#$1FF^%10101=?

Siedziaîem  zgiëty w póî, zarzygany
do  poîowy.Nikt nawet sië przy mnie
nie  zatrzymaî,a ja nie miaîem siîy
aby  kogokolwiek  prosiê  o  pomoc.
Cóû,  wiëc  mnie  czeka  ???  Pewna
ômierê  z  paszczy dzikich psów ???
Na    te    pytanie    nie   znaîem
odpowiedzi,  a  i  jeôli nawet to w
danej   chwili,   nie  mógîbym  nic
zrobiê.   Siedziaîem  sam  ze swymi
myôlami   na  póî  ûywy  i  na  póî
martwy.   Przypominaîem sobie dawne
takty  moich ulubionych zespoîów...
Jeszcze  ûywy  czîowiek, ale martwy
juû...   Ha...   Ha...  Ha!  Tak to
kiedyô  przed laty ôpiewaî The Bill
ale  z  pewnoôciâ  po  tym  wielkim
wybuchu, a raczej wstrzâsie czy jak
to  inaczej  nazwaê,  nigdy juû nie
zaôpiewa.  Przez mgîë widziaîem jak
ludzie    biegali    w    popîochu.
Usîyszaîem, ûe przyjeûdûa inspekcja
z    narodów   zjednoczonych,   aby
sprawdziê  jak  ûyjemy.  Wôród nich
ma  byê  ponoê  jakiô  Polak bardzo
waûny.    Ja   chciaîem  pobiec  ku
niemu,   ale  zagîuszono  wszystkie
krzyki...  Tak to przemawia Ziutek!
Oby mnie usîyszaî !!!  W tej chwili
sobie  zdaîem  sprawë,  ûe  nie dam
rady   z   siebie   wydobyê   nawet
najprostszego dúwiëku.  Cóû mi wiëc
pozostaje  ...w tej chwili poczuîem
silny  ból i straciîem przytomnoôê.
Ponownie  ocknâîem  sië Bóg wie ile
godzin  póúniej,  Bóg  wie  w jakim
miejscu  i  chuj  go wie po jakiego
chuja.  Myôlaîem,ûe to sië wszystko
skoïczy,  ûe zakoïczë swój parszywy
ûywot   w   tym  brudnym  obozie  i
osiâgnë  dziëki naukom pobieranym u
braci   buddyjskich  stan  Nirvany.
Jednak  moje  marzenia nie speîniîy
sië.   Oto ûyîem nadal !!!  Czyûbym
byî        jakimô        piepszonym
nieômiertelnym ???  Moje rozwaûania
zostaîy  brutalnie  przerwane przez
jakiegoô tîustego pachoîka.  Jak on
ômiaî  uderzyê  Johna  Bleaz'a  ???
Nie  to  nie  sâ  juû te czasy, gdy
wraz z Ghost Riderem rozprawialiômy
sië  ze wszelkiego typu opryszkami.
Teraz jestem niczym, jestem gównem.
Jednak   ów   grubas,   zaczâî  coô
beîkotaê     w     jakimô    jëzyku
zrozumiaîym  chyba tylko dla niego.
Usîyszaîem    gdzieô   z   tyîu   :
"Trzeba,  gdzieô  to  gówno wywieúê
weg".   W  tej  chwili  ów pachoîek
pochwyciî   mnie   i   wîadowaî  do
skrzynki.Jakaû byîa moja radoôê gdy
ujrzaîem   razem   ze   mnâ  w  tej
skrzynce  szczura.  Wreszcie od Bóg
wie   kiedy   bëdë  miaî  w  ustach
jakâkolwiek  strawë.   Czym prëdzej
zaczâîem  szturchaê  szczura  rëkâ.
On  jednak  chyba  nie  chciaî  sië
zasîuûyê  dla szczytnego celu, gdyû
caîy  czas  uciekaî  z  kâta w kât.
Zebraîem  wszystkie  swoje  siîy  i
uderzyîem  rëkâ  w  owe zwierzâtko.
Jednak  cios  byî  za  mocny  i dla
szczura  wnëtrznoôci  wywaliîy  sië
przez  pysk.   Nie  zwracajâc na to
uwagi  zabraîem  sië do konsumpcji.
