Znajomoôê tanga obowiâzuje wszystkich, którzy biorâ udziaî w turnieju taïca towarzyskiego.

Pierwsze znane tango napisaî i zagraî pewien wëgierski pianista w sîawnym, na poczâtku naszego wieku, domu uciech "Maison de Maria la Vasca" w Buenos Aires. Zatytuîowaî je "Dame la lata" bo... OJCEM TANGA BYÎ GRZECH... "Dame la lata", czyli "Oddaj mi blachë". Brzmi to niewinnie, ale tylko dla kogoô, kto nie wie, ûe tak wîaônie zwracaî sië strëczyciel do swojej prostytutki, wzywajâc jâ do oddania mu blaszanego znaczka, który otrzymywaîa od klienta po wykonaniu usîugi. Burdelowe pochodzenie tanga moûna teû poznaê po innych najwczeôniejszych tytuîach, zawierajâcych bardziej lub mniej dwuznaczne aluzje do zasadniczych cech pîci.

Czas, miejsce narodzin i rozwój taïca o tak narzucajâcej sië zmysîowoôci i nie ukrywanej seksualnoôci, a nawet wulgarnoôci - to nie przypadek. Buenos Aires byîo wówczas "stacjâ docelowâ" wielkiej fali emigracyjnej z Europy. Jeszcze przed pierwszâ wojnâ ôwiatowâ liczyîo to miasto milion mieszkaïców, a ponad poîowë z nich stanowili obcokrajowcy. Byli to przewaûnie mëûczyúni, zatrudnieni w wielkich rzeúniach, garbarniach, magazynach, chîodniach i gazowniach. Potrzebne byîy kobiety. Nie wielkie, francuskie damy, lecz "towar masowy". Ich sprowadzaniem zajëîa sië pewna rzutka mniejszoôê, zamieszkujâca w Buenos Aires, która w latach 1870-1930 uprawiaîa handel ûywym towarem na skalë miedzynarodowâ.

Fale mîodych kobiet napîywaîy przewaûnie z biednej Europy Wschodniej. Syndykat strëczycieli "Zwy Migdal", ukrywajâcy sië pod szyldem towarzystwa dobroczynnego, podejmowaî sië opieki nad nimi. To za jego sprawâ faîszywi sîudzy boûy w faîszywych ôwiatyniach udzielalli tym kobietom faîszywych ôlubów z notorycznymi strëczycielami. Upîynëîo niewiele czasu, a juû w Cafe "La Funalda" ("Pchniëcie Sztyletem") i "Farol Colorado" ("Czerwona Latarnia") kobieca obsîuga mówiîa po polsku!

Agresywne melodie wielu tang to wpîyw sîownych pojedynków "gauchów". Tango zostaîo teû zapîodnione przez rytmy kubaïskiej habanery, wykonywane z akompaniamentem kastetow, oraz przez przenikliwe pieôni ludowe przybyîych do Buenos naepolitaïczyków i genueïczyków. Wschodnioeuropejskie kobiety wniosîy do tanga melancholië i bezdenny pesymizm.

Jeden z argentyïskiech poetów nazwaî tango "pîazem lupanaru". Të zoologicznâ metaforë mógî zainspirowaê wyglâd bandoneonu (coô w stylu maîego i dîugiego akordeonu), który rzeczywiôcie sprawia wraûenie rozciâgajâcej sië i kurczâcej gâsiennicy czy wëûa.

Ten klasyczny instrument argentyïskiego tanga zostaî wymyôlony, przed póîtora wiekiem, przez Heinricha Banda nauczyciela muzyki z Krefeldu w Niemczech - i miaî podobno zastâpiê organy w biednych gminach koôcielnych.

Tymczasem zabîâkaî sië, okloîo 1880 roku, do portowego miasta Buenos Aires i zaczâî ûyê wîasnym ûyciem.

