Sâ dwa rodzaje îysych. Jedni majâ szczëôcie, drudzy go nie majâ. W caîym tym dymie o którym chcë pisaê jeden îysy poleciaî szczëôliwie, bo na stoîek troszkë tylko niûszy od zajmowanego, drugi jakby mniej szczëôliwie, bo spadî ze stoîka w ogóle. Pierwszy z îysych nami rzâdziî. Nawet dosyê nieúle mu to wychodziîo. Przez kilka dobrych miesiëcy szefowaî zgrai ministrow, ôwieciî czuprynâ na waûniejszych imprezach, nawet w telewizji od ôwiëta wystâpiî. Pech chciaî, ûe schyîek jego rzâdów przypadî na okres wyborów - wtedy jak wiadomo, kaûdy kaûdego uwala ile Bozia siîy daîa. No i uwalili îysego. Ktoô mu tam wyciâgnâî, ûe z agentami sië brataî, ûe informacje Moskalom przekazywaî. Wiele tych rewelacji byîo, wiele. Koniec koïców spadî îysy... I dobrze, nie doôê ûe îysy, to jeszcze czerwony...
Kiedy sië jednak patrzy na niebieskich i czarnych, co to pospoîu na îysego polowali, to aû ciarki na grzbiecie przechodzâ. Na grzbiecie fachowca oczywiôcie. Na czym kolorowi oparli zarzuty? Wymyôlili sobie trzy kanaîy ataku na îysego.
Pierwszy - zebrane "w sprawie" informacje. Nielegalnie nagrane rozmowy telefoniczne (bo legalnie niebiescy w Kraju - Raju nagrywaê nie mogâ...), troszkë taôm wideo, moûe jakiô maîy podsîuszek (a jakûe, teû nielegalny). Nazbierali chîopcy sporo tego, ponoê nawet prezydentowi puôcili, jakby go wystraszyê chcieli, czy co...
Drugi kanalik to byîo oôwiadczenie Moskala, szpiega z krwi i koôci, co to opowiedziaî kolorowym, ûe îysy z nim "biesiedowaî". Ha! "biesiedowaî! " ucieszyli sië kolorowi i dawaj, tîumaczyê "biesiedowaî, znaczy biesiadowaî, a podczas biesiad pewnie o tajemnicach païstwowych opowiadaî". Agent - Moskal przyznaî racjë. Co miaî nie przyznaê, przecieû kupe szmalu za to dostaî... W caîym rejwachu jaki wokóî sprawy sie zrobiî zginëîy gdzieô sîowa Pana Tîumacza Przysiëgîego, ûe dla Moskala "biesiedowat'" to wcale nie "biesiadowaê" a "rozmawiaê"... No cóû. Od razu widaê ûe nasi kolorowi, zarówno czarni jak i niebiescy nie koïczyli dobrych, radzieckich szkóî wywiadowczych... Tam "pa ruski" uczâ.
Trzeci kanaî byî najwaûniejszy. Informacje o îysym "przeciekîy" do prasy... Uaaaa! ale sië porobiîo! Pisaê zaczëli, w radiu mówiê, nawet w telewizji pokazali. Ja dajë gîowë, ûe îysy juû w tym momencie byî spokojny... Jeûeli nawet coô nabroiî, to musiaî doskonale zdawaê sobie sprawë, ûe w chwili przekazania informacji prasie byî czyôciutki. Nie ma na ôwiecie kraju, w którym istniaîby mechanizm pozwalajâcy îysego osâdziê. Polskie sâdy NIGDY nie wezmâ pod uwagë zeznaï ôwiadka, który mówi "za pieniâdze". Tu zresztâ paradoks sië objawia. Z jednej strony nasi "czarni" chcieliby Moskalskiego szpiega zeznania za obciâûajâce uznaê (mimo, ûe "kupione") a z drugiej protestujâ przeciwko zabezpieczaniu ôwiadków koronnych, bo to niby "pîaci" im sië za mówienie. Ale to tylko tak na marginesie.
Kanaî staje sie coraz gîëbszy, jeûeli sprawë rozpatrzyê zakîadajâc ûe zeznania Moskala - Szpiega za dowód uznane zostanâ. Po pierwsze: skâd ten goôê o tym wie? Nie moûna mówiê nie podajâc úródîa informacji, a úródîa Moskal zdradziê nie moûe jeôli nie chce wydaê swoich szefów teû Moskali i pewnie teû szpiegów. Ale sië porobiîo, co? Moûe by tak za szpiegiem list goïczy posîaê, ôciâgnâê siîâ na salë sâdowâ i... umorzyê sprawë z braku dowodów... "Nie da sië skazaê szpiega" powiecie. Pewnie i racja, chociaû nie do koïca. Sâ trzy sytuacje w których moûna proces przeciw szpiegowi przeprowadziê. Pierwsza - to gdy wpadnie na najsîabszym ogniwie caîej pracy wywiadowczej - na îâcznoôci, podczas przekazywania wiadomoôci komu innemu. Wtedy nawet dowodów nie trza zbieraê. Czapa i juû. Z îysym sië nie da - on nie przekazywaî. Druga sytuacja - to jak wpadnie caîa siatka i pozostali wskaûâ konkretnie na goôcia który z nimi wspóîpracowaî. Tyû pudîo. Îysy sam dziaîaî (jak Bond jakiô). No i trzecia sytuacja - gry szpieg sië przyzna. Swoiste... nawet za Hitlera, czy Stalina, gdy czîowieka zabiê moûna byîo jednym szlagiem îopaty, dotâd sië go torturowaîo dopóki sië nie przyznaî... Szpieg który sië przyznaî to skarb. Moûna go wykorzystaê w propagandzie. I to wspaniale wykorzystaê. A w naszej sprawie? Znowu pudîo - îysy nie przyzna sië nigdy!
Caîy nasz bigosik ma w sobie jeszcze jednâ tajemnicë. Niewielu "znawców" zwraca na to uwagë... Ponoê "Olin" to zarejestrowany w "Ossolineum" pseudonim literacki, a numer, który nasza prasa z takim zapaîem podaje jako "identyfikator agenta" to rzeczywiôcie identyfikator, tyle, ûe "Olina" w... "Ossolineum". No, jak to sie okaûe prawdâ to ja nie chciaîbym byê w skórze kolorowych... Taaak. tyle na dziô. W nastëpnym odcinku bëdzie o tym, co trzeba byîo zrobiê, ûeby îysego wykoïczyê... "nieprocesowo". Cichuteïko, sprawnie, i, co najwaûniejsze, skutecznie. Ach, bym zapomniaî... Zostaî przecieû drugi îysy... Szkoda goôcia. Prawy czîowiek, wspaniaîy kumpel i w ogóle... Ten poleciaî za to, ûe chciaî "lege artis" (zgodnie z zasadami sztuki) sprawë pierwszego îysego wyjaôniê... Pozbyli sië kolorowi swojego najlepszego fachowca... Taki juû niemâdry ten nasz kraj od lat pozostaje...