Kaûdy uûytkownik komputera (nie tylko Amigi, fanatycy) z pewnoôciâ zetknâî sië z faktem piractwa, bezpoôrednio lub poôrednio. Kontakt poôredni to posiadanie nielegalnej kopii zdobytej z nielegalnego úródîa (komu z nas sië to nie zdarzyîo?) Fakt ten jest raczej dla nas nieôwiadomy - nie zdajemy sobie sprawy skâd pochodzi kupowany przez nas towar (w wypadku gieîdy daje to jednak 99% pewnoôci co do 'legalnoôci' úródîa). Kontakt bezpoôredni wtedy gdy sami jesteômy 'piratami' lub posiadamy skîonnoôci hackerskie.
Jaka jest geneza tego zjawiska? Gieîdy komputerowe wrosîy w polski krajobraz tak samo jak 'maluchy', ômieci na ulicach czy teû strajki. Nikt nie zastanawia sië kiedy powstaîy (najwyûej kiedy sië to skoïczy). W przypadku braku jakiegoô programu idziemy po prostu na gieîdë i za pewnâ sumë kupujemy to co jest nam potrzebne/niepotrzebne (zbëdne skreôliê).
Dlaczego tak jest? Mam na to parë swoich teoryjek ale poniewaû sâ to teorie z obu stron barykady przedstawiam to jako polemikë dwóch stron (moûecie to nazwaê walkâ Dobra ze Zîem). Postanowiîem zebraê wszystkie najczëôciej przedstawiane argumenty w jednâ, w miarë spójnâ caîoôê. To Czytelnik (TY!) powinien sam wysnuê odpowiedni wniosek.
Zaczynamy! Argumenty zwolenników piractwa:
Juû sîyszë te jëki prawdziwych komputerowców. Czy naprawdë dyski Fisha nie przedstawiaj dla was wiëkszej wartoôci niû spis poletek ze szczawiem? A Aminet? Kilka gigabajtów oprogramowania dla kaûdego?
Nie kaûdy co prawda ma bezpoôredni dostëp do Internetu, lub CD-ROM'ów z owym oprogramowaniem, lecz jak grzyby po deszczu powstajâ 'Studia Komputerowe' za parë groszy oferujâce wszystkim chëtnym tysiâce dysków shareware'owych. A jeûeli juû kogoô tak tragicznie nie staê na zakup kilku dysków proponuje uciuîaê pewnâ sumkë i nabyê takâ kolekcjë w postaci archiwum VBS'ów, równe powszechnie dostëpnych.
Co waûniejsze, kilka z wychodzâcych magazynów komputerowych prowadzi swoje 'Poletka shareware'owe' oferujâc swoim czytelnikom za kilka groszy programy z tej serii.
Nie kaûdy z nas musi posiadaê talenty do rysowania, pisania tekstów, kodowania i komponowania muzyki jednoczeônie. Czësto wystarczy sprëûyê sië na jeden program przeznaczony do konkretnych zadaï (np. legalnie zakupiony edytor tekstu dla osób które z racji wykonywanego zawodu sâ zmuszone do wprowadzania bâdú redagowania duûych iloôci tekstów). Resztë programów moûna skompletowaê z dostëpnych starszych juû wersji (dosîownie za parë groszy).
Przykîadem niech bëdzie tu np. program "Music-X w wersji 1.0" dostarczany za parë groszy przy zakupieniu amigowskiego magazynu. Ostatnio, w takiej postaci pojawiî sië takûe znany wszystkim amigowcom znakomity Real w wersji 1.4.
Nikt ze znanych mi amatorów nie kupuje karty Video Toastera i LightWave'a na dodatek, tylko po to aby mamusi z okazji urodzin wyrenderowaê laurkë. Zestaw ten przewidziany jest do odrobinë powaûniejszych zastosowaï, przez co nie jest (i nie powinien byê) dostëpny dla kaûdego. Jego twórcy nie po to wîoûyli weï sporo ciëûkiej roboty aby teraz sîuûyî on do robienia czoîówek na kasety video w domowym archiwum.
Myôlë, iû moûna to porównaê do wbijania gwoúdzia za pomocâ drogiego Rollexa - swoisty przerost formy nad treôciâ.
