Wszystko tu byîo kwestiâ zwykîego przypadku. W czerwcu zeszîego 1991 roku wybraîem sië do Londynu na miesiâc, poprosiîa mnie o to moja serdeczna, starzejâca sië przyjacióîka L. Gîëbokie do niej przywiâzanie nie wystarczyîo, bym mógî przeîknâê tak duûâ (a raczej tak dîugâ w czasie) porcjë Londynu. Mój stosunek do tego miasta nacechowany jest, oglëdnie mówiâc, ostrâ alergiâ. Alergiâ dosîownâ, fizycznâ. Po dwóch tygodniach pobytu zaczâîem w ciâgu dnia cierpieê na doôê czëste bóle i zawroty gîowy, a nocâ miewaîem tak ciëûkie napady dusznoôci, ûe zwlekaîem sië z îóûka w moim pokoiku na piëtrze i wystawaîem obok otwartego okna, niekiedy póî godziny, a niekiedy nawet caîâ. Patrzeê na uôpiony Putney (w tej bowiem dzielnicy mieszkaîem) w gëstym mroku o fioletowym odcieniu, absolutnie znieruchomiaîy, jak wymarîy, jak obrócony w wielki cmentarz, nie, to byîo ponad moje siîy. Do ataków dusznoôci przyîâczyî sië nieokreôlony lëk, zdawaîo mi sië, ûe w îódce-îupince koîyszë sië lekko na falach, nietkniëtych najmniejszym choêby wietrzykiem, szaro-ûóîtego oceanu.
Miaîem juû za sobâ dwa tygodnie pobytu, pozostawaîy jeszcze dwa. Usiîowaîem skróciê je wizytami w muzeach i galeriach malarskich, spacerami w parkach londyïskich (wyprawiîem sië nawet raz do Hampstead Heath w dzielnicy moich kilku lat powojennych), dwukrotnie przesiedziaîem popoîudnie w pustym kinie Everyman, poîoûonym blisko domu L. Gdy brak mi byîo juû konceptów, a staraîem sië mój stan ukryê przed tak bardzo kochanâ L., zatelefonowaî do mnie znajomy z okresu wojennego i bezpoôrednio powojennego. Umówiliômy sië na kawë w "polskim Londynie". Z powojennego nëdzarza staî sië czîowiekiem wzglëdnie zamoûnym, zawdziëczaî të zamoûnoôê "ûyciu w ôwiatku licytacji". Tak sam to okreôliî, a chodziîo po prostu o to, ûe znaî wszystkie londyïskie lokale licytacyjne, krâûyî codziennie od jednego do drugiego, zdarzaîo mu sië czasem kupiê za niewielkie pieniâdze rzecz cennâ, przynoszâcâ dochód ze sprzedaûy. "Oko znawcy, oko znawcy", powtarzaî z dumâ uômiechniëty. "Nie - pospieszyî wyjaôniê, - nie chodzi o sîynne licytacje na Bond Street, gdzie obrazy mistrzów czy drogocenne meble lub klejnoty rodzinne ôrubujâ ceny zawrotne, gdzie tacy jak ja w ogóle nie oômielajâ sië zaglâdaê. Chodzi o niewielkie licytacyjne "budy" (uûyî tego sîowa) w róûnych dzielnicach Londynu (Londyn jest niezgîëbiony!, dodaî), gdzie wyprzedaje sië rzeczy po skromnych zmarîych, którzy - bywaîo - nawet nie zdawali sobie sprawy z wartoôci tego, co posiadajâ. Jedú ze mnâ jutro na Willesden Green, zawodowy licytator z tamtejszej "budy" zawiadomiî mnie, ûe szykuje sië maîa sensacja".
Znaîem Willesden Green, tam w okolicach stacji metra mieszkaî polski lekarz, do którego byîem "przypisany". Kiedy przyjeûdûaîem do niego wieczorami na badanie albo po receptë, szedîem jak po omacku, tak ciemne byîy ulice w sîabym, ûóîtawym ôwietle lamp. W dzieï posëpnoôê ustëpowaîa zapewne miejsca zwykîej londyïskiej nudzie i monotonii domków ubogich w zieleï, opustoszaîych zdawaîoby sië jak po przejôciu zarazy.
"Buda" licytacyjna, Auction Hall, byîa rzeczywiôcie budâ, musiaîa sîuûyê za skîad narzëdzi budowlanych, magazyn hurtownika lub zapasowâ siedzibë remizy straûackiej. Zebrani na licytacji ludzie, maksimum dwadzieôcia osób, ubrani po staroôwiecku, o twarzach tak smutnych jak gdyby uczestniczyli w naboûeïstwie ûaîobnym, w dziwny i niepojëty dla mnie sposób tworzyli na tle starych gratów ustawionych pod ôcianami atmosferë dickensowskâ. Dickensowski teû, ûywcem wyjëty z rycin sîawnego ilustratora powieôci Dickensa, byî licytacyjny mistrz ceremonii - niski, ruchliwy, wciâû podrygujâcy i podskakujâcy na podium, postukujâcy mîotkiem w stóî bez ûadnej chwilowo potrzeby. Niebawem jednak pojawiîa sië potrzeba. Na stóî wniesiono drewniany kuferek. Mój znajomy zamieniî sië w sîuch.
