"- Rodzaj ludzki zna... ach... jednâ zaledwie mm-m-m... sztukë
powiedziaî hrabia (...)
- I jakaû to sztuka? - zapytaî baron.
- To jest... um-m-m-ach-h... sztuka... ach-h-h... rozczarowania"
Frank Herbert, "Diuna"
Wszedîem do baru i poprosiîem o piwo. Haîas panujâcy w ôrodku uniemoûliwiaî skupienie myôli. I bardzo dobrze, pomyôlaîem, tym lepiej dla mnie... Na przeciwlegîej ôcianie wisiaîo zdjëcie Humphreya Bogarta, chyba z okresu "Sokoîa Maltaïskiego". Nie mówiîem o tym jeszcze, ale Bogart to mój ulubiony aktor. Usiadîem przy stoliku i zatopiîem sië w (jak zwykle) ponurych rozmyôlaniach. Wprawdzie nie mogîem skupiê sië na jednym temacie, gîoôna, na szczëôcie rockowa muzyka i tîum równie gîoôno bawiâcych sië ludzi skutecznie to uniemoûliwiaî, ale to dobrze... Nie ma to jak chwila myôlenia o niczym. Caîe to opowiadanko jest zresztâ o niczym. Byî sobie facet, wszedî do baru i zamówiî piwo. Usiadî. I co? Nic. Myôli zebraîy sië w brzëczâcy kîâb i odpîynëîy. Zaczâîem sië przyglâdaê innym goôciom. Na lewo ode mnie siedziaîo trzech solidnie pijanych facetów. Pewnie zaczëli parë godzin przede mnâ. Przed nimi staîo ze piëtnaôcie pustych butelek po piwie... Wszyscy ostatnio upijamy sië piwem. Chyba, ûe pijemy wódkë... Jeden z facetów zaczâî sië awanturowaê. Chyba rzuciîa go dziewczyna, bo wîaônie wyraûa poglâd, ûe panie sâ niedobre. Och, nie mówi tego w ten sposób, nie. Wszystkie kobiety to dziwki, mówi. Dlaczego ona mi to zrobiîa, pyta. Potem, trochë utemperowany przez swoich kumpli, zaczyna mówiê ciszej. Wyjmuje papierosy z kieszeni i rozglâda sië wokóî. Zapala jednego i czëstuje pozostaîych. Biorâ i zapalajâ.
Trzech facetów pîaci i wychodzi. Z lewej strony siedzi dziewczyna. Tej chyba teû niezbyt dobrze sië wiedzie... Zdarza sië... Ale za to tym tam, w kâcie, na pewno sië powodzi. Przynajmniej nie majâ kîopotów finansowych. Ona jest w eleganckiej, bardzo obcisîej sukience. Bardzo dîugiej, z okrâgîym koînierzykiem jak w chiïskich mundurkach. On wyglâda jak îachmaniarz. Ale to pozory, bo jego "îachmany" pochodzâ z jednego ze snobistycznych ôródmiejskich butików. Pijâ wódkë. Przynajmniej tak to wyglâda. Ona coô mówi, ômiesznie drgajâ jej policzki, ma takie zabawne doîki. Potem oboje sië ômiejâ. Dîugo i serdecznie. Zamawiam nastëpne piwo. Jak do tej pory akcja nie posunëîa sië ani na krok. Dîuûyzny. Caîkowity brak akcji. Facet siedzi i pije nastëpne piwo. Nawiasem mówiâc, ciekawe, co taka parka robi w takim lokalu, jak ten. To na pewno nie jest dobry lokal. A juû na pewno nie jest to jedno z drogich, pretensjonalnych i tandetnych miejsc dla nuworyszy... To nieîadne miejsce, gdzie zîa wentylacja i brak odpowiednich osób caîkowicie uniemoûliwia dobrâ zabawë. To takûe miejsce, gdzie przychodzâ samotni chîopcy, ûeby poznaê samotne dziewczëta "na jed-nâ noc". Samotni chîopcy pijâ duûo piwa, a potem klejâ sië do dowolnych dziewczât, majâc nadziejë, ûe trafiajâ akurat na të samotnâ. Jeôli sâ odpowiednio pijani, klejâ sië teû do kelnerek, które z obowiâzkowym uômiechem wywijajâ sië im z objëê. Samotne dziewczëta pijâ równieû wiele alkoholu, czy to pod postaciâ drinków, czy (póúniej) piwa. W poszukiwaniu samotnego chîopca samotne dziewczëta grajâ w bilard (pomocna dîoï mile widziana), idâ taïczyê, zaczynajâ powaûne rozmowy, narzekajâ na oczko, które puôciîo w ten sposób, ûe noga od uda aû do stopy wyglâda, jakby byîa znaczona kodem paskowym... W koïcu samotne dziewczëta, którym nie udaîo sië natrafiê na samotnego chîopca, upijajâ sië z ûalu i ledwo wracajâ do siebie...
Tym razem pijë piwo o wiele szybciej. W koïcu przyszedîem tu, ûeby sië upiê. Lubië obserwowaê ludzi. Tuû przy barze siedzi jeden goôê. Jest juû kompletnie pijany. Gdyby nie trzymaî sië baru, byîby juû pewnie na ziemi. To miîo z jego strony, ûe staê go na uchlewanie sië w barze... Wyglâda na staîego bywalca, nowego goôcia juû by wyrzucili. Facet przy barze nie jest jednak zupeînie pijany... siada prosto. Ale trzeúwy teû nie jest... Szekspir to ôwinia, mówi. Czytaîeô "Hamleta", pyta barmana, pewnie nie, ciâgnie dalej...
Ciekawe, ale to nie pomysî tego schlanego szekspirologa, gdzieô juû czytaîem coô podobnego, tylko gdzie? To zresztâ zupeînie niewaûne... A akcja naszego opowiadania nie posuwa sië naprzód. I nie o to tu chodzi, ûeby akcja biegîa do przodu. To opowiadanie o barze i kilku piwach.
A w sali, przy barze, dzieje sië wiele. Teraz wîaônie jakiô sympatyczny dûentelmen rozmasowuje swojej pani miësieï poôladkowy, który z jakichô powodów musiaî jâ bardzo boleê, bo masaû trwa dîugo... (na szczëôcie pani ta ma krótkâ minispódniczkë, co dûentelmenowi owemu pozwala na lepsze wyczucie konturów zmëczonego miëônia). Póúniej pani wraz z dûentelmenem odchodzâ na stronë, zapewne po to, by przekonaê sië o wynikach masaûu...
Byê moûe wcale nie chodzi o masaû, byê moûe chodzi o coô zupeînie innego... Czy to istotne? Czy to naprawdë ma jakieô znaczenie? W koïcu to tylko nic nie znaczâcy tekst o prawdziwych i zmyôlonych historiach z póúnej godziny... Przy okazji - ciekawe, czy îatwo jest odgadnâê, które zdarzyîy sië naprawdë... Cóû, teraz obraz sië zmienia... nastëpne piwo... zresztâ doôê juû... Wychodzë... Mijam nastëpny lokal... Haîas panujâcy w ôrodku uniemoûliwia skupienie myôli. I bardzo dobrze, myôlë, tym lepiej dla mnie... Na przeciwlegîej ôcianie wisi zdjëcie Humphreya Bogarta, chyba z okresu "Sokoîa Maltaïskiego". Nie mówiîem o tym jeszcze, ale Bogart to mój ulubiony aktor. Proszë o piwo. Siadam przy stoliku i zatapiam sië w (jak zwykle) ponurych rozmyôlaniach...

(baran@sun10.ci.pwr.wroc.pl)