Rozumiem, jeûeli póîprofesjonalna telewizja zakupi sobie ten zestaw do
tworzenia hmm... póîprofesjonalnych animacji i czoîówek do swojego
programu - w tym przypadku liczy sië jakoôê i szybkoôê wykonania.
Natomiast nikt o zdrowych zmysîach nie zakupi do tego celu zestawu na
którym praca bëdzie utrudniona bâdú teû niemoûliwa (Amiga 500, 1 stacja
dysków i telewizor Junost).
Co do shareware'u myôlë iû przekopywanie sië przez dyski Fisha lub
katalogi Aminetu (wcale nie tak îatwo dostëpne dla tîumów) traci sens
jeûeli widzë jak ktoô posiada spiracony program robiâcy dokîadnie to co
sobie wymarzyîem. Dlaczego mam niepotrzebnie traciê czas? Czy îatwiej
bëdzie zaîatwiê sobie to cudo, czy teû przekopywaê sië przez gigabajty
softu shareware'owego? Nie mogë zaprzeczyê jakoôci niektórych programów
z tej grupy ale to sâ (chlubne) wyjâtki! W wiëkszoôci przypadków
program taki jest nie warty wiëcej niû te parë kilo które
zajmuje.
Jeûeli zaô nie wierzymy fachowcom moûemy sprawdziê to sami. Czësto producenci wypuszczajâ wersje demonstracyjne nowych programów aby zapoznaê z nim uûytkowników. Sâ to prawie kompletne programy komercjalne róûniâce sië paroma drobiazgami np. niemoûliwoôciâ zapisu swojej twórczoôci na dysk lub brakiem kilku waûnych opcji uniemoûliwiajâcych powaûnâ pracë. W wypadku gier owo zabezpieczenie ogranicza sië do umieszczenia w wersji demo jedynie kilku wybranych leveli, lub brakiem zapisu stanu gry (co skutecznie uniemoûliwia jej ukoïczenie). Przygotowanie takiej wersji jest sprawâ prostâ (dokonanie kilku kosmetycznych poprawek nie wykoïczyîo jeszcze finansowo ûadnej firmy).
Innym przypadkiem jest posiadanie starszej wersji programu, przez co z grubsza orientujemy sië w moûliwoôciach oraz brakach nastëpcy posiadanego programu. Jest to jednak ocena co najmniej mylâca, gdyû jak wiemy nowsze wersje mogâ sië róûniê w sposób znaczâcy (np. kolejne wersje Protrackera) i nie zawsze wersja nowsza jest wersjâ lepszâ.
W przypadku gier zakupywanych w placówkach do tego przeznaczonych moûemy zawsze przetestowaê np. 5 gier z cyklu wyôcigi i wybraê sobie z nich najlepszâ. Sprzedawcâ takûe zobowiâzany jest do doradzenia nam w danej kwestii technicznej (np. czy gra ta bëdzie chodziîa na 2 MB pamiëci). Poza tym kupujâc u powaûnego sprzedawcy zawsze moûemy liczyê na zwrot kosztów, lub wymianë gry na nowâ kopië w wypadku stwierdzenia nieprawidîowoôci.
Czëstym natomiast zwyczajem gieîdowym byîo nagrywanie np. na 4
(nieistniejâcym) dysku ômieci i wmawianie zielonemu klientowi iû jest
on niezbëdny. W przypadku PC-ciarzy czëstâ praktykâ byîo wpychanie na
dysk jak najmniej, co pozwalaîo na rozparcelowanie programu na 5
dyskach zamiast na przykîadowych 3.
Ponadto, zakîadajâc iû jakimô cudem test zostanie przeprowadzony przez sensownego czîowieka dla którego 'szmal' nie jest waûniejszy od wyrobionej opinii, zawsze istnieje ryzyko niezgodnoôci gustów. Co z tego iû program wg. profesjonalnej opinii jest doskonaîy, posiada wszystkie moûliwe opcje niedostëpne w innych programach a np. nie podoba mi sië jego wyglâd lub uîoûenie narzëdzi na belce? Niestety, wymyôlono juû dawno iû ' De gustibus non disputandum est'.
