aa 1c8Tragic story 3a8(Mario) 1f Sam dziwiė siė sobie, moūe to 1fzabrzmiaīo trochė gīupio... Mogė 1fjuū z caīā pewnoōciā stwierdziź, iū 1fmoje ūycie jest, a wīaōciwie (juū 1fniedīugo) byīo jednym, wielkim 1fkoszmarem... o i znowu zabrzmiaīo 1fto doōź dziwnie, a raczej jak 1fpowiedzonko z jakiegoō 1fmelodramatu... Zacznė moūe od 1fpoczātku... Tak wiėc urodziīem siė 1ftrzydzieōci lat temu, tak wiėc 1fjestem stanowczo za krótko na ziemi, 1faby odczuź i zobaczyź wszystkie jej 1furoki i agonie... cóū, nastėpnie 1fochrzczono mnie jako Jan Konopka. 1fOjca nie znam, a to tylko z tego 1fpowodu, ūe stara nie wiedziaīa kto 1fmnie zrobiī... tak, byīa prostā 1fkurwā gotowā dla kaūdego o kaūdej 1fporze i w kaūdym miejscu, aby tylko 1fgoōcio pokazaī forsė... Tak wiėc 1fjak sam widzisz, pochodzė z 1fokropnego ōrodowiska, ōrodowiska 1fktóre w innych okolicznoōciach 1fpowinno zwaź siė rodzinā... No cóū, 1fprzejdśmy dalej. Tak prawdė mówiāc, 1fto stara urodziīa mnie popeīniajāc 1fpewien okropny bīād, mianowicie 1fbėdāc juū na stole, gotowa do 1fskrobanki uciekīa, przez co urodziīa 1fdziecko-nieudacznika od samego 1fpoczātku, czyli mnie. Przepraszam 1fCiė, ūe moja opowieōź przypomina 1fskargė z oczekiwaniem na 1fwspóīczucie, nie, tak nie jest, a 1fwrėcz przeciwnie. Wspóīczucia 1fszukaīem jako 9 - 10 latek, a wiėc 1fjako maīe dziecko, które potrzebuje 1fciepīa domu rodzinnego i miīoōci, 1fale wtedy niesty nikt mi tego nie 1fmógī zaoferowaź, bo stara jak tylko 1fmnie urodziīa, wywiozīa mnie do swej 1fmatki, a ta znowu, bėdāc juū kobietā 1fw bardzo zaawansowanym wieku nie 1fmogīa mi sprostaź, nie mogīa mnie 1fdopilnowaź i oddaīa mnie pod opiekė 1fdomu dziecka. Nie mam jej tego za 1fzīe, no bo co taka staruszka mogīa 1fmi daź, przeze mnie tylko sama 1fposzīa by prėdzej do jamy... 2f Znalazīem siė w Domu Dziecka w 2fwieku 2 lat, od tamtej pory nie 2fsīyszaīem nic, kompletnie nic o mej 2fbabce... zapewne juū dawno nie 2fūyje, o matce nawet nie wspomnė. W 2fowym domu siedziaīem podobno tylko 2fmiesiāc, a nastėpnie wziėīo mnie 2fmīode maīūeļstwo i zaoferowaīo dom i 2fmiīoōź... szczėōcie nie trwa 2fwiecznie, a jak juū mówiīem nade mnā 2fwisi jakaō czarna chmura, bo po 7 2fmiesiācach pobytu u nowej rodziny 2fmoi przybrani rodzice ulegli 2fwypadkowi, w którym to niby nie 2fzgineli, lecz zostali caīkowicie 2fsparaliūowani, wobec czego nie mogāc 2fsiė mnā opiekowaź oddali mnie z 2fpowrotem do domu dziecka. Póśniej 2fnikt mnie nie chciaī adoptowaź, 2fwidzāc mojā kartė, w której to 2fopisane byīo moje ūycie dokīadnie 2flub mniej dokīadniej. 