ªpDzieï jak codzieïª0 Rano obudziî mnie gîoôny warkot silnika kaszlaka (kaszlaki rules!!!). Sâsiad wybiera sië do roboty. Z przeraûeniem stwierdzam, ûe dzisiaj jest piâtek i trzeba iôê do kochanej przez wszystkich budy. Z apatiâ (i antypatiâ) spoglâdam na zegarek: 8.20 A.M. Przez chwilë skupiam myôli, usiîujâc sobie przypomnieê na którâ mam dzisiaj godzinë. Po kilkunastu sekundach przychodzi oôwiecenie (to taka epoka historyczna). Na 8.50. Przez chwilë stajë sië filozofem: ª1º0Wstaê, czy nie wstaê??? Oto jest pytanie!!! A ja muszë odpowiedzieê na nie!!!ª0º0 Przez kilka minut zbieram siîy i myôli. Gdy zebraîa sië wystarczajâca iloôê ... ª1º0 wciskam FIRE. Przyspieszenie wciska mnie gîëboko w fotel. Nie mogë oddychaê ... ª1º1 [qrwa. To chyba z jakiegoô innego artykuîu !]ª0º0 Zwlekam sië z wyra i udajë sië do îazienki. Krótkie spojrzenie w lustro przekonujë mnie, ûe sen o byciu Von Dam-em byî niestety tylko sennym marzeniem a rzeczywistoôê jest koszmarem. Zaîamany wracam do pokoju rozglâdajâc sië za ksiâûkami. W ogólnym baîaganie (jak to bywa w pokoju codera) znajdujë tylko ksiâûki o ûyciu seksualnym mrówek, broszurkë rozdawanâ przez ksiëûy "O szkodliwoôci picia" oraz jakieô dziwne ksiâûki: "Grafika komputerowa", "Rozkazy procesora MC68000" oraz kilka dziwnych pisemek: "Playboy", "Amiga Magazyn", "Amigowiec", "C&A" oraz coô o podobnej nazwie jak "Tak" (tyle, ûe o innym znaczeniu). Coraz bardziej wkurzony rezygnujë z poszukiwaï ksiâûek i zabieram sië za poszukiwanie zeszytów. Próbujâc znaleûë choê jeden przerzucam sterty dysków, które tworzâ uroczy baîaganik na stole i na meblach. Jest!!! Zeszyt z matmy!!! Pochîoniëty radoôciâ puszczam sië râczym kîusem w jego kierunku. Niestety kabel sieciowy (kable lures!!!) skutecznie przeszkadza mi w dotarciu do celu. Z hukiem uderzam w ôcianë tuû obok kalendarza (co za idiota powiesiî tu kalendarz!!!). Z jëkiem podnoszë sië z podîogi rozcierajâc bolâce kolano. W ciâgu 10 sekund pakujë wszystkie zeszyty (sztuk 1) oraz jakiô brudnopis (sztuk 2). Reklamówka ugina sië pod ciëûarem zeszytów, lecz nie dajë po sobie znaê jak bardzo cierpië. Wybiegam z mieszkania zamykajâc je kopniakiem. Jeszcze 3 minuty do dzwonka. Zbiegam ze schodów jak gdybym biegî po odbiór nowej Amigi. Po drodze mijam koleûanki (sztuk 2), które z miîym uômiechem dopingujâ mnie do szybszego biegu: ª1º0"Nie martw sië!!! I tak (nie)zdâûysz)" ª0º0 Jak gîupi zbiegam 200 m w dóî. Tuû przed szkoîâ ostro hamujë z piskiem kapci ª1º1(Qrwa, gdzie moje buty?!!!)ª0º0 O maîy wîos a uszkodziî bym cat'a. To nic! Zamaszystym krokiem wchodzë do budynku. przekraczajâc progi piekieî. Powoli wspinam sië na schody obserwujâc teren. O shit! To ta laska z 2 klasy. Z wraûenia robi mi sië gorâco (na dworze byîy 2 stopnie Celsjusza). Z obojëtnym wyrazem twarzy mijam jâ i idë na wyûsze piëtro wzdychajâc w duchu. Tam wita mnie ryk klasy ª1º0"Ooooo. Mafioso idzie"ª0º0. ª1º1 "Nie mafioso tylko Yakuza !!!" ª0º0- odgryzam sië. Po kolei witam sië ze wszystkimi. Po chwili wolnym krokiem zbliûa sië nauczyciel z dúwigienek. Patrzy na nas z rozbawieniem (ciekawe dlaczego). Îapiâc jednym uchem grzeczne pytania kolegów: "A kto ci przypierdoliî w ryj ???" wszedîem do klasy. Po burzliwym powitaniu z nauczycielem wszyscy siadamy i wyciâgamy zeszyty. Poprawka! Zeszyty wyciâgajâ tylko ci z pierwszych îawek. Reszta rozsiada sië wygodnie i wyciâga gazety do czytania, ûre sîonecznik i gra w statki (or karty). Nauczyciel zaczyna lekcjë starajâc sië nie zwracaê uwagi na postawë kilku uczniów, którzy w pozycji