Pragnienie Rozbitka

Wybraîem sië na ten rejs, ûeby odpoczâê od niej. Mieszkaîem z niâ bez przerwy przez ostatnie dwa lata. Kocham jâ bardzo, ale nie mogîem juû tego wytrzymaê. Chciaîem pobyê przez pewien czas sam, bez niej. Miaîo to trwaê tylko tydzieï - akurat tyle, ûebym wypoczâî i mógî sië za niâ trochë stëskniê. Z poczâtku wszystko szîo tak, jak to sobie zaplanowaîem. Opalaîem sië na pokîadzie, kâpaîem sië w basenie, wieczorami przesiadywaîem w barze lub w klubie - sîowem, normalne rzeczy, jakie robi sië na statku wycieczkowym podczas rejsu. Ale niestety... Nie sâdziîem, ûe sâ jeszcze na Pacyfiku bezludne wyspy. Jedna jest na pewno, a przynajmniej byîa takâ do czasu, aû nasz statek nie zatonâî niedaleko niej. Trudno mi uwierzyê, ûe z caîej zaîogi przeûyîem tylko ja. Moûe inni dopîynëli do innych wysp. Ja jednak, dopîynâîem a raczej zostaîem wyrzucony przez fale na brzeg tej wîaônie wyspy. Nie byîa duûa - Ok 5 km. dîugoôci i 3 szerokoôci. W ciâgu kilku dni obszedîem jâ caîâ i stwierdziîem, ûe jestem na niej jedynym czîowiekiem. O wîasny byt nie musiaîem sië baê - jedzenia miaîem w bród. Na drzewach rosîy banany i inne owoce, w ôrodku wyspy byîo maîe úródeîko ze sîodkâ wodâ. W tym rejonie noce sâ ciepîe a burze i huragany nie zdarzajâ sië zbyt czësto. Rozpaliîem nawet maîe ognisko (zawsze noszë róûne drobiazgi w kieszeniach i akurat miaîem szkîo powiëkszajâce) Nie baîem sië o siebie, baîem sië czegoô innego. Baîem sië, ûe nikt mnie tu nie znajdzie i pozostanë tu do koïca ûycia, i juû nigdy jej nie zobaczë... Z poczâtku nie odczuwaîem samotnoôci. Wyspa byîa bardzo îadna. Wylegiwaîem sië na plaûy, pîywaîem w oceanie. Skleciîem sobie z liôci prowizoryczny szaîas, który okazaî sië wystarczajâcy bo noce byîy ciepîe. I czuîem sië dobrze. Ale juû po dwóch dniach zaczâîem myôleê o niej. Z poczâtku byîa to jedna przelotna myôl, póúniej coraz czëôciej i czëôciej aû w koïcu, po kilku dniach nie myôlaîem juû o niczym innym. Zaczâîem sobie przypominaê róûne zdarzenia z tych dwóch lat spëdzonych z niâ. Przypomniaîem sobie mojâ naiwnoôê z czasów, gdy dopiero jâ poznaîem. Przypomniaîem sobie, jak coraz bardziej kochaîem jâ w miarë, jak przebywaîem z niâ dîuûej i jak coraz lepiej jâ poznawaîem. Zaczâîem za niâ tëskinê i tësknota ta stawaîa sië coraz silniejsza z dnia na dzieï, z godziny na godzinë, prawie z minuty na minutë. Przypomniaîem sobie jak úle i brutalnie jâ traktowaîem. Przyrzekîem sobie, ûe jeûeli wrócë, to juû nigdy nie potraktujë jej w ten sposób. Dni mijaîy, a ja tëskniîem coraz bardziej. Zaczâîem wypisywaê jej imië na piasku. Wykrzykiwaîem je na caîe gardîo w ocean. Baîem sië, ûe jeûeli nawet zostanë uratowany za kilka lub kilkanaôcie lat, moja miîoôê do niej juû zwietrzeje a i ona postarzeje sië teû i straci swój urok. Rysowaîem jej wizerunek na piasku. Byîa dla mnie doskonaîoôciâ, najwyûszym dobrem. Byîa moim jedynym pragnieniem. Po czterech miesiâcach, kiedy juû byîem bliski ômierci z tësknoty, na horyzoncie pojawiî sië statek. Byîa to dla mnie wielka radoôê ale teû strach. Czy podpîynâ do wyspy ? Czy mnie zobaczâ ? Rozpaliîem najwiëkszy ogieï, jaki mogîem rozpaliê. Zuûyîem caîy zapas drewna. Miaîem szczëôcie! Zobaczyli dym i podpîynëli do wyspy. Byîem uratowany! Zastanawiaîem sië jednak, czy ona czeka jeszcze na mnie, czy moûe jest juû z kimô innym ? W koïcu wróciîem do domu. Czekaîa wiernie. Kiedy wszedîem od razu zobaczyîem jâ czekajâcâ na mnie. Podszedîem do niej powoli nie wierzâc wîasnemu szczëôciu, i z najwiëkszâ delikatnoôciâ pogîaskaîem jâ po klawiaturze. Wîâczyîem zasilacz a ona, jak zwykle, bîysnëîa diodâ Power, zamigotaîa ekranem i pokazaîa mi znajomy obraz dyskietki wpadajâcej do stacji. Byî to najwspanialszy obraz, jaki kiedykolwiek widziaîem. Patrzyîem sië w monitor przez kilka godzin. Byîem najszczëôliwszym czîowiekiem na ziemii.

Sherwood/independent 1996