3f Mijaīy lata, przyszedī czas 3fszkoīy, pierwsza klasa, druga 3fklasa... czwarta klasa podstawówki. 3fSzkoīa wiāūe siė z naukā, nowymi 3fprzyjacióīmi i wrogami... oraz 3fcoraz to nowymi kīopotami i 3fproblemami... Jeōli o pierwsze 3fchodzi, to na pewno nie byīem orīem, 3fnie byīem takūe uczniem z wynikami 3fōrednimi, byīem kompletnym gīābem. 3fSpowodowane to byīo podobno tym, ūe 3fstara podczas ciāūy piīa i kopciīa 3fjak kotīownia... i z tego powodu 3fmam jakieō tam zaburzenia w rozwoju, 3fnie duūe, acz sā... Przyjacióī 3fmiaīem kilku, jednak nie w 3fpodstawówce, ale o tym ciapkė 3fpóśniej, za to z wrogami to 3fproblemów nie byīo, kaūdy chciaī 3fmnie biź i przezywaź, co mnie bardzo 3fdenerwowaīo, jednak byīem zbyt sīaby 3fūeby siė postawiź. Najbardziej w 3fpamiėci utkwiīo mi przezwisko 3f"Kanapka" lub "Mam chrapkė na Jasia 3fKanapkė". To mnie bardzo draūniīo. 3fEdukacjė w szkole podstawowej 3fzakoļczyīem na klasie czwartej, a 3fūeby do niej dojōź musiaīem czekaź 3fosiem lat, najpierw rok siedziaīem 3fchyba to w trzeciej klasie, a 3fnastėpnie dwa lata w czwartej. Za 3fkaūdym razem oblewaīem matmė i 3fwychowanie fizyczne. Uchodziīem za 3fnajlepszā flegme pod sīoļcem. Z 3fmatmy byīo jednak gorzej niū z w-fu, 3fnie umiaīem dodawaź i nigdy nie 3fmogīem siė nauczyź, ile jest jeden 3fplus dwa, wedīug mnie zewsze i 3fwszėdzie jeden plus dwa jest cztery, 3fa te matoīy z budy wmawiali mi, ūe 3fnie cztery, acz trzy... i ja miaīem 3fracjė..! 4f Tak wiėc szkoīė podstawowā 4fzakoļczyīem w wieku... chyba 14 4flat, a nastėpnie wysīali mnie do 4fOHP'u, to coō takiego, jak szkoīa 4fdla osób z moimi problemami. Tam 4fdīugo nie zagrzaīem... kopnėli mnie 4fw dupė i wylādowaīem na ulicy jako 4fszesnastoletni ūebrak... Byīem 4fnieletni, nie miaīem skād wziāōź 4fkasy, niby opieka spoīeczna, ale 4fbyīy tam jakieō kaszany i w koļcu 4fnie dali kasy... a mamona 4fpotrzebna, no bo jak miaīem ūyź, 4fzycie stawaīo siė niemoūliwe. Na 4fszczėōcie, które takūe nie trwaīo 4fzbyt dīugo, bo siė sypīo kilka lat 4fpóśniej byīem w miarė przystojny, a 4fpraca papierkowa (noszenie worków z 4fcementem na placu jakiejō budowy) 4fdaīa mi trochė miėōni i niezīā 4fbudowė ciaīa. Robiīem tak na czarno 4frok, w róūnych czėōciach Polski wraz 4fz kilkoma osiīkami podobnymi do 4fmnie. Skoļczyīo siė i to, jednak w 4fsposób doōź dziwny no bo wylādowaīem 4fw troszkė innej pracy, która 4fwymagaīa wysiīku przez kilka godzin 4fna dobė, otóū do pracy przychodziīem 4fokoīo godziny 17.00, nosiīem 4fzaopatrzenia z magazynów do kasyna, 4fa raczej do baru przy kasynie, 4ftrwaīo to do 19.30, niekiedy do 4f20.00. Nastėpnie kāpaīem siė i 4fnadchodziīa inna czėōź mojej pracy. 