Cóû, tego autor chyba nie muszë przedstawiaê wszystkim miîoônikom horroru (jeôli nie lubisz horroru to w tym momencie lojalnie ostrzegam, ûe ten art bëdzie tylko o tym). Ostatnio miaîem okazjë przeczytaê 3 jego nowe ksiâûki:

- Zjawa
- Ciaîo i krew
- Dwa tygodnie strachu

Pierwsze dwie to powieôci, ostatnia zaô jest zbiorem opowiadaï. Uczucia mam - prawdë powiedziawszy - mieszane. W sumie dostaîem to, na co oczekiwaîem, choê czasem oczekiwaîem na wiëcej. Ja wiem, ûe Masterton to nie np. King, no ale jedna z tych ksiâûek ("Ciaîo i krew") byîa stanowczo poniûej nawet typowego dla Mastertona poziomu.

Zacznijmy jednak od poczâtku:

Zjawa

to caîkiem nieúle trzymajâca w napiëciu sprawnie opowiedziana opowieôê. Otóû (spokojnie, nie bëdë streszczaî caîej ksiâûki) jest sobie rodzina majâca trójkë dzieci, dziewczynek zresztâ. Najmîodsza topi sië w basenie (w zimie... kto w zimie trzyma wodë w basenie?).

Jak sië nietrudno domyôleê potem zaczynajâ sië dziaê nader dziwne rzeczy. Wyglâda na to, ûe najmîodsza siostrzyczka po ômierci zamieniaîa sië w, ûe tak powiem, anioîa stróûa swoich sióstr. Np. gdy pewien pastor zaczâî sië dobieraê do jednej z nich to szybko znaleziono go zamroûonego niemal na ômierê - odpadajâce paluszki, gnijâce od gangreny miësko i te rzeczy. Ûeby byîo ômieszniej to byî ôrodek lata.

Odtâd jeôli ktokolwiek zaczynaî bruúdziê siostrom (np. utrudniaî im karierë zawodowâ) to koïczyî szybko i niesympatycznie. Wiëcej nawet maîa martwa siostrzyczka nie lubiîa nawet gdy dorosîe juû siostry spotykaîy sië z panami. Nietrudno zrozumieê, ûe taka kuratela raczej nie przypadîa do gustu pozostaîym siostrom, wiëc zaczëîy w koïcu kombinowaê w jaki sposób pozbyê sië kîopotliwej opieki.

Streôciîem to w doôê lekcewaûâcy sposób, ale trzeba tu Mastertonowi oddaê szacunek - ta jego ksiâûka wyîamuje sië ze schematyzmu jego produkcji. Jest duûo lepsza. Autor zamieôciî tam nader interesujâcâ hipotezë czym mogâ byê duchy (przy zaîoûeniu, ûe nie wierzymy w ûycie pozagrobowe), zaô sposób w jaki siostry usiîujâ sië pozbyê opiekunki jest naprawdë pomysîowy i oryginalny. Ponadto jeszcze nader horrorzaste wykorzystanie pewnej Bardzo Znanej Bajki - kto by pomyôlaî, ûe Mastertona staê na takie pereîki!

Ocena (0-5):

w skali Mastertona: 5 w skali ogólnej: 3,5

Ciaîo i krew.

Tu dla odmiany totalny kicz, chaîa, kaszana, syf i popierdywanie. Poniewaû ksiâûka jest bezdenna to pozwolë sobie trochë sië nad niâ popastwiê.

Zacznijmy od poczâtku - pewien facet ôcina gîowy swoim dzieciom za pomocâ sierpa, by uchroniê je od "zîej krwi". W tym samym czasie ale w zupeînie innym miejscu trwajâ badania nad genetycznymi zmianami ôwiï w taki sposób by ich organy mogîy byê transplantowane ludziom.

Wskutek skomplikowanej intrygi wycinek tkanki mózgowej jednego ze ôciëtych dzieci zostaje wszczepiony ôwini (majâcej zresztâ rozmiar konia). W efekcie uzyskujemy inteligentnâ ôwinië z przebîyskami ludzkiej jaúni... i jeszcze kogoô. Kogo? Aha, zaraz sië dowiecie, ale to bëdzie dîuûsza historia.

Otóû tym razem Masterton skorzystaî z mitologii... czeskiej (!!!?). Powoîaî do ûycia... Zielonego Jasia (nie ômiaê sië!!! To powaûna historia!). Czym jest Zielony Jasiu? Jasiu jest demonem, póî-czîowiekiem, póî-drzewem. Jasiu zapewnia rolnikom dorodne plony podczas najgorszego nieurodzaju, ale ma jedno ûâdanie: przespaê sië z ûonâ gospodarza. Naturalnie zawsze rodzi sië jego dziecko, które Jasiu zostawia w spokoju tak dîugo aû ono doroônie i ma swoje dzieci. Wtedy wraca i wyûera im wnëtrznoôci, poniewaû jego wnëtrznoôci sâ z kolei poûerane przez roôlinnâ czëôê jaúni. Zatem musi swoje flaki zastëpowaê cudzymi. Jednak czemu sam je zûera zamiast wtykaê sobie w brzuch to juû autor nie wyjaôniî.

