W moje zaô îapy wpadî artykuî Smash'a dotyczâcy zawartoôci Magazynu Amiga nr. 10/95, postanowiîem wiëc odrobinë popsuê mu szyki (:) i pomieszaê. Poniewaû niektóre z osób (hmm.. osób?) stwierdziîy iû mój ostatni artykuî z FA 17 pt. "Internet" jest hymnem pochwalnym na czeôê MIrona (sîyszaîeô MIron, postanawiam zmieniê front i pokazaê sië z wrednej strony. Gdy cië coô zawierci w odbycie - wiedz, ûe to jednak nie owsiki:)). << znów ci powie, ûe mi wîazisz w d*pë :)>>

W zwiâzku z tym - postanowiîem okazaê sië wredny i odrobinë popolemizowaê ze Smashem. Domyôlam sië, iû jego skrypty bojowe samoczynnie wîaônie sië na mnie nakierowujâ, ale.... No to cyk butelka z piwem bojowym is opened.:)

Rzeczywiôcie, niektóre z polskich gazet zaczynajâ wreszcie zwracaê swojâ szanownâ uwagë na temat-rzekë, czyli Internet. Dobrze, iû jedyna z gazet amigowskich na polskim rynku samodzielnie podjëîa ten temat (byê moûe wreszcie zauwaûono potrzeby pewnej czëôci czytelników), prezentujâc go na swoich îamach. Dlaczego jedyna? Amigowiec odpadî juû w okresie 'wojny wiosennej', zaô 'Commodore i Amiga' wîaônie wyîoûyîo kopyta.

Co prawda, nie jest to pierwsze podejôcie do tego tematu, póî roku temu zaprezentowany zostaî doôê obszerny artykuî ogólnie opisujâcy rodzaje dostëpnych usîug Internetowych. Niestety, ja takûe mam dostëp do popularnych FAQ (Frequently Asked Questions - najczëôciej zadawane pytania), z których niemalûe przepisane zostaîy poszczególne zwroty i frazy. W sumie, wiem iû trudno jest wymyôliê w tym biznesie coô nowego (choê przeczy temu publikacja jakâ miaîem ostatnio 'przyjemnoôê' recenzowaê - przekonaîem sië iû 'nowomowa' jest wiecznie ûywa), lecz nie sâdzë aby wprowadzenie odrobiny inwencji zaszkodziîo ogólnemu sensowi publikowanego artykuîu. Mówiâc skrótowo - to po prostu lanie wody.

Stajemy oto przed odsîonâ drugâ - kolejny numer poôwiëcony bliskim nam zagadnieniom. Sîusznie zostaî rozbity na dwie czëôci - 'chamskâ' (odrobinë îatwiejszâ i przystëpniejszâ) oraz 'ogólnâ' - bardziej szczegóîowâ.

Artykuî 'Cham w Internecie' jest moim zdaniem, jak na artykuî dla very poczâtkujâcych caîkiem niezîy, choê autor rzeczywiôcie nie ustrzegî sië kilku 'wpadek', czy to treôciowych, czy teû bîëdnych sformuîowaï (co wytknâî juû Smash). Ja ze swojej strony chciaîbym takûe dodaê kilka wtrëtów.

Pierwsze: czy do korzystania z Internetu rzeczywiôcie potrzebny jest komputer, telefon i modem?. I tak, i nie. W dalszym ciâgu artykuîu autor zastrzega sië iû dostëp do Internetu poprzez stanowiska uczelniane jest dla niego niemoûliwy, co wyraúnie ukierunkowuje jego sposoby dostëpu. Po prostu, oprócz tzw. 'krzywego ryja', dziëki któremu za frajer dostëp majâ pracownicy naukowi i studenci, zostaje tylko jeden sposób - podpiëcie pîatne. A nie widziaîem jeszcze prywatnej sali zaopatrzonej w terminale 'for members only'. Zostaje jedynie komputer domowy i jakieô badziewia aby go podpiâê.

