Jedynie sîuszna gazeta dla Amigowców
Kupiîem ostatnio Magazyn Amiga 10/95 i po przeczytaniu stwierdziîem, ûe periodyk ten w swoim "laniu wody" zaczyna przewyûszaê wszystko co do tej pory czytywaîem. Czytaîem wszystkie numery tego magazynu jakie wyszîy do tej pory i zauwaûam, ûe w przeciâgu caîego tego czasu zmienia sië on coraz mniej, coraz wiëcej jest w nim artykuîów o niczym, a coraz mniej rzetelnej i ôcisîej wiedzy. Poczâtkowo, gdy czasopismo zawieraîo wiedzë ôcisîâ, czytaîo sië je z przyjemnoôciâ natomiast w tej chwili jest tylko kilka cykli i artykuîów, które podejmujâ jakieô ambitniejsze tematy. Po przeczytaniu jednak najnowszego numeru pisma nie mogë juû wytrzymaê, aby nie opisaê i nie skomentowaê tego, co ostatnio wytwarza szanowna redakcja. Postaram sië zrobiê to posîugujâc jako przykîadem tym wîaônie numerem magazynu.

Wyglâd pisma jest raczej rzeczâ, do której nie moûna sië przyczepiê. Przyzwoita okîadka na dobrej jakoôci papierze, wnëtrze gazety równieû kolorowe i przyciâgajâce oko. Nie jest to jednak rzecz, o której chciaîbym mówiê, pomimo tego iû jest to wysoce pozytywna cecha. Po dokîadniejszym przyjrzeniu sië wnëtrzu da sië zauwaûyê ciekawa prawidîowoôê. Kaûdy artykuî zajmuje dokîadnie wielokrotnoôê strony. Nie jest waûne jakie treôci zawiera. Owszem na wielu stronach artykuîy wspóîegzystujâ z reklamami, ale to wîaôciwie nic nie zmienia. Redaktor Naczelny tak strasznie narzeka na brak miejsca na artykuîy, ale jednoczeônie puszcza do druku teksty o nikîej zawartoôci treôci. Juû przechodzë do przykîadów.

Artykuî "Cham w Internecie" jest moim zdaniem caîkowitym w tym miejscu nieporozumieniem. Pomijam juû bîëdy formalne zawarte w tekôcie, ale uwaûam ûe zamiast drukowaê coô takiego moûna napisaê caîkiem zgrabny kurs poruszania sië w internecie o znacznie wiëkszym stëûeniu wiedzy na centymetr kwadratowy druku. Przecieû tak naprawdë chodzi chyba oto aby przekazaê wiedzë czytelnikom czyû nie? Temat Internetu jest mi szczególnie bliski i omówiîem ten artykuî w innym swoim tekôcie. Zainteresowani znajdâ moje namiary na koïcu czytanego wîaônie tekstu. Dodam jeszcze, ûe w pewnym miejscu autor artykuîu marudzi, jak to niewiele miejsca przyznaîa mu redakcja co nie przeszkadza mu rozwodziê sië o rzeczach maîo istotnych przez nastëpne póîtorej kolumny.

Teraz dobiorë sië do artykuîu Marka Pampucha "Aminet". W moim odczuciu tekst ten jest kompletnym nieporozumieniem i nie doôê, ûe nic nie wyjaônia to jeszcze zabiera miejsce w magazynie. Jedynâ rzeczâ sensownâ i wyjaônionâ (choê nie do koïca) jest omówienie jak zaprenumerowaê sobie plik RECENT z Aminetu. Poza tym nie ma nic godnego uwagi. Jak wyglâda plik readme to kaûdy moûe sobie ôciâgnâê i zobaczyê. Nie wiem po co opisywaê coô takiego. Równieû jak wyglâda raport pakowania teû chyba kaûdy wie lub jak ôciâgnie zauwaûy, ûe jest to raport pakowania a nie instrukcja obsîugi. Obrazki zamieszczone w tym tekôcie moûe i owszem sâ wizualnie ciekawe, ale nic nie wnoszâ. Treôê zawartâ tutaj moûna zawrzeê na powierzchni trzykrotnie mniejszej poôwiëcajâc zdobytâ powierzchnië na bardziej konkretnâ wiedzë. Na przykîad na kompletne, a nie po îebkach, omówienie organizacji Aminetu i sposobach poruszania sië po nim.