Po   okoîo  godzinie  zorientowaîem
sië,  ûe  gdzieô  jadë.  Jednak ten
szczur   to   przednie  jedzonko  -
pomyôlaîem   sobie.   Poczuîem  sië
jakby   silniejszy,  teraz  zaczëîy
powracaê  moje  dawne siîy.  Klatka
zdaîa  mi  sië  nader  maîa jak dla
mnie.      Jednym    ruchem    nogi
rozwaliîem  jej  przedniâ  ôciankë.
Wyszedîszy  z  niej  zobaczyîem, iû
jestem    zamkniëty    w    jakiejô
przyczepie na ciëzarówce.  Staîa tu
jeszcze jedna skrzynka.  Ciekawe co
jest w ôrodku ???  Na odpowiedú nie
starczyîo  czasu,  gdyû  ciëzarówka
sië   zatrzymaîa.Zaczaiîem  sië  na
kogoô,   kto  zaraz  tu  przyjdzie.
Tylko, gdy drzwi sië otworzyîy, bez
chwili  namysîu  skoczylem  na  owâ
osobë,która  staîa  przy  drzwiach.
Jednak  mój  skok  byî  zbyt silny.
Nagle  okazaîo  sië,  ûe szamotajâc
sië   z   kimô  spadam  z  wysokiej
piaskowej    górki.     Na    dole,
odskoczyîem  i  zobaczyîem,  ûe mam
przyjemnoôê  walczyê  z Lobem.  O w
mordë  !!!   Przecieû  to mój stary
kumpel!  Co te îachmyty mu zrobiîy?
Lobo  !!!  - krzyknâîem.  On jednak
nie zareagowaî tylko z pëdem rzuciî
sië  na  mnie!   Nie  chciaîem  go,
przecieû   zabiê!   Odparîem  atak.
Lobo  leûaî  na  ziemi...   W tejûe
chwili  wyjâî  jakâô zmyôlnâ broï i
zaczâî we mnie celowaê!  Wziuuut!!!
Sypnâîem  piaskiem w jego oczy.  On
nerwowo  oddaî  kilka  strzaîów  na
oôlep,  po  czym zaczâî trzeê swoje
oczy.   Ja  cichaczem  pobiegîem do
samochodu.  Gdy,byîem w samochodzie
spostrzegîem, ûe Lobo zmienia sië w
tamtego   grubasa.    Cóû  jest  do
cholery  ???   Bez  chwili  namysîu
nacisnâîem  gaz  w samochodzie.  Ze
zgrzytem starych kóî ruszyîem przed
siebie.   Tak  sië dziwnie zîoûyîo,
ûe   zasnâîem   przed   kierownicâ.
Obudziîem  sië przy jakimô miejscu,
które    naokoîo   otaczaîa   jakaô
dúungla.       Spostrzegîem,     ûe
skoïczyîo mi sië paliwo.  Cóû robiê
w  tej  pieprzonej sytuacji ???  No
nic.   Trudno  resztë  drogi, muszë
przebyê  pieszo  lub...  i tu wpadî
mi  w  oko  pewien  wîaz,  a raczej
wejôcie  do  jakiejô pieczary.  Jak
zwykle  bez  namysîu  pobiegîem  ku
temu  wîazowi.   No  problem.  Skâd
wezmë  kod  otwierajâcy  ???  Hm...
Aleû  ze mnie palant i w tej chwili
jednym     mocnym    ruchem    rëki
rozwalilem        caîy        ukîad
zabezpieczajâcy.       Ku      memu
zdziwieniu drzwi sië nie otworzyîy!
Jednak   nie   mogîem  panikowaê...
panika   jest   zgubâ   i   niszczy
wszelkie   owoce   ludzkiej  pracy.