Licytator mówiî szybko, opluwajâc bez przerwy swojâ wyôwiechtanâ kamizelkë; mówiî z lekkim odcieniem cocknejskim, ale od biedy zrozumiale. Rok temu, w lipcu 1990, umarî w wieku osiemdziesiëciu piëciu lat Dick Mulbery, Mister Chief Hangman of England, gîówny kat Anglii, przeniesiony na emeryturë w roku 1956. Jako emeryt wyprowadziî sië na Putney pod zmienionym imieniem i nazwiskiem Bill Moulding, do emerytury mieszkaî z niezamëûnâ siostrâ na Willesden Green. Po jego tragicznej ômierci siostra sprzedaîa domek na Putney i przewiozîa na Willesden Green wszystko co zostawiî. W tym kuferku - stuknâî mîotkiem w drewniane wieko - znajdujâ sië trzy drogocenne rzeczy wystawiane dziô na licytacjë. Zanim zaczâî je wymieniaê i pokazywaê, nakreôliî coô w rodzaju wizerunku kata w sîowach "mroûâcych krew w ûyîach". Pierwszâ rzeczâ byî czarny katowski kaptur z otworami na oczy, "uûywany od pierwszej do ostatniej egzekucji". Cena wywoîawcza 100 funtów, doszîo do 250, mój znajomy kupiî go za të sumë. Drugâ rzeczâ byîy skórzane, sztywne i jakby zrogowaciaîe rëkawice, w których kat "otwieraî zapadnië i zadawaî skazaïcowi ômierê". Cena wywoîawcza znowu 100 funtów, tym razem mój znajomy musiaî zapîaciê, po ostrej licytacji z kobietâ w pluszowej mantylce i czarnej woalce, 470 funtów. Nachyliî sië do mnie i szepnâî: "Wycisnë za obie te rzeczy minimum dwa tysiâce funtów". Przed wyciâgniëciem z kuferka i pokazaniem trzeciej rzeczy, licytator gîosem obliczonym na wywoîanie dreszczyków grozy przypomniaî, ûe "Mister Chief Hangman of England, dla obecnych na tej sali sîynny Dick Mulbery powiesiî w ciâgu swej dziesiëcioletniej pracy 433 mëûczyzn i 17 kobiet. Can you imagine that? I to wszystko zapisaî w swoim zeszycie, Copy-Book of William Moulding, Pensioner, jak gîosi napis na zielonej okîadce". Po cenie wywoîawczej nastâpiîa cisza, potem trzy osoby wyôrubowaîy jâ do 140 funtów, i znów nastaîa cisza. Pochyliîem sië do mojego znajomego: "Chciaîbym mieê ten zeszyt". Krzyknâî 150, nikt wiëcej sië nie odezwaî, wszystkie trzy rzeczy powëdrowaîy do kuferka. Byî tu dostatecznie dobrze znany, by chwileczkë tylko potrwaîa formalnoôê wypisania czeku. "Przyjmij ten zeszyt jako mój upominek. Ostatecznie byliômy razem w wojsku. Zrewanûujesz sië wedîug wîasnego uznania". Z zeszytem Mouldinga-Mulbery wróciîem do L., ani sîowem jej o tym nabytku nie wspominajâc. Reszta pobytu upîynëîa mi na przeglâdaniu zeszytu po nocach, a moje pozostaîe dnie w nielubianym (delikatnie mówiâc) mieôcie potoczyîy sië odtâd szybciej na wielogodzinnych rozmowach z L. i bez zwykîego wybrzydzania na Londyn.
Przed wyjazdem odszukaîem domek, w którym emerytalne lata spëdziî Moulding-Mulbery (adres widniaî na okîadce zeszytu), îadny domek ze sporym ogrodem, na sîabo zabudowanej ulicy prowadzâcej do Putney Cementery (mieôciîa sië w nim teraz Bible Society). A na cmentarzu, z pomocâ przekonanego napiwkiem dozorcy, mogîem podumaê chwilë przed odnalezionym grobem, na którym staî ôwieûy, duûy krzyû z owalnâ, emaliowanâ tabliczkâ: William (Bill) Moulding, a Honest Godly Man, R.I.P., in Loving Sorrowful Memory of His Sister Mabel Mulbery.
COPY-BOOK OF WILLIAM MOULDING, PENSIONER
1. Byîo naturalnie reklamiarskim, kîamliwym chwytem twierdzenie licytatora, ûe Mister Chief Hangman of England "zapisaî to wszystko w swoim zeszycie", wszystko czyli przeszîo czterysta egzekucji mëskich i przeszîo dwadzieôcia kobiecych. Jego zeszyt nie byî w ogóle dziennikiem czynnoôci, czy katowskim rejestrem, lecz rozpoczëtym w roku 1956. po przejôciu na emeryturë, luúnym notatnikiem bez îadu i skîadu (pod tym wzglëdem nazwa Zeszyt Emeryta odpowiadaîa ôciôle rzeczywistoôci), niezbyt zresztâ jasne dlaczego i po co rozpoczëtym. W wielu miejscach Mulbery-Moulding wklejaî wycinki gazet, nie zanadto - i sîusznie - ufajâc swej piômiennoôci. Pisaî okropnie. Skoïczyî tylko szkoîë podstawowâ, jako kat braî pióro do rëki w dwóch wyîâcznie wypadkach: ûeby podpisaê certyfikat egzekucji i odbiór zapîaty. Jest prawdopodobne, ûe jako mîody czîowiek pisywaî po osiedleniu sië w Londynie listy do ukochanej w Cardiff, ale nie znaleziono w jego skâpych papierach listów w odpowiedzi, wiëc naleûy raczej w to wâtpiê. Byî, w praktyce, ledwie piômienny.
I byîa to piômiennoôê niezgrabna, nieruchawa, odzwierciedlajâca chyba ociëûaîoôê jego mózgu. Miaîem wielkie trudnoôci z odcyfrowaniem i uîoûeniem w jakimô wzglëdnym porzâdku jego zdaï, nie wspominajâc nawet o peînych notatkach, które byîy chaotycznâ gonitwâ myôli, peînâ luk, niedopowiedzeï lub po prostu sîów poîkniëtych po drodze. Rzadko zatem bëdë przytaczaî dosîowne fragmenty zeszytu; tam jedynie, gdzie udaîo mu sië cudem wykrztusiê coô na ksztaît sensownego zapisu.
Jak doszîo do tego, ûe kupiî u Smitha ten dwustustronicowy zeszyt w sztywnej zielonej okîadce i pod fabrycznym napisem Copy-Book dopisaî of William Moulding, Pensioner? Duûâ zapewne rolë odegraîa bezczynnoôê emeryta, który w samotnoôci zwîaszcza nie bardzo wie co robiê z dîugim dniem. Myôlë jednak, ûe prawdziwâ sprëûynâ byîo co innego. W London Illustrated News z paúdziernika 1956, których byî wiernym czytelnikiem aû do zamkniëcia pisma, znalazî swojâ doskonale na grubym i glansowanym papierze reprodukowanâ fotografië, z krótkâ dydaskaliâ, ûe Chief Hangman of England, Mr. Richard (Dick) Mulbery przeszedî wîaônie na "zasîuûonâ emeryturë, po dziesiëciu latach przykîadnej pracy w sîuûbie païstwa i spoîeczeïstwa". Niûej pismo, bardzo konserwatywne, umieôciîo w ozdobnej ramce redakcyjnâ pochwaîë kata: "Joseph de Maistre pisaî, ûe kat wiesza i ôcina na mocy specjalnego dekretu Niebios, ûe bez niego zasady ustëpujâ miejsca chaosowi, walâ sië trony i rozprzëga sië spoîeczeïstwo". Mulbery nie wiedziaî z pewnoôciâ kim byî Joseph de Maistre, zapragnâî jednak (podejrzewam) zachowaê na pamiâtkë szpaltë L.I.N., zawierajâcâ jego podobiznë z laurkâ tygodnika. Nie moûna wykluczaê, ûe w tym celu zdecydowaî sië na kupno zeszytu u Smitha.
2. Mister Hangman (tak go bëdë odtâd nazywaî, ûeby uniknâê wyboru miëdzy nazwiskiem prawdziwym i przybranym) nosiî sië widocznie z zamiarem napisania krótkiej autobiografii, bo pierwszy dîugi zapis byî ûyciorysem aû do objëcia "odpowiedzialnego stanowiska" (jego wîasne sîowa) w Londynie. Albo teû, co wydaje sië bardziej prawdopodobne, zdarzyîo mu sië wielokrotnie, na ûyczenie przeîoûonych, pisaê sîuûbowe curriculum i wbiî je sobie mocno w twardâ gîowë.