Nastëpny artykuî "Polacy nie gësi" równieû Marka Pampucha, jest juû kompletnym bezsensem i traceniem miejsca w magazynie. Kolejne wyliczanie nazw moduîów jest typowâ "produkcjâ" majâcâ na celu zwiëkszenie optycznie wielkoôci tekstu. Poza tym autor równieû nie znajâc realiów sieci posâdza naszâ rodzimâ scenë o brak jej produktów w sieci. Otóû "nie samym Aminetem Amigowiec ûyje"o. Istnieje poza nim ogromna iloôê archiwów w tym specjalnie dedykowane scenie i jej produktom. Dlatego teû uwaûam, ûe ten tekst w ogóle nie powinien znaleúê sië w tak podobno na znakomitym poziomie znajdujâcym sië magazynie. W ten sposób zyskujemy nastëpnâ stronë czasopisma, którâ moûna poôwiëciê na rzetelne wiadomoôci.

Kolejne dwa artykuîy Jarosîawa Horodeckiego sâ juû bardzo treôciwe i raczej trudno do czegokolwiek sië przyczepiê. Podobnie jest z tekstem Tadeusza Talara traktujâcy o ImageFX. Nie ma tu potwornego lania wody jak w poprzednich artykuîach, uzupeîniajâ je raczej sensownie dobrane ilustracje.

Teraz kolej na artykuî Pawîa Îuszcza "Amiga i 5,25''". Tutaj równieû autor wypowiada sië dosyê konkretnie, obraz caîoôci psuje zajmujâcy póî strony schemat, który najwyraúniej dlatego jest tak wielki aby nie byîo wiëcej miejsca na niej. Moûna jego wielkoôê zredukowaê o poîowë bez utraty jego czytelnoôci. (Tak, tak, chodzi o te druciki które îâczâ bezpoôrednio jedno zîâcze z drugim.) Nastëpna êwiartka strony z odzysku. Poza tym schemat ten przypomina mi jeden z widzianych przeze mnie na Aminecie. Jeôli tak jest to pomimo, ûe jest on Public Domain to przyzwoitoôê nakazuje podaê jego úródîo i autora. Nie bëdë w to wnikaî dalej.

Nastëpny artykuî przekracza jednak wszystkie normy. Jest to tekst autorstwa Stanisîawa Szczygîa. Nie chodzi mi tu o zawartoôê tekstu ale o zamieszczone w nim ilustracje. Nie wiem tego ale wydaje mi sië, ûe ktoô tu uwaûa czytelników za niedowidzâcych czy sobie z nich kpi, ale takie rysunki moûna umieôciê na powierzchni równej powierzchni jednego z nich. W tym momencie znowu zmarnowano powierzchnië - tym razem póî strony.

Kolejno nastëpuje opis magazynu dyskowego "Necronomicon". Wszystko jest w porzâdku oprócz zamieszczonej w nim jednej ilustracji. Co ma reprezentowaê sobâ ten rysunek miecza? Moim zdaniem jest to kolejna zapchajdziura.

Cykl prowadzony przez Williama Mobiusa uwaûam za konkretny. Ilustracje wydajâ sië byê potrzebne i zawieraê sporo wiadomoôci. Sam tekst równieû. Niestety nie jestem muzykiem, nie bëdë wiëc wypowiadaî sië na temat tych publikacji.

Nastëpne dwa artykuîy Stanisîawa Szczygîa "Sygnaîy na zîâczach Amigi" oraz "Dopalacz dla Amigi 500" sâ juû bardzo konkretne. Trudno cokolwiek zarzuciê stabelaryzowanemu opisowi zîâcz czy teû schematowi i jego omówieniu zawartym w drugim z wymienionych tekstów.

Cykl o ulepszaniu blatów jest niezîy, szczególnie dla tych, którzy przez wiëkszoôê czasu przebywania sam na sam z Amigâ przestawiajâ ikonki i konfigurujâ na milion sposobów Workbencha. Jest to ich zysk i tu sië nie czepiam. Za duûy jest tu moim zdaniem trochë screen-shot ale niech juû bëdzie.