4fOpowiem Ci o niej póśniej, bo mam 4fcoō waūniejszego do opowiedzenia, 4fmianowicie pierwszy raz w ūyciu 4fzakochaīem siė, dziewczyna byīa o 4frok ode mnie starsza, i byīa piėkna, 4fmiaīa wprost niebiaļskā figurkė... 4fcud. Jednak w odróūnieniu ode mnie 4fpochodziīa z tzw. dobrej rodziny, 4fuczyīa siė w technikum i to nieśle, 4fmiaīa sporo kasy, a raczej jej 4fstarzy. Moja miīoōź byīa 4fodwzajemniona, co czyniīo jā o 4fstokroź cudowniejszā. Zaczāīem z 4fniā chodziź, wkrótce o naszym 4fchodzeniu a w szczególnoōci o mnie 4fdowiedzieli siė rodzice Wiolki, bo 4ftak moja kochana miaīa na imiė. 4fOczywiōcie zakazali nam siė 4fspotykaź. No i nie spotykaliōmy 4fsiė, ale tylko tyle, aby wystarczyīo 4fdo zaschniėcia tej sprawy. Wiola 4fnie wiedziaīa gdzie pracujė, jednak 4fwiedziaīa o mojej przeszīoōci... o 4fdziwo jej to nie robiīo róūnicy, jej 4fmiīoōź wszystko zaōlepiaīa. Jak juū 4fwspomniaīem zaczeliōmy siė spotykaź 4fna nowo, w miejscach ustronnych i 4fodosobnionych, tam gdzie nikt nie 4fprzychodzi, na wakacje Wiola 4fwybieraīa siė na wczasy wraz ze 4fswoimi kumeplami, zaprosiīa mnie ze 4fsobā... 1g- No dobrze, ale Twoi starsi jak siė 1gdowiedzā, to wtedy dopiero bėdzie 1gkaszana - powiedziaīem. 2g- A niby skād majā wiedzieź, ūe 2goprócz Izki i Marcyōki bėdziesz 2gjeszcze Ty? - odpowiedziaīa troszkė 2gzaskoczona i ciekawa mojej 2godpowiedzi... 1g- Sama sobie odpowiedziaīaō, 1gprzecieū te dwie mogā coō powiedzieź 1gi klapa... 3fOna troszkė zirytowana moimi sīowami 3frzekīa: 2g- Iza i Marcyōka...? Niee, o nie 2gsiė nie martw, one wiėdzā o nas od 2gdawnā i wiedzā ūe majā nic nie 2ggadaź. 1g- Zgoda, kiedy wyjazd? 3f Na tym zakoļczyīa siė nasza krótka 3frozmowa, wtedy byī piātek- 12 lipca. 3fZ Wiolkā poūegnaīem siė doōź 3fpoōpiesznie, poniewaū juū byīem 3fspóśniony do roboty. 14 lipca byīem 3fna stacji PKP, tak jak siė 3fumówiliōmy. Jednak jej nie byīo, 3fnie byīo takūe jej kumpelek... 3fczekaīem dwie godziny - jak gīupi i 3fto wszystko na nic... ich nie byīo. 3fWróciīem na chatė, którā niedawno 3fkupiīem za zarobione pieniādze. Mój 3fdom moūe nie byī duūy i piėknie 3fwykoļczony, wrėcz przeciwnie byī 3fmalutki, skīadaī siė tylko z maīego 3fprzedpokoju, maīej kuchenki, 3fīazienki i troszkė wiėkszego pokoju 3fz piėknym kominkiem, z którego 3fnajbardziej byīem dumny, poniewaū to 3fja go stworzyīem od podstaw. 