Tak czy owak, z ûyciorysu moûna sië byîo dowiedzieê, ûe urodziî sië 1 maja 1905 roku w Cardiff, jako jedyny syn górnika imieniem Jonathan. O wiele mîodsza od niego byîa siostra Mabel. Jego matka nazywaîa sië Margaret, z domu Peabody. Ojciec pracowaî ze swoim bratem Johnem (nie ûonatym) w kopalni wëgla. John mieszkaî u nich w pokoju na poddaszu. Codziennie po kolacji ojciec czytywaî na gîos urywek Biblii, wszyscy musieli byê wtedy obecni przy stole, nawet maleïka Mabel. Chîopiec liczyî sobie osiemnaôcie lat, miaî wkrótce zjechaê po raz pierwszy na dno szybu, gdy jego ojciec i stryj, w odpowiedzi na zîoûone podanie, zostali przyjëci jako dozorcy w londyïskim wiëzieniu Wormwood Scrubs. Zostaî w Cardiff z matkâ i siostrâ, pracowaî w kopalni. W roku ômierci matki na suchoty miaî trzydzieôci lat. Dziewczyna Rose Willis byîa jego narzeczonâ. Po ômierci matki ojciec sprowadziî go wraz z siostrâ do Londynu. Wtedy wîaônie ojciec i stryj zostali katami, wykonywali swoje obowiâzki na przemian. Ojciec byî dumny, ûe wykonuje wyroki boskiej sprawiedliwoôci. Zaprawiaî stopniowo do sukcesji syna, którego tymczasem zatrudniono takûe w wiëzieniu. Urwaîo sië narzeczeïstwo z Rose, przyszîy Mister Hangman przestaî myôleê o zaîoûeniu wîasnej rodziny. Ojciec i stryj zginëli w bombardowaniach Londynu na krótko przed koïcem wojny. Ich nastëpca wykonaî pierwszy wyrok w roku 1946. "Pracowaîem dziesiëê lat, w tym zawodzie to bardzo duûo, ojciec i stryj zginëli po siedmiu latach zaszczytnej (honorable) sîuûby".
Pod ûyciorysem Mister Hangman wkleiî notatkë Shame wyciëtâ z Evening Standard. Autor notatki, miejski reporter wieczorówki londyïskiej, wyprawiî sië do Willesden Green z zamiarem przeprowadzenia wywiadu ze ôwieûym emerytem-katem. Pani Mabel Mulbery, siostra kata zawiadomiîa reportera ze îzami w oczach (no wonder!), ûe jej brat wyprowadziî sië nie wiadomo dokâd i zmieniî nazwisko. Dlaczego? Dopóki byî katem, wszyscy w dzielnicy odnosili sië do niego z bojaúliwym respektem. Kiedy staî sië emerytem, codziennie spotykaîy go afronty w pubie, odwracano na jego widok gîowy na ulicy, przestaî chodziê na naboûeïstwa w kaplicy metodystów, widzâc jak ludzie odsuwajâ sië od niego w îawce. Gdzie teraz mieszka? Wyjechaî z Londynu? Pani Mabel patrzyîa dîugo w oczy reporterowi, po czym odparîa: "Nie wiem, nawet mnie nie podaî adresu i nowego nazwiska. Oh, what a shame!" Nie przyjeûdûa czasem w odwiedziny do siostry? Przyjechaî raz póúnâ nocâ. Siedziaîa naprzeciw niego pîaczâc, gîaskaî jâ po twarzy swoimi wielkimi rëkami. Pod wycinkiem wklejonym do zeszytu dopisaî: I am dead for my sister, I am dead for everybody on earth, but not for the Heaven's Ruler. Uûyî tego zwrotu zamiast sîowa God, nauczywszy sië przypuszczalnie na pamiëê sentencji De Maistre'a o "specjalnym dekrecie Niebios". (De Maistre'a nazywaî w dalszych partiach zeszytu This very wise French gentleman).
3. Dîugo wpatrywaîem sië w fotografië wyciëtâ z Illustrated London News. W piëêdziesiâtym roku ûycia, jak ôwiadczyîa data w rogu, nie wyglâdaî zaiste na czîowieka u progu emerytury. Ale lata jego "szczególnej" pracy liczyîy sië podwójnie, a moûe i potrójnie. "Szczególnej" ze wzglëdu na napiëcie nerwowe i emocjonalne. Jego stryj John po piëciu latach pracy spëdziî trzy miesiâce w zakîadzie dla nerwowo chorych. Znany byî, na poczâtku lat dwudziestych, wypadek kata, który targnâî sië na swoje ûycie.
Jego twarz z portretu fotograficznego zdawaîa sië zaprzeczaê owej "szczególnoôci". Kamienna, z gruba ciosana, o niskim czole i twardym spojrzeniu spod gëstych brwi, z dolnâ szczëkâ wysuniëtâ do przodu (oznaka stanowczoôci czy cieï okrucieïstwa?), kazaîa myôleê o twarzy podróûnika lub eksploratora, o skrzyûowaniu siîy z odwagâ. Kobieta wykrzyknëîaby: Boûe, jaki on przystojny! Zeszyt milczaî na temat jego ûycia sentymentalnego, choê jedno pokraczne zdanie sugerowaîo jakby, ûe Rose Willis ze strachu zerwaîa narzeczeïstwo, niewykluczone, ûe uprzytomniwszy sobie, w jakim kierunku zmierza jego ûyciowa droga. Wyîâczone z tekstu, izolowane na pustej stronicy, urwane w póî sîowa, inne jeszcze zdanie mogîo coô mówiê o jego upodobaniach erotycznych, dojrzewajâcych na emeryturze. "Lubiîem chîopców z chóru (pewnie koôcielnego) i z boisk sportowych, but they were panicky (!), when I was trying to approach them". I zaraz potem: "They misunderstood my intentions". Caîkiem moûliwe, ûe byîy to intencje najzupeîniej niewinne, owoc niejasnych pragnieï starego kawalera, pociâganego przez mîodoôê.
Jego niezmiennym, czësto powtarzanym tytuîem do chwaîy byîa adnotacja urzëdowa na wszystkich czterystu piëêdziesiëciu protokoîach wykonanego wyroku, ûe egzekucja odbyîa sië without a hitch, co na kolokwialny polski moûna by przeîoûyê "bez pudîa". Wiele skîadaîo sië na të ocenë przeîoûonych. Mister Hangman nie mógî sobie odmówiê satysfakcji dokîadnego wyjaônienia, co mianowicie sië skîadaîo, w jednym z najdîuûszych i najpoprawniej stosunkowo sformuîowanych zapisów zeszytu. Nadaî nawet temu zapisowi tytuî High Efficiency, "Wysoka sprawnoôê".