Nic mnie bowiem tak nie draûni jak np. zupeînie nowy i genialny wyglâd programu, gwarantujâcy mi dîugie godziny spëdzone nad dokumentacjâ w celu znalezienia gadgetu 'Quit'. A dodajmy do tego jeszcze 'genialne' nowe 'requestery', oczywiôcie niesystemowe (lub co rzadziej, opcjonalne), których uûywanie grozi zîamaniem ogona myszce.
Wersje demonstracyjne zaô majâ to do siebie iû rzadko demonstrujâ coô podobnego do produktu który majâ promowaê. Sâ opracowywane w sposób tak odmienny od wersji prawdziwych, ûe nie wiadomo co je îâczy z oryginaîem poza zbieûnoôciâ nazw. Sprawa ich przygotowania nie jest wcale tak maîo pracochîonna aby stawiaê jâ w równej pozycji z zaparzeniem kawy gdyû za to takûe trzeba pîaciê. A jak wiemy firmy prywatne pîaciê nie lubiâ.
Na dobrâ sprawë po skorzystaniu z wymienionych tu sposobów sprawdzania nowego oprogramowania dalej nie wiemy czy program ten bëdzie dla nas przydatny. A moûe za dwa dni okaûe sië iû jedna z opcji programu dziaîa w sposób odmienny od zaîoûonego przez nas (a w sposób zaîoûony przez twórców programu?).
Doskonaîym przykîadem jest tu pecetowy Corel Draw 4.0 skîadajâcy sië z niedoróbek i niedociâgniëê program który jak odkryliômy dokonuje konwersji z rysunku wektorowego na bitmapowy tiff w sposób co najmniej niecodzienny.
Oczywiôcie odkryliômy to na dzieï przed zîoûeniem publikacji do druku, gdyû drukarnia zaûyczyîa sobie bitmap. Nie mam ochoty powtarzaê wszystkich epitetów jakimi obdarzyliômy twórców programu (jako ûe posiadamy licencjonowanâ wersjë dostaliômy upgrade, w terminie przekraczajâcym dîugoôê ciâûy pewnego pospolitego ssaka). Powiem tylko jedno: 'NO COMMENTS!!! '.
Co do sieci firmowych sklepów z grami, oraz fachowoôci sprzedawców w nim obsîugujâcych moûna napisaê drugiego 'Pana Tadeusza', zwîaszcza iû ze ôwiecâ trzeba ich szukaê. Wyobraúcie sobie bowiem iû sklep sprzedaje gry dla PC, Amigi, Maca, Nintendo, i jeszcze kilku systemów. Ile trzeba mieê stanowisk demonstracyjnych, aby jednemu tylko klientowi pokazaê dobry program? Kto bëdzie miaî czas i cierpliwoôê aby takiemu wgrywaê 5 gierek i w kaûda daê zagraê? Juû widzë te tîumy maîolatów z przejëciem kîamiâcych, iû chcâ kupiê sobie gierkë, tylko nie wiedzâ jakâ.
A do tego takiemu tîukowi przecieû trzeba wytîumaczyê iû za cholerë nie wepchnie CD-ROM'u do swojej stacji dyskietek, 'bo jemu sië jednak ta gra podoba... '. Trzeba teû tîumaczyê klientowi iû wersja z PC nie pójdzie jednak na Amidze (' A dlaczego? Przecieû ja zapîaciî...... ').
Swojego czasu na gieîdzie byîem ôwiadkiem jak klient wróciwszy po
póîgodzinie do handlarza u którego kupiî kilka programów, skarûyî sië
iû przed chwilâ zakupiony Magic Workbench 2.0 sië nie odpala po
wîoûeniu dyskietki. Po wyjaônieniu, iû na dyskietce znajduje sië wersja
zarchiwizowana, ów bystrzak zaczâî sië zastanawiaê jak to rozpakowaê.
Na podstëpne pytanie zaô, czy posiada twardy dysk po prostu
wytrzeszczyî gaîy.
Jak jednak wiemy od dawna za dobre sîowo nie moûna nic kupiê dlatego nawet najgenialniejszy programista musi z czegoô ûyê. Aby firma miaîa z niego najmniejszâ nawet korzyôê, musi on byê opîacany (oczywiôcie godziwie). Pytanie: skâd wziâê na to pieniâdze skoro firma ta sprzedaîa 2-3 oryginalne egzemplarze?
