Rodziaî pierwszy

Ranek zapowiadaî sië ciepîy i pogodny. Dochodziîa godzina szósta, Filip spaî jeszcze, gdy wideofon zasygnalizowaî poîaczenie. Przebudzony nagle ze snu Filip spojrzaî na zegar wiszâcy na ôcianie. Byî to piëkny okaz pochodzâcy z koïca dwudziestego wieku. W obecnych czasach taki zegar miaî duûâ wartoôê muzealnâ, bowiem przetrwaîo naprawde niewiele takich zegarów.

Filipowi przypomiaîa sië sytuacja z zeszîej soboty, gdy musiaî dîugo tîumaczyê Karolinie w jakis sposób odczytuje sië godzine z tego zegara. Byîa to w sumie sytuacja bardzo zabawna i ômieszna. Jeszcze jakieô 150 lat temu, kaûde dziecko wiedziaîo jak obchodziê sie z takim cackiem, lecz dziô gdy ktoô chciaî sië dowiedzieê w jaki sposób dziaîa taki zegar, musiaî zasiëgaê informacji w Encyklopedii Techniki lub u jakiegoô historyka. Filip nie byî historykiem lecz zamiîowanie do historii odziedziczyî po ojcu i stanowiaîa ona teraz dla niego hobby.

Wîaôciwie to od dziecka przejawiaî on zainteresowania wszystkim co archaiczne i zabytkowe, lecz nie zdecydowaî sië na ukoïczenie wydziaîu historycznego. Jeszcze bardziej pociâgaîa go przygoda i ryzyko. Bardzo szybko uzyskaî licencjë pilota i zaczâî pracowaê w sîuûbie galaktycznej. Byî bardzo oddany swojej pracy, dziëki czemu szybko piâî sie drabinie kariery zawodowej. Pracowaî obecnie nad sprawâ planetoidy KB407.

Planeta ta zostaîa odkryta dopiero kilka lat temu, ale zaludniano jâ dopiero od piëciu lat. Od miesiâca przerwana byîa îacznoôê ze stacjâ na KB407. Filip pomyôlal ûe wiadomoôê moûe dotyczyê wîaônie KB407. Ruszyî wiëc czym predzej w strone wideofonu. Po chwili odezwaî sië gîos Borysa:

- No nareszcie Filipie. Mam nadzieje, ûe Cië nie obudziîem, ale mam dla Ciebie informacje dotyczâce KB407. Jakâô godzine temu otrzymaliômy sygnaî z tamtej bazy. Brzmi on jednak doôê dziwnie. Dobrze byîoby gdybyô zjawiî sië w instytucie za póî godziny.

- Dobrze Borys, bëdë za póî godziny. Do zobaczenia.

Filip byî bardzo ciekawy co takiego mógîa zawieraê wiadomoôê z KB407. Szybko wiec wydaî polecenia domowemu komuterowi i juû po 10 minutach byî gotów do wyjôcia. Przed domem staî jego samochód.

Filip wsiadî do niego a maszyna cicho ruszyîa. Pojazd ten byî prawdziwym cudem techniki. Komputer pokîadowy programowaî sië wîaôciwie sam. Specjalne czujniki wyîapywaîy bioprâdy wysyîane przez mózg Filipa, a dotyczâce celu podróûy. Maszyna wybieraîa najbardziej optymalnâ trasë. Juû po 15 minutach jazdy samochód podjechaî pod gîówne wejôcie do intytutu.

W gabinecie Borysa Filip spotkaî Maîgorzatë. Znaî jâ bardzo dobrze, jeszcze ze szkoîy. Ona takûe czekaîa na Borysa. Filip nie widziaî ûadnych powiâzaï miëdzy Instytutem Badaï Kultury Dwudziestego Wieku, gdzie pracowaîa Maîgorzata, a sprawâ KB407. Po piëciu minutach wszedî Borys.

- Dobrze ûe jesteôcie, wy sië chyba znacie?

- Jasne, Borys - rzekî Filip Zapewne zastanawiacie sië rozpoczâî Borys - dlaczego wezwaîem was oboje. Jak juû was powiadomiîem otrzymaliômy wiadomoôê z KB407. Jest ona doôê dziwna, wîaôciwie to otrzymaliômy tylko dúwiek, obraz nie dotarî. Posîuchajcie zreszta tego sami:

"Tu KB407, tu KB4.7, tu KB..7, SOS S. S, potr.ebuj.y po.ocy, mie.iôm. wy.pa.ek, przem...zcz..ie w...sie, SOS SO."