Drobiazgowe przygotowania, pisaî, Meticulous Preparations, które majâ daê gwarancjë operacji without a hitch, naleûy wszczâê w dniu poprzedzajâcym egzekucjë. Mister Hangman i jego pomocnik przeprowadzajâ wczesnym ranem dyskretne pomiary wzrostu i wagi skazaïca, dla ustalenia wysokoôci spadku (pierwotne dane w aktach skazaïca bywajâ najczëôciej nieaktualne po dîugim pobycie w wiëzieniu). "Dyskretnie" znaczy tak, by nie zauwaûyî tego skazaniec, przewaûnie wiëc odchylajâc niepostrzeûenie zastawkë okienka w drzwiach celi. Tegoû dnia póúnym wieczorem odbywa sië próba generalna z wypchanym workiem tej samej wagi co skazaniec, w celu upewnienia sië, ûe stryczek preliminowanej dîugoôci ani nie udusi za wolno skazaïca, ani nie urwie mu gîowy. Nazajutrz, dwie trzy godziny przed egzekucjâ, Mister Hangman wchodzi do celi. Musi byê bardzo grzeczny, lecz bez udawania wylewnej serdecznoôci. Jest to psychologiczny turning point, trudny i niestety nie zawsze succesful. Jeûeli skazaniec ôciska podanâ mu rëkë, wolno uznaê w piëêdziesiëciu procentach, ûe wszystko pójdzie gîadko, according to the plans. Jeûeli odmawia, trzeba sië liczyê z przykrymi niespodziankami. Na ogóî jednak ôciska i to z przesadnym zapaîem, jak gdyby podôwiadomie oczekiwaî ulgi czy pomocy ze strony ûyczliwego mu oprawcy. What a strange animal (sic) a man is! "Jakim dziwnym zwierzëciem jest czîowiek!" - jedyny to filozoficzny wykrzyknik w Zeszycie Emeryta. W wypadku uôciôniëcia podanej mu rëki skazaniec moûe byê skîonny do rozegrania partii domina i wypalenia papierosa - rzecz nader wskazana. Waûne jest, aby na krótko przed wyznaczonâ godzinâ skazaniec siedziaî plecami do drzwi, przez które wejdzie kat w asyôcie urzëdników i duchownego, zdarzajâ sië bowiem (jakkolwiek rzadko) wypadki oporu i wtedy zamiast spokojnego wyjôcia z celi nastëpuje wywlekanie i wleczenie szamocâcego sië, zwiâzanego skazaïca aû do miejsca, gdzie odbywa sië egzekucja. Wôród opornych skazaïców trafiajâ sië furiaci, którzy znaczâ swojâ ostatniâ drogë bluúnierstwami, przekleïstwami, pluciem, Gdy skazaniec siedzi tyîem do drzwi celi, procedura staje sië bîyskawiczna i dziaîa jak naoliwiona: energiczne otwarcie drzwi, zwiâzanie skazaïcowi râk na plecach, prawie uroczysta (almost solemn) procesja na szafot. Na zapadni odpowiednie miejsce zakreôlone jest zawczasu kredâ. Skazaïcowi wiâûe sië nogi i zakîada mu sië biaîy kaptur oraz pëtlë z ruchomym miedzianym pierôcieniem. Mister Hangman wkîada swój czarny kaptur i naciâga rëkawice. Everything is fit and ready, koïczy sië ten opis, nie bez nuty przechwaîki w gîosie.
4. Kolejny wycinek wlepiony byî bez podania úródîa, nazwy gazety, tylko z datâ 1963: obszerny, niepodpisany artykuî The Hanging of Edith Thompson, Forty Years Ago. Kompilator Zeszytu Emeryta znaî najwidoczniej ten gîoôny w jego fachu (jeôli wolno sië tak wyraziê) wypadek, ale tylko ze sîyszenia, prawdopodobnie z opowiadaï ojca i stryja, którzy zresztâ nie mogli w nim uczestniczyê bezpoôrednio, skoro odcisnâî sië w kronikach sâdowych w roku 1923.
Edith Thompson byîa chorowitâ, brzydkâ kobietâ w wieku pod trzydziestkë. Miaîa mëûa, pokornego i posîusznego, robotnika na nocnâ zmianë, który marzyî jedynie o dziecku, a do ûony odnosiî sië z naleûytym respektem. Nie, nie mogli mieê dziecka, powiedziaî im o tym lekarz. Mâû, dotychczas abstynent, rozpiî sië, staî gwaîtowny i agresywny, chociaû ûonë traktowaî dalej dobrze. W sâsiednim domku mieszkaî samotny policjant, który zaczâî od zalotów przez pîot w ogródku, wkrótce zaô staî sië kochankiem Edith. (Na procesie przysiëgaîa, ûe chodziîo jej o cudze choêby dziecko dla mëûa, którego lekarz uwaûaî za bezpîodnego). Którejô nocy mâû wróciî do domu w dwie godziny po wyjeúdzie, poczuî sië úle, zemdlaî w fabryce i miaî krwotok. Zastaî kochanków w maîûeïskim îoûu. Mimo ûe osîabiony, rzuciî sië na policjanta z ûelaznym îomem. Zostaî przez rywala zasztyletowany trzynastoma ciosami kuchennego noûa. Na procesie policjant zeznaî, ûe Edith zamëczaîa go wezwaniami do zamordowania mëûa (sîuchaîa tych zeznaï, cicho popîakujâc) i ûe dziaîaî w obronie wîasnej. Skazano go na szeôê lat wiëzienia, natomiast Edith na karë ômierci, "za podburzanie kochanka do zabójstwa mëûa" (wedîug sentencji wyroku).
Podczas egzekucji wypadîy ze skazanej dosîownie wnëtrznoôci, zanim zniknëîa w zapadni (her insides - pisaî autor artykuîu - fell out, before she vanishes through the trap). Wszyscy, którzy brali udziaî w tej scenie, przypîacili jâ zaburzeniami systemu nerwowego. Kat Ellis usiîowaî w kilka tygodni potem popeîniê samobójstwo. Naczelnik wiëzienia Morton zostaî po jakimô czasie tak opisany przez inspekcjonujâcego urzëdnika: "Nie widziaîem nigdy w ûyciu osoby o wyglâdzie zewnëtrznym tak zmienionym przez cierpienia psychiczne". Kapelan wiëzienny Murray opowiedziaî scenë egzekucji w tych sîowach: "Gdyômy sië zebrali, wydawaîo sië absolutnie nie do uwierzenia, ûe znaleúliômy sië tam, ûeby... Mój Boûe, odruch rzucenia sië i uratowania jej siîâ byî dla mnie prawie nie do powstrzymania". Zastëpczyni naczelnika wiëzienia, Miss Cronin, osoba z natury twarda i nieîatwo ulegajâca wzruszeniom, wyraziîa sië w ten sposób o powieszonej: "Myôlë, ûe gdyby jâ oszczëdzono, mogîaby sië staê bardzo dobrâ kobietâ".