Nie ma co ukrywaê, iû w warunkach polowo-domowych, he he, jedyne wyjôcie to modem. Ja co prawda nie mam nic przeciwko podciâgniëciu do mojej siedziby ôwiatîowodu (2 MB/s), ale obawiam sië iû moja druga poîowa dostrzegîaby gwaîtowny spadek dochodów. Nie wiem, czy jest nawet taka moûliwoôê, ale podobno wszystkie nowe osiedla mieszkaniowe sâ juû w to wyposaûone. Pozostaje tylko czekaê na odkrycie tej 'przecudnej' prawdy. Moûe, wyjdzie sama jako tzw. 'kieîbasa wyborcza' za jakieô 5 lat? Z góry obiecujë ôlepe poparcie kandydatowi który mi skomputeryzuje oborë i podîâczy ôwiatîowód do chaîupy (he he).

No, ale odbiegam nieco od tematu. Skoro do ôwiatîowodu mogë mieê jakieô 5-Waîeso-lat, to muszë sië îâczyê za pomocâ modemu. A do tego telefon jest juû niezbëdny. Teraz jeszcze trzeba znaleúê frajera, który za grosze pozwoli mi z tego cudu pokorzystaê.

Smash pisze, iû wiëkszoôê uczelni posiada wejôcia modemowe, które moûna wykorzystaê. No cóû, jest to tylko czëôciowa prawda. Owszem moûna je wykorzystaê, tylko ûe prawie zawsze zaleûy to od dobrej woli administratora. A za przeproszeniem, nikt nie bëdzie miaî czasu na pospolitych 'zawracaczy dupy', ûebrajâcych o akces do modemu. Ûaden sensowny administrator nie pozwoli aby po îâczach pëtali mu sië 'wolni strzelcy' zakîócajâcy pracë sieci, oraz spowalniajâcych transmisjë (a wyobraúcie sobie kilku takich 'îosi' siedzâcych na 2400 (albo 9600) i ciâgnâcych z wypiekami na twarzy shareware'owe gierki). Przecieû to jest koszmar administratora!

<<Sorry za wtrëty, ale jak sajgon to sajgon. Moûe w Lublinie to straszny problem, ale we Wrocku jest przynajmniej 10 numberków wyjôciowo-modemowych na Politechnikë - w tym 3 - 14k4, 4 - 9k6 i 3 - 2k4, a byê moûe wiëcej, lecz o nich nie wiem. Z plotków rozchodzâcych sië w okolicach CI wiem, ûe ponoê po uruchomieniu Centrum Sieciowo-Superkomputerowego uczelnia ma podîâczyê kolejne numery (mam nadziejë, ûe 28k8)>>

A jeûeli nawet dana uczelnia ma takie moûliwoôci oraz ludzkiego administratora - to trzeba go jeszcze znaê osobiôcie. Nie powiesz mi Smash, iû widzâc jelenia pierwszy raz na oczy zaîatwiasz mu konto, nie? A ten wîaônie warunek nie kaûdy musi speîniaê.

Co do kosztów - zwyczaj drenowania kieszeni klientów jest w Polsce doôê popularny, zwîaszcza jeûeli chodzi o nowinki technologiczne lub minimalnâ na tym polu konkurencjë. Swojego czasu, gdy monopolistâ byî NASK, uczelnie pîaciîy grube miliony, nie pytajâc nawet dlaczego. Po prostu zlecenie odgórne i koniec.

Obecnie sytuacja zaczyna sië powoli zmieniaê, nowe firmy powstajâ jak grzyby po deszczu, lecz sytuacja cenowa, niestety, jest staîa. Nic dziwnego, jeûeli zleca sië wykonanie usîug samemu NASK-owi (a tak, tak, to co pisaî Cham, to prawda), pobierajâc koszmarnâ od tego prowizjë.

W zaleûnoôci od poziomu usîug moûna obecnie naprawdë zabuliê duûe sumy. Nie mówië tu juû o protokole SLIP (the best), lecz o skromnej usîudze w postaci konta na maszynie Unixowej (byle nie Linux), moûe nawet poczcie elektronicznej. Myôlë iû suma 50 zîotych to naprawdë minimum (no chyba, ûe znajomoôci). Do tego doliczyê trzeba rachunki telefoniczne (a kto o zdrowych zmysîach bëdzie dzwoniî z Lublina do Warszawy, aby ôciâgnâê sobie trochë shareware'u?).

[tu maîe pytanie: czemu nie Linux? - dop. kor.]

