Naszym ostatnim dniem byîa niedziela. Wczeőnie rano zapakowaliőmy samochód i udaliőmy się na prom. Z powrotem nie byîo kîopotów gdyţ wszystko byîo opîacone i zarezerwowane. Upaî byî niemiîosierny i wszyscy, z wywalonymi jęzorami, osuszaliőmy butelki i puszki wszelkich pîynów, jakie nawineîy się nam pod rękę. Po osićgnięciu punktu granicznego, znów ujrzaîem celnika, który wykonywaî çwiczenia gimnastyczne. Gdy jednak ten gîupi gestapowiec zobaczyî Polskć rejestrację, ryknćî "HALT!" i kazaî zjechaç na pobocze. Morda tego matoîa nadawaîa by się do filmu o Drugiej Wojnie Őwiatowej, w której mógîby on graç jakiegoő esesmana (2No hard feelings, S.S.1), który z kamiennć twaţć debila morduje bezbronnych Ţydów w komorach gazowych (coő dla Ciebie, PSV). Sprawdzenie naszych dokumetów i papierów samochodowych zajęîo mu ponad pięç minut. Z wyrazem wielkiego zawodu na twarzy powiedziaî "Danke, Aufwiedersehen". Gdy ruszyliőmy nasza odpowiedű zabrzmiaîa: "Verpisstich du arschloch" co mniej więcej znaczy: "spier... ku...!". I tak, drodzy czytelnicy, w przybliţeniu wyglćdaî mój wypad na party. Podsumowanie? Well, party byîo ok... no moţe brak identyfikatorów i dîuţyzny na music competition... Nie, ale teraz na powaţnie. Fajnie byîo, bo spotkaîem wielu starych znajomych, z którymi wcićţ mam kontakt i tych, których dawno nie widziaîem lub do których dawno juţ nie napisaîem. Atmosfera na samym party byîa raczej drętwa. Takie siedzenie i komputrzenie bez jakiegoő większego sensu. Udaîo nam się jednak stworzyç sporć grupę ludzi, która we wîasnym gronie bawiîa się caîkiem nieűle. W porównianiu z Amega party w Norwegii to party byîo duţo gorsze. Organizatorzy nie zagwarantowali tego, co napisali w zaproszeniu. Nagrody zostaîy o okoîo 50% zredukowane. Jedzenie na party byîo najgorszej jakoőci, skandynawskim fastfood'em (coő w stylu tych budek DANIA FASTFOOD, ale gorzej). To, co leciaîo na bigscreen'ie, byîo jakimő kretyńskim programem rozrywkowym po duńsku. Nikt nie zwracaî na to uwagi (a szczególnie ci, którzy nie znajć duńskiego), a kolumny ryczaîy jakieő nieartykuîowane dűwięki, które podobno miaîy byç super őmiesznymi dowcipami.No i te koszmarne muchy, które nie dawaîy spaç, jeőç i ţyç. Krwioţercze potwory, które wysysaîy krew z niezdajćcych sobie z tego sprawy, őpićcych ludzi. No, ale o to, to juţ nie mogę mieç pretensji do organizatorów, gdyţ robili co mogli aby jakoő to trzymaç w kupie (widziaîem ich tylko na samym poczćtku party, potem gdzieő wsićkli). No, to co? Kto jedzie z nami na następne duńskie party w őwięta!?! Zgnieçmy ten zgniîy zachód i zagarnijmy wszystkie nagrody. Pokaţmy tym zapatrzonym w siebie dupkom, ţe Polska scena jest równie dobra, jak nie lepsza! Kupć rodacy! Yeah! Ociec praç! Z apostolskim pozdrowieniem Mr.Root PS. Sîuchaliőcie radia katolickiego nadawanego na Warszawskiej Fali? Jest Cool! Myőlaîem, ţe się porzygam jak wytrzymaîem dwie minuty. KSIĘŢA NA KSIĘŢYC!