Oczywiôcie nie trzeba dodawaê iû gra na gieîdzie sprzedaje sië znakomicie gdyû programiôci odwalili kawaî dobrej roboty. Co wiëc robi taka firma? Albo z powodów oczywistych wykîada sië konkurencji, lub teû zaczyna zabezpieczaê swoje produkty co wpîywa zarówno na cenë jak i na jakoôê programu (nie kaûdy lubi odbywaê dîugie testy podczas uruchamiania programu). Z tego teû powodu nie kupië sobie licencjonowanej wersji AmiTekstuPro, jeûeli bëdzie posiadaîa bardzo denerwujâcy nawyk pytania o kody przed uruchomieniem.
Jest to doskonaîy przykîad na odwzorowanie polskich warunków. Wie o tym kaûdy kto próbowaî legalnie sprzedaê swoje produkcje. W dwa dni po rozpoczëciu dystrybucji taki frajer miaî doôê ûycia, a ûycia z komputerem w szczególnoôci. (vide sytuacja MACIASA/Lunatic Asylum, autora doskonaîego edytora tekstów (ExIT), który ukazywaê sië juû nie bëdzie ze wzglëdu na maîe zainteresowanie legalnâ jego dystrybucjâ).
Bardzo mnie ta sprawa boli, gdyû uwaûaîem ExIT-a za program bardzo udany, lecz z racji posiadanego sprzëtu (~Amiga) nie mogîem cieszyê sië jego uûytkowaniem. Znam teû szczególne przypadki gdy osoba oszukana w taki sposób zaczyna sobie odbijaê poprzez sprzedaû programów napisanych przez innych.
Drugâ sprawâ jest to iû w obecnej chwili kupiê wiëkszoôê programów w firmie komputerowej zajmujâcej sië dystrybucjâ oryginaîów, co uwalnia nas od argumentów o niemoûnoôci dokonania legalnej transakcji. Nie sâdzë aby nagle jednego dnia do placówki zajmujâcej sië takâ dziaîalnoôciâ miaîa przyjôê taka liczba osób która uniemoûliwiîaby transakcjë (np. poprzez wykupienie wszystkich kopii). Nie sâdzë takûe aby firma nie miaîa moûliwoôci sprowadzenia ûâdanego programu na zamówienie (co prawda to trochë kosztuje ale kto zamawia LightWave'a do uûytku domowego?)
Jak opisaîoby to nawet piëcioletnie dziecko sposób postëpowania gieîdziarzy jest ewidentnym îamaniem prawa, co poprzez prawo powinno byê regulowane. Nie liczë tutaj osób, które sprowadzajâ sobie programy dla siebie lub dla maîego grona osób wtajemniczonych (elita), gdyû jest to mniejszoôê. Nie liczë takûe osób zajmujâcych sië piractwem dla zdobycia sîawy, gdyû kaûdy zdobywa jâ w ten sposób na jakim mu najbardziej zaleûy i w sposób jaki umie. Jest to wyraûenie swoich ukrytych umiejëtnoôci. Jeûeli jest to jedyna czynnoôê jakâ opanowaî do perfekcji to pozostaje mi dla niego jedynie wspóîczucie. Skoïczâ sië dostawy, skoïczy sië sîawa, czas wróciê do szaroôci.
Mam tu na myôli ogromne stada handlarzy gieîdowych których inteligencja koïczy sië na wyborze opcji w 'X-Copy'. Ci ludzie sâ dla mnie prawdziwâ plagâ, której naleûaîoby sië pozbyê w pierwszej kolejnoôci. Osoba taka w 100% nastawiona na zdobycie zysku w ûaden sposób nie mieôci sië w moich planach rehabilitacji. Ich eliminacja to pierwszy etap do uporzâdkowania sytuacji
Nie chciaîbym tu omawiaê bieûâcej sytuacji politycznej w kraju lecz wyglâda na to iû z pomocâ pomyôlnych wiatrów sprawa uregulowania odpowiednich praw autorskich (przez kompetentnych ludzi, nie zaô entomologów i ginekologów) zostanie rozwiâzana dopiero ok. 2100 roku.
