Jak wszyscy wiemy asystowanie polega na umiejėtnym paīėtaniu siė z miejsca na miejsce, sprawianiu wraūenia pochīoniėtego robotā sumiennego studenta:). Nie zawsze to wychodzi na dobre. Czasami nasz 'GURU' (czyli osoba pod której fachowā opiekė nas przydzielono) ma inne zajėcia (czytaj fuchy) a my jej w tym wybitnie przeszkadzamy.
Czasami mamy dostėp do rzeczy do których absolutnie nikt o zdrowych zmysīach nie powinien nas wpuszczaź (wyobraūacie sobie wyīāczenie prādu w caīej dzielnicy przez wciōniėcie jednego guzika?).
Czasami teū nie majā co z nami zrobiź i paīėtamy siė jak te sierotki (w celach przeōmiewczych pilnie i skrzėtnie notujāc wszystko). A jest tego niemaīo. Ludzie jak ludzie, na komputerach siė znajā sīabiej lub gorzej (przewaūnie sīabiej), siejā wiėc panikė i zamieszanie tam gdzie mogā. Wychodzā z tego przeōmieszne sytuacje, którymi smakowicie siė dzielimy po wakacjach. Chciaībym zaprezentowaź tu parė z nich.
1. Wprowadzenie:
Praktyka polegaīa na asystowaniu (jako informatykowi - przyszīemu) w PPPI czyli Polskiej Podstawowej Placówce Informatycznej (czytaj pecetopodobny bank spóīdzielczy w Pipidówie Górnej). Bank ten zajmowaī siė róūnego rodzaju operacjami - m.in. instalowaniem nowych terminali i placówek w okolicy. Zostaīem przydzielony do szefa informatyków odpowiedzialnego za owe instalacje. Któregoō dnia, w poīowie ciėūkiej roboty, (mecz informatycy kontra kasjerzy w Tetrisa na punkty), nasz szefo dostaje pilny telefon od placówki w której nie tak dawno instalowaī nowe terminale. Oto zapisana przeze mnie treōź rozmowy:
(W tym momencie szefo zbladī, przypomniaī sobie lewa robotė????)
(w tym miejscu odgīos zachīystywania siė kawā, dla ludzi bez
samplera podaje: whhiiiiiiiiiiiiiii... iiiiikkkk
kszzzztffuuuu.... - z akcentem na ostatnim tfu....)
Szefo zmiāī w ustach niecenzuralne przekleļstwo, warknāī do sīuchawki
"JADĖ!!! ", powiedziaī do mnie: "Wsiadaj"
i wybiegī. Rozumiecie sami takiej okazji nie mogīem puōciź bokiem.
Pobiegīem za nim. Przez caīa drogė zastawialiōmy siė z szefem co ma
oznaczaź ten tajemniczy termin: 'zjadanie dyskietek'.
Caīa tajemnica wyjaōniīa siė dopiero na miejscu.
Przyjeūdūamy, w biurze prawdziwy tajfun szaleje, urzėdniczka prawie
przed zawaīem, reszta niewiele lepiej. Szefo podchodzi do kierowniczki
i pyta co jest grane. Kierowniczka odpowiada, ūe jednej z koleūanek
komputer wciāga dyski. Szef pyta: 'Jakie to dyski?! To ile on
juū wciāgnāī?! '. Baba na to: "Juū caīā paczkė...!
". Szef kaūe sobie pokazaź te operacje poūerania, baba chwyta
za dyskietkė i jednym pīynnym wytrenowanym ruchem zawodowego koszykarza
umieszcza dyskietkė w szczelinie pomiėdzy dwoma stacjami dysków.
A wiecie co byīo? Nieszczėsne, śle robione pecety majā to do siebie, ūe
pomiėdzy dwoma stacjami powstaje wāska (lub szeroka :)) szczelina. Baba
nieōwiadomie pchaīa tam dyskietkė za dyskietka, nie odróūniajāc
szczeliny od otworu stacji. Stawia to naszā 'przyjacióīkė' o klasė
wyūej od klonów, bo niech ktoō z was spróbuje wepchnāź dyskietkė
(a...dam wam fory, weście 3.5 cala) w szparė np. otworów chīodzācych.
No co? Nie udaīo siė?
2. Przypadek drugi.
Wszyscy wiemy co wychodzi z komputeryzacji na siīė. Otóū porobiīo siė
teraz w naszej RP, iū kaūdy zakīad pracy (nawet doōź mizerny) musi mieź
komputer (aby sekretarki miaīy na kogo zwalaź schrzanione wypīaty itp.)
Komputer jak to komputer, dokīadne bydlė i nie zna siė na ūartach.
Niestety, aby dziaīaī potrzebny jest jeszcze dobry, specjalizowany
program, o który wcale nie jest tak īatwo (w koļcu ile firm
softwarowych pisze programy np. dla cukrowni?) Tak siė jednak zdarzyīo
i ten nieszczėsny program powstaī na zamówienie, zostaī dostarczony (i
zainstalowany) z peīnymi honorami, wydawaīoby siė, ūe sprawa zostaīa
definitywnie zaīatwiona.
Za jakieō 3 dni do serwisu dzwoni przeraśliwy telefon (oczywiōcie z
wyzwiskami, wyrzutami, narzekaniem na jakoōź firmy itp.). Firma, jako
ūe jest do tego zmuszona, wysyīa na drugi koniec Polski osobė która ma
to zaīatwiź. Osoba ta klnie w ūywy kamieļ, pobiera delegacjė i jedzie.
Po przyjeśdzie na miejsce sprawdza wszystkie moūliwe kombinacje.
Sprawdza raz, drugi, trzeci... wszystko wydaje siė byź w najlepszym
porzādku.
Nie majāc jednak ochoty powtarzaź tego wyjazdu kaūe osobie
odpowiedzialnej za obsīugė tego programu pokazaź sobie na odchodnym w
jaki sposób jest on obsīugiwany. Urzėdniczka spokojnie przechodzi przez
wszystkie operacje, wciska tu i tam to co trzeba, poprawia dana w
sposób fachowy itp.
Facet z obsīugi jest zaīamany, przyczyny bīėdu nie znalazī, ūegna siė i
prosi jeszcze tylko o zapisanie wprowadzonych przed chwilā danych na
dysk. Kobieta wywoīuje odpowiedniā opcjė, na ekranie wyōwietla siė
napis "Naciōnij dowolny klawisz", kobieta ni stād ni z owād naciska
klawisz... 'Reset'. Na zarzuty odpowiedziaīa z godnoōciā, ūe:
"program jest śle napisany, bo ona postėpuje zgodnie z
instrukcjā, a tak w ogóle to proszė siė od niej odczepiź bo ma wīaōnie
przerwė na kawė".
Sami widzicie ūe rėce opadajā na specetowiony stan polskiej techniki
komputerowej. Przypuszczalnie nastėpnym wynalazkiem dotyczācym
dziedziny PC-logii bėdzie pīyta gīównā odporna na naciskanie klawisza
'Reset'. Oczywiōcie w sīuūbie dla ludzkoōci wszystko!
zebraī: Quetzalcoatl
ps. W paskudnym ūyciu studenta jedno tylko trzyma mnie przy ūyciu! Za
parė miesiėcy znów wakacje i znów praktyki!!!
Quetzalcoatl
e-mail
Docent@pluton.pol.lublin.pl
Docent@pentak.pol.lublin.pl