3fWróciīem do domu mocno zaūenowany i 3fzmartwiony z jednā myōlā latajācā mi 3fprzez caīy czas po gīowie i nie 3fdajācā spokoju... "Co siė staīo, ūe 3fWiola nie zjawiīa siė, ani nie byīo 3fjej kumpelek.... chyba mnie nie 3fwystawiīa do wiatru...?" Ta myōl nie 3fdawaīa mi spokoju... Juū chciaīem 3fiōź do jej chaty, i poszedīem. Gdy 3fbyīem przed samym jej domem 3fzrezygnowaīem i w ostatnim momencie 3fuznaīem, ūe rozsādniej byīoby udaź 3fsiė do parku na naszā ulubionā 3fīaweczkė pod lipkā... i tak 3fzrobiīem. Byīa juū grubo po 17.00. 3fCzekaīem i rozmyōlaīem... i 3fdoszedīem do wniosku, ūe jeūeli siė 3fczymō nie zajmė to umrė z tėsknoty 3fza niā, albo zabijā mnie owe 3fmyōli... 4f W domu byīem okoīo godziny 22.00, 4fponiewaū drogė powrotnā troszkė 4fwydīuūyīem i przebiegaīa ona obok 4fchaty Wiolki. Wokóī domu nikogo nie 4fbyīo, a ja nie mogīem siė zdobyź, 4fnie mogīem odnaleśź w sobie siīy, po 4fprostu nie byīem w stanie aby 4fzapukaź do jej mieszkania. 1f Znowu dumaīem o niej... i chyba 1fzasnāīem. Zbudziī mnie czyjō dotyk, 1fna poczātku myōlaīem, ūe to moja 1fkotka, ale przecieū zdechīa mi w 1fzeszīym miesiācu... wiėc kto to... 1fotworzyīem oczy, a przy mnie 1fsiedziaīa Wiola... 2f Byīem caīkiem rozjebany... nie 2fwiedziaīem co powiedzieź, zapewne 2fwyglādaīem jakbym zobaczyī ducha, 2fpotwierdziīy to jej sīowa: 3g- Czemu tak dziwnie patrzysz na 3gmnie, przepraszam za to, ūe siė nie 3gzjawiīam na... - przerwaīem jej 3gsīowami... 4g- To Ty...? No īadnie mnie 4gwyrolowaīaō - wydusiīem trochė 4gzaspany 3g- Jasiu, przepraszam... pozwól ūe 3gCi wytīumaczė -rzekīa to z takā 3gsīodkoōciā, ūe wymiėkīem... 4g- A wiėc spakowaīam siė wczoraj 4gwieczorem, rano byīam juū gotowa do 4gwyjazdu, gdy przyjechaīy po mnie 4gMarcyōka i Izka poūegnaīam siė 4gīadnie ze starszymi i wsiadīam do 4gsamochodu koleūanki Izy - Eweliny. 4gNa poczātku Izka poznaīa mnie z 4gEwelkā no i takie tam bzdety... sam 4gwiesz. Jak siė okazaīo Ewelka byīa 4gbardzo fajna, opowiadaīa nam o 4gpewnym chīopaku, którego spotkaīa 4gwczoraj na dyskotece w Piwnicznej, 4gzabujaīa siė w nim na zabuj... w 4gpewnym momencie staīo siė... Ewelka 4gprzez te rozmyōlenia uderzyīa w 4gbarierkė mostu... na szczėōcie nam 4gnic powaūniejszego siė nie staīo, 4gale nie mogīyōmy siė wydostaź, gdyū 4gdrzwi byīy powyginane, a przez okna 4gz Corvetty ciėūko wyjōź, nawet 4gosobom z mojā figurā, jak Ty to 4gmówisz... Tak wiėc siedziaīyōmy jak 4gjakieō wypīochy i spokojnie czekaīy 4gna Pomoc drogowā, która najpierw 4gmusiaīa delikatnie wydostaź nasz 4gpojazd, albo resztki z niego z 4gbarierek, a póśniej wydostaź nas. 4gNastėpnie przewieśli nas do szpitala 4gna badania kontrolne i takie 4gbzdety... Dzwoniīam, lecz nikt nie 4godbieraī... czemu nic nie mówisz? 3g- Sīuchaj, martwiīem siė. Nic Ci 3gnie jest? 4g- Nie. Nie liczāc kilku siniaków... 