Jak widaê, wciâû sâ to sumy doôê powaûne. Przy standardowej opîacie 1.5 zî za 3 minuty rozmowy, 20 minut dziennie, stanowi to niebagatelnâ sumë (ych, ych, poczekajcie odpalë kalkulator), to minimum 300 zîotych (ok. 3 starych milionów). A nikt mi nie powie, iû przy fenomenalnym stanie polskich îâczy, jedna sesja bëdzie trwaîa tylko 20 minut. To nawet nie wystarczy aby sië zalogowaê, na niektóre wolniejsze hosty:). A co z IRC? 20 minut dialogu i koniec? Dla niektórych fanatyków to prawie ômierê na raty:)

[jak Ty to liczysz? przy standardowej opîacie 1.4 zl/3min za 1h poîâczenia pîacimy 2.80 nzî!!! co pomnoûone przez 30 daje... hm... 92 nzî/miesiâc (przy 1 godzinie modemowania codziennie) - dopisek Jubala]

<<Mój koszt îâczenia sië na Inet (codziennie ponad 1h) zamyka sië kwotâ (let me see....) 140 nzî (rachunek za listopad - do wglâdu)>>

No to sprawy kosztów mamy umówione. Na szczëôcie, istniejâ lokalne inicjatywy, które w wiëkszych miastach powoli rozplatajâ pajëczâ sieê ôwiatîowodowâ. W Lublinie, istnieje projekt 'LUBMAN', którego zaîoûeniami sâ min. (cytat):

- rozbudowa sieci LUBMAN w kierunku zachodnich dzielnic Lublina i doîâczenie obiektów akademickich, zlokalizowanych w tym rejonie (UMCS, Instytut Wychowania Artystycznego, akademiki, AR, akademiki, KUL, filia biblioteki, wydawnictwa, akademiki).

- doprowadzenie do budowy îâcza rokadowego do Rzeszowa lub Krakowa i dublowanie warszawskiego îâcza z Internetem.

- rozszerzenie dostëpnoôci do Internetu dla ôrodowiska pozaakademickiego (szkoîy, instytuty badawczo - rozwojowe, instytucje samorzâdowe i rzâdowe, gospodarcze itp.)

To tylko niektóre z zaîoûeï lubelskiego ôrodowiska. O ile wiem, stoîeczne ôrodowiska sâ juû trochë dalej (podpiëcie Internetu do akademików, oraz wszystkich instytucji naukowych w Warszawie). Sâ to co prawda zaîoûenia na najbliûsze 2-3 lata (dane zaczerpniëte z kwartalnika 'Informatyka stosowana' nr. 1/95), lecz znajâc szybkoôê dziaîania firm realizujâcych te zaîoûenia, nie przewidujë tego jeszcze za mojej kadencji w murach uczelni.

Miaî to byê artykuî o Magazynie Amiga, a powoli robi sië z tego 'Internet dla opornych'. Wracam wiëc (tup, tup) do naszego przewodniego tematu jakim jest, ha, "Internet w MA". Jesteômy juû poîâczeniu (powiedzmy, ûe mamy te trzy skîadniki - komputer, modem, telefon). Nastëpna sprawa to adres. Tu racja leûy po stronie Smasha - adres nie pojawia sië tak nagle, nawet przy zmianie naszego gîównego komputera zmienia sië niewiele.

Zmieni sië oczywiôcie ksywa (no, chyba, ûe ktoô uûywa swojej na wszystkich swoich kontach) i nazwa komputera. Nazwa lokalnej domeny nie powinna sië zmieniaê (ewentualnie, gdy zmieniamy miasto itp.). Posîuûë sië tu swoim adresem (to chyba oczywiste).

Mój adres, 'Docent@pentak.pol.lublin.pl', skîada sië z nastëpujâcych czîonów:

1. 'Docent' - nazwa mojego konta (dokîadniej mówiâc jest to identyfikator uûytkownika, 'username', pod jakim wystëpujemy na danym komputerze. Do niej przypisane sâ nasze prawa, oraz przypadajâcy nam kawaîek przestrzeni na twardzielu zwany 'kontem'. Wielkoôê tego kawaîka przestrzeni nazywamy 'quota'. Na niektórych maszynach przydzielajâ nam konto wielkoôci 0.5 MB (w zasadzie nie wystarczajâce do niczego powaûnego), na innych sâ to konta o wielkoôci nieograniczonej. Wszystko zaleûy od warunków pracy danej jednostki.