- To wszystko co zdoîaliômy odkodowaê, co o tym sâdzisz Filipie?

- Jedno jest pewne, na KB407 majâ spore problemy i nic wiëcej nie wiemy!

Borys gîëboko zamyôliî sië po czym powiedziaî:

- Nieprawda. Na tej planetce o czym jeszcze nie wiecie, odnaleziono przedmioty które znajdowaîy sië na promie NASA. Wiecie co to byîo? Uczyliôcie sië o NASA w szkole.

Obydwoje zgodnie przytakneliômy.

- Wiëc NASA wysîaîa w tajnâ misjë prom z 10 naukowcami i 30 osobowâ doborowâ jednostkâ ûoînierzy wyszkolonych do walki w warunkach odmiennych niû ziemskie. Celem byîa planeta oznaczona jako wîaônie KB407, a byîo to 150 lat temu. Niestety kontakt z ekspedycjâ zaniknâî w 10 minut po wylâdowaniu.

Tak sië skîada, ûe informacja którâ ledwo co odkodowaliômy, zostaîa wysîana z nadajnika który znajdowaî sië na tym promie. Moûemy przypuszczaê, ûe odnaleziono prom oraz nadajniki przez które nadano sygnaî z powodu jakiegoô wypadku który zmusiî ludnoôê do natychmiastowego opuszczenia terenu Azylu... Powodem tym moûe byê to samo co spotkaîo NASA przed 150 laty. Szef juû zorientowaî sië w sprawie i zdecydowaî ûe poleci tam ekipa ratunkowa zîoûona z lekarzy, ûoînierzy oraz naszej trójki. Ja bëdë zwierzchnikiem ty Filipie moim zastëpcâ.

- A Maîgorzta z jakiego powodu jest z nami? - wtrâciîem.

- Ja jestem tutaj poniewaû mój Instytut dowiedziawszy sië o sprawie chciaî mieê kogoô w tej wyprawie, tîumaczâc sië, ûe przedmioty z wraku NASA mogâ sië przydaê do ich badaï - wytîumaczyîa mi z cieniem dumy w gîosie.

Oj, zmieniîa sië od czasu szkoîy, mogâ byê problemy. Zaczâîem ûaîowaê ûe odebraîem videofon. Cholera mam nadziejë ûe jednak zostanë na Wenus, bo wîaônie poznaîem tâ super dziewczynë Karolinë. Jakie nogi... biodra...

- Filipie co z tobâ? - poczuîem dotkniëcie Maîgorzaty i jeszcze dodaîa - wiesz spotkamy jeszcze Patrycjë oraz Bartka. Moûe byê zabawa - tajemniczo sië uômiechnëîa i puôciîa oczko.

O Boûe, dobrze wiedziaîa co mnie îâczy z Patrycjâ chociaû ukrywaliômy przed przyjacióîmi nasz zwiâzek. Nagle odezwaî sië Borys:

- No to jeszcze tydzieï czasu i w drogë. A na razie czas na mnie. Szef chce jeszcze wykombinowaê fundusze dla nas. Szczegóîy w moim komputerze. Znacie hasîo. No to do zobaczenia.

Poûegnaîem sië jeszcze z Maîgorzatâ, która tajemniczo sië uômiechaîa i pojechaîem do siebie. Przez caîy dzieï myôlaîem o Patrycji. Spotkaîem jâ w bibliotece na Universytecie Gwiezdnym. Obydwoje szukaliômy tej samej ksiâûki prawiâcej o historii Ziemi. Ona jak sië wówczas dowiedziaîem studiowaîa medycynë, a jej hobby byîa historia. Znajomoôê ta pewnie by sië zakoïczyîa gdybym nie spotkaî sië z niâ jeszcze na wykîadzie i znów w bibliotece.

Od tej pory moûna byîo uznaê, ûe zaczëliômy sië sobâ interesowaê. Wprowadziîem jâ do mojej paczki, gdzie szybko jâ zaczëto akceptowaê z powodu wspaniaîego humoru, energi która jâ rozpieraîa, i której sië pozbywaîa przy organizowaniu kaûdej imprezy. Byîa wspaniaîa, piëkna i byîa moja. Kumple zazdroôcili mi jej, lecz cóû z tego skoro tylko mnie kochaîa. Jej energia, czego nikt nie wiedziaî, uwidaczniaîa sië dopiero w czasie miîoôci fizycznej. Po prostu zakochaîem sië.

Ten cudowny okres trwaî 3 lata, nastëpowaîy wzloty i upadki, lecz przetrwaliômy do koïca studiów. Patrycja z dyplomem lekarza a ja pilota sîuûby galaktycznej opuôciliômy mury Uniwerku aby zostaê ze sobâ. Niestety ona po tygodniu dostaîa rocznâ praktykë w caîkiem innej galaktyce. A mnie wezwano do sîuûby. I teraz nagle znów jâ spotkam!

Marzyîem o tym od dawna lecz i marzenia poczëîy sië rozwiewaê, by zniknâê prawie zupeînie. Od rozstania minëîo 5 lat. Zastanawiaîem sië jak teraz wyglâda, jak sië jej powiodîo i czy kogoô ma.

Z zamyôlenia wyrwaî mnie robot, który stwierdziî ûe ktoô chce sië ze mnâ widzieê.

- Nie, te roboty mnie dobijajâ stwierdziîem na gîos i na ekranie swojej niezastâpionej Amigi zobaczyîem znajomâ postaê stojâcâ pod drzwiami mojego mieszkania. Nagle uôwiadomiîem sobie, ûe to Bartek i natychmiast myôlâ otworzyîem drzwi. Bartek jest taki jakim go pamiëtaîem. Uômiechniëty, peîen wigoru i - co do niego nie pasowaîo - z wyglâdu jest geniuszem komputerowym a ponadto wyêwiczonym ûoînierzem. To, ûe zostaî ûoînierzem wiedziaîem z jego listu który dostaliômy z Patrycjâ w kilka dni po skoïczeniu studiów. Teraz jedynie nabraî troszeczkë wiëcej masy i po prostu nie ma na niego mocnych. Serdecznie sië przywitaliômy i wspólnie zaczëliômy wspominaê studenckie wspólne ûycie. W koïcu zapytaîem sië go co obecnie robi.

- Obecnie - odpowiedziaî - jestem w stopnie komandora i pomyôl, ûe w ciâgu tych kilku lat tak awansowaîem!

Bartek nigdy nie byî skromny lecz teraz po prostu zakomunikowaî mi o swoim stopniu, a nie chwaliî sië nim.

- Jestem dowódcâ jednostki, którâ przydzielono wam do ochrony. Szczerze mówiâc to Szef to zaîatwiî byômy byli razem tzn. ty, ja, Patrycja i Maîgorzata. Umotywowaî to tym, ûe oprócz tego, iû kaûdy z nas ma odpowiednie kwalifikacje do tego zadania to jeszcze sië znamy i bëdziemy dobrze wspóîpracowaê.

- Ûartujesz? Szef to zaîatwiî? To prawda?

- Jasne, ûe tak - mój program nigdy sië nie myli, gdy odpowiednio go zmodyfikujë. Czy Borys posîugiwaî sië nim?

- Tak. Dosyê czësto i nigdy nie wpadliômy he, he... Ale czego wczeôniej nie posîuûyîeô sië Szefem byômy spotkali sië razem?

- Nieprawda. Zanim wdarîem sië do sieci minâî rok, gdyû zbyt maîo miaîem czasu na komputer. Nastëpnie Szef zaczâî mnie powoli awansowaê do stopnia oficerskiego, bym miaî dostëp do danych aby was odnaleúê. I tak oto speîniîem swojâ rolë. O kurde, ale z nas mafia, he he he he...

- Czy wiesz coô o misji? - zapytaîem pomiëdzy salwami ômiechu.

- Tak szczerze, to nie, bo po prostu Szef nas poîâczyî w momencie gdy staîo sië to moûliwe. Ty Filipie wîâcz sprzët zaraz sië dowiemy! Gdzie mam szukaê danych o KB407?

- W aktach NASA.

- Oooo, to tak daleko to siëga? No nic spróbujmy... Hasîo? Podaj ksiâûkë do histori, rozdziaî kody NASA, moûe NTFORYU? Bzyk bo tak go nazywaliômy odwaliî potëûny kawaî roboty i dostaliômy sië do baz NASA.

- Jest! Stare standardowe hasîo, hehehe, îatwo sië dostaîem. Ci ludzie 150 lat temu byli bardzo îatwowierni tworzâc te prymitywne zabezpieczenia. Maniacy, no ale cóû, widaê to wtedy wystarczyîo.

To oto dowcipne zdanie wyrwaîo mnie z zamyôlenia. Zapytaîem sië go co piszâ o naszym fancie i po prostu opadîy nam szczëki.

CDN.

Pat & Maksiu