Jasiu pozostawia jednak ûywâ ûonë ofiary, którâ jednak gwaîci ûeby daîa mu kolejnego potomka itp. I tak sië to toczy. Towarzyszy mu 5 pomocników, "maszkarników", którzy sâ nieômiertelni, poniewaû znajdujâ sië zawsze "o jedno uderzenie serca w czasie przed tobâ", wiëc kule itp. przechodzâ przez nich jak przez powietrze. Lecz naturalnie oni haratajâ ofiary aû miîo. A czemu sâ tacy a nie inni? Bo posiadajâ mianowicie... te srebrniki, za które Judasz sprzedaî Jezusa, pobîogosîawione dodatkowo przez ôredniowiecznego papieûa (!!!!!!) itp. itd.

W kaûdym razie: Jasiu szaleje i wyûera flaki, ôwinia zostaje uwolniona przez ekologów fundamentalistów i zaczyna dawaê czadu na mieôcie, poniewaû jej ôwiïsko - dzieciëci - jasiowa jaúï ôwiruje (bo naturalnie te ôciëte dzieci byîy wnukami Jasia), itd. itp. Zatem nasz bohater wraz z wiernymi towarzyszami rusza w bój by pokonaê zîo...

Efektem jest po prostu przeraúliwa nuda i wrëcz parodia horroru. Autor wymyôlajâc jednâ brednië usprawiedliwia jâ poprzez wymyôlenie jeszcze wiëkszej bzdury, të z kolei "uprawdopodobnia" za pomocâ nastëpnej (juû gigantycznej)... i w koïcu czytelnik ma doôê.

Ponadto Masterton podpadî mi osobiôcie, poniewaû mojâ ulubionâ "Ûubrówkë" przedstawiî jako wódkë czeskâ (?!) a bohater pijâc jâ ma wraûenie, ûe pije "przedestylowanâ trawë", zaô wódka barwâ przypomina mu "pîyn wyciekajâcy z kompostownika", czyli w sumie gnój czy coô w tym stylu. O ûesz ty profanie kukurydzianâ whisky pojony...

Ponadto sâ tam kwiatki w rodzaju tego: otóû opisujâc on klëskë nieurodzaju jaka spadîa na Czechy w X wieku, napisaî m.in. ûe "wszystkie ziemniaki wygniîy". A co to oznacza? Ano sâ nastëpujâce moûliwoôci:

a) Czesi sami odkryli Amerykë, lejâc na Kolumba, i przywieúli sobie stamtâd pyry, o dobre 500 lat przed tym nim jakikolwiek Europejczyk ujrzaî je na oczy.

b) Masterton jest niedouczony i nie wie, ûe pyry pochodzâ spoza Europy i sprowadzili je dopiero ludziska, którzy popîynëli sobie do Ameryki... Albo chociaû zakîada, ûe czytelnicy nie uczyli sië historii i geografii.

c) Czechy leûâ na kontynencie amerykaïskim?

Oj nie majâ te Czechy szczëôcia do tych pisarzy, Szekspir w swej sztuce umieôciî je nad morzem...

Tak czy siak - nie radzë czytaê, chyba ûe macie ochotë dostaê sraczki.

Ocena: W obu skalach taka sama: 0!

Dwa tygodnie strachu

Jak wspomniaîem to zbiór opowiadaï. Autor zasugerowaî aby wziâê ksiâûkë na urlop i codziennie czytaê jedno opowiadanie. Cóû, to rada dla ludzi o silniejszej woli niû ja (i jadâcych na urlop). Obleciaîem wszystkie teksty w 2 dni i nie ûaîowaîem. Ciekawostkâ (urlopowâ) jest to, ûe kaûde opowiadani zostaîo zainspirowane przez jakieô miejsce, gdzie Masterton kiedyô spëdzaî wakacje.

W introdukcji do kaûdego opowiadania autor wyjaônia co go zainspirowaîo i w jaki sposób. Trzeba przyznaê, ûe Masterton musi mieê dziwnie poukîadane w gîowie, skoro np. jakaô plebania z XVII nasunëîa mu np. pomysî na opowiadanie dziejâce sië w strefie arktycznej. No ale liczy sië efekt, a tu jest juû caîkiem dobrze, a momentami nawet porywajâco.

Wprawdzie jest kilka opowiadaï wcale nie lepszych (a jeôli nawet to niewiele) od tych, które moûna czasem znaleúê w magach, no ale z drugiej strony to ze 3-4 opowiadania sâ pierwszej klasy, przy których dupa sama sië czasem ôciska ze strachu lub z ciekawoôci.

Ponadto jest tam teû opowiadanie (bodaj nazywa sië "Eryk Pasztet") z gatunku tych, po których robi sië lekko niedobrze i z nienawiôciâ patrzysz na jedzenie. To sië chyba nazywa "gore" (taki gatunek horroru, gdzie poo lekturze wyplâtujemy sobie flaki z wîosów). Ono jest naprawdë OBRZYDLIWE i to nie dlatego, ûe flaków tam od cholery. Nie, wcale nie, jest ich trochë... ale w miarë. W tym opowiadaniu Masterton po prostu udowadnia, ûe potrafi pisaê horrory.

Dobre jest teû opowiadanie ("Szósty czîowiek"), które wyjaônia co naprawdë byîo przyczynâ zagîady polarnej ekspedycji Scotta. Nie radzë czytaê tego opowiadania mroúnym zimowym wieczorem...

W "Stworzeniu Belindy" znów okazuje sië, ûe ûeby wytworzyê atmosferë napiëcia nie trzeba wcale ani demonów ani teû choêby kropli krwi. Tu Masterton ponownie pokazuje klasë jakiej (jak myôlë) nie powstydziîby sië King, a to jest dla mnie cholerny komplement.

Ogólnie - polecam.

Ocena:

w skali Mastertona: 4 w skali ogólnej: 3

Lifter 6.09.95