W numerze #5 magazynu Bumerang zamieszczony zostaî artykuî autorstwa Celtica/DDT pt. 'Kâcik samotnego hackera'. Tak sië skîada iû temat ten doôê dogîëbnie (dogîâbnie?) mnie zainteresowaî, tak ûe nawet ja (znany z niesamowitego lenistwa) postanowiîem sprawë zbadaê.
Historia Kevina Mitnicka jest historiâ prawdziwâ o czym zapewniê was mogë poniewaû znam Danielë (p. Danielë Baszkiewicz-Scott - autorkë artykuîu "Kondor i samuraj" na który powoîywaî sië Celtic) i zaintrygowany natychmiast potwierdziîem autentycznoôê tekstu.
Niestety wakacje uniemoûliwiîy mi dalszy kontakt z niâ (co po ich skoïczeniu niebawem zrobië prezentujâc wam smakowite kâski które od niej wyciâgnë.) Jeûeli zaô p. Baszkiewicz-Scott sië zgodzi - udostëpnië wam jej adres Internetowy (to dla tych czytelników z kodem dostëpu do sieci he he...), wtedy sami zabawicie sië w îowców sensacji.
Lecz co z tego wynika? Czy nie zauwaûyliôcie iû ûycie (hackera) musi byê doôê hmm... powiedzmy to: monotonne? Wîamanie, odsiadka, wîamanie odsiadka, wîamanie, wîamanie, piwo, ûona sâsia..., a nie to nie ten tekst..., odsiadka itp. A co my tutaj dostajemy? Niemalûe akcje filmu sensacyjnego ('True Lies' wysiada).
Oto szlachetny gliniarz - prawy i nieskazitelny, wkurwiony do nieprzytomnoôci przez hackera grzebiâcego po jego koncie (sîowem co on tam trzymaî, zdjëcia ûony w obroûy i na smyczy?) zakasujâc rëkawy (swoje i bubków z FBI, tzw. 'feds'.) îapie plugawego zbira z wirusem o sile bomby atomowej w jednym i z przenoônym X-Terminalem w drugim rëku.
Oczywiôcie po fakcie okazuje sië iû to ten dobry jest zîy (na pewno!), a ten zîy to maîy grubasek o zapuszczonych wîosach i maôlanym wzroku. A przy okazji - nie zdziwië sië, jak sië dowiem iû media amerykaïskie przypiszâ mu wyjâtkowâ inteligencjë (tâ zîoôliwâ oczywiôcie), wrodzonâ wredotë i niechëê do ûycia w spoîeczeïstwie.
Wiecie juû o co mi chodzi? Tak, chodzi mi o sposób w jaki my komputerowcy jesteômy wciâû przedstawiani przez media. Kaûdy z nas z pewnoôciâ juû wie jak powinien wyglâdaê: maîy, pulchny, cierpiâcy na lustrzycë, anemië i uczulenie na sierôê administratorów systemów komputerowych. Do tego oczywiôcie nosimy okulary o wyglâdzie denek od butelek po Pepsi, z WF zwalnia sië poprzez podrobione na (ukradzionej) drukarce zwolnienia itp. Cierpimy na niechëê do ûycia w ukîadnym spoîeczeïstwie, uwielbiamy anarchië i hodowlë wirusów komputerowych. Nie wydaje sië wam to odrobinë schematyczne? (*)
A przecieû wiëkszoôê z nas to normalni (wiëkszoôê powiedziaîem! :)) ludzie przeûywajâcy takie same problemy jak inni. Nie przeczë - ûycie w tak zorganizowanym spoîeczeïstwie przyprawia mnie momentami o odruchy wymiotne, ale ûeby od razu wpadaê manië niszczenia? A znajdúcie mi wiëcej rzeczy, które zostaîy stworzone w innej niû w naszej branûy komputerowej? Czy naprawdë ogarnia nas tylko chëê niszczenia?
Czy aby byê geniuszem muszë nosiê denka od butelek przesîaniajâce caîy ôwiat (przepraszam tu wszystkich okularników, kobry, i optyków) oraz pluê jadem na wszystkich którzy administrujâ systemami? (A mimo wszystko geniuszem jednak nie jestem.)
