Z natury rzeczy kaūdy ze studiujācych musi kiedyō przejōź róūnego rodzaju doōwiadczenia zwane naukowo 'praktykami asystenckimi'. W zaleūnoōci od rodzaju studiów kaūdy przechodzi to w innej instytucji np. my przechodzimy to w szkoīach, inni przechodzā to róūnorodnych zakīadach pracy. Praktyki owe polegajā na 'asystowaniu' w zajėciach do których nas przydzielā, czy to bėdā praktyki szkolne, czy teū hala produkcyjna w zakīadzie pracy.

Jak wszyscy wiemy asystowanie polega na umiejėtnym paīėtaniu siė z miejsca na miejsce, sprawianiu wraūenia pochīoniėtego robotā sumiennego studenta:). Nie zawsze to wychodzi na dobre. Czasami nasz 'GURU' (czyli osoba pod której fachowā opiekė nas przydzielono) ma inne zajėcia (czytaj fuchy) a my jej w tym wybitnie przeszkadzamy.

Czasami mamy dostėp do rzeczy do których absolutnie nikt o zdrowych zmysīach nie powinien nas wpuszczaź (wyobraūacie sobie wyīāczenie prādu w caīej dzielnicy przez wciōniėcie jednego guzika?).

Czasami teū nie majā co z nami zrobiź i paīėtamy siė jak te sierotki (w celach przeōmiewczych pilnie i skrzėtnie notujāc wszystko). A jest tego niemaīo. Ludzie jak ludzie, na komputerach siė znajā sīabiej lub gorzej (przewaūnie sīabiej), siejā wiėc panikė i zamieszanie tam gdzie mogā. Wychodzā z tego przeōmieszne sytuacje, którymi smakowicie siė dzielimy po wakacjach. Chciaībym zaprezentowaź tu parė z nich.

1. Wprowadzenie:

Praktyka polegaīa na asystowaniu (jako informatykowi - przyszīemu) w PPPI czyli Polskiej Podstawowej Placówce Informatycznej (czytaj pecetopodobny bank spóīdzielczy w Pipidówie Górnej). Bank ten zajmowaī siė róūnego rodzaju operacjami - m.in. instalowaniem nowych terminali i placówek w okolicy. Zostaīem przydzielony do szefa informatyków odpowiedzialnego za owe instalacje. Któregoō dnia, w poīowie ciėūkiej roboty, (mecz informatycy kontra kasjerzy w Tetrisa na punkty), nasz szefo dostaje pilny telefon od placówki w której nie tak dawno instalowaī nowe terminale. Oto zapisana przeze mnie treōź rozmowy:

Placówka: Hallo!

Szefo: Sīucham!

Placówka: Hallo!!! Proszė pana!! Niech pan tu natychmiast przyjedzie!!! Staīo siė coō strasznego!!

(W tym momencie szefo zbladī, przypomniaī sobie lewa robotė????) Szefo (blady): Co siė staīo?????

Placówka: Komputer nam dyskietki zjada!!!!

Szefo: Co?!?

(w tym miejscu odgīos zachīystywania siė kawā, dla ludzi bez samplera podaje: whhiiiiiiiiiiiiiii... iiiiikkkk kszzzztffuuuu.... - z akcentem na ostatnim tfu....)

Placówka (skromnie): Ano zjada nam dyskietki....

Szefo zmiāī w ustach niecenzuralne przekleļstwo, warknāī do sīuchawki "JADĖ!!! ", powiedziaī do mnie: "Wsiadaj" i wybiegī. Rozumiecie sami takiej okazji nie mogīem puōciź bokiem. Pobiegīem za nim. Przez caīa drogė zastawialiōmy siė z szefem co ma oznaczaź ten tajemniczy termin: 'zjadanie dyskietek'. Caīa tajemnica wyjaōniīa siė dopiero na miejscu.