Konkluzja autora artykuîu byîa krótka. Na przykîadzie Edith Thompson, w czterdzieôci lat po jej powieszeniu, widaê jak rozsâdne, konieczne i ludzkie (jego podkreôlenie) byîo zniesienie kary ômierci.
Nie zgadzaî sië z tym emerytowany Mister Hangman. W sîowach doôê pokrëtnych i beîkotliwych, pisanych wyraúnie w stanie rozdraûnienia, poîoûyî nacisk (I would like to stress) na dwa punkty. Po pierwsze, artykuî sugeruje, nie mówiâc tego wprost, ûe Edith Thompson byîa moûe niewinna. "Otóû chcë powiedzieê raz na zawsze, ûe nie ma takich wypadków, by skazany na powieszenie z dekretu Niebios (as this very wise French gentleman says) dostawaî sië w rëce kata niewinny; skoro go skazano, jest winny, absolutely guilty. Po drugie, stary przepis sîuûby egzekucyjnej ûâda kategorycznie, aby kobietom przed egzekucjâ wkîadaê obcisîe i nieprzemakalne majtki, dla unikniëcia wyûej opisanych niedogodnoôci". Albo (czemu naleûy sië dziwiê) kat Ellis zapomniaî o tym, zachowaî sië wiëc w sposób wysoce non-proffesional, co byê moûe popchnëîo go póúniej do próby targniëcia sië na wîasne ûycie. Albo teû w roku 1923 "nieprzemakalnoôê materii, z której szyto specjalne majtki dla wieszanych kobiet, nie osiâgnëîa jeszcze perfekcji, jakâ posiadaîa w okresie mojej sîuûby".
5. W latach powojennych odwiedzaîem czësto moich przyjacióî na Putney. Ilekroê przyjeûdûaîem z Hampstead metrem, musiaîem na przystanku obok stacji czekaê na autobus. Po przeciwnej stronie ulicy znajdowaîa sië Bible Society, w maîym, zniszczonym mocno domku, przeznaczonym zapewne w dalszej przyszîoôci do wykupu i wyburzenia przez przedsiëbiorców budowlanych lub dzielnicowy wydziaî mieszkaniowy. W godzinach popoîudniowych i przedwieczornych obserwowaîem wchodzâcych. Przewaûnie samotni, dobijali do swej duchowej przystani z wysiîkiem, powolnymi krokami zmëczenia, i drzwi wejôciowe otwierali jakby z ulgâ. Raz, sterczâc na moim przystanku w przejmujâcym chîodzie i we mgle, postanowiîem ogrzaê sië chwilë w Bible Society. Tak, jego bywalcy byli w wiëkszoôci starzy, siedzieli w milczeniu na îawkach dokoîa stoîów, niekiedy z gîowami opuszczonymi w drzemce na piersi. Do mîodych naleûaîo czytanie na gîos Biblii, komentowanie jej, odpowiadanie na rzadkie pytania. Pod ôcianami staîy oszklone szafy z otwartymi na pokaz egzemplarzami Biblii w róûnych jëzykach. Panowaîa atmosfera surowoôci, izolacji, schroniska w czas burzy. Biblia byîa ôwiatîem w ciemnoôciach, opokâ, porëkâ Jedynej Drogi - w stopniu znacznie wiëkszym niû liturgia koôcielna.
Przyglâdajâc sië starym, myôlaîem o wierszu czytanego podówczas naîogowo Kawafisa (po angielsku), o wierszu Starzy ludzie. "W zniszczonych ciaîach tkwiâ dusze starych ludzi... Jak ich wymëczyîo ûycie, które pëdzâ. I jak bojâ sië, by go nie straciê, jak je kochajâ". Inny jeszcze wiersz Kawafisa Mury przyszedî mi na myôl, kiedy (przez nikogo nie nagabywany w progu) ogarniaîem wzrokiem caîoôê biblijnego przybytku, czy raczej przytuîku. "Zbudowali dokoîa mnie mury wysokie... nie spostrzegîem jak odciëli mnie od ôwiata". Sami odciëli sië od ôwiata w nëdznym domku na Putney, obîoûeni ze wszystkich stron Bibliâ, wsîuchani w jej wersety, wierzâc, ûe moûna od ôwiata uciec pod opiekuïcze skrzydîa Najwyûszego (i Sprawiedliwego) Prawodawcy i Sëdziego.
Tu wîaônie przechodziî niemal codziennie Mister Hangman na emeryturze. Miaî blisko. Mógî oddychaê kilka godzin wspomnieniami dzieciïstwa i wieku chîopiëcego, biblijnymi wieczorami przy rodzinnym stole w Cardiff; mógî, co waûniejsze, utwierdzaê sië w przekonaniu, ûe niegdyô wykonywaî swe obowiâzki w zgodzie z duchem Starego Testamentu. Nowy Testament uwaûaî, nauczony przez ojca, za "religië sîabych", a religion of weaklings.
Co jakiô czas rejestrowaî w zeszycie wizyty w Bible Society. Zawsze w sîowach ôwiadczâcych, niezgrabnie co prawda lecz wyraúnie, ûe byîy dla niego úródîem wytchnienia i siîy.
Aû do roku 1970. Zanim jednak spróbujë odtworzyê z Zeszytu Emeryta, co mianowicie zaszîo w roku 1970, poruszë omijany dotâd temat odcieni w pracy wykonywanej przez Mister Hangmana. Chociaû staraî sië je zacieraê, nie ulega dla mnie wâtpliwoôci, ûe takie odcienie istniaîy. Zainaugurowaî swojâ dziesiëcioletniâ sîuûbë powieszeniem Baroneta Hawkingsa, arystokraty angielskiego, który podczas wojny "szczekaî" w berliïskim radio hitlerowców. Ûniwo nazajutrz po wojnie byîo obfite. Zdarzyîo sië, ûe w ciâgu mniej niû doby powiesiî dwudziestu siedmiu zbrodniarzy wojennych. I jedno i drugie wspominaî z euforiâ, jak gdyby without a hitch miaîo tu wydúwiëk wyjâtkowy. Dlatego, jak sâdzë, ûe boleônie przeûyî ômierê ojca i stryja pod bombami niemieckimi. Nie mógî nie odczuwaê smaku odwetu.