Dla osób, które nie miaîy kontaktu z 'Civilization' Sida Meyera
podpowiadam: 'Game Over' panowie. Jak do tej pory jedynâ korzyôciâ z
nalotów policji na siedzibë gieîd komputerowych jest wzrost ceny
kopiowania dysków o ok 150 - 200 %. Czy jest to efekt poûâdany to juû
oceïcie sami.
Sposób traktowania uûytkowników przez róûnego rodzaju firmy jest doôê daleki od ideaîu. Nie zapominajmy, ûe celem dziaîania kaûdej z nich jest zdobycie dodatniego salda na swoim koncie. Nie ma wiëc co oczekiwaê iû program wyceniony wg. specjalistów zostanie sprzedawany za tâ samâ cenë. Koszty te sâ podraûane przez reklamë (50 % i wiëcej), kolejnych dystrybutorów, co prowadzi do sytuacji groteskowych. I nie pomogâ tu nawet ceny preferencyjne dla krajów naszego regionu (hmm..... Europy Wschodniej), gdyû dîugo jeszcze nie pozostanâ one adekwatne do zarobków.
Trudno jednak oczekiwaê iû przeciëtny uûytkownik bëdzie miaî moûliwoôê zakupu choêby jednej gry miesiëcznie (a sprawa zmienia sië logarytmicznie w przypadku uwzglëdnienia cen programów wydanych na pîytach kompaktowych). Cena gry 'Raise of the Robots' pod koniec grudnia (artykuî pisany byî w grudniu 1994 roku) wynosi dokîadnie 1.660 tys. zîotych. Nie sâdzë jednak aby wiele osób znalazîo jâ pod choinkâ.
Wracajâc do sedna sprawy koszty jakie ponosi klient nie sâ adekwatne do strat jakie przynosi fakt kopiowania przez niego produktów firm software'owych. Czëôê firm jednak zauwaûa ten fakt i proponuje nam takie warunki jakie odpowiadajâ zarówno klientom jak i sobie. Czas jednak pokaûe czy jest to postëpowanie sîuszne (zarówno pod wzglëdem marketingowym jak i prestiûowym). Wszystkim specjalistom od marketingu chciaîbym przypomnieê jedno z podstawowych praw rynku:' Lepiej jest sprzedaê 100 komputerów po 10$ niû 1 komputer po 1000 $'.
Zgadzam sië, ûe handlarze gieîdowi sâ plagâ naszych polskich okolic. Jednakûe tylko czëôê z nich moûna nazwaê piratami (w lepszym tego sîowa znaczeniu), resztë zaô okreôliîbym jako 'galerników' przywiâzanych do tradycji 'komu ukraôê i za ile to sprzedaê'.
Nie chcë uogólniaê ale wydaje mi sië, ûe stanowiâ oni ponad 90% ogóîu gieîdy (programowej). Pozostaîe 10% to elita elit, jednostki z szerokimi kontaktami (stanowiâcymi úródîo zaopatrzenie dla pospolitych 'muggerów'), którzy pieniâdze zarobione w ten sposób przeznaczajâ na zakup nowszego sprzëtu, literatury, po to aby powiëkszaê swoje znajomoôci. W koïcu i tak wylâdujâ na dobrej posadzie (z takimi umiejëtnoôciami biê sië moûe o nich kaûda firma), wiëc traktujâ handel jako niezîy etap przejôciowy przed wejôciem do 'lepszego ôwiata'.
A to juû koniec........ Artykuî ten powstawaî przez prawie rok. Przeznaczony byî do innego magazynu, w koïcu jednak wylâdowaî w FA. Pozwoliîem go sobie jedynie uaktualniê nie zmieniajâc ûadnych z przedstawionych tu argumentów. Ciekaw jestem czy wytrzymajâ one ponad rocznâ próbë czasowâ.
Ze wzglëdu na Czytelnika pozwolë sobie nie komentowaê argumentów swoistej dyskusji. Chciaîbym aby kaûdy z was sam mógî oceniê czy podane argumenty sâ sîuszne. Z góry dziëkujë za powaûne potraktowanie (powaûnego przecieû tematu), obiecujâc (jeûeli bëdzie odzew) dalszâ polemikë na interesujâce Was tematy. Do nastëpnego numeru:)
Quetzalcoatl
E-mail: Docent@pluton.pol.lublin.pl
Docent@pentak.pol.lublin.pl