3g- Idė zasunė drzwi... 4g- Ja juū to zrobiīam - bardzo 4gcichutko to powiedziaīa... 4gnastėpnie przyciāgnėīa mnie do 4gsiebie. 1f Zaczeīem jā caīowaź, byīo 1fcudownie, lecz po chwili to nie 1fwystarczaīo. Stopniowo odchudzaīem 1fjā z garderoby... najpierw obcisīa 1fbluzeczka... nastėpnie jej brāzowe, 1fobcisīe dūinsy wylādowaīy na 1fpodīodze... zostaīa jedynie w 1fseksownych majteczkach i 1fbiustonosiku. Teraz ona wkroczyīa 1fdo akcji, miaīa uīatwione zadanie, 1fgdyū byīem jedynie w spodniach i 1fslipach, koszulė zdjāīem jak tylko 1fwróciīem na chatė. Zaczāīem jā 1fpieōciź, moje palce i jėzyczek 1fprzewėdrwoīy jej ciaīo wzdīuū i 1fwszerz, zatrzymaīem dīoļ na jej 1fwīoskach īonowych... i pozbyīem siė 1fzbėdnego i przeszkadzajācego 1fdodatku... jej majteczek. Byīa 1fnaga, blask lampki nocnej czyniī jā 1fjeszcze cudowniejszā niū 1fkiedykolwiek... znowu zaczāīem 1fwodziź palcami wokóī punktu 1fzerowego... w koncu zagīėbiīem siė 1fw jej otworku, byīa tak rozgrzana, 1fūe o maīo nie parzyīa... to ciepīo 1fjeszcze bardziej mnie podniecaīo. 1fNastėpnie wprowadziīem w ruch 1fponownie swój jėzyczek, który 1fwėdrowaī od jej ust w dóī, aū 1fdoszedīem do psiteczki, jej norka 1ftylko czekaīa na mnie, jednak 1fchciaīem jeszcze jā przetrzymaź... 1fzaczāīem wodziź jėzyczkiem wokóī jej 1fpitki, aū siė zagīėbiīem sīyszāc jej 1fstėkniėcie. Ona nie hamowaīa mnie i 1fpozwalaīa na wszystko. Jej miėōnie 1fbyīy tak napiėte, ūe z trudem mogīem 1fzagīėbiź siė w niej, rozwarīem jej 1fnogi jeszcze szerzej i zaczāīem na 1fzmianė - raz palcami raz jėzyczkiem 1fbawiź siė jej īechtaczkā i wodziź po 1fjej cudownych, szpiczastych i 1fjėdrnych piersiach, ona konaīa z 1fpoūādania i chyba juū starczyīo tych 1fpieszczot, mój rycerzyk maīo nie 1fwyskoczyī ze zbroi, nawet nie wiem 1fkiedy ōciāgnāīa mi slipy... Weszīem 1fw niā bardzo delikatnie, tak jak 1fmnie prosiīa... Jėzyczek odszedī na 1fbok, zaczėīa siė praca bioder. Ona 1fzaczėīa ochaź i achaź, a gdy tempo 1fnaszych ruchów byīo wystarczajāco 1fduūe po prostu jėczaīa... Juū 1fprawie dochodziīem, ona jednym 1fenergicznym ruchem odepchnėīa mnie, 1fusiadīa na mnie i tym razem ona 1fprzejėīa kontrolė nad sytuacjā. 1fZaczėīa jeśdziź jėzyczkiem po caīym 1fmoim ciele, zwracajāc najwiėkszā 1fuwagė i poōwiėcajāc najwiėcej czasu 1fdla mojego harcerzyka... Byīem tak 1fpodjarany, ūe nie mogīem wytrzymaź, 1fwziāīem jā w póī, podnisīem, 1fprzydusiīem do ōciany i zaczāīem 1frūnāź dziesiėź razy mocniej, niū na 1fīóūku... Ona wiīa siė, wiedziaīem, 1fūe to jā nieśle boli, lecz to 1fjeszcze bardziej mnie jaraīo... Po 1fchwili spuōciīem siė, owy moment byī 1fcudowny