Natomiast, mimo obojëtnie "profesjonalnych" i wypranych z jakiejkolwiek litoôci uwag o powieszeniu Edith Thompson, znosiî nie najlepiej (wykonujâc je bez zarzutu) egzekucje kobiet. Co byîo tego przyczynâ, nie umiaî lub nie chciaî ujawniê w swoim zeszycie. A przecieû odruch niechëci, grymas zniecierpliwienia na twarzy, nie dawaî sië ukryê w nielicznych wzmiankach o egzekucjach kobiet. Jak nie daîo sië ukryê westchnienia ulgi, gdy rok przed emeryturâ powiesiî Dorris Norton, o której wôród prawników przebâkiwano, ûe jest ostatniâ kobietâ skazanâ w Anglii na ômierê. Otruîa ûonë kochanka. Dowody byîy sîabe, niejednoznaczne, lecz przyznaîa sië do winy sama, z jakâô niepojëtâ i gorliwâ pasjâ, zaraz na wstëpie procesu. To wystarczyîo przysiëgîym i sëdziemu. W prasie wzmagaîa sië z kaûdym dniem kampania przeciw karze ômierci, wyrok ogîoszono i wykonano jakby w poôpiechu. Przeczuwajâc, ûe odtâd juû ûadna kobieta nie wejdzie na szafot.
W roku 1970 zatem, zimâ, a zimë nazywano wtedy najsurowszâ w Londynie w ostatnim póîwieczu, w Bible Society pojawiîa sië nowa osoba. Naleûaîa do grona prelegentów, lektorów i interpretatorów, jej wiek byî trudny do okreôlenia, od czterdziestu do piëêdziesiëciu lat. Zauwaûyî natychmiast jej podobieïstwo, zauwaûyî teû, ûe podczas lekcji nie spuszcza z niego oczu. Dorris Norton byîa jedynâ osobâ z czterystu piëêdziesiëciu powieszonych, której twarz dobrze zapamiëtaî, moûe dlatego, ûe wedîug pogîosek miaîa byê ostatnia na szubienicy. A nowoprzybyîa robiîa wraûenie jej postarzaîej kopii. Wychodzâc wieczorem i wpisujâc sië jak zwykle do ksiëgi obecnoôci, rzuciî okiem na sîupek nazwisk. Ruth Norton. Mogîa byê tylko siostrâ Dorris, i to siostrâ, która kazaîa myôleê o bliúniaczkach. Wróciî tego dnia do domu niespokojny, podniecony, I was terribly agitated. Dlaczego przyglâdaîa mu sië tak natarczywie? Wiedziaîa o jego toûsamoôci? W Bible Society wystëpowaî jako William Moulding, ale liczyî sië z tym, ûe ktoô kiedyô go rozpozna. Co byîo rzeczywiôcie dziwne, what was really strange, od pierwszego wejrzenia nabraî do niej ogromnej sympatii, zapragnâî mieê nareszcie przyjacióîkë. Nie przyjacióîkë w tym sensie, skoïczyî niedawno szeôêdziesiât piëê lat, te sprawy zaîatwiaî bardzo rzadko w lupanarze na Fulham, ale po prostu bliskâ osobë, z którâ mógîby chodziê do kina i na spacery, którâ mógîby zapraszaê na afternoon tea i na dîugie rozmowy. Uprzytomniî sobie naraz dwie rzeczy. Pierwszâ byîa okolicznoôê, ûe prawie nigdy nie rozmawiaî z nikim dîuûej niû kwadrans. Jego rozmownoôê skoïczyîa sië w Cardiff.
Miesiâc zaledwie trwaî pobyt Ruth Norton w Bible Society. Ogîosiîa to przed odejôciem, pod koniec lekcji, dodajâc, ûe skierowano jâ do Birmingham. Poûegnaîa sië ze wszystkimi. Jego popchnëîa do kâta i na osobnoôci powiedziaîa krótko: "Nie nazywa sië pan William Moulding. Jest pan byîym katem Mulbery. Powiesiî pan mojâ siostrë Dorris. Chcë ûeby pan wiedziaî, ûe ja wiem. Reszta naleûy do pana sumienia. Kochaîam Dorris".
Nastëpnego dnia nie przyszedî do Bible Society. Ani nigdy wiëcej. Wspomnienie Ruth na nauczycielskim podium byîo dla niego unbearable, nie do zniesienia.
6. Druga rzecz, jakâ sobie nagle uprzytomniî, byîa jeszcze ciëûsza, przyprawiîa go o dîugi okres "rozpaczliwej konfuzji" (taki stan byî dla niego czymô zupeînie nowym, wywoîywaî w nim uczucie popîochu i czasem bicie serca tak gwaîtowne, ûe usiîowaî je opanowaê leûâc bez ruchu na îóûku i patrzâc w sufit). Dla mnie zupeînie nowym i zaskakujâcym byî zwrot a desperate confusion pod jego piórem.
Uprzytomniî sobie mianowicie, ûe z wyjâtkiem twarzy Dorris Norton nie pamiëtaî ani jednej twarzy czterystu piëêdziesiëciu osób, które wyprawiî na tamten ôwiat. Wszystkie zbiîy sië w czarnâ masë, w jakiô wielki czarny (koniecznie czarny) gîaz, przygniatajâcy go do ziemi, mimo iû rëkami staraî sië go odepchnâê lub przynajmniej powstrzymaê. Ten wysiîek wydawaî mu sië, moûe i sîusznie, przyczynâ jego sercowych sensacji.
Póî biedy w dzieï, kiedy mógî walczyê z tym uczuciem. Ale nocâ! Jego sen byî nocnâ zmorâ, a nightmare, to zdawaî sië dostrzegaê jakieô ludzkie rysy odciôniëte w czarnym gîazie, rysy, które nie poruszaîy ûadnej struny w jego pamiëci, byîy nieme, to znowu nic tylko czysta czerï, pîynna lecz leniwa jak strumieï mazi, podpîywajâca do ust, nosa, do oczu. Budziî sië wtedy z krzykiem, Bogu dziëkujâc, ûe zamieszkaî sam, ûe nikt jego krzyku nie sîyszaî.
Zapisaî w zeszycie drukowanymi literami: "Nie wytrzymam dîuûej tego piekîa". In extremis wpadî na pomysî, pozornie rozsâdny. Wystosowaî do znajomego urzëdnika Home Office list, w którym prosiî o udostëpnienie mu akt (wraz z fotografiami) osób powieszonych przez niego w dziesiëcioleciu 1946-1956, motywujâc swojâ proôbë zamiarem napisania pamiëtników dla zaokrâglenia skromnej emerytury; podsunâî mu jakoby ten pomysî zawodowy ghost-writer. Otrzymaî oschîâ, dwuzdaniowâ odpowiedú: w stosunku do pracowników z jego rejestrem sîuûby (podkreôlone) obowiâzuje zakaz ogîaszania pamiëtników (Special Activities Act, 1903). Ten zakaz nie obowiâzywaî naturalnie dziennikarzy, toteû niebawem (jak na czarodziejskie zamówienie) zobaczyî na Fulham caîâ wystawë ksiëgarni wyîoûonâ egzemplarzami The People Dick Mulbery hanged Johnsona i Muira. W ôrodku wystawy umieszczono egzemplarz otwarty na ilustracji, która przedstawiaîa szeôê wiëziennych fotografii osób, wymienionych z nazwiska i okreôlonych w podpisie u doîu jako a probably judiciary error. Jego fotografia z London Illustrated News towarzyszyîa stronie tytuîowej. Bîogosîawiî wówczas swojâ decyzjë wyniesienia sië z Willesden Green i jeszcze raz zabroniî siostrze podawania komukolwiek jego adresu na Putney. Jego domek na Putney, blisko cmentarza, byî na szczëôcie odosobniony i jakby nie dostrzegany.
