Cóû, po raz ostatni w dyskusji z LARKIEM znów sobie pomanipulujë z obrzydliwâ arcybiegîoôciâ, znów poprzeinaczam jego sîowa, powyrywam z kontekstu cytaty, pouogólniam, powyômiewam, oraz powykazujë ôwiadomâ i perfidnâ nieôwiadomoôê; takûe pozauwaûam bzdety albo\i nie pozauwaûam tego co powinienem. Tudzieû popiszë sië swojâ kazuistykâ, w której wykazujë niepospolite zdolnoôci, pogmatwam, poplâczë i pozaciemniam, gîoszâc przy tym (pozornie) szlachetne hasîa, itp. itd.

Jak widzisz Larku, równieû opanowaîem szlachetnâ sztukë przestawiania siebie jako niewinnej a strasznie pokrzywdzonej ofiary drugiej strony w dyskusji. Jest w tym jakiô masochizm, prawda? Proponujë jednak przestaê bawiê sië w takie tanie zagrywki pod publiczkë i zajâê sië konkretami.

Lark w swym ostatnim tekôcie tradycyjnie przedstawiî dîugaônâ listë rozmaitych manipulacji i 1001 podîoôci, jakich to sië dopuôciîem(liômy) na nim i jego tekôcie.

Nie bëdë dziô bawiî sië w obalanie czy podwaûanie jego tez, tudzieû udowadnianie, ûe JEDNAK nie jestem wielbîâdem a jeôli nawet to dwunoûnym i bez garbu. Prawdë powiedziawszy znudziîo mi sië to miaîem wraûenie, ûe "mówiî dziad do obrazu" (czyli Larku tu osiâgnëliômy jednak jakâô zbieûnoôê poglâdów!). Skoïczyîoby sië to tylko kolejnymi 30 Kb tekstu, który niczego by nie zmieniî, bo Lark nadal uûywaîby tych samych argumentów typu: kolejna manipulacja, znów wyrywanie z kontekstu, itp. Niechaj sam czytelnik oceni jak bardzo jego zarzuty sâ sîuszne lub nie.

A jako komentarz do caîej naszej dyskusji nieúle zabrzmi jeden cytat z Larka. Oto on! (kaûdy moûe sprawdziê w oryginale jak go wyjâtkowo zrëcznie i perfidnie zmanipulowaîem wyrywajâc z kontekstu...) Wyjâtkowo pokolorujë ten najbardziej interesujâcy mnie fragment.

"Moje poprzednie teksty (...) Byîy to (..) eseje, a wiëc publicystyka. Stâd tak nie odpowiadajâce Lifterowi zacietrzewienie, ostry ton, przejaskrawienia, mocna polaryzacja poglâdów, skróty i brak jakichkolwiek obwarowaï, zastrzeûeï, etc. - uwaûam bowiem, iû tak wîaônie powinny byê tego typu teksty pisane. Taka bowiem jest ich specyfika. I w tym ich urok."

W czym problem - Lark lekkâ rëkâ usprawiedliwia siebie z wszystkich swoich grzechów (no a trochë to moim zdaniem ich byîo...) tym, ûe pisze publicystykë. Jednoczeônie gnëbi mnie za moje wszystkie prawdziwe i urojone grzechy; wiëkszoôê z nich wynikîa jednak z tego, ûe doôê DOKÎADNIE zastosowaîem sië do zacytowanych sîów! (Naturalnie ja nie nazwaîbym moich produkcji górnolotnym i szlachetnym sîowem "esej" (znaj proporcjâ mocium panie!))

Cóû, nie powiem, moje teksty TEÛ byîy zacietrzewione, peîne skrótów myôlowych, pozbawione obwarowaï, zaczepne, agresywne, tu i tam demagogiczne czy przeszarûowane itp. itp. itd. Prawda? Prawda. I o to masz ûal??? O to, ûe powaûnie potraktowaîem twe sîowa i wcieliîem je w ûycie? W takim razie gorâco przepraszam.

Powiem jeszcze tylko jedno argument Larka, ûe wiëkszoôê moich tez moûna obróciê przeciwko mnie ma dwa koïce - to dziaîa takûe w stosunku do tekstów Larka. I to jak jeszcze! (przykîad mieliôcie wyûej). Wiëc wbrew delikatnym sugestiom Larka nie byî to pojedynek Luke'a Skywalkera z demonicznym Czarnym Lordem, Darthem Vaderem, diabîem wcielonym i panem Ciemnej Strony Mocy...