Ojej.. zauwaûyîem wîaônie, ûe nie dobrnâîem nawet do poîowy magazynu i jak bëdë przysmucaî tak dalej to zajmie mi to tydzieï czasu i czytelnicy tej recenzji pozasypiajâ za chwilë. Wiëc moûe zacznë po prostu mówiê o tym co mi sië nie podoba, a nie rozwodziê nad kaûdym tekstem kolejno.

Kolejna zasadnicza rzecz, której nie mogë darowaê redaktorom i która jest moim zdaniem trochë nie na miejscu sâ recenzje CD-ROMów. Owszem moûna napisaê o nich i o ich zawartoôci ale bez przesady. Powinno to byê zrobione na zasadzie krótkiej notki a nie rozwodzenia sië tylko po to aby testem (co tu jest do testowania?) takiej pîytki zajâê caîâ stronë pisma. Zamiast traciê trzy strony na opis trzech dysków moûna to równie dobrze zrobiê na jednej i nic to nie zmieni w iloôci wiadomoôci zawartej w takim opisie. Równieû opisy i recenzje ksiâûek sâ obarczone tym samym. Zdjëcia okîadek zajmujâ mniej wiëcej trzeciâ czëôê kaûdej ze stron. Kaûda ksiâûka jest opisywana na osobnej stronie. Tu jest chyba coô nie tak? Tak samo jest niestety z testami oprogramowania. W numerze 10/95 mamy test programu "Prawo jazdy". Co tu opisywaê? Sam tytuî mówi prawie wszystko. Wystarczy parë zdaï na temat jakoôci programu, jego przydatnoôci ocena i tyle. Ale konsekwentnie redakcja umieszcza taki tekst na caîej stronie. Równieû umieszczony na sâsiedniej stronie test programu "Test na inteligencjë" jest takim samym wodolejstwem jak poprzedni artykuî.

Dobrze. Teraz kursy programowania. Tutaj trudno cokolwiek zarzuciê lecz wydaje mi sië, ûe zamieszczanie kobylastych listingów jest trochë nie na miejscu. Uwaûam, ûe znacznie bardziej dydaktycznym jest zamieszczanie algorytmów, tak, jak na przykîad w dziale magazynu ENTER w cyklu "Mikroprofesor". Przepisanie takiego listingu nie wnosi nic do rozwoju programisty natomiast podanie algorytmu i metod programowania w danym jëzyku pomaga przezwyciëûeniu lenistwa i rozwijanie sië twórcze uczâcego sië. Poza tym trudno przepisaê taki listing bezbîëdnie, tym bardziej jak sië go nie do koïca rozumie. Po wklepaniu iluô tam kilobajtów taki poczâtkujâcy tylko frustruje sië, ûe wprowadzony program nie dziaîa, a on nie potrafi tego poprawiê i znaleúê bîëdów jakie popeîniî przy przepisywaniu. Fakt, ûe czîowiek jak potrzebuje to wklepie, ale widzâc wielkoôê takiej úródîówki moûna zniechëciê sië caîkowicie. Jedyna bezbolesna w miarë metoda to jest zeskanowanie takiego czegoô i potraktowanie OCRem. Niestety rzadko kto ma skaner. To tyle o tym temacie.

Takûe opisy programików Public Domain oferowanych przez Magazyn Amiga sâ zwykîym zapeînianiem stron na siîë. Wystarczy kilka zdaï do czego dany program sîuûy tak jak jest to zrobione w opisie dysków Fisha.

Zapomniaîbym o jednej rzeczy. Jedyna rzecz jaka wedîug mnie powinna mieê przydzielone wiëcej miejsca to "Kuferek". Sâ to naprawdë w wiëkszoôci konkretne przykîady jak uporaê sië z konkretnymi problemami. Jest to bardzo wartoôciowa i treôciwa wiedza.

