
                                ªpBIGOSª0


(czyli  potrawa  skîadajâca sië z wielu rozmaitych skîadników, duszona
we wîasnym sosie)

Poniûszy  'bigos' pochodzi z czasopisma 'Sam na sam z sobâ' (czy jakoô
tak).     Poniewaû   jednak   oryginaî   zaginâî   w   niewyjaônionych
okolicznoôciach,  zmuszony  byîem  siëgnâê do swojej pamiëci i wîaônie
stamtâd  pochodzi  poniûszy  text.   Ma on co prawda jakieô niewielkie
braki, ale da sië przeczytaê, zatem zaczynamy!

                                                   
                W klasztornej wieûy zadzwoniono.
                Z obradnej sali schodzâ do kaplicy
                Najpierwszy komtur, wielcy urzëdnicy,
                Kapîani-bracia i rycerzy grono.
                Nieszpornych modîów kapituîa sîucha
                I wznosi hymny do wielkiego ducha
                I litanijâ do Najôwiëtszej matki
                Starszy brat ôpiewa, a z bratem
                "Zmiîuj sië zmiîuj" przyôpiewujâ dziatki
                "Zmiîuj, ach zmiîuj nad tatem!".
                Wtem z lasu, gdzie sië dwór bieli
                Tysiâczne ôwiecâ kagaïce
                Zjeûdûajâ goôcie weseli
                Muzyka, haîas i taïce...
                Twardowski siadî w koïcu stoîa,
                Podparî sië w boki jak basza,
                Hulaj dusza! Hulaj - woîa.
                Ômieszy, tumani, przestrasza.
                Na gîowie ma kraôny wianek,
                W rëku zielony badylek
                A przed niâ bieûy baranek
                A nad niâ lata motylek.
                Na baranka bez ustanku woîa:
                Ej ty, ryûy kudîa, wara od úródîa!
                Wtem drzwi koôcioîa trzasîy.
                Wiatr zawiaî, ôwiece zgasîy,
                Wchodzi osoba w bieli.
                Znany chód, znana zbroja -
                Staje, patrzy ukosem
                Podziemnym woîa gîosem:
                "Hej Kozaku, ty chamie,
                Czemu nocâ przy bramie
                Nie ma ni psa, ni pachoîka!?".
                Umilknâî starzec i dookoîa sîucha,
                Czy Niemcy dalej pozwolâ mu ôpiewaê.
                W sali dokoîa byîa cichoôê gîucha
                Ta zwykîa wieszczów na nowo zagrzewaê.
                Zaczâî wiëc piosnkë, ale innej treôci,
                Bo gîos na spadki wolniejsze rozmierzaî
                Po strunach wciâû sîabiej i rzadziej uderzaî
                I z hymnu zstâpiî do prostej powieôci:
                Raz swawolny Tadeuszek
                Ponawrzucaî w flaszkë muszek,
                A nie chcâc ich morzyê gîodem
                Ponawrzucaî chleba z miodem.
                Gdy rybki to spostrzegîy
                Do buîeczki sië zbiegîy.
                Jedna z nich, ômielszej natury
                Wystawiwszy îeb do góry
                "To ûydziak, a któû widziaî 
                Wspomagaê ûydziaka!"
                Dobrâ paniâ uwaga oburzyîa taka.
                Rada maîpa, ûe sië ômieli
                Kiedy mogîa udaê czîeka,
                Widzâc paniâ raz w kâpieli
                Wlazîa pod stóî - cicho czeka.
                Nareszcie nie moûe - 
                Schodzi do Gawîa i prosi w pokorze,
                Potem go kijem, potem paîkâ êwiczy
                Osioî nie tylko, ûe z miejsca nie ruszy
                Broni sië jeszcze z wieû Alpuchary
                Almanzor z garstkâ rycerzy.
                Krzyûak nad miastem zatknâî sztandary,
                Wysyîa posîów - i rzecze:
                Kobieto, puchu marny! Ty jesteô jak zdrowie
                Ile cië trzeba  ceniê ten tylko sië dowie,
                Któû zbadaî puszcz litewskich przepastne krainy
                Aû do samego ich ôrodka, do jâdra gëstwiny.
                Tu przerwaî, lecz róg trzymaî jeszcze.
                Wszystkim sië zdaîo, ûe Wojski wciâû gra jeszcze,
                A to Zosia widzi, podbiega i na biaîej podaje mu dîoni 
                drâûki, którymi zwykle mistrz we struny dzwoni
                I dygajâc rzecze: 
                Gîupi niedúwiedziu, gdybyô w mateczniku siedziaî
                Nigdy by sië o tobie Wojski nnie dowiedziaî!
                Wziëli bronie, wypadli, do ogrodu sië wkradli
                Këdy szpaler altanë obrasta,
                Na darniowym siedzeniu coô bieleje sië w cieniu -
                To siedziaîa w bieliúnie niewiasta...
                Wîosy ich dîugie, krëcone wâsiska
                Wzrok dziki, suknia plugawa,
                Noûe za pasem, miecz u boku bîyska,
                W rëku, na taômie przypiëty
                Swój róg bawoli, dîugi, cëtkowany, krëty jak wâû boa.
                Oburâcz do ust go przycisnâî, wzdâî policzki jak banië,
                W oczach krwiâ zabîysnâî i zagraî:
                Byî sobie dziad i baba
                Bardzo starzy oboje
                Ona kaszlâca sîaba
                On skurczony we dwoje.
                Mieli chatkë maleïkâ
                Takâ maîâ jak oni
                Jedno miaîa okienko
                I jeden byî wchód do niej.
                A synek jedynak byî trzeci.
                Maleïki, w dostatku chowany
                Zwyczajny,zamoûnych syn kmieci.
                Raz ojciec z wieczora
                Wróciwszy ze dwora
                W te odzywa sië sîowa:
                Ej ty, na dzikim koniu, gdzie pëdzisz kozacze?
                Czyô zaoczyî zajâca, co po stepie skacze?
                Czy instrument niestrojny? Czy sië muzyk myli?
                Nie, wozy jadâ drogâ i wóz znajomy na przedzie
                Skoczyîy dzieci i krzyczâ jak mogâ:
                Tato! Juû w gruzach leûâ Maurów posady,
                Naród ich dúwiga ûelaza,
                Broniâ sië jeszcze twierdze Grenady,
                Ale w Grenadzie Wojewoda zdyszany
                Wpadî w beczkë wkopanâ gdzie wodë zbierano.
                Topi sië, pîawki na dóî z sobâ spycha,
                Tak przepaôê wody gîëboka!
                Ja biegîem - przerwaî Rejent - 
                Biegîem tuû za niedúwiedziem!
                A pan Wojski woîa: Mîodoôci, dodaj mi skrzydîa!
                Taka jest pieôï moja o Aldony losach,
                Niechaj jâ anioî harmonii w niebiosach,
                A czuîy sîuchacz w duszy swej doôpiewa..                             


º1Autor bigosu:º0 Szymon Kobyliïski (chyba)

º1wklepaî:º0 The Nat / No Name Team
          
º1Autor oryginalny: º0

Adam Mickiewicz oraz...

º1Úródîa:º0

- Pan Tadeusz
- Konrad Wallenrod
- Powrót Taty
- Pan Twardowski
- Dziady

oraz...

A teraz niespodzianka od redakcji:

Dla  osoby,  która  nadeôle  nam  pominiëtych autorów i ûródîa cytatów
ufundowaliômy   nagrodë:    kilka   horrorów  Mastertona.   Odpowiedzi
proszë nadsyîaê na adres redaktorów (wedle woli).