horyzontalnej rozciâgneli sië na îawkach (caîkiem jak niektórzy posîowie z naszego Sejmu) i w najlepsze spali. Lekcja trwaîa caîâ wiecznoôê (niektórzy twierdzâ, ûe tylko 45 min. ale na pewno majâ rosyjskie zegarki!!!) W koïcu przerwa!!! Z hukiem wypadamy z klasy i lecimy do sklepiku! Po peînym bólu spojrzeniu, jakie rzuciîa nam sprzedawczyni, poznajemy, ûe nasz zamiar zwrócenia jej uwagi na nas powiódî sië!!! Yeeeaaah ... Kaûdy rozsiada sië przy stoliku i bacznie obserwuje towar, jaki przewija sië przed ladâ, wygîaszaâc tradycyjne uwagi: ª1º0"Ty patrz jaka fajna!", "O cholera. Jak sië nazywasz?!?", "A ile masz lat ?"ª0º0 oraz kilka innych, których wolë nie cytowaê. Dzwonek na lekcje. Powoli i z godnoôciâ (w koïcu jesteômy najstarszâ klasâ) opuszczamy sklepik i udajemy sië na miejsce kaûni zwanej przez niektórych Matematykâ. Rozpoczyna sië lekcja. 3\4 klasy siedzi jak na szpilkach. Nauczyciel otwiera dziennik i sprawdza obecnoôê. Napiëcie roônie gdy otwiera go na rubryce z ocenami i zaczyna jâ studiowaê. Po chwili sîyszymy: ª1º0"Zadanie 8.28 omówi..."ª0º0 Wyznaczona osoba z jëkiem podnosi sië i idzie do tablicy. Pozostaîa przy ûyciu czëôê klasy oddycha z ulgâ. Nieszczëônik staje przy tablicy i próbuje walczyê o pozytywnâ ocenë. Nie udaîo sië. Wywoîujâ nastëpnego... No, ten powinien skoïczyê to zadanie!!! Mëczy go do koïca lekcji. Gdy rozlega sië dzwonek wszyscy z westchnieniem ulgi podnoszâ gîowy. Po puszczeniu delikwenta dyktuje numery zadaï, które kaûe przygotowaê na nastëpnâ matmë. Zadania sâ proste, choê kilka osób jëczy na ich widok. Jaki z tego moraî? 3\4 klasy znowu przeûyîo matmë. Nastëpny jest niemiecki, który wszyscy (all-1) witamy z(grzytaniem zëbów) mieszanymi uczuciami. Co wraûliwsi pîaczâ, a ci bardziej odporni klnâ pod nosem. Nauczyciel otwiera klasë i wpuszcza nas do ôrodka. Z miîym uômiechem witamy go(ôcia) choê wielu z nas mówi w myôlach coô innego (nie bëdë tu przytaczaî tzw. wulgaryzmów). Dyktuje nam temat i zaczyna pytaê. Cieï pada na populacjë klasy. Z ulgâ przyjmujemy fakt, ûe do odpowiedzi idzie Marek, który deutchland'owski ma w jednym palcu. Dwaj eksperci gadajâ miedzy sobâ przez 10 minut, a my szaraczki myôlimy ª1º0"o czym oni mówiâ?"ª0º0 Po skoïczonej konwersacji zadowolony nauczyciel zaczyna wykîadaê temat. Przez nastëpne 20 minut przepisujemy to co nabredziî na tablicy. ª1º2Chwila. Muszë zmieniê moduî (multitasking rules and Chromag's "Love and Pain.pp" rules).ª0º0 Kilka minut póúniej koïczy sië lekcja i nauczyciel z rykiem oznajmia o klasówce, którâ ubzduraî sobie zrobiê w przyszîm tygodniu. Z jëkiem przyjmujemy tâ wspaniaîâ wiadomoôê. Wyrywamy z klasy i udajemy sië na WF. Z mëûnâ minâ znosimy stwierdzenie, ûe nie ma dla nas sali i ûe zagarnâîy jâ koty. Idziemy nad Zalew (to taki zbiornik wodny, nad którym gromadzâ sië klasy, które majâ okienko lub z jakiegoô powodu nie majâ co robiê w szkole). 1\2 klasy Chowa sië za murkiem dotleniajâc sië gîównie "Sobieskimi", lub (co twardsi) trawkâ. Czas leci nieubîaganie. Wracamy do szkoîy i ze znudzeniem stoimy przed klasâ ª1º0(wyglâda to tak jak wszyscy oglâdalibyômy jakieô aTAROWSKIE lub pECETOWSKIE demo). ª0º0 Nauczyciel widzâc naszâ marnâ postawë mówi: ª1º0"Spadaê mi do domu. Nie chcë was dzisiaj widzieê!!!". ª0º0Râczo zrywamy sië do chaty - to jest ostatnia lekcja (2 nastëpne sâ teû zaîatwione). Wchodzë do domu rzucajâc zeszyt + 2 brudnopisy na fotel i siadam przed mojâ Amisiâ i wpisujë ten gîupi txt. O czym donosi º3BEERMANº0 z klasy Vb (technik mechanik - za 6-8 miesiëcy). Bye !!!