Tak jak juû mówiîem, komputery sâ doskonaîâ odskoczniâ od tego popieprzonego ôwiata, w przerwach pomiëdzy podgryzaniem bliúnich a wbijaniem, noûa w plecy bliskim przyjacioîom (Life is a jungle isn't it?) kaûdy siâdzie nad klawiaturâ aby w ten lub inny sposób odprëûyê sië i daê wyraz tîumionym uczuciom. A ûe jedni malujâ moduîy a drudzy komponujâ obrazki? :))))))))
A ûe ten trzeci jest dobry w rozwalaniu systemów? Ludzie! Kurwa (beeep do korekty - jak wam przeszkadza - wytnijcie!) <Nie przeszkadza ;)> To do pëdem go zatrudniê na stanowisku super-ober-polic-cyber-majstra (pamiëtacie? cyberdetektyw :)))), daê mu niezîa pensjë, porsche'a do dyspozycji i dwie panienki do nieustannego ciupciania. Gwarantuje, iû przez dîugi okres czasu wasze cybertajemnice bëdâ nie do zdobycia.
Absolutnie nie jestem za popuszczaniem przestëpcom, ale porównajcie sobie skalë przestëpstw pospolitego mordercy (doôê ograniczonego tëpego osiîka) i hackera komputerowego robiâcego te rzeczy dla sportu. Mówicie, iû crime is a crime tak? Wiëc ûyczë wam, aby wam stukniëto (zabito, zatîuczono) przyjaciela, a nastëpnemu podesîano na konto np. 100000$ I co rozróûniacie juû skalë przestëpstw?
Juû staroûytni wiedzieli iû ogieï naleûy zwalczaê ogniem i do walki z przestëpcami trzeba zatrudniaê albo przestëpców-geniuszy, albo pospolitych psychopatów. Niestety, ten drugi gatunek dominuje obecnie w naszym ôwiecie.
Historia Francji uczy nas iû w czasach Napoleona, zatrudniony na stanowisku detektywa genialny przestëpca Vidocq zmasakrowaî (a dokîadnie mówiâc wyeliminowaî przez zesîanie na galery) caîy przestëpczy póîôwiatek Paryûa. Przez lat 4 aresztowaî takâ liczbë przestëpców, iû statystycznie przypadaîo kilku na dzieï. A jakie byîy powody jego postëpowania? Uôcisk dîoni Cesarza? Uwielbienie przeîoûonych? Kobiety?
Nie moi panowie. Money, cash, diengi, czy jak wolicie: pieniâûki. Jak wiemy z historii bogowie nie interesujâ sië zwykîymi ômiertelnikami, przeîoûeni starajâ sië ukryê fakt wykorzystania przestëpcy a kobiety po prostu odchodzâ. I co zostaje? Czysty ûywy cash (nie ûebym byî zaôlepionym wielbicielem fenickiego wynalazku ale....).
Sîowem - trzymaj sië KEV. Juû do ciebie idë, wîaônie patrzâc przez moje denka od butelek sprawdzam dziaîanie mojego tajnego super wirusa.
PS. A dowodem, iû ûycie jednak bardzo czësto przerasta kabaret, jest fakt, iû przeciwko autorowi jednej z najbardziej skutecznych procedur kodujâcych (PGP), toczy sië w USA postëpowanie ôledcze. Oskarûany jest on bowiem o 'zdradë stanu', co uczyniî wymyôlajâc owâ procedurë a nastëpnie rozpuszczajâc jâ po ôwiecie jako shareware. W USA bowiem wszystkie algorytmy kodowania, kompresji itp. muszâ przejôê 'homologacjë' (jak to nazwaê?), tak aby przypadkiem nie byîy za dobre dla speców federalnych.
Wszëdzie zrobiî sië niezîy szum, 'podejrzane' pliki szybko znikîy z mirrorów Aminetu (tam gdzie NSA miaîa dostëp), lecz Europa nie daîa sobie w kaszë dmuchaê (tu juû nie mieli prawa). Wot kabaret :)
Quetzalcoatl
E-mail
Docent@pluton.pol.lublin.pl
Docent@pentak.pol.lublin.pl