Historyjka ta miaîa zdarzenie caîkiem niedawno, czyli w okresie trochë
dla Amigi niedobrym. Wszëdzie peîno blaszaków, osprzëtu i peryferii do
Amig jak na lekarstwo, sîowem goôciu ten czuî sië trochë niedobrze.
Sprzëcik jaki miaî, w naszych Amigowych standardach byî elegancki:
A wiëc czîowieczek ten lubiî sobie pograê, pomieszaê w programikach,
posîuchaê komputerowej muzyczki, taki byî z niego przëciëtny,
nieszkodliwy komputerowy maniak. Maniacy majâ to do siebie, ûe ciâgle
potrzebujâ nowych programików, gierek, dodatków do sprzëtu. Tego
wszystkiego do Amigi zaczëîo w pewnym momencie brakowaê.
A co byîo u klonuchów? Peîno sprzëtu, ceny dodatków nawet rozsâdne,
sklepy nazywajâce sië nie wiem dlaczego komputerowymi
Myôlicie, ûe przesadzam? Nieee, sam poszedîem niedawno do "sklepu
komputerowego". Chciaîem sië dowiedzieê o koprocesor do mojej A1200.
Pytam wiëc grzecznie upierdliwego faceta o koprocesory Motoroli - i co
sîyszë?
Jak to usîyszaîem, to nie wytrzymaîem. Wygarnâîem palantowi, ûe: w
Szczecinie jest wszystko, i to jego cholerna zasîuga, ûe tu nie ma nic,
ûe Amiga czuje sië dobrze i bëdzie go niedîugo szlag trafiaî, jak
sklepy z nowymi modelami Amig robiâ kasë, a on bëdzie sië modliî do
swoich blaszanych pudeî, ûe tak naprawdë to 90% jego klientów to
Amigowcy, którzy kupujâ twarde dyski, kable, przewody, tanie drukarki,
dyskietki i inne drobiazgi. Na koniec powiedziaîem ûe jest PALANT i
wyszedîem.
W takich oto okolicznoôciach i czasach rozgrywa sië nasza opowieôê o
pewnym anonimowym Amigowcu. Nic dziwnego, ûe goôciu mógî mieê
wâtpliwoôci. Ale tak jak mówi tytuî tej opowiastki facet sië wykurowaî,
i to doôê skutecznie jak to byîo, dziëki czemu, dowiecie sië juû za
chwileczkë, juû za momencik.
A wiëc byîo to tak. Nasz szczëôliwy posiadacz Amigi przechadzaî sië
miastem, zaglâdajâc do róûnych sklepów, niby komputerowych. To co tam
widziaî nie byîo raczej trudne do przewidzenia. Zdenerwowaî sië lekko i
skierowaî sië do sklepu, który niegdyô sîynâî z dobrego zaopatrzenia w
produkty amigowskie. Wszedî, i owszem zobaczyî stoisko Amigi. Ale co na
nim byîo? Trochë starych gazet, joysticki, pokrywa na klawiaturë i parë
starych kompaktów na CD32.
W takim raczej niezbyt dobrym nastroju powróciî do swojego domku, gdzie
dumnie na biurku staîa Amiga. Siedziaî sobie nasz bohater myôlâc juû o
OPTIMUSIE, o DOOMIE i WOLFENSTEINIE gdy z tego bîogiego stanu wyrwaî go
gîoôno dzwoniâcy telefon. Ten dzwoniâcy telefon to nic innego jak stary
dobry kumpel spieszâcy z wiadomoôciâ, ûe kupiî sobie komputer. Nie
trzeba byê chyba wróûkâ, aby domyôleê sië jaki.
Taki obrót sprawy wprowadziî naszego bohatera w stan lekkiej nirvany,
ale postanowiî sumiennie, ûe jeûeli juû by musiaî zmieniaê barwy
klubowe, to przynajmniej sprawdzi na co staê nowego trenera. Okazja
byîa w sumie doôê dobra, bo nie znaî on zbyt wielu kompatybilnych (to
po jakâ cholerë myôlaî o smutnym? sam nie wiem...)
Kolega, ôwieûy kompatybilny, na wizytë naszego bohatera, przygotowaî
sië bardzo sumiennie. Windowsy, te sprawy, wolfiki, doomy, panienki w
rozdzielczoôciach jak ûyleta, jakieô muzyczki przemielone na covoxa,
parë gierek przeniesionych ûywcem z Amigi i tak dalej. Byî to doôê
pokaúny arsenaî zawalajâcy ponad poîowë twardziela, i tak juû duûego.
Jak byîo dalej? Oj ciëûko. Windows robi wraûenie, ale tylko na tych
amigowcach którzy majâ czarno - biaîe (lub czarno zielone) monitory.