Przeczytaî ksiâûkë Johnsona i Muira dwukrotnie, z niemaîym trudem, potykajâc sië po drodze o nieznane sobie wyrazy i terminy prawnicze. Z poczâtku odrzucaî gniewnie pojëcie judiciary error, pomyîka sâdowa, nawet z przymiotnikiem probable. Potem zwâtpiî w swojâ pewnoôê siebie, zwîaszcza wpatrujâc sië w fotografie powieszonych. Autorzy ksiâûki zdoîali zdobyê (jak, to ich zawodowa tajemnica) czterdzieôci osiem fotografii, osiem ilustrowanych stronic po szeôê zdjëê wiëziennych kaûda. W naszych czasach zdumiewaî (i budziî pewien szacunek) fakt, ûe zrezygnowali z wyîudzenia czy zakupienia fotografii rodzinnych skazaïców od ich ûyjâcych krewnych.
Te fotografie przykuwaîy jego uwagë z rosnâcâ siîâ. Tekst - relacje o zbrodniach ludzi przez niego powieszonych i o ich procesach - budziî w nim rosnâcâ obojëtnoôê. Wciâû powracaî do oômiu stronic wszytych do ksiâûki. Z czterdziestu oômiu twarzy - piëciu kobiecych - nie pamiëtaî ani jednej. Dziaîo sië w nim coô zagadkowego, czego nie umiaî pojâê i tym mniej wysîowiê. What happened to me, what is happening to me? Wielokrotnie pytanie wynurzaîo sië z zawiîego beîkotu tej partii zeszytu, z jakimô dramatycznym i bezradnym naciskiem. Dla odzyskania równowagi psychicznej instynktownie cofnâî sië do zasady "byli wszyscy winni", they were all guilty, all of them. Nie pomagaîo. Nawet ich bezsporna znowu (dla niego) wina pchaîa go do nich i równoczeônie wypychaîa ze ôwiata. Kiedyô wymazywaî ich z oblicza ziemi prostym without a hitch, teraz szedî za nimi krok po kroku, nie czujâc w sobie ûadnej winy, majâc czyste sumienie, cokolwiek to sîowo znaczyîo w ustach takich jak usta Ruth. Miîosierdzie? Uczestnik zebraï i lekcji w Bible Society nie rozumiaî tego pojëcia. Przez jego skoîowanâ gîowë przepîywaîy ciemne chmury.
Ale pod jednym wzglëdem ocalone od zapomnienia twarze przyniosîy mu niejakâ ulgë. Ôniî inaczej. Znikî czarny, ciëûki kamieï, ustaî potok czarnej mazi, ich miejsce zajëîy twarze z fotografii. Budziî sië teraz nie z krzykiem, lecz z kaszlem, który jemu - nienawykîemu do uronienia jednej bodaj îzy - zastëpowaî suchy szloch. Miejsce "rozpaczliwej konfuzji" zajëîa "wspólnota ludzkiego nieszczëôcia", a community of human disgrace. Dawaîa mu poczucie przelotnego spokoju. Niekiedy myôlaî krótko o odebraniu sobie ûycia, bardzo krótko, tyle co mgnienie oka - wychowano go w pogardzie dla samobójców. Ômierê mógî zadaê tylko Najwyûszy Sëdzia, albo sam, albo karzâcâ rëkâ innych. Stworzyî sobie za to namiastkë odejôcia: na Putney Cementery kupiî dziaîkë na grób, ogrodziî jâ niskim pîotem, przychodziî tam ilekroê pogoda pozwalaîa, "stojâc jakby nad wîasnymi zakopanymi zwîokami", przeûywaî chwile zadowolenia, jeôli nie szczëôcia. Ostatnio w poîowie lipca 1990, gdy wracaî z cmentarza do domu pustâ zazwyczaj ulicâ, towarzyszyîa mu po przeciwnej stronie na dystans grupka ôpiewajâcych i grajâcych na gitarach chîopców, rosîych, rozeômianych, pstrokato ubranych, z wygolonymi gîowami... I was almost happy, byîem prawie szczëôliwy, brzmiaîy ostatnie sîowa zeszytu.
7. Resztë trzeba zrekonstruowaê. Z grubsza wiedziaîem, co zaszîo nocâ 18 lipca 1990, ale bardzo z grubsza, w dekoracjach nader nieostrych, przesîanianych kîëbami mgîy. Mój londyïski znajomy, który kupiî dla mnie Zeszyt Williama Mouldinga i któremu po powrocie do Wîoch zrewanûowaîem sië îadnâ akwarelâ doôê znanego malarza neapolitaïskiego, mój znajomy wiëc wyraziî gotowoôê przygotowania i przysîania mi "wyczerpujâcej dokumentacji prasowej". Byîa ona istotnie wyczerpujâca, skîadaîa sië z blisko stu wycinków prasowych od 10 do 25 lipca, pokrywajâcych caîy okres zainteresowania publicznoôci tzw. "aferâ kata Mulbery".
Byîo niezmiernie trudno ustaliê dokîadnie przebieg wypadków, toteû dziennikarze nie odmawiali sobie îatania, materiâ domysîów i wyobraúni, zbyt duûych luk, które zdawaîy sië nie do odtworzenia.
Zaskoczeniem byîa prawdziwa toûsamoôê zamordowanego. Jego siostra, dowiedziawszy w jakim stanie znaleziono zwîoki, nie chciaîa daê sië zawieúê z Willesden Green na Putney w celach formalnej identyfikacji, tîumaczâc sië poôwiadczonâ przez lekarza chorobâ serca; potwierdziîa jednak podpisem na urzëdowym blankiecie, ûe od roku 1960 jej brat, Chief Hangman Mulbery, zamieszkaî na Putney pod przybranym nazwiskiem William Moulding; i ûe znaîa co prawda jego adres, lecz nie ujawniîa go nikomu na "kategoryczne i surowe ûyczenie zainteresowanego". Policja, acz niechëtnie, zadowoliîa sië identyfikacjâ na odlegîoôê.