Teraz przyczepië sië co nieco do oprawy graficznej pisma. Otóû wszystko jest cacy i dobrze widoczne tylko, ûe nierzadko wielkoôci tytuîów artykuîów zajmujâ jedna czwartâ wielkoôci strony, a czasem wiëcej. Rzadko mniej. Na co to komu? Ile uûytecznej treôci moûna by umieôciê rezygnujâc z takich kobylastych tytuîów? Zauwaûyîem równieû, ûe im krótszy artykuî tym wiëcej miejsca na stronie zajmuje tytuî. Wniosek? Tytuî jest kolejnym zapychaczem miejsca na stronie.

Teraz jeszcze jedna rzecz - reklamy. Sâ potrzebne, wspierajâ finansowo magazyn. Ale sâ jednoczeônie takûe uûywane jako zapchajdziury do artykuîów. Moûna je zorganizowaê przeznaczajâc strony tylko na reklamy. Wtedy na pewno zyska sië sporo przestrzeni na dobre artykuîy.

Dobrze to juû prawie wszystko. Na koniec zostawiîem sobie rarytas - wstëpniaki. Wstëpniak równieû obowiâzkowo musi zajmowaê caîâ stronë pomimo, iû Redaktor Naczelny ma niewiele w nim do powiedzenia. Czasem wrëcz nic. Ale to dopiero poczâtek. Najgorsze moim zdaniem jest rozpisywanie sië Marka Pampucha we wstëpniakach na tematy polityczne i ocenianie na jego îamach stronnictw politycznych. Uwaûam, ûe czasopismo o orientacji wybitnie komputerowej nie moûe wrëcz sîuûyê celom wypowiadania sië kogokolwiek na temat z zupeînie innego koïca naszego ûycia. Jeôli juû pan Redaktor Naczelny tak bardzo chce o tym pisaê to niech pisze do Gazety Wyborczej albo Wprost, bo ja kupujâc magazyn komputerowy nie zamierzam czytaê o polityce tylko o komputerach. Pozwolicie, ûe zacytujë jeden fragment wstëpniaka:

"Wydawaîo mi sië, ûe bëdziecie rozwijaê sië razem z nami i powoli zaczniemy razem wychodziê z zaklëtegu krëgu gier. Okazuje sië, ûe sië myliîem. Widocznie w kraju, gdzie wiëkszoôê gîosuje za powrotem starych, dobrych czasów (Stalin rulez! Wasze szczëôcie, ûe nie ûyliôcie w tym okresie) - tworzenie pisma komputerowego z jakimiô ambicjami mija sië z celem. Vox populi ûâda bowiem gierców i dokîadnych instrukcji do kupionych na gieîdzie pirackich programów."

Mnie po przeczytaniu tego fragmentu wîos zjeûyî sië na gîowie. Ten fragment sugeruje najwyraúniej, ûe wiëkszoôê czytelników Magazynu Amiga jest komunistami... Moûe jest to niezamierzone, ale wâtpië, by w przeddzieï wyborów prezydenckich tym chwytem pan Marek Pampuch nie chciaî wpîynâê na poglâdy mîodych przecieû i w wiëkszoôci nie posiadajâcych jeszcze praw wyborczych czytelników straszâc ich Stalinem. Dowodzi to albo rozmyôlnego dziaîania albo caîkowitej nieznajomoôci sceny politycznej w naszym kraju o czym zresztâ nie bëdë sië dîuûej rozwodziî, bo to nie jest miejsce na to. Ja w kaûdym razie odebraîem takie stwierdzenie jako osobistâ zniewagë. Moûe jestem przypadkiem szczególnym, ale okreôlenie czîowieka, który uûywa komputera do gier jako caîkowicie nieambitnego jest co najmniej nie na miejscu. Ludzie czasem kupujâ Amigi wîaônie po to aby po caîym dniu pracy usiâôê sobie wieczorkiem i zagraê partyjkë czegokolwiek z komputerem. Czy tacy ludzie teû sâ pozbawieni ambicji? Nie kaûdy posiadajâcy komputer musi sië interesowaê nim w wiëkszy sposób. Moûe wykazywaê swoje ambicje na innym polu. To samo odnosi sië do przewaûajâcej rzeszy czytelników MA. Sâ to w wiëkszoôci mîodzi ludzie, którzy, powiedzmy szczerze, nie za bardzo chcâ babraê sië we wnikanie w komputer. Majâ czasem zupeînie inne zainteresowania, a komputer traktujâ jako zabawkë. I to jest naturalne.

