Juû od kilku dni we wrocîawskich gazetach szeroko komentowano spodziewane otwarcie "pierwszej internetowej kawiarni we Wrocîawiu". Zupeînie przypadkowo braîem udziaî w tym doniosîym przedsiëwziëciu - dostaîem od znajomej zaproszenie na otwarcie tej kawiarenki :^)
Lokal znajduje sië przy ulicy Ofiar Oôwiëcimskich 17, w budynku firmy PrintyLand (do której zresztâ naleûy). Aby sië dostaê do ôrodka, trzeba przejôê przez ciemny korytarzyk, którym wychodzi sië na wewnëtrzne podwórko typu "studnia". Tam znajduje sië wejôcie do zaaranûowanego w pseudofuturystycznym stylu wnëtrza. W ôrodku sâ dwie pomalowane na niebiesko sale z mnóstwem rur i rurek na ôcianach, w jednej znajduje sië bar i kilka stolików, w drugiej stojâ cztery MacIntoshe. Nie uprzedzajmy jednak wydarzeï. Jest sobota, 27 kwietnia 1996 roku, kilka minut przed szóstâ...
Na podwórku przed wejôciem do kawiarni zebraîo sië kilkadziesiât (jak sâdzë) osób. Rozglâdnâîem sië trochë. Hmm... same obce twarze... Wstëp do ôrodka zagradzaîa konstrukcja z blaszanej rury uczepionej na koïcach do dwóch stelaûy z ksztaîtowników, co - jak sâdzë - miaîo robiê wraûenie "industrialnoôci". Widoczne byîy teû drzwi do WC; nabijane jakimiô nitami i ze znakiem radioaktywnego "wiatraczka" - to takûe miaîo chyba robiê atmosferë...
Byîo juû kilka minut po szóstej, gdy przed rurë (speîniajâcâ, jak sië póúniej okazaîo rolë wstëgi), wyszedî dobrze ubrany pan z cienko przyciëtymi wâsikami - jak sië okazaîo sam szef. Jednym gestem uciszyî muzykë (zapomniaîem dodaê, ûe w kâcie kuliî sië jeden taki z syntezatorem, zaô obok niego staî skrzypek; grali popowe aranûacje takich przebojów jak np. "An der schönen blauen Donau") i przeprosiî, ûe musimy jeszcze chwilë poczekaê. Tymczasem, jak powiedziaî, wita nas po staropolsku, chlebem i solâ. Soli nie byîo, jednakûe uczëstowano nas wielkim bochnem chleba. W koïcu nastâpiîa podniosîa chwila otwarcia...
Gospodarz powitaî przybyîych goôci, wôród których byli przedstawiciele wîadz miasta, prasy, róûnych uczelni i inne vipopodobne stworzenia. Byîo teû zapewne kilka osób takich ni przypiâî ni przyîataî, jak ja na przykîad. Weszliômy do ôrodka. Pomieszczenia sâ caîkiem przyjemne, przyciemnione, pomalowane ultramarynowâ farbâ i dyskretnie podôwietlone. Na ôcianach zwracajâ uwagë plakaty w stylu lat piëêdziesiâtych - z hasîami "Mîodzieûy - do Internetu!" i sympatycznymi portretami mîodych murarek i robotników. W pierwszym pomieszczeniu postawiono cztery Maki, na których monitorach jarzyîy sië Netscape'y. W kolejnym znajdowaî sië barek, i bardzo miîo zakomponowane stoliczki. Widaê byîo, ûe obsîudze baru brakuje jeszcze rutyny, jednak, jak wiadomo, wszystkie poczâtki sâ trudne.
