Redakcja tîumaczy sië, ûe zgodnie z rynkowymi reguîami itp. itd. wiëc ale
niestety -
Wiem, ûe C&A nie cieszy(î) sië specjalnym powaûaniem wôród czytelników
amigowskiej sceny, no ale ja mam o nim (a wîaôciwie to juû miaîem...) dobre
mniemanie. Dlaczego? Po prostu C&A nie udawaîa wzorem np. MA lepszego niû
jest. Byîo jakie byîo, adresowane do doôê niezaawansowanego czytelnika, ale
uwaûam ûe zrobiî na pewno duûo wiëcej dobrego niû zîego, sîuûâc pomocâ tym,
którzy dopiero od niedawna zaczynali swâ przygodë z Amigâ.
Na pewno wielu poczâtkujâcych scenowców przyzna sië, ûe pierwszy kontakt ze
scenâ mieli za pomocâ tego pisemka (juû to w rubryce Supermarket, bëdâcej
skrzynkâ kontaktowâ wielu "zielonych" swapperów pochodzâcych z miejscowoôci
gdzie scena jest nikîa lub ogólnie nieobecna, lub teû czytajâc rozmaite
artykuîy o scenie, magazynach itp.). Czyû nie?
C&A lubiîem teû z przyczyn
a) na list + artykuî dostaniesz odpowiedú, niezaleûnie od tego czy kupili
twój art czy teû nie
b) dysk zostaje ZAWSZE odesîany i to bardzo szybko
c) ingerencje redakcji w tekst ograniczaîy sië tylko do poprawek
redakcyjnych (niewielkie skróty, ew. korekta itp. bez dopisywania wîasnych
gîëbokich refleksji czy durnych zmian, które wypaczaîy pierwotnâ ideë
arta)
d) honoraria wypîacane byîy b. szybko i bez îaski (upominania sië)
e) nieúle pîacili
Niby jest to oczywistoôê, bo tak przecieû powinno byê, ale np. pisma ze
stajni Lupusa (Gambler, MA) nie speîniajâ ÛADNEGO z tych punktów, zaô inne
(ÔGK, itp.) nielicznâ ich czëôê. Po prostu C&A redagowali PROFESJONALIÔCI i
wspóîpraca z nimi byîa dla mnie prawdziwâ przyjemnoôciâ! Dla porównania -
parë lat temu wspóîpracowaîem z MA.
I co - o tym, ûe kupili mój tekst dowiedziaîem sië w 5 miesiëcy póúniej,
gdy zobaczyîem go druku. Inny tekst leûaî sobie tak dîugo, ûe w momencie
pojawienia sië byî juû tylko historycznâ ciekawostkâ. Dyski nie byîy
odsyîane dla zasady, zaô o honorarium musiaîem robiê wielkie awantury przez
telefon, zaô ich wysokoôê byîa... hmmm... mierna.
Wiëc -
Z tym wiëkszym ûalem, ûe obecnie jedynym pismem jakie mogë czytaê o Amidze
jest Nasz Kochany Magazyn Amiga, na którego wspomnienie dostajë wysypki
alergicznej. Z kaûdym kolejnym numerem wydaje mi sië, ûe juû gorzej byê nie
moûe ale redakcja udowadnia mi, ûe moûe, moûe... i bëdzie! Numer
Ogólnie rozpacz bierze gdy wspomnimy sobie, ûe kiedyô to istniaî "Kebab" i
"Amigowiec" i "C-64+4 & Amiga" i nawet w Bajtku coô tam byîo, ûe w pismach
poôwiëconych grom o Amidze byîo full. A teraz? Jeden MