SOBOTNIA WYPRAWA !!!! Pewnej soboty ja ( COCOON/ZM8 ) i LUKSOFT ( ZM8) postanowiliômy pojechaê do pewnej piëknej wsi zwanej przez niektórych ludzi - LUBOÏ, w celu zaîatwienia kilku naszych spraw. Nasza podróû rozpoczëîa sië niewinnie od udania sië na najbliûszy przystanek autobusowy. Po okoîo kilku kulaniach ( jednostka czasu ), nadjechaî upragniony ôrodek lokomocji i zawiózî nasze boskie dupy na Górczyn. Wysiadamy sobie z autobusu i teraz huj wie czym jechaê dalej. Pragnâc sië dowiedzieê o dalszym ôrodku lokomocji, zagadnâîem pewnâ staruchë. Nasza rozmowa wyglâdaîa m.in. tak: JA - Przepraszam bardzo kurwa czym dojadë do Lubonia, STARUCHA - Chyba autobus 75 ale dokîadnie nie wiem, JA - Dobra dziëki STARUCHA - Niech Pan sië kogoô spyta JA -Spierdalaj stara suko jebana , gówno ûresz gówno pierdolisz!!! Starucha udaîa zbulwersowanâ a my poszliômy szukaê dalej. Po chwili znaleúliômy informacjë , ale siedzâcy tam idiota byî tak zajëty liczeniem jakiô papierów, ûe nawet na nas nie spojrzaî. Dziëki Bogu jakaô smarkata cipa podsîuchaîa naszâ rozmowë i orzekîa iû do Lubonia jedzie 56. Fuckajâc i kulajâc poleúliômy do autobusu. Droga minëîa w spokoju jako takim. Gdy wysiedliômy z autobusu , powitaîo nas zimno i rozpiúdziajewo. Stare chaîupy, jebane ogródki z kurami itp. Wôród fucków i wrzasków poszliômy dalej. Po drodze LUKSOFT przybiî PIONË z jednym z numerów domów na którym byîa cyferka 8. Szczytem wszystkiego byî sîup z reklamami jakiegoô huja,który oferowaî trumny i artykuîy szkolne. Po drodze obszczekaî nas jakiô jebany kundel którego zgodnie nazwaliômy SKINKIÏCZYKIEM ( skinheadowska odmiana PEKIÏCZYKA ). Idâc dalej doszliômy do CENTRUM, czyli miejsca gdzie byî chodnik. Tutaj byî równieû jakiô przyjebany sam, przy którym dorwaliômy jakâô maîolatë która posîuûyîa nam za przewodnika. Idâc po drodze laliômy z pierzyny która sië suszyîa na balkonie w temperaturze minus 5 stopni. Ale tu jest huj. Tereny sië zmieniîy i tylko nadstawialiômy gîowy kiedy na nas spadnie jakiô latajâcy odyniec lub coô w tym stylu. Po drodze mijaliômy zajebiste kominy , które przypomniaîy nam o lotach GAGARINA w kosmos. Nagle jebnëliômy o krawëûniki - stanëliômy przed przedszkolem dla bachorów o nazwie " WESELI SPORTOWCY ". LUKSOFT wykulaî chodnik, a ja pierdîem z zachwytu. Przedszkole wyglâdaîo jak barak ósmy w AUSCHWITZ i tylko patrzeliômy jak sië otworzâ drzwi i wyjdzie wujaszek MENGELE z gazowanâ skórâ a la SZLOMO 1944. Ale nic takiego nie nastâpiîo. Lekko zawiedzeni poszliômy dalej. Wspomnieê naleûy iû kaûda ósemka napotkana po drodze zostaîa ukochana przybiciem piony. Jako ûe poczuliômy sië zagubieni, znowu zasiëgnâîem porady u jakiejô tutejszej starej baby. Baba jak to baba, z chëciâ by nam jeszcze daîa frytki na drogë, takûe jâ teû zjebaîem jak kota i zostawiîem