Po zaopatrzeniu sië w piwo i kanapka z smalcem (smalec byî palce lizaê!) udaîem sië w kierunku najbliûszego terminala, aby zdaê sprawozdanie z tego, co sië wîaônie odbywa ("Jubal live from Internet Cafe ;>"). I tu nastâpiî pierwszy zgrzyt. Otóû próbujë ja znaleúê telneta, coby sië z moim serwerem poîâczyê. I nic. Wiëc pytam kogoô z obsîugi: "Przepraszam, czy tu jest tylko Netscape?", na co sîyszë odpowiedú: "Przecieû Netscape moûe wszystko!". No comments. Pytam sië wiëc konkretnie: "Jest tu gdzieô zainstalowany telnet?" Facet, patrzâc na mnie jak na raroga: "Nie" i - widzâc moje zdziwione spojrzenie - tîumaczy mi dalej: "Telnetem niewiele moûna zdziaîaê". Poddaîem sië. Skoro telnet mi niepotrzebny, myôlë, a Netscape moûe wszystko, wiëc ôciâgniemy sobie telneta Netscapem :). Ale nic z tego, poniewaû okazaîo sië, ûe kawiarenka wisi na dzierûawionym îâczu o przepustowoôci 28 kbps; efekt jest oczywisty - cztery Netszkapy duszâ to îâcze dokumentnie. Tak wiëc, skoro Netscape moûe wszystko, zabraîem sië do newsów, pamiëtaîem przecieû, ûe jej wersja 1.1N (przynajmniej na sunie) dawaîa sobie z tym znakomicie radë. Po dokonaniu niewielkich a koniecznych zmian w konfiguracji (np. zmiana serwera news z daalekiego news.nask.pl na bliûszy sun1000.pwr.wroc.pl) próbuje odczytaê pl.rec.hihot. Coô zaczyna dziaîaê, coô sië ôciâga (transfer rzëdu 200 cps - a to przecieû teû Wrocîaw)... Juû prawie wszystko... I nagle - bach, netszkapa znika, pojawia sië requester z wiele mówiâcâ informacjâ "Wystâpiî bîâd numer 3". A ponoê MacOS to przyjazny system... Poddajë sië. Poczty juû nie próbujë :). Dodatkowym utrudnieniem byîa powolna praca samych komputerów. Cóû, rozumiem, ûe to jest 256 kolorów w wysokiej rozdzielczoôci, ale tak powolne przerysowywanie ekranu jest _bardzo_ irytujâce. Niestety, daje sië takûe zauwaûyê, ûe multitasking maków jest niestety kooperatywny, bez wywîaszczania procesów.
W niewielkiej klitce obok moûna byîo pograê w doomopodobne przy pomocy kasku (taka quasi-wirtualna rzeczywistoôê). Efekt jest niezîy, zwîaszcza, gdy obserwuje sië ludzi grajâcych - krëci sië taki po pokoju (na tyle, na ile mu kabel pozwala), zwija sië, unosi gîowë w górë i w dóî, manipuluje niewielkim plastikowym pudeîeczkiem w dîoni - to przekrëca je w górë, to znowu w dóî. Próbowaîem graê przy pomocy czegoô takiego w "Hexena", z miernym dosyê efektem... Przyzwyczajony do tego, ûe nie muszë ruszaê gîowâ, aby sië obróciê, musiaîem od nowa uczyê sië normalnego poruszania ;^>
Po kilku godzinach atmosfera znacznie sië rozluúnia; jakaô pani przy komputerze obok rozgîoônie ômieje sië, obserwujâc powoli wyîaniajâcy sië obrazek Mleczki z archiwum na www.ict.pwr.wroc.pl, inni przeglâdajâ zdjëcia Cindy Crawford... I tak do koïca - z sali obok dobiegajâ mniej lub bardziej chóralne ôpiewy, komputery stojâ coraz bardziej opuszczone... Zbliûa sië godzina jedenasta wieczór, impreza sië koïczy...
Cóû, jeôli idzie o dostëpne usîugi internetowych, jestem w stanie zrozumieê pracowników IC "BAZA"; w koïcu na otwarciu kafejki nie musieli spodziewaê sië goôci z jakimiô dziwacznymi potrzebami (na co komu tekstowy telnet, 80x24 znaki, skoro moûna ôciâgaê kolorowe obrazki i zapychaê îâcza); komuô dla kogo Internet to "taki program w moim komputerze" moûe sië wydaê dziwne takie zamiîowanie do aplikacji tekstowych... A wydaje mi sië, ûe to, co byîo dostëpne, zostaîo obliczone raczej na wywarcie efektu na goôciach, którzy na codzieï dostëpu do Internetu nie majâ, ale "cuô" o nim czytali w gazetach codziennych... Nie mogë jednak pozbyê sië wraûenia, ûe obsîuga przypomina trochë system operacyjny Maka: jest szalenie miîa i sympatyczna, jednakûe nie pozwala uûytkownikowi na dokîadny wybór tego, co chce sië zrobiê...
A teraz ceny i sprzët: kawiarenka wyposaûona jest w cztery komputery Macintosha, nie pamietam dokîadnie, jakie; dosyê jednakowoû wolne, kaûdy wyposaûony w kolorowy monitor i typowâ jednoprzyciskowâ mysz. Na komputerach zainstalowane sâ Netscape'y, ma do tego dojôê jakieô IRC; mam nadziejë, ûe doinstalujâ teû w koïcu telnet. Godzina takiego sieciowania kosztuje 7 zî 50 gr - co - zwaûywszy na niskâ przepîywnoôê îâcza (28 kbps na cztery komputery), powolnoôê komputerów i paletë dostëpnych usîug, jest cenâ raczej wygórowanâ. Jednakûe - to tylko poczâtki, moûe póúniej bëdzie lepiej...
Wasz Wirtualny Reporter
baran@sun10.ci.pwr.wroc.pl
PS. Dowiedziaîem sië niedawno, ûe przestawiono sië na znacznie lepsze îâcze... Cóû - sprawdzimy, zobaczymy :)