2. 'Pentak' - nazwa komputera centralnego (hosta). To on jest odpowiedzialny za prawidîowâ obsîugë mojego terminala, a takûe za przekazywanie uûytkownikowi tego, co trafia do niego z zewnâtrz (np. listów). Po prostu komputer-matka :)

3. 'Pol' - nazwa domeny okreôlajâcej wszystkie komputery Politechniki Lubelskiej, do której to jest podîâczony mój 'Pentak'.

4. 'Lublin' - tego chyba nie trzeba, tîumaczyê (komputery lubelskie).

5. 'PL' - identyfikator kraju. W tym wypadku okreôla on Polskë, jako kraj w którym znajduje sië moja maszyna.

Uff.... mam nadziejë iû wiëcej wâtpliwoôci na temat adresu sieciowego nie bëdzie.

Nie mogë natomiast zrozumieê cóû Cham miaî na myôli mówiâc o 'uzgadnianiu skomplikowanej ksywy uûytkownika'. Cóû z tego, ûe mój 'username' bëdzie np. 'jchrzaszczynski' skoro i tak podam go do publicznej wiadomoôci, gdy bëdë chciaî aby ktoô do mnie napisaî. Jaki wiëc jest sens przypisywania sobie skomplikowanych ksyw?

<<Chyba, ûe chodziîo o "zgadywanie" kont, bo moûna przecieû zabroniê fingerniëcia maszyny, a wtedy to zgaduj jak sië nazywa czyjeô konto (jeszcze jak maszyna jest bez identa!)>>

Mam jedynie nadziejë, iû byî to tylko niefortunny zwrot Chama, zaô na myôli miaî on po prostu hasîo. Jeûeli o to sprawa sië rozbija - zgadzam sië w 100%. Ludzie zgîaszajâc sië do mnie z proôbâ o zaîoûenie konta jako hasîo podajâ swoje imiona, ksywy, a co ostatnio zaczyna byê coraz bardziej popularne - imiona dziewczyn lub ûon. Tylko na moim komputerze metoda 'imië ûony' zaowocowaîo dwoma logami na cudze konta:)

To chyba wyjaôniliômy sobie pomyîki Chama. Widzë natomiast, iû panuje ostatnio moda na ataki na Marka Pampucha z MA. Rozumiem, Amigowiec, który doskonale uzupeîniaî sië z MA odszedî, pospolity szmatîawiec C&A, takûe, zostaî sam MA. Panowie! Ja takûe nie przepadam za rozwlekîymi i cieknâcymi wodâ artykuîami z MA, lecz miejcie nieco umiaru.

Oczywiôcie îatwo jest pieprzyê o wydawaniu dobrej gazety, szczylowi z Paryûewa Górnego, który pracy w redakcji na oczy nie widziaî. Ludzie! To jest zapieprz nieziemski, redaktor wykîóca sië z naczelnym o puszczeniu jego artykla, naczelny drze mordë ûe bëdzie ciâî, sekretarka ma w dupie standard twoich polskich liter, korekta nie odróûnia Azora od Azorów, a wierszówkë pîacâ z 6 miesiëcznym opóúnieniem.

<<Tu akurat zupeînie sië nie zgadzam - nie muszë byê aktorem i grywaê w teatrze, aby po obejrzeniu "Johny Mnemonica" powiedzieê: "Ale chaîa...">>

To jest dopiero poôwiëcenie, ûeby przez lat 5 wydawaê magazyn, którego nikt nie kocha, nikt nie lubi, amigowcy na niego po kâtach lejâ, ale jakoô wychodzi. Co innego z np. 'Amigowcem'. Podczas gorâcego okresu walki o schedë po Commodore w jednym z numerów zaskoczyî mnie tekst Tomasza Kokoszczyïskiego jak to w takim wypadku przemianujâ 'Amigowca' na 'PC-owca'.