Minëîy juû te czasy, ûe posiadanie komputera obligowaîo do poznawania go. Moûe to i úle ale jest to naturalna kolej rzeczy. I ci wîaônie ludzie poszukujâ w czasopiômie poôwiëconym modelowi komputera który posiadajâ oczekujâ wîaônie opisów gier. Wiëcej nie potrzebujâ i nie ma co ich za to winiê. A dodatkowo zniewaûaê? Takie zagrania sâ poniûej wszelkiej krytyki. Inwektywami mogâ obrzucaê sië dzieci w piaskownicy, ale Redaktor Naczelny szanowanego skâdinâd magazynu nie powinien zachowywaê sië w ten sposób. Poza tym z zaîoûenia (moûe sië mylë) pismo to jest poôwiëcone komputerowi Amiga, a nie jest trybunâ, z której wypowiada swe polityczne poglâdy Redaktor Naczelny. Jak juû musi, to niech wygîasza swoje przekonania w Hyde Parku ale nie krytykuje innych za poglâdy odmienne na îamach technicznego czasopisma.

W dalszej czëôci tego samego wstëpniaka jego autor znów w bardzo brzydki sposób wyraûa sië o swoich czytelnikach. Zacytujë fragment:

"...wówczas dostaniecie të swojâ "Amigë na gorâco", czyli pisemko o poziomie brukowym, co zapewne Was zadowoli. Nie wiem tylko, czy bëdzie mi sië chciaîo coô takiego firmowaê wîasnym nazwiskiem, ale przecieû bëdziecie mieli w rëkach coô "na odpowiednim poziomie", a w takim wypadku nazwisko naczelnego jest bez znaczenia."

Jak moûe Redaktor Naczelny obraûaê swoich czytelników? Mówiâc szczerze za taki numer, bëdâc wydawcâ takiego naczelnego, który miast zdobywaê czytelników podwaûa ich inteligencjë zwolniîbym natychmiast. Pomimo, ûe wczeôniej pan Pampuch napisaî "Czytelnik jest naszym panem, i w gîos ludu naleûy wsîuchiwaê sië uwaûnie, chyba ûe jest sië samobójcâ" jakoô nie bierze tego za bardzo do siebie. Osobiôcie odbieram to tak, ûe szanowny pan redaktor uwaûa sië za alfëi omegë, nie tylko zresztâ w polityce, ale i wydaje mu sië takûe ûe moûe oceniaê ludzi i jest w tym nieomylny. Ma siebie za elitë intelektualnâ, a czytelników uwaûa za motîoch. Ja przepraszam, ale sobie nie ûyczë aby ktokolwiek tak sië zachowywaî wobec mnie i wobec innych czytelników. Chciaîbym tylko poczytaê dobry magazyn dotyczâcy Amigi a nie wtrëty czîowieka, który widocznie ma tak maîo do powiedzenia na temat komputerów, ûe produkuje swoje nieudolne wstawki polityczne w piômie technicznym. Lepiej zaczâîby pisanie czegoô naprawdë na temat, bo z tego co zauwaûyîem to jego artykuîy w ostatnich numerach MA istniejâ tylko po to aby autor mógî wziâê sobie pieniâûki za wierszówkë.

Niestety jestem brutalny ale taka jest prawda i takie sâ realia. A podobno "Czytelnik jest naszym panem". Jeôli tak jest to trzeba daê temu czytelnikowi prawdziwâ dawkë tego czego on oczekuje, a nie jakâô mëtnâ papkë i teksty mówiâce niczym... Dobrze, juû chyba wystarczy. Zwracam tylko uwagë, ûe w wiëkszoôci treôci tego tekstu omawiaîem tylko jeden numer tego pisma. I tylko fragment wstëpniaka. A takie kwiatki siedzâ w kaûdym numerze pisma.


Adres do korespondencji:

smash@atomix.imio.pw.edu.pl
lub teû
wwolynia@neutron.elka.pw.edu.pl

Z powaûaniem
Wojtek Woîyniak
Smash/GDC