Przyjeūdūamy, w biurze prawdziwy tajfun szaleje, urzėdniczka prawie przed zawaīem, reszta niewiele lepiej. Szefo podchodzi do kierowniczki i pyta co jest grane. Kierowniczka odpowiada, ūe jednej z koleūanek komputer wciāga dyski. Szef pyta: 'Jakie to dyski?! To ile on juū wciāgnāī?! '. Baba na to: "Juū caīā paczkė...! ". Szef kaūe sobie pokazaź te operacje poūerania, baba chwyta za dyskietkė i jednym pīynnym wytrenowanym ruchem zawodowego koszykarza umieszcza dyskietkė w szczelinie pomiėdzy dwoma stacjami dysków. A wiecie co byīo? Nieszczėsne, śle robione pecety majā to do siebie, ūe pomiėdzy dwoma stacjami powstaje wāska (lub szeroka :)) szczelina. Baba nieōwiadomie pchaīa tam dyskietkė za dyskietka, nie odróūniajāc szczeliny od otworu stacji. Stawia to naszā 'przyjacióīkė' o klasė wyūej od klonów, bo niech ktoō z was spróbuje wepchnāź dyskietkė (a...dam wam fory, weście 3.5 cala) w szparė np. otworów chīodzācych. No co? Nie udaīo siė?

2. Przypadek drugi.

Wszyscy wiemy co wychodzi z komputeryzacji na siīė. Otóū porobiīo siė teraz w naszej RP, iū kaūdy zakīad pracy (nawet doōź mizerny) musi mieź komputer (aby sekretarki miaīy na kogo zwalaź schrzanione wypīaty itp.)

Komputer jak to komputer, dokīadne bydlė i nie zna siė na ūartach. Niestety, aby dziaīaī potrzebny jest jeszcze dobry, specjalizowany program, o który wcale nie jest tak īatwo (w koļcu ile firm softwarowych pisze programy np. dla cukrowni?) Tak siė jednak zdarzyīo i ten nieszczėsny program powstaī na zamówienie, zostaī dostarczony (i zainstalowany) z peīnymi honorami, wydawaīoby siė, ūe sprawa zostaīa definitywnie zaīatwiona.

Za jakieō 3 dni do serwisu dzwoni przeraśliwy telefon (oczywiōcie z wyzwiskami, wyrzutami, narzekaniem na jakoōź firmy itp.). Firma, jako ūe jest do tego zmuszona, wysyīa na drugi koniec Polski osobė która ma to zaīatwiź. Osoba ta klnie w ūywy kamieļ, pobiera delegacjė i jedzie. Po przyjeśdzie na miejsce sprawdza wszystkie moūliwe kombinacje. Sprawdza raz, drugi, trzeci... wszystko wydaje siė byź w najlepszym porzādku.

Nie majāc jednak ochoty powtarzaź tego wyjazdu kaūe osobie odpowiedzialnej za obsīugė tego programu pokazaź sobie na odchodnym w jaki sposób jest on obsīugiwany. Urzėdniczka spokojnie przechodzi przez wszystkie operacje, wciska tu i tam to co trzeba, poprawia dana w sposób fachowy itp.

Facet z obsīugi jest zaīamany, przyczyny bīėdu nie znalazī, ūegna siė i prosi jeszcze tylko o zapisanie wprowadzonych przed chwilā danych na dysk. Kobieta wywoīuje odpowiedniā opcjė, na ekranie wyōwietla siė napis "Naciōnij dowolny klawisz", kobieta ni stād ni z owād naciska klawisz... 'Reset'. Na zarzuty odpowiedziaīa z godnoōciā, ūe: "program jest śle napisany, bo ona postėpuje zgodnie z instrukcjā, a tak w ogóle to proszė siė od niej odczepiź bo ma wīaōnie przerwė na kawė".

Sami widzicie ūe rėce opadajā na specetowiony stan polskiej techniki komputerowej. Przypuszczalnie nastėpnym wynalazkiem dotyczācym dziedziny PC-logii bėdzie pīyta gīównā odporna na naciskanie klawisza 'Reset'. Oczywiōcie w sīuūbie dla ludzkoōci wszystko!

zebraī: Quetzalcoatl

ps. W paskudnym ūyciu studenta jedno tylko trzyma mnie przy ūyciu! Za parė miesiėcy znów wakacje i znów praktyki!!!

Quetzalcoatl

e-mail
Docent@pluton.pol.lublin.pl
Docent@pentak.pol.lublin.pl