Przejdúmy teraz do gîównego zarzutu Larka - podzielenia jego tekstu poprzez wtrëty MIrona. Racjë Lark niewâtpliwie ma, poniewaû takie wtrëty niewâtpliwie rozbiîy narracjë jego tekstu i utrudniîy jego odbiór.

Jednakûe przemawiaî przez nas pragmatyzm a nie zîoôliwoôê. Niestety jedynâ moûliwoôciâ satysfakcjonujâc â obie strony byîby tzw. hipertekst, tzn. wyôwietlenie wtrëtów MIrona tylko na ûyczenie czytelnika, bez zakîócania nimi tekstu Larka. Ale - po pierwsze: nie mieliômy armat...

Tekst Larka liczyî sobie 40 Kb. Tekst Mirona - prawie tyle samo. Gdyby zamieôciê je w osobnych plikach Miron musiaîby wciâû cytowaê Larka, bo bez cytatów tekst jego byîby maîo nieczytelny, poniewaû nie byîoby wiadomo do czego Miron pije i czemu.

Cytownie oznaczaîoby praktycznie ponowne przepisanie 90% tekstu Larka. A wolnego miejsca w Facie - malutko... Wiëc musiaîbym wyciâê cudze teksty by zrobiê miejsce na dublowanie twego tekstu. To z mego punktu widzenia byîo nie do przyjëcia.

Dlatego z bólem serca zrobiîem to, co zrobiîem, tzn. zamieôciîem tak poszatkowany tekst. Wybraîem mniejsze zîo (z mego punktu widzenia). Miaîem po prostu nadziejë, ûe potencjalni czytelnicy tego artykuîu sâ na tyle inteligentni, ûe potrafiâ skutecznie ominâê te rafy wtrëtów i komentarzy, i czytaê tekst Larka jako spójnâ caîoôê. Lark widaê nie ma aû takiej wiary w inteligencjë czytelników FA. A szkoda.

Wszelako powiem jeszcze, ûe wczeôniej (doôê sporo wczeôniej...) otrzymaîeô przecieû ode mnie Larku do wglâdu tak poszatkowany tekst (a nawet JESZCZE bardziej, bo byîy tam dodane moje, DÎUÛSZE niû Mirona, wtrëty). Co prawda nie napisaîem, ûe taka bëdzie finalna wersja tego tekstu - no ale od biedy moûna sië byîo tego domyôleê.

Miaîeô wiëc sporo czasu by zgîosiê veto wobec takiego traktowania twego artykuîu. Szkoda wiëc, ûe wczeôniej nie miaîeô tych obiekcji. Gdybyô zgîosiî veto niewâtpliwie zostaîoby uwzglëdnione. Teraz lejesz krokodyle îzy a ja czujë sië tu TROCHË winny, mimo iû nie byîo w tym ni grama mej zîoôliwoôci czy zîej woli. Nie ûâdam byô w to uwierzyî, ale chcë byô to wiedziaî.

Ûyczë powodzenia

Lifter

PS. Majâc szacunek dla sîów nie uûwaîbym dla tego incydentu sîowa "gwaît", poniewaû uwaûam, ûe wszystko winno byê okreôlone sîowem wspóîmiernym do miary reprezentowanej rzeczy. Nie ûyczë ci (ani nikomu innemu) abyô kiedyô na wîasnej skórze doôwiadczyî co oznacza tak naprawdë sîowo "gwaît".

Dajesz tu (nie pierwszy raz zresztâ, co konstantujë z pewnâ przykroôciâ) dowód braku wyczucia melodii jëzyka polskiego; sîuchajâc takich okreôleï czujë niesmak podobny do tego gdy po Wiadomoôciach z kolejnymi doniesieniami o masakrach i ofiarach w Boôni pojawia sië reklama jakiegoô Clerasilu czy innego very cool pryszczokillera. Panienka ma syfka na czole, wiëc nie idzie na imprezë, a lektor ogîasza ze ômiertelnâ powagâ, ûe "tej tragedii moûna byîo uniknâê". Wiesz o co mi chodzi? Jak tak dalej pójdzie to twoje dzieci, biorâc przykîad ze zîotoustego tatusia, ostre odpytywanie na lekcji matematyki bëdâ kiedyô nazywaê np. "holocaustem"... A mnie to jakoô drzaúni. Wydaje mi sië Larku, ûe ów szacunek dla sîów rozumiesz raczej jako szacunek ludzi dla swoich sîów, sam zaô zachowujesz sië jak nie przymierzajâc Jerzy Lubomirski ze szklanym kielichem (myôlë, ûe nie muszë podawaê ci skâd to porównanie...)