i pamiėtam go jak byīoby to 1fteraz... Jeszcze przez kilka chwil 1fbyīa ze mnā, po czym ubraīa siė. 1fGdy spojrzaīem na zegarek troszkė 1fmnie zatkaīo, gdyū byīo juū po 1ftrzeciej nad ranem, zaczėīo robiź 1fsiė widno... Nie chciaīa, by 1fodprowadziź jā na chatė, pomimo 1fmoich nalegaļ poszīa sama, chciaīa 1fzostaź sama ze sobā... to byī jej 1fpierwszy raz... nie wiedziaīem o 1ftym, gdyū jakoō wczeōniej nie 1fmieliōmy okazji pogadaź na ten 1ftemat, mi to odpowiadaīo z róūnych 1fczynników o których wspomnė póśniej. 1fPowiedziaīa, ūe wpadnie niedīugo i 1fstaīo siė to, a ūe nie chodziīem do 1froboty znowu przyszīa wieczorem... 1fwidocznie podobaīo jej siė 1fpoprzednio... i znowu doszīo do 1fzbliūenia, tym razem byīo troszkė 1finaczej i nie marnowaliōmy czasu na 1fstopniowe zdejmanie ubranie, lecz od 1frazu przeszliōmy do rzeczy. Gdy 1ftylko mój byī gotowy zaczeliōmy siė 1frūnāź, weszīem w niā nie tak 1fostroūnie jak ostatnio, i wogóle 1fwszystko byīo o wiele ostrzejsze. 1fRūnāīem jā jak dziwkė w burdelu, a 1fprzecieū tak jā kochaīem, miaīem 1ftakie zachowanie chyba juū we 1fkrwi... Takich spotkaļ byīo jeszcze 1fkilka, po czym Wiola przepadīa... 1fPewnego wieczoru ktoō zadzwoniī do 1fmoich drzwi.... wolaībym byź wtedy 1fw robocie i uniknāź tego 1fspotkania... to byī stary Wiolki, 1fwidaź, ūe wqrwiony i to nie lada, a 1fzarazem jego mina przypominaīa osobė 1fkompletnie zaīamanā, otworzyīem 1fdrzwi, a on swoim ogromnym ciaīem 1f(byī o okoīo 10 centymetry wyūszy 1fode mnie, a w barkach ze dwa razy 1fszerszy, Wiolka mówiīa ūe kiedyō 1fuprawiaī zawodowo zapasy i stād miaī 1ftyle forsy i takā sylwetkė) zīapaī 1fmnie za koszulė, podniósī do góry i 1fprzygniótī do ōciany... rzekī 1ftylko... "To za zmarnowanie mojej 1fpereīce ūycia" Tyle tylko pamiėtam, 1fpóśniej goōciu robiī ze mnā co 1fchciaī, straciīem przytomnoōź... 1fPodobno zostawiī mnie ledwie ūywego 1fna klatce schodowej i jakiō 1fmieszkaniec bloku, w którym i ja 1fmieszkaīem wezwaī pogotowie... 1fwylādowaīem w szpitalu, to byīo 1fchyba 11 czy 12 lat temu. Miaīem 1fpoīamane obie rėcė, jednā rėkė w 1fdwóch miejscach, stwierdzono lekki 1fwstrzās mózgu, poīamane prawie 1fwszystkie ūebra, odbity ūoīādek... 1flekarze stwierdzili obecnoōź w moim 1forganiśmie... wirusa HIV. Tak, 1fnawet nie wiedziaīem o tym, a byīem 1fnosicielem AIDS'a... zaīamaīem siė 1fkompletnie, i znalazīem uzasadnienie 1fzachowania ojca Wioletty... ja 1fjā... Boūe Kochany, ja jā zaraziīem 1fHIV'em... Gdy gliny przyszli pytaź 1fsiė mnie czy chcė wnieōź przeciw 1fnapastnikowi oskarūenie, wygnaīem 1fich z pokoju... zaīamaīem siė, 1fpopadīem w depresjė. Z tego doīka 1fwydostaīem siė po dwóch latach, 1fsiedziaīem jednak nadal w 1fwariatkowie, poniewaū próbowaīem 1fwielokrotnie targnāź na swoje 1fūycie... 