...rozmowy umilkîy jak noûem uciâî. W drzwiach izby stanâî ogromny, czerwony stalin, pokryty bîotem, sîaniajâcy sië na nogach. Dargoszwarû bîyskawicznie rozpiâî pokrowiec, rozwiâzaî rzemienie, odpiâî sprzâczki i obnaûyî ostrze pibúdziela. Wywijajâc broniâ mîyïca osîoniî przyjacióî. Stalin cofnâî sië i znikî w mroku nocy, by po chwili wejôê drzwiami od zaplecza. Zachwiaî sië i upadî na podîogë. Leûâc byî jeszcze wyûszy.
Zalegîa cisza.
- On coô trzyma - rzekî Barszcz z Tragaûy.
Z zaciôniëtej dîoni stalina wystawaîa kartka. Ûaîost zerwaî sië i jâ wyrwaî.
- Stolce... stalinów... - przeczytaî.
Pobladî.
- Stolce stalinów - powtórzyî. - Legendarne zîote stolce stalinów. Zasiadali na nich królowie...
Ruszyî ûwawo ku wyjôciu.
- Nie to, ûebym byî chciwy... - rzekî, znikajâc za drzwiami.
Dargoszwarû i Barszcz pobiegli za nim.
Nikt nie widziaî, jak leûâcy stalin uniósî gîowë, beknâî gîoôno i spytaî:
- Jaglubelegluuluu?
* * *
- Tak - rzekî Ûaîost, patrzâc na ôcierajâce sië wôciekle po drugiej stronie przepaôci tîumy. Szczëkaîy topory i miecze. - W górach broï nie bëdzie nam potrzebna.
- Pójdúmy - dodaî po chwili.
Odwróciî sië, potknâî i wybiî przednie zëby.
- Co ci to, przyjacielu? - przeraziî sië Dargorszwarû.
Ûaîost miaî to do siebie, ûe pewnych pytaï po prostu nie sîyszaî. Dargorszwarû pojâî, ûe nie usîyszy odpowiedzi. Odszedî, by przygotowaê strawë. Dla Ûaîosta w postaci papki.
* * *
"Umiem patrzeê i myôleê" - pomyôlaî Barszcz, patrzâc na ôlady, jakie po kolacji Ûaîost pozostawiî w krzakach. - "Domyôliîem sië od razu. Tak - to jest to".
Wróciî do ogniska i - glëdzâc sam do siebie - z namysîem spozieraî na ôpiâcego przewodnika i opiekuna wyprawy. Najszybciej ze wszystkich zszedî na dno przepaôci. Teraz leûaî spokojnie i oddychaî miarowo. Poîamane rëce i nogi wisiaîy na sznurach przywiâzanych do konarów drzewa. Doprawdy - cóû by poczëli bez jego przewodnictwa?
Zakotîowaîo sië nagle w gâszczu i na polanë wpadîa grupa stalinów. To byîy te najgorsze z najgorszych, staliny w kolorze kremlowym. Wiódî je potworny Czîowiek Przeciâgu.
Napad byî tak gwaîtowny, a napastników tak wielu, ûe zanim którykolwiek z wëdrowców zdâûyî pomyôleê o obronie, atakujâcy w tîoku podusili sië sami. Umknâî jedynie Czîowiek Przeciâgu.
Ucierpiaî tylko Ûaîost, który przyjâî na siebie pierwszy impet ataku. Leûaî teraz nieprzytomny, zmagajâc sië ze ômierciâ.
- Niezwykîy to czîek - zauwaûyî oparty na pibúdzielu Dargoszwarû - Potëûne go moce chroniâ ode zîej przygody.
Rankiem wyruszyli w dalszâ droge. Ach, jakûe cieûkâ byîaby wyprawa, gdyby nie Ûaîost! On podtrzymywaî ich na duchu, jasne i pogodne spojrzenie jego prawego oka (lewe wybiî sobie palcem, przecierajâc rano twarz) dodawaîo otuchy. Podâûaî na czele, na pomysîowych sankach z gaîëzi, pchanych przez Dargoszwarûa.
Tak dotarli do centrum królestwa stalinów.
* * *
Siedzâcy na stolcu król stalinów miaî bardzo dostojny wyglâd. Stolec ów sporzâdziî specjalnie dla niego duch podziemnych korytarzy, straszliwy i nienasycony Peddaî.
- Siadajcie, dostojni goôcie.
Poszli za wezwaniem, zapadajâc sië w stolce. W tej samej chwili do sali wdarî sië kremlowy stalin z okrwawionym mieczem w dîoni. Rzuciî sië na króla i uczyniwszy straszliwy zamach wbiî go sobie w plecy.
Ocaliliôcie mi ûycie - rzekî król do wëdrowców. - Oto stolec w nagrodë. Nie jest zîoty, ale bardzo pracochîonny. Robiîy go caîe pokolenia stalinów.
* * *
Ûaîost nabraî w pîuca powietrza i stajâc nad brzegiem przepaôci zaôpiewaî:
- Wyruszyê z powrotem najwyûszy juû czas hej nonny, ninny, nonny wiëc w drogë...
Kamienie umknëîy mu spod stóp. Znów zszedî pierwszy. Ûyje odtâd w legendach.
Chlewiska, czerwiec 1987.