F DOWCIPASY GAZETOWE/SABAT ²DOWCIPASY GAZETOWE ³ +¹+³+¹+³+¹+³+¹+³+¹+³+¹+³+¹+³+¹+³+¹+³+¹+ ¹- Dlaczego w kaþdæ podróþ sîuþbowæ samochodem zabierasz ze sobæ þonê? - Þeby nie myõleli, þe jadê dla przyjemnoõci. - Þonê poznaîem na wycieczce wysokogórskiej. - Tak, wspinaczka górska to duþe ryzyko. Na kaþdym kroku czyhajæ niebezpieczeñstwa... - Pañska þona musi byç bardzo oszczêdna. - Czy widaç to po niej? - Po niej nie, ale po panu. - Patrz - mówi þona do mêþa. - Jak ten ptaszek wesoîo skacze i çwierka. A ty ciægle taki naburmuszony... - Tak - na to mæþ - ale pewnie nie jest þonaty, nie ma dîugów i zêby go nie bolæ. Þona o swoim mêþu: - Jest bardzo uparty. Nie wyobraþacie sobie pañstwo, ile trudu kosztuje mnie przekonanie go, þe nie ma racji, gdy ma racjê. - Nieczynne reflektory! Pîaci pan 200 tysiêcy - oõwiadcza policjant. - Widzisz - szepcze do kierowcy siedzæca obok þona - w warsztacie þædali za ich naprawê 400 tysiêcy. Dobrze, þe siê nie zgodziîeõ. Jeden z goõci weselnych do pana mîodego: - Moje gratulacje! Od dawna juþ nie miaîeõ takiej îadnej þony. Þona uczy psa sîuþyç. - Daj spokój - mówi przyglædajæcy siê temu mæþ. - Nic z tego nie wyjdzie. - Zobaczysz - odpowiada þona. Z tobæ na poczætku teþ mi nie wychodziîo. Dwaj panowie rozmawiajæ o znajomym. - Nie rozumiem, dlaczego Kowalski tak przejmuje siê awanturami, które urzædza mu þona. Przecieþ nic îatwiejszego, jak wyjõç z domu... - Tak, ale potem trzeba wróciç. Sêdzia do oskarþonego: - I tak dla marnych 100 tysiêcy zamordowaî oskarþony z zimnæ krwiæ czîowieka? - No wie pan jak to jest. Tu stówka, tam stówka i uzbiera siê niezîa sumka... - Podobno powiedziaîeõ o mnie, þe jestem zîodziej i szubrawiec. Czy to prawda? - Oczywiõcie, þe prawda, ale ja tego nie powiedziaîem. Kapral Dimcio wraca z urlopu do jednostki. W rodzinnym mieõcie þegna go þona. - Kochana, pisz do mnie jak najczêõciej - mówi þoînierz juþ z okna przedziaîu. - Na odwrocie przekazów pieniêþnych jest specjalne miejsce na korespondencjê! - Ideaî w þyciu to jednak waþna rzecz. - Róþnie to bywa. Miaîem jeden, ale siê z nim potem oþeniîem. - Franek w chwilach niepowodzenia zachowuje siê jak prawdziwy mêþczyzna. Zwala wszystko na swojæ þonê. Chîopak z dziewczynæ jadæ samochodem leõnæ drogæ. Trwa to doõç dîugo. Wreszcie dziewczyna nie wytrzymuje i mówi: - Jedziesz i jedziesz. Czy takþe w samochodzie nigdy nic siê nie psuje? - Proszê pana - zwraca siê pasaþer do wiozæcego go taksówkarza - czy nie mógîby pan przeczyõciç przednich szyb? Przecieþ pan nic nie widzi! - Myõli pan, þe to coõ pomoþe? I tak zostawiîem w domu okulary. - Powiedz mi, kto to byî: Mickiewicz, Sîowacki, Norwid? - Nie wiem. A czy pani wie, kto to byî: Jajo, Spaõlak, Dîugi? - Nie wiem - odpowiada zdziwiona nauczycielka. - To co mnie pani swojæ bandæ straszy? Mæþ przed wyjõciem do pracy mówi do þony: - Wiesz, po goleniu czujê siê tak, jakbym miaî ze 20 lat mniej... - A czy mógîbyõ goliç siê wieczorem? - pyta siê þona. Þona z wyrzutem w gîosie do swojego mêþa: - Twój gust jest tka zmienny, þe doprawdy trudno wytrzymaç. W poniedziaîek lubiîeõ fasolê, we wtorek i õrodê równieþ, w czwartek teþ, i nagle w piætek nie moþesz jej znieõç! - Co za los byç dugim mêþem wdowy! - Znacznie gorzej byç pierwszym.. Maîþeñstwo szkockie kîóci siê. Þona woîa: - Nie ma jednego mêþczyzny na milion, który byîby tak skæpy dla wîasnej þony jak ty! - Wiesz, co najbardziej u ciebie lubiê? - odpowiada mæþ. - To, þe masz takæ gîowê do rachunków. - Panie dyrektorze, chciaîbym zakomunikowaç, þe oþeniîem siê wczoraj. - Gratulujê! Bardzo sobie ceniê þonatych pracowników. Zawsze chêtnie zostajæ w biurze po godzinach pracy. U Kowalskich po ostatniej kîótni trwajæ tak zwane ciche dni. Wieczorem jednak þona nie wytrzymuje i mówi do mêþa: - I co siê tak na mnie gapisz? - Widzisz, kochana. Jesteõ taka piêkna, kiedy milczysz. - Dlaczego z mêþem nigdy nie chodzicie na pokazy mody? - Ûle nam to robi. - Jak to? - Ja zaczynam marzyç o nowe sukni, a on o nowej þonie. ² ze szmatîawców zjebaî... ³ Sabat²/³Scalaris ¶