Fakt,   faktem,   iû   nie   miaîem
takowych  owoców, no, ale od czegoô
trzebaby  zaczâê...   Dobrze  wiëc,
stojë  i  sië dziwië, choê mówiîem,
ûe  juû  nigdy mnie nic nie zdziwi,
jak    daleki    jest    ôwiat   od
normalnoôci,    gdy   tacy   ludzie
decydujâ  o  wolnoôci.   Oczywiôcie
jak  za  zwyczaj  to  sië  dzieje w
takich  sytuacjach,choê moûe raczej
to  pod presjâ tego ôwiata,w którym
sië    znalazîem    zapominam   kim
jestem...   Jak dobrze pamiëtaîem z
dziecinnych        lat,       nasza
nauczycielka,zanim  jakiô szaleniec
nie nadziaî jej na kosë, powtarzaîa
jedno  zdanie.   Zaraz,  zaraz  ...
Jak  ono  brzmiaîo ???  Niech sîowa
uîoûâ  sië  w  szyfr  ???  Nie ....
Przecieû  ja  jestem John Blaze !!!
Drzwi  blokujâce  wejôcie  ustâpiîy
pod   presjâ   silnego  kopniaka...
Wszedîem  do  ôrodka.   Rozejrzaîem
sië  na  okoîo.  Po bokach wszëdzie
staîy drabiny,a z przodu byîa pusta
przestrzeï.   Co  to  moûe oznaczaê
???  Hm..  Nie czas na rozmyôlania!
Musze  iôê  naprzód.  Zdaîa od tego
wymiaru,  muszë powróciê!  Muszë!!!
Szybkim  krokiem  udaîem  sië przed
siebië.    Po  kilkunastu  minutach
marszu,ujrzaîem  jakâô sylwetkë.  Z
poczâtku  miaîem  chëê,  aby sië na
niej  wyrzyê.   Prawdâ  jest to, iû
juû  od  wieku szczeniëcego lubiîem
wyrzywaê  sië  na  osobach wrogich,
gdy byîem zdesperowany.  Jednak tym
razem,  górë  nade mnâ wziâî rozum!
Dobrze,  ûe  tak  sië staîo.Gdy sië
zbliûyîem  do  tej postaci, okazaîo
sië, ûe jest to stary, podupadîy na
duchu  Cyklop.  Ciekawe skâd on sië
tu  wziâî.   Zapytaîem,go  o drogë,
lecz   gdy  zobaczyîem,iû  jest  on
nadziany  na  kolec,  zorientowaîem
sië,  iû  jestem  w  labiryncie.  W
labiryncie   peînym   puîapek,a  ów
biedak natknâî sië na jednâ z nich.
Odczuîem,  gîód.  Nie ...  Nie bëdë
jadî czîowieka.  Mimo woli ruszylem
dalej.   Widziaîem  jak przez mgîë,
poczâtek     mojej    przygody    z
wymiarami.   Teraz tylko chcë z tâd
odejôê,  wróciê.  Czasami tracë juû
nadziejë,ûe  kiedykolwiek mi sië to
uda.   Ale  przecieû  mi, dla Johna
Blazeto  jest pestka.  Chcë czy nie
chcë  i tak przeûyjë,poniewaû czuwa
nade   mnâ   AURA.   W  tej  chwili
ruszyîem  przed  siebië.   Po wielu
nurzâcych   godzinach   monotonnego
marszu.      Zauwaûyîem    studnië!
Jakieû  to  szczëôcie!!!   Po  tylu
godzinach    bez   wody,   wreszcie
studnia.  Czym prëdzej pobiegîem do
niej.   Gdy  dobiegîem, zauwaûyîem,
ûe  jest pusta.  Nie to jest nie do
wytrzymania...   Ale co to ???  Coô
jest  na  dnie studni!  Jakby jakiô
szkielet  !   Chwilë....  To ludzki
szkielet.   W  tej  chwili coô mnie
pchnëîo  i wpadîem do studni.  Gdy,
odzyskaîem   przytomnoôê   odczuîem
silny  ból nogi i rëki.  Czyûbym je
sobie   zîamaî   ???    Znowu   sië
przechyliîem,             straciîem
przytomnoôê.    Moje   udrëki   sië
skoïczyîy ....



  ôp.  |  John
     __|__  Blaze
       |
 J.B.  |  1965-1998r.
       |





  Raptor/ZM8