2f Jesteō zapewne ciekaw, skād HIV w 2fmoim organiśmie... to zostawiīem na 2fkoniec, a wiėc mojā pracė. 2fPracowaīem w burdelu, w którym 2fmėūczyśni speīniali najskrytsze 2fmarzenia kobiet... Na poczātku 2frobiīem tylko jako ochrona, póśniej 2fawansowaīem, a wrėcz tradycjā owego 2fburdelu byīo, ūe faceci rūnėli na 2fczysto, bez gumek... i tam musiaīem 2fzaīapaź to coō... Nie robiīem badaļ 2fnigdy, tak wiėc skād miaīem 2fwiedzieź. Po roku od pobicia mnie 2fprzez starego Wiolki, gdy juū siė 2fzebraīem i praktycznie mogīem ūyź 2fnormalnie dowiedziaīem siė o ōmierci 2fWiolki, umarīa przy porodzie 2fdziecka, które byīo moje... znowu 2fpopadīem w agoniė. 3f Wiolkė widziaīem jeszcze przed 3fwizytā jej starego... mogė 3fpowiedzieź, ūe zabiīem dziewczynė, 3fktóra byīa tak piėkna i cudowna, 3fprzed którā dopiero otwieraīo siė 3fprawdziwe ūycie, która nie zaznaīa 3fwszystkich dobroci ūycia, która 3fnigdy juū nie zazna niczego 3fwspaniaīego. 4g- Widzisz mój kolego, zerwij z tym 4gnaīogiem , póki jeszcze moūesz, póki 4gnie jest za póśno... póki jeszcze 4gnikogo nie zraniīeō... 3g- Proszė pana, dla mnie teū jest juū 3gza póśno. Jak ja popatrzė moim 3grodzicom w oczy, prawda mam dopiero 3g14 lat, ale ... Gdy biorė lepiej 3gsiė czujė, a gdy jestem na gīodzie 3gjestem do dupy, wyglādam i czujė siė 3gjak przedeptany... 4g- ZAMKNIJ SIĖ DO CHOLERY JASNEJ! 4gJuū zmarnowaīem ūycie jednej osobie, 4ga jej rodzinie nastrėczyīem masė 4gsmutku! Mi juū nic nie pomoūe, 4gwidzisz leūė tu, jestem na lekach, 4gktóre chuja dajā i z kaūdym 4gmiesiācem, z kaūdym tygodniem i 4gdniem jest coraz gorzej! A Ty 4gmusisz mi obiecaź, ūe wyjdziesz z 4gnaīogu, skoļczysz jakāō szkoīė, 4gbėdziesz normalnym czīowiekiem... 4gZrób to dla mnie, niech ta opowieōź 4gnauczy Ciė czegoō... Teraz idś, bo 4gsiedzisz ze mnā i tak ogromnie 4gdīugo, idś na swój odziaī... 1f Jan Konopka zmarī tydzieļ po tej 1frozmowie, po rozmowie, która miaīa 1fwnieōź coō dobrego w ūycie chīopca - 1fnarkomana. I wniosīa, chīopak 1f:)Krzysiek(: wyszedī po rocznej 1fkuracji z drugsów, ūyī normalnie 1fprzez kilka miesiėcy, rodzice mu 1fwybaczyli... byli okropnie dumni ze 1fswojego syna nawet po tym, co siė 1fstaīo... Lecz Krzysiek spotkaī 1fswoich dawnych kumpli i nie mógī 1fodmówiź... wziāī znowu, normalnā 1fdawkė, dawkė, którā braī niegdyō, 1fdawkė, która posīaīa go w piach... 1fa to wszystko przez to, ūe nie braī 1ftak dīugo i od razu wziāī tak 1fduūo... 2b Mario