Kto wspomni o bandoneonie, ten nie moûe nie wspomnieê o Anibalu Troilo, a jeszcze przedtem o "Cano Catorce" co znaczy "Rura 14" i brzmi jak adres. Takâ nazwë nosiî wytworny nocny klub w Buenos Aires, w którym tylko wybrani mogli zaûywaê przyjemnoôci sîuchania tanga. Ale byîa to nazwa z podtekstem i odsyîaîa do samych korzeni, gdyû w duûych, czarnych, ukîadanych w piramidy ûeliwnych rurach, którymi kanalizowano to wciâû rozrastajâce sië miasto, zawsze szukali schronienia najbiedniejsi. Jako adres ekskluzywnego klubu byîa wiëc "Rura 14" nazwâ ironicznâ i wieloznacznâ.

Juû sama obsîuga w "Cano Catorce" manifestowaîa ôwiatowy poziom. Starszy kelner - czarno-czerwona kamizelka w paski, matowo poîyskujâce zîote guziki, na ôrodku gîowy mistrzowsko uîoûony przedziaîek, nalewaî w sposób wirtuozowski whisky. Strumieï trunku wypîywaî efektownym îukiem ze srebrnej rurki, zamocowanej na szyjce butelki i wlewaî sië do kieliszków ustawionych o caîy metr niûej. ANI JEDNA KROPLA nie znalazîa sië poza szkîem, choê kelner patrzyî w tym czasie demonstracyjnie w zupeînie innym kierunku - na podium, gdzie wîaônie Anibal Troilo kîadî na kolanach bandoneon.

Ze mistrzem wchodzili na podest pozostali czîonkowie zespoîu. W klasycznych, ciemnych dwurzedówkach, z beznamiëtnym i nieprzeniknionym wyrazem twarzy tych oômiu powaûnych i smutnych panów nie wyglâdaîo na muzyków, lecz raczej na wîaôcicieli zakîadów pogrzebowych. Nowicjusze byli przekonani, ûe pomylili adres - jeszcze chwila, a otworzâ sië czarne futeraîy na skrzypce i ukaûâ sië oksydowane lufy pistoletów maszynowych...

Ale oto odezwaî sië juû "skarûâcy sië miech". Anibal Troilo byî najwiekszym wirtuozem bandoneonu wszystkich czasów i niedoôcignionym wzorem dla wielkiego Astora Piazolli, którego goôciîa Europa w latach osiemdziesiâtych. Byî dzieckiem wielkiego miasta, wielokrotnym uczestnikiem "grajâcych nocy" i ôwiadkiem ôwitajâcych poranków, kiedy to dopiero odstawiaîo sië kieliszek i siëgaîo przy barze po szklankë kawy z mlekiem.

Za najwiekszego spoôród tych, którzy kiedykolwiek ôpiewali tango i za jednego z najwiëkszych kompozytorów tego gatunku muzycznego Argentyïczycy uwaûajâ Carlosa Gardela. To on uznawany jest za twórcë tanga arentyïskiego, bo to dopiero on wyprowadziî je z nizin spoîecznych, uczyniî bardziej "przyzwoitym" i strawniejszym dla "wyûszych swer". Nastâpiîo to w latach dwudziestych, a szczególnie w trzydziestych, kiedy Gardel wyruszyî do Europy i podbiî Paryû. Niestety, wkrótce po sukcesach odniesionych w Europie straciî ûycie w katastrofie lotniczej nad Kolumbiâ. Pîyty z jego nagraniami rozchodziîy sië w ogromnych nakîadach, a i dziô cieszâ sië niemaîym powodzeniem.

Wtedy, w tragicznym 1935 roku, odprowadziîo Gardela na cmentarz Chacarita w Buenos Aires tysiâce wielbicieli. Dziô pod jego grobowcem leûâ zawsze ôwierze kwiaty. Tu wznosi sië teû jego posâg naturalnej wielkoôci: uômiech utrwalony w grynszpanie, rëka podniesiona lekko jak przy spiewaniu, w której dwa wyciâgniëte palce proszâ o papierosa. I rzeczywiôcie - nawet w deszczowe dni ûarzy sië miëdzy nimi jakiô "Parisienne" lub "Extra". Wieôê niesie, ûe kto wîoûy zapalogego papierosa miëdzy te palce, temu speîni sië ûyczenie.