We wszystkich artykuîach przyjmowano za pewnik, ûe od kilku dni (prawdopodobnie od 15 lipca) "grupa mîodych drapieûników" z Roehampton albo z Wimbledonu ôledziîa samotnego starca (85 lat!) na Putney, odprowadzajâc go od bramy cmentarza do furtki jego domu. Wszystko wskazywaîo na to, ûe wykorzystujâc jego pogodne w tych dniach (ôwiadectwo dozorcy cmentarnego) usposobienie i zapewne brak jakichkolwiek podejrzeï, wprosili sië do niego na drinka okoîo szóstej wieczorem 18 lipca. Lekarze przypuszczali, po sekcji zwîok, ûe tortury zaczëîy sië okoîo ósmej i trwaîy do póînocy, do jego ômierci. Jakie to byîy tortury (zakneblowano mu natychmiast usta) moûna tylko wnosiê z policyjnego zakazu ich opisywania w gazetach. Jeden z policjantów wykrztusiî, patrzâc z uporem w ziemië: absolutely indescribable. Na konferencji prasowej oficer ôledczy powiedziaî: "Jest nie do uwierzenia, ûe coô podobnego moûe byê przez ludzi wymyôlone". Napastnicy (których aresztowano w koïcu 4 grudnia 1990; gdyby nie zniesienie kary ômierci, caîa piâtka skoïczyîaby na szubienicy) nie tknëli domu na Putney, nie ukradli ani pieniëdzy (w szufladzie stoîu leûaîo trzysta funtów) ani cenniejszych przedmiotów, obsmarowali tylko biaîe ôciany napisami, posîugujâc sië krwiâ torturowanego. Takûe te napisy, z woli policji, nie przeniknëîy do gazet. Ich obscenicznoôê, poîâczona z bezinteresownâ, spazmatycznâ nienawiôciâ, byîa podobno czymô monstrualnym, w kaûdym razie nie nadajâcym sië do przytoczenia w prasie. Co najistotniejsze, ani jeden z napisów nie zawieraî aluzji do zawodu uprawianego dziesiëê lat przez zabitego, przed jego przejôciem na emeryturë. Oprawcy i mordercy w ogóle nie wiedzieli, ûe cztery godziny znëcali sië nad byîym katem. Ich wybór byî przypadkowy, równie dobrze mogli kogoô innego zamëczyê na ômierê dla zabawy, for fun, na sâsiedniej ulicy, albo w innej, odlegîej dzielnicy Londynu.
Wymagaîo sporego wysiîku i nerwowej wytrzymaîoôci zebranie do trumny resztek Dicka Mulbery - Williama Mouldinga. Na pogrzeb przyjechaîa jednak, za zgodâ lekarza, jego siostra. Strzëpy (bo takiego, niestety, trzeba uûyê okreôlenia) zmarîego spalono w cmentarnym krematorium. Prócz siostry urnë z popioîami poûegnali kaznodzieja metodystów, urzëdnik Home Office i oficer policji. W schowku Dicka Mulbery znaleziono testament: zapisaî wszystko siostrze, pod warunkiem ûe dom sprzeda po niskiej cenie oddziaîowi Bible Society naprzeciwko stacji metra East Putney.
POÛEGNANIE LONDYNU.
Mimo przywiâzania do L., dojrzewaîo we mnie ôlubowanie, ûe nigdy wiëcej nie pojadë do Londynu. Ubocznâ, choê waûnâ w tym ôlubowaniu rolë odegraî mój kardiolog, który odradzaî mi wszystkie dîuûsze podróûe. W tym wypadku "dîuûsze" znaczyîo zagraniczne, poza obrëb jego nadzoru.
Ale zdarzyîo mi sië - zwîaszcza po ukoïczeniu lektury Zeszytu Emeryta - w imaginacji îaziê godzinami po Londynie, miëdzy innymi z nadziejâ zrozumienia, skâd sië wziëîa moja "londyïska alergia". Z caîâ pewnoôciâ lwiâ jej czëôê stanowiîy moje osobiste doôwiadczenia w ciâgu piëciu powojennych lat nad Tamizâ. Truizmem jest twierdzenie, ûe kocha sië lub co najmniej lubi miejsca przeûyê pogodnych, a antypatiâ odpîaca sië miejscom przeûyê bolesnych. Lecz w moim przypadku i ta reguîa dziaîa tylko do pewnego stopnia, skoro pamiëtam, ûe Londyn odepchnâî mnie natychmiast po osiedleniu sië w nim, gdy byîem wolny od jakichkolwiek w nim doôwiadczeï, gdy moje londyïskie ûycie byîo jeszcze biaîâ, nie zapisanâ kartâ. A zatem? Gdybym zrozumiaî, dlaczego zeszyt Williama Mouldinga tak bardzo mojâ niechëê do Londynu pogîëbiî, dotarîbym moûe do "jâdra ciemnoôci". Ale nie rozumiaîem, ulegajâc jedynie od czasu do czasu potrzebie wîóczenia sië w myôlach po londyïskich ulicach. "To miasto pójdzie za mnâ", mówiî Kawafis o Aleksandrii. Coô podobnego mogîem powiedzieê o kilku w moim ûyciu miastach, duûych i maîych. Nie o Londynie. To miasto, ociëûaîe i chorobliwie rozroôniëte, nigdy nie pójdzie za mnâ. I moûe w tym tkwiîo "jâdro ciemnoôci", o którym wiedziaîem tylko tyle, ûe nie potrafië do niego w ûaden sposób dotrzeê.
Moje imaginacyjne wîóczëgi, co ciekawe, omijaîy miejsca znane mi dobrze z piëcioletniego pobytu po wojnie. Chciaîem uniknâê spojrzenia podyktowanego urazem. Moja trasa byîa "trasâ Mouldinga": wiëzienie Holloway, w którym wieszaî kobiety, dom na Willesden Green, w którym do czasu mieszkaî z siostrâ, dom w pobliûu cmentarza na Putney, w którym go torturowano i zamordowano. Doszîo do tego, ûe w wyobraúni zajrzaîem do mieszczâcego sië w nim teraz Towarzystwa Biblijnego. Jakaô starsza kobieta (kto wie, czy nie Ruth Norton, znowu przysîana do Londynu) czytaîa i komentowaîa Ksiëgë Eklezjasty. Z luboôciâ, dramatycznym gîosem, podkreôlaîa ciâgîy motyw Koheleta "marnoôê i pogoï za wiatrem". Dwukrotnie, ze îzami w oczach, przeczytaîa fragment:
Za szczëôliwszych uznaîem umarîych
którzy dawno juû zeszli
od ûyjâcych, których ûycie jeszcze trwa;
za szczëôliwszego zaô od jednych i drugich
uznaîem tego,
co jeszcze wcale nie istnieje,
ani nie widziaî spraw niegodziwych,
jakie dziejâ sië pod sîoïcem
Wychodzâc i kierujâc sië w stronë cmentarza, nie wiadomo dlaczego powtórzyîem na gîos w zmienionej postaci, okrzyk Melville'a
OH MULBERY
OH HUMANITY