w osîupieniu. Idâc dalej na naszej drodze napotkaliômy zakîad fotograficzny. Byîa to stara obôrupana buda z wystawâ na której wisiaîy zdjëcia lasek. To znaczy chyba lasek bo ich ryje byîy tak kurewsko dziwne ûe przez moment patrzyîem czy to jest kurwa lista zaginionych w czasie drugiej wojny ôwiatowej czy teû jakaô lista poszukiwanych pederastów. Ale huj, poszliômy dalej. Wesoîy uômiech wywoîaî na mâ twarz obraz domu z tablicâ do rozbiórki. Chciaîem kulturalnie wykurwiê w nim jakâô szybë ale LUKSOFT stwierdziî ûe w nim ktoô mieszka i na huj mu przeciâg. Zawiedziony przyznaîem mu racjë i pokulaîem dalej. Po zjebaniu paru przechodniów przeszliômy pod wiaduktem w celu dojôcia do zauwaûonego kiosku. W kiosku zjebaîem dziadka bo nie wiedziaî dobrze gdzie jest ulica Dworcowa, a poza tym nie miaî ûadnych fajnych gazet. Kierujâc sië smrodem cofnëliômy sië pod wiadukt gdzie w chwili zaîamania nerwowego chciaîem przyjâê Mercedesa Busa na klatë , ale na szczëôcie LUKSOFT zrobiî dla kierowcy gest i ôciâgnâî mnie z ulicy. Wreszcie kurwa jest ulica Dworcowa. Wyglâda tutaj tak jakby mieszkali tu rumuni albo inne szczury. Idâc tâ ulicâ natrafiliômy na rozjebanâ budë dróûnika. Byîa po prostu ekstra. Ômierdziaîa moczumami i fraktalami. Chwilë postaliômy po czym po cichym pierdniëciu dla animuszu poszliômy dalej. Doszliômy do dworca. Wyglâdaî jak dobrze utrzymany skansen dla Ûibisów. LUKSOFT polazî zaîatwiê swoje sprawy a ja obszedîem dworzec dookoîa w celu nacieszenia oczu tâ ruderâ. Gdy LUKSOFT wróciî postanowiliômy wróciê do LUDZI ( czyli do Poznania ). W poczekalni dworcowej, staropolskim zwyczajem spaîo sobie dwóch najebanych jak bâki panów. Pani w kasie o urodzie przejrzaîej saîaty poinformowaîa nas ûe pociâg do Poznania odchodzi o godzinie 12.58 , a nasza radoôê siëgneîa zenitu gdy oznajmiîa nam iû bilet kosztuje OSIEM tysiëcy. Wôród wrzasków i pierdniëê poszliômy na peron 2 ( ósmego kurwa nie mieli ). Pociâg byî po huju bo piëtrowy z boksami jak dla koni. Jadâc wyômialiômy jakâô wieôniarë co jechaîa z zajebistym plecakiem i torbami. Wysiadajâc na dworcu w Poznaniu poczuliômy sië jak w domu. Swojski widok najebanych goôci, maîe rumuny biegajâce po dworcu oraz ten niepowtarzalny BIG SCREEN z reklamami wycisnâî nam pierdy z tyîków. Rozrzewnieni i zadowoleni ûe juû jesteômy u siebie , poszliômy na przystanek tramwajowy , skâd tramwajem numer 13 ( ósemka tam niestety kurwa nie jeúdzi ) udaliômy sië do domu. I to by byîo na tyle. Piszë ten tekst dla tych w szczególnoôci którzy kiedyô bëdâ musieli pojechaê do Lubonia, ûeby nie przeûyli tego co my. Jeûeli juû macie tam jechaê to lepiej przed wejôciem do autobusy kupcie sobie jakieô napoje oszaîamiajâce bo bez nich tam jest kurwa nie do wytrzymania. Na szybko napisali COCOON and LUKSOFT ZAKÎADY MIËSNE OSIEM