwiadczenia, doradzaîy sobie wzajemnie i chyba uzgadniaîy harmonogram wizyt. Powiedziaîy mu potem, ûe z kolejnoôciâ wizyt nie byîo kîopotów. Nie wszystkie byîy tak odwaûne jak "dwie d". Ociâgaîy sië z tym pierwszym razem. I kolejno dojrzewaîy do decyzji o figlach z profesorem. Nie byîo tîoku, ani ûadnych kîótni. Na drugi dzieï wëdrówki wyruszyî Marcin na gumowych nogach. Ale trzymaî sië dzielnie. Mirka i Zenek juû bez krëpowania sië szli obok siebie i dziewczyny zorientowaîy sië, ûe tworzâ wakacyjnâ parë. Skojarzyîy, ûe swoboda Marcina ma zwiâzek z adoracjâ Mirki przez Zenka. Powiedziaî im zresztâ, ûe uwaûa, iû kaûde maîûeïstwo powinno mieê jakieô urozmaicenie. Choêby w wakacje. Czwartego dnia dotarli nad cudowne jeziorko w lesie. Wszyscy sië nim zachwycili. Postanowili zatrzymaê sië tutaj na kilka dni. Zenek rozbiî namiot nieco na uboczu, zaô dziewczëta ustawiîy swoje wokóî duûego namiotu profesora. Uradzono, ûe kâpaê i opalaê bëdâ sië wszyscy nago. Nie zeúliîo to Mirki. - Wiesz - zwierzyîa sië mëûowi - gdy Zenek napatrzy sië na te goîe cycki twoich uczennic, to nabiera wiëcej ochoty na pieszczoty ze mnâ. - To wspaniale! - odparî Marcin. Odpowiadaîo mu caîkowicie, ûe ûonie tak bardzo podoba sië ten ukîad. Promieniowaîa zadowoleniem. Jedna tylko dziewczyna nie zdecydowaîa sië na pieszczoty ze swoim profesorem. Byîa niâ Stasia. Podobno miaîa juû na wsi narzeczonego i chciaîa mu byê wierna. Dziewczëta trochë jej dokuczaîy, ale nie za bardzo. Miaî teû kîopoty z Edytâ, która miaîa niesamowity temperament. Chëtnie codziennie przychodziîaby na miîoôê francuskâ. Pod koniec obozu zdecydowaîa sië zresztâ na utratë cnoty. Wykonawcâ byî oczywiôcie Marcin. Cnotë zostawiîa nad tym jeziorkiem równieû Teresa. Jeôli zaô chodzi o Justynë, to ta co i raz przypominaîa mu o randce w Warszawie. Ale nie chciaîa juû przychodziê teraz, tu, w lesie! Zaniechano wizyt parami. Marcin przeksztaîciî sië w prawdziwego baszë. Zorientowaî sië, ûe dziewczyny sâ bardzo chëtne do pieszczot. Gdy tylko czuî sië na siîach na kolejne figle, to po prostu wskazywaî palcem i rzucaî krótko: "Chodú". Znikali we dwójkë w namiocie... Juû pod sam koniec tego seks - obozu rozpalili ognisko i zaczëli snuê plany na przyszîoôê. Wywoîaîa të rozmowë Dorota: - Ach, jak tu cudownie! Moûe w przyszîym roku przyjedziemy tu na caîy miesiâc? - Akurat! - zgasiîa jâ Aldona. - Bëdziemy pracowaê w róûnych biurach i figa bëdzie z wakacji. - Ja juû bëdë mëûatkâ! - wtrâciîa Stasia. - Wîaônie! - powiedziaî Marcin. - Kaûda z was przez ten rok znajdzie sobie jakiegoô chîopaka i zapomni o koleûankach, o profesorze. Jesteôcie wszystkie takie ôliczne. Nie przepuszczâ wam chîopaki. - Ale sam pan przecieû powiedziaî - podjëîa sprzeczkë Edyta - ûe dobre jest urozmaicenie. Nawet jeôli bëdziemy miaîy chîopaków, to przecieû moûemy wyrwaê sië na te dwa - trzy tygodnie. Powspominaê budë... - Ocho, akurat chodzi ci o budë. - wtrâciîa Basia. Wszyscy wybuchnëli ômiechem. Tylko Justyna nie braîa udziaîu w tej rozmowie. Swoje lekko zaîzawione oczëta wlepiîa w Marcina. Zdawaîa sië byê myôlami gdzieô daleko. Co ona knuje? Na to pytanie nie umiaî sobie odpowiedzieê jej byîy wychowawca. ...przerûnâî... º2 Smileº0 Napisz....moûe byê przyjemnie...Aaachhh... Smile / Casyopea ul. Gîówna 59 89-500 Tuchola