Pojechaliőmy pierwszć lepszć drogć, która pięîa się pod górę i prowadziîa do hmmm, nazwijmy to z duţo tolerancjć bîędu, zamkiem. Niestety nam się tylko wydawaîo, ţe ta droga prowadzi tam gdzie chcieliőmy dojechaç, w rezultacie dojechaliőmy do wcale nie mniej ciekawego miejsca bo na ...cmentarz! Tam znalazî się jednak jakiő uczynny tubylec, który skierowaî nas na wîaőciwć drogę. Podjechaliőmy wreszcie na parking (poniţej zamku), a stamtćd juţ piechotkć na samć górę. Z bliska ta "kopara" czy "kupa kamieni" wyglćdaîa naprawdę niesamowicie, po prostu super!!! Nie da się opisaç wraţenia jakie wywarî na nas widok tego zamku - to po prostu trzeba zobaczyç! Z zamku roztaczaî się przewspaniaîy widok nad okolicć, ponadto byî on wymarzonym miejscem dla samobójców, gdyţ szczyt murów, a raczej ich pozostaîoőci, dzieliîa od skalistego zbocza góry kilkunastumetrowa przepaőç. Zamek byî malowniczo wkomponowany w kompleks skaî (podobnie jak zamki Jury Krakowsko-Częstochowskiej). Wejőcia do zamku pilnowaî îysy (chyba skin-weteran) portier, z którym za diabîa nie mogliőmy się porozumieç, na wszelskie pytania typu: "Do you speak English?", "Sprechen Sie Deutsch?", czy wreszcie "Gawarit paruski?" odpowiadaî przeczćcym ruchem swojej îysej paîy. Byî tam jednak pewien uczynny goőç, który zabraî nas swoim samochodem marki Dacia do wsi, gdzie jeden tubylec mówiî po "anglijsku". Byî to, jak się potem okazaîo, syn skina-weterana. Wîadowaî się do swojego Opel'a i pojechaî na poszukiwania jednego z organizatorów party. Jego wyprawa niestety nie zakończyîa się sukcesem. Potem pojechaliőmy z nim z powrotem na zamek, gdzie wzieliőmy miejsca noclegowe kat.II na jednć noc, za które musieliőmy zapîaciç 920 forintów (następne noce miaîy byç wliczone w cenę wejőcia na imprezę). Jak wyglćdaîy te miejsca kat.II? Pokoje wielosobowe z masć piętrowych îóţek i z maleńkim őredniowiecznym okienkiem, ale w sumie spoko. Goőç poradziî nam, aby podjechaç samochodem pod sam zamek, bo bezpieczniej. Zeszliőmy na parking i wtem usîyszeliőmy dziwne dűwięki dolatujćce gdzieő z doîu. Shind powiedziaî, ţe to chyba jakieő wesele we wsi. Najdziwniejsze byîo to, ţe dűwięki te zbliţaîy się i to dosyç szybko! Moţna byîo usîyszeç na tle techniarskiej îupaniny okrzyki przez megafon (jak się potem okazaîo: made in Poland - Tonsil) w stylu: 2...PARTY! PARTY! PARTY TIME!1 Wreszcie zobaczyliőmy bandę ludu w pędzćcym Wartbi'm. Chcieli wjechaç pod sam zamek, dokćd prowadziî bardzo stromy podjazd. Wjechali do poîowy i... zaczęli staczaç się na dóî! (sîabe te Wartburgi). Jednoczeőnie wydawaîo się nam, ţe generowane przez nich dűwięki takţe zaczęîy graç do tyîu... W tym czasie Dixan wsiadî do Jumbo Jet'a i postanowiî wjechaç tam, gdzie się nie udaîo tym z Wartburg'a. My natomiast biegliőmy za nim, gdyby okazaîo się, ţe potrzeba dodatkowego napędu. Jednak co Jumbo to Jumbo - wszedî na górę jak przecinak. Chwilę potem podeszli do nas goőcie z Wartbi'ego i zapytali "Are you Germans?". Pewnie byli pod wraţeniem naszego niezwykîego pojazdu i stćd te pytanie. Byli to organizatorzy imprezy. Ci "main" to Jaby i Grekko (z Live Act'u oczywiőcie!). Po gorćcym powitaniu wzieliőmy nasze graty na zamek. Oczywiőcie natychmiast przystćpiliőmy do podîćczania naszej A, co nie byîo takie proste ze względu na nietypowe kontakty (a raczej nietypowć polskć wtyczkę). Skończyîo się no rozkręceniu wtyczki przedîuţacza i podîćczeniu îysych kabelków. Powoli party zaczynaîo się rozkręcaç. W nocy zaczęli się zjeţdţaç pierwsi uczestnicy imprezy (my byliőmy nawet wczeőniej niţ organizatorzy...). Noc zeszîa nam na rozmowach (gîównie z Jaby'im) na temat scen: polskiej i węgierskiej. Myőmy sćdzili, ţe scena węgierska stoi wyţej jak rodzima, on odwrotnie. Zatem próbowaliőmy wzajemnie wyprowadziç się z bîędu. Panuje tam przekonanie, ţe w Polsce jest wielu őwietnych koderów (zgadzam się, 2chociaţ osobiőcie uwaţam, ţe jedynym naprawdę wysokiej klasy koderem jest Vico z Alchemy, i to wcale nie za 2048 punktów)1, natomiast gorzej z muzykami i grafikami. Co do muzyków, zmieniî natychmisat zdanie, po puszczeniu mu kilku utworków 2XTD'ka, Roy B.Kyan'a czy Dr.Cloo1. Jeţeli chodzi o grafików to byîo gorzej - majćc wszystkie lepsze polskie demka mogîem pokazaç mu jedynie stary The Return, gdzie Rys pokazaî no co go staç. Ach! Byîbym zapomniaî. Zrobiliőmy coő, za co polska scena powinna byç nam wdzięczna do końca swego istnienia! Mianowicie wyprowadziliőmy wszystkich z bîędu jakoby Katharsis byîo no.1 w Polsce! Wyobraűcie sobie co za lamerska banda! Nic nie robić i jeţdţć po zagranicznych parties i opowiadajć bzdury, ţe sć no.1!!! Skandal!!! [przeczytaj sobie WAWA scene -NINJA] ONI dosîownie tak mówili - powiedziaî nam to nasz rodak mieszkajćcy na Węgrzech, 2Magnum/MOONLIGHT1, który spotkaî ich na 2CASTLE PARTY '911 i na jakimő party w Budapeszcie. Przykîadowo odstawiali niesamowite szpany ich 2"Let's strip"1, którym chcieli wygraç tam competition! (Raf, jeőli to wytniesz i tak nic nie osićgniesz i tylko pogorszysz sytuację, bo to się wyda). Poza tym pierwsza noc sîuţyîa do męczenia 2Pinball'a1. Jeden z koderów Live Act'u postanowiî nagle urozmaiciç tę grę. W tym celu poţyczyî od nas 2Action Replay'a III1. Muszę przyznaç, ţe nawet mu się powiodîo - piîka zaczęîa szaleç jak wőciekîa albo odwrotnie, wlec się jak ze slomo na maxa, ponadto udoskonaliî liczenie punktów - dostawaîo się milion za kaţdym naciőnięciem klawisza alt. Finalnym ulepszeniem byîo przyklejenie piîki na staîe, czego nie udaîo się mu juţ usunćç. Okoîo 4:00 nadeszîa pora kimania (a wczeőniej jedzenia - wycićgneliőmy nasze pancerne puszki "2Made in Poland1"). 3 Następna strona1 >>>