Co ômieszniejsze, caîa redakcja wyraziîa opinië iû moûe dostarczaê tyle samo i o tej samej wartoôci artykuîy o PC. No i co wy na to? To jest kurwa profesjonalizm, dziô Amiga, jutro PC. To sië nazywa refleks. Okrët tonie a zaîoga wsiada do îodzi ratunkowych dla staruszków i inwalidów (czyt. PC)

Aby jeszcze doômieszniê sprawë w numerze 9/95 'Ôwiata Gier Komputerowych' napotykam recenzjë niejakiego T. Kokoszczyïskiego (zbieûnoôê nazwisk???) reklamujâcego super-îuper zestaw multimedialny. Oczywiôcie niebieski Optimus. Zdrada kolor ma niebieski, panowie szlachta.

I czy rëce nie opadajâ? Nic tylko 'szable w dîoï'.

<<Tak, ale przegiëcie w drugâ stronë (czyt. "Amiga da best, a PC to do kopania rowów sië nadaje") teû jest powaûnie niezdrowe, bo juû zakrawa na pewnego rodzaju fanatyzm...>>

Powoli jak widzë sytuacja zaczyna sië powtarzaê w MA, gdzie jak gdyby przeczuwajâc swój bliski koniec autorzy zaczynajâ produkowaê chaîë i pic na wodë.

W tej sytuacji zamiast kurwiê na Pampucha, dostarczcie naprawdë dobry artykuî, zainkasujcie pieniâûki i napiszcie drugi z tej serii. No ale skâdûe... good guys wolâ pisaê na îamach magazynów o tym jak to panienki sië spotkaîo na wagarach, jaka impreza byîa ostatnio, co ta, w budzie nowego itp. A po przeczytaniu kilku ostatnich magazynów dyskowych prawie wyîem na poziomem niektórych artykli (z rozpaczy). Ale o tym to moûe juû w nastëpnym artykule.

Spotkaîem teû naprawdë superowe artykuîy, które (nawet te o panienkach) pisane byîy takim stylem, którego nie powstydziî by sië ûaden szanujâcy sië pismak. Co ômieszniejsze naprawdë pisaê trzeba umieê. Wiem, ûe magi dyskowe sâ ôwietnym sprawdzianem wîasnych umiejëtnoôci, lecz skoro wiesz ûe jesteô dobry dlaczego nie napiszesz za pieniâdze? Zapomniaîbym dodaê, iû ci najlepsi piszâ dla pieniëdzy w kilku jeszcze wychodzâcych pismach o Amidze. Niestety, o grach.

W tej sytuacji skompletowanie niezîego teamu piszâcego z sensem to jak skoczyê na kurwy i nie zîapaê syfa. Cud na miejscu, poproszë. Nic wiëc dziwnego, ûe kto moûe to sië produkuje piszâc po raz n-ty o programach do konwersji tekstu (w nastëpnym jëzyku, którego jeszcze nie byîo), lub opisujâc lokalne przeboje pisane w Amosie.

Chëtnie i ja naskrobaîbym coô ciekawego, lecz obawiam sië iû moje umiejëtnoôci na to nie pozwalajâ. Lecz ja naprawdë nie pretendujë do zdobycia I miejsca na composach w kategorii 'best demo' na przykîad. Dlaczego jednak Miklesz zamiast ciekawych artykli o kodingu podaje wzory matematyki wyûszej? Dlaczego Jarosîaw Horodecki specjalizujâcy sië w zestawach (emulatory, packery, pasjanse) nie pisze nic ciekawego, lejâc wodë w kolejnych numerach, pozwalajâc sobie na 'nowe odsîony' starych programów? Dlaczego Marek Pampuch polityzuje w artykuîach o ADosie zamiast w pisaê o tym we wstëpniaku, gdzie polityzowanie chëtnie zobaczë?

Niedîugo zacznë rozumieê, iû jedynymi fachowcami w MA bëdâ S. Wësîawski i K. Iskra, których pracy nie da sië nie doceniê.

Uff... faktycznie z maîego sprostowania zrobiî mi sië prawie wstëpniak M. P. Obiecujë jednak, iû jeûeli ktoô odkryje akcenty polityczne w moich artykuîach np. o Ufo - na nastëpnym party stawiam mu piwko.

Cze Smashu,

Quetzalcoatl
E-mail

Docent@pluton.pol.lublin.pl
Docent@pentak.pol.lublin.pl

1995.11.04