Znam goôcia, który ma MicroViteca. W porzâdnej rozdzielczoôci, z magic
workbenchem, nasz stary dobry "blat" wyglâda odlotowo. No cóû, w koïcu
Windows to profesjonalny system dla bardzo profesjonalnych
nieprofesjonalnie kompatybilnych uûytkowników.
Nic zatem dziwnego, ûe na naszym bohaterze caîoôê, prócz raczej
estetycznych wraûeï, wywoîaîa raczej odruch wymiotny. Kultura osobista
nakazywaîa mu jednak zachowanie dobrych manier (nie byî u siebie w
domu) toteû grzecznie poprosiî o pokazanie czegoô innego.
W oczekiwaniu na to coô innego mógî sië jeszcze zapoznaê z przesîawnym,
najbardziej profesjonalnym programem - Norton Commanderem. To, co
zobaczyî w dziaîaniu tym razem musiaîo na niego podziaîaê. Caîe
szczëôcie, ûe z tym profesjonalnym program miaî stycznoôê na swojej
uczelni. Dlatego tym razem zapytaî sië tylko jak dojôê do ubikacji. Po
powrocie z tego przybytku radoôci byîo juû znacznie lepiej. Na ekranie
pomykaî jakiô Doom.
No cóû, tutaj punkt dla blaszaków. Nie mamy JESZCZE tak dopracowanych
gierek na Amisië. Z tych wîaônie powodów nasz amigowiec przy doomie
zatrzymaî sië na dîuûej. Byî to jednak facet ôwiatîy w sprawach
hardware Amigi i wiedziaî, ûe w zasadzie te wszystkie doomopodobne
gierki sâ teksturowanymi wektorówkami. Ekran Amigi jest tworzony za
pomocâ bitplanów. Brak trybu chunky pixel i operacje na bitplanach mogâ
takie operacje jak stawianie pojedynczych, kolorowych punktów
spowalniaê obliczenia nawet i 8 razy (A1200).
Jednak nie jest úle. Tryb chunky czëôciowo emulowany na Copperze, a
takûe powstajâce szybkie konwertery chunky -> plannar, rokujâ ogromne
nadzieje, czego dowodem jest m.in. Union Interactive i koderzy tacy jak
Miklesz/Damage. Wiedziaî zatem, ûe ta przewaga blaszaka moûe juû
niedîugo prysnâê jak mydlana baïka na szorstkim dywanie.
Po tej godzinnej przerwie w zwiedzaniu blaszanego softu przyszîa kolej
na nastëpne prezentacje, a raczej tortury, bo demonstrowane byîy
moûliwoôci muzyczne blaszaka. Tutaj nasz bohater po 10 minutach dobrej
woli poszedî do domu, dajâc jednak sobie sumienne sîowo honoru, ûe
jeszcze tu wróci i obejrzy wszystko do koïca.
Minëîo kilka dni. Ciekawoôê przed nowym okazaîa sië silniejsza od
chwilowego zniechëcenia. Wszak nasz bohater poczâî îaskawszym okiem
ponownie spoglâdaê na swojâ przyjacióîkë. Ponownie pojawiî sië u
kompatybilnego kolegi. Teraz postanowiî pooglâdaê programy uûytkowe.
Tutaj spodziewaî sië niemaîo obejrzeê. Wszak blaszany to zawodowy
komputer i to jest jego jedyne sîuszne zajëcie.
Tak jak myôlaî tak byîo.
Bardziej zawiîej rzeczy jak na razie nie udaîo mi sië na tym ziemskim
padole zobaczyê. Jak nie wiecie o czym mówië, to spróbujcie sformatowaê
rzadkâ dyskietkë w gëstej stacji blaszaka. W zaleûnoôci od stopnia
sklonowania, tandetnoôci ûóîtkowej stacji, chamstwa sprzedawcy
komputerów (za to co sprzedaî) moûemy mieê kilka wariantów opisywanej
sytuacji:
- pierwszy objawia sië tym, ûe dyskietki sformatowaê nie moûna, i
zaîamani popadamy po 1000 próbie w schizofrenië.
- wariant drugi przejawia sië tym, ûe rzadka dyskietka zostaje
sformatowana na gësto. Nic dodaê nic ujâê.
- Wreszcie wariant trzeci powoduje sformatowanie na bliûej nie
okreôlonâ pojemnoôê, w wyniku czego dyskietki nie da sië na niczym
odczytaê.
W tym wypadku wyjôcie jednak jest. Wystarczy poczytaê podrëcznik
kompatybilnego uûytkownika, ûeby naocznie stwierdziê, ûe operacja ta
jest jak najbardziej moûliwa. Trzeba tylko po instrukcji format wpisaê
okoîo 12 nie dajâcych powiâzaê sië z czymkolwiek parametrów.