W pierwszym, powojennym dziesiëcioleciu magia tanga trwaîa przede wszystkim na obrzeûach rozrastajâcego sië nadal Buenos Aires, gdzie wiele jeszcze wybrukowanych ulic rozpîywaîo sië w stepie. Juan Peron kazaî wybetonowaê wiele prostokâtnych placyków wielkoôci boiska do gry w koszykówkë, aby napîywajâcy robotnicy przemysîowi mieli moûnoôê uprawiania sportu i róûnego rodzaju gier. Na tych betonowych placykach, zalanych w gorâce letnie noce jaskrawym ôwiatîem, koîysaîy sië w rytmie tanga objete zmysîowo pary.

Skoïczyîo sië to w 1955 roku, gdy zbombardowano Buenos Aires. Nad La Platâ nastaîa nowa epoka. Królowaî w niej Bill Haley i Rock'n'Roll, a potem zaczëîy sië kurczyê obszary marzeï, otoczone brutalnoôciâ politycznej rzeczywistoôci. Pod rzâdami generaîów takûe tangu musiaîo zabraknâê powietrza.

Przetrwaîo na emigracji, ale wróciîo jako zupeînie inny taniec. Nie pozostaîo w nim nic z tego zgorszenia, które w 1917 roku skîoniîo Ludwika III von Bayern do zakazania swoim oficerom taïczenia tanga. Nie pozostaîo w nim nic z tego erotycznego zaciëcia, które sprawiîo, ûe w latach dwudziestych oszalaî Paryû.

Argentyïskiemu tangu nie byîo dane trafiê na swojego Aleksandra I, który na jednym z balów w czasie kongresu wiedenskiego zataïczyî walca (teû kiedyô uznawanego za wysoce nieprzyzwoity) i otworzyî mu w ten sposób drogë na salony arystokracji. Obecnie jego miîoônicy w Buenos Aires zbierajâ sië w salach domów kultury, w których juû dawno wymarîy teatry amatorskie róûnych ziomkostw hiszpaïskich. Parkiety sâ tu starte na proch, zasîony ciëûkie od tîustych oparów. Kobiety po czterdziestce, starsi panowie o wymuskanej, lekko zuûytej elegancji. Ani ôladu mîodzieûy, ani ôladu argentyïskich "wyûszych sfer".

To miejsce jest oazâ dla wspomnieï. Przychodzâ tu równieû samotnicy, którzy prawie nie taïczâ. Sîuchajâ z zamkniëtymi oczami muzyki, do której poeci napisali reportaûe duszy.

Na rogu Junction Bolevard i 37th Avenue w nowojorskiej dzielnicy QUEENS znajduje sië na szeôê metrów wysoka i dîuga ôciana, zamalowana od doîu do góry parami taïczâcymi tango. Mieszkaïcy tej dzielnicy, przewaûnie pochodzenia latynoamerykaïskiego, zaîoûyli kóîko przyjacióî tanga "Amigos del Tango" (jaka znajoma nazwa, nieprawdaû?) . W lokalu tego kóîka wisi portret Gardela, pod którym widnieje napis: "Presidente Honorario y Eterno" - "Honorowy Prezydent na wieki" (znacie utwór Snapu - "Eternity"?).

Nie tylko w Buenos Aires i nie tylko w Nowym Yorku napotkaê moûna takie relikwiarze. Na przykîad w Kolumbii spotykajâ sië ludzie wielkiego biznesu, aby posîuchaê melodii tanga i podumaê nad losem Gardela. To czysto mëskie stowarzyszenie nazywa sië "Viduas de Gardel" - "Wdowy po Gardelu".

Wygrzebaî maniak taïca -

Jedyny Pan I Wîadca Niepodlegîego Królestwa Tomaszowa Mazowieckiego

NOVI / PHOENIX W. G. & TRUE GENIUS