[Do tego momentu wytrzymaîem, ale juû nie mogë - 12 parametrów?
Przecieû to bzdura - "format a: /f: 720" wystarcza w zupeînoôci i
odpowiada naszemu format drive pc1: name cokolwiek noicons - dopisek
Jubala]
Widaê PC jest komputerem tylko do uûywania gotowych napisanych przez
innych programów. Do innych spraw poprawny kompatybilny uûytkownik îap
nie powinien pchaê i basta. A ûe MS-DOS zawiîy, a programy jakoô
wczytywaê trzeba, to pisze coô co nazywa sië szumnie nakîadkâ, o
aroganckiej nazwie Norton Commander i po sprawie.
W duûym przybliûeniu moûna stwierdziê, ûe taki trend w oprogramowaniu
blaszaka jest w tej chwili dominujâcy. Sprawë miaîo radykalnie poprawiê
(poprawiîo ale nie radykalnie, tylko troszeczkë) MS-WINDOWS, które same
w sobie jest trochë zawiîe. Takie rozwiâzania dla profesjonalistów, dla
przeciëtnego domowego uûytkownika sâ po prostu trudne. Szkoda, ûe nie
widzieliôcie miny bohatera naszej opowieôci, gdy jego kompatybilny
kolega, aby sformatowaê dla niego rzadkâ dyskietkë wgrywaî caîe
Windows.
Tak na marginesie,
A ûe niektóre gierki majâ fajniejsze? No cóû, AGA pojawiîa sië znacznie
póúniej niû VGA na blaszaka. Gdyby A1200 pojawiîa sië na rynku
powiedzmy 1- 2 lata wczeôniej, moûe byîo by zupeînie inaczej. Zresztâ
ta lepszoôê teû jest sprawâ która niemal obrosîa w mit. Fakt, na maîych
zdjëciach np. w Secret Service, faktycznie czasami wyglâdajâ te ich
gierki îadniej.
Ale fakt jest taki, ûe wszystko co na blaszaka jest zrealizowane w
niskiej rozdzielczoôci tzn. 320x200 w porównaniu z niskâ
rozdzielczoôciâ Amigi jest po prostu tandetne. Symulatory przypominajâ
realizacjë w multicolorze na C64, sâ tylko bardziej kolorowe, a i to
nie zawsze. A ûe szybko dziaîajâ... no cóû mam pomysî, aby symulatory
amigowskie chodziîy tak samo szybko jak blaszane przy zachowaniu
jakoôci grafiki.
Po pierwsze naleûy przygotowaê grafikë w rozmiarach 160x128. Nastëpnie
naleûy jâ rozciâgnâê do rozdzielczoôci 320x256. Z racji powstaîego w
ten sposób "duûego pixela" szybkoôê grafiki powinna byê zadawalajâca,
przy zachowaniu jakoôci blaszanego.
Wszystkie te powodowaîy, ûe nasz prawy uûytkownik Amigi, wyleczyî sië z
blaszanego kompleksu. Zapomniaî o Optimusie, Doomie i innych
pierdoîach. Nie kupuje sië przecieû drogiego komputera, aby pograê
sobie w kilka gierek. Komputer który sië kupuje do domu, powinien sië
odznaczaê przede wszystkim tym, ûe z faktu jego uûytkownika wynika
przyjemnoôê uûytkownika i to w kaûdym zadaniu.
Blaszak daje tylko przyjemnoôê w graniu, i co trzeba wyraúnie
powiedzieê tylko nieliczne gry dajâ takie zadowolenie. Wszystko inne
jest trudne, zawiîe, na siîë zagmatwane. Fakt, czîowiek do wszystkiego
sië przyzwyczaja, ale jak wytîumaczyê to, ûe niemal kaûdy kompatybilny
jak usiâdzie przy Amidze jest niemal urzeczony jej niesamowitâ
elastycznoôciâ.
Problem tylko w tym, aby go przed tâ Amigâ posadziê. To co tu Wam
opowiedziaîem jest wynikiem autentycznych zmagaï Amigowca z blaszakiem.
Jest to o tyle waûne, bo wiëkszoôê kompatybilnych uûytkowników psioczy
na nasz komputer, pomimo tego, iû nigdy z bliska go nie widzieli. Swoje
dziwne opowieôci opierajâ na kretyïskich wrëcz mitach, rozsiewanych
przez podobnych sobie.
Przykîady? Proszë bardzo. Niedawno od jakiegoô kompatybilnego (biedak
myôlaî, ûe ja teû jestem kompatybilny) dowiedziaîem sië ûe:
Wszystkie opisane tu wydarzenia sâ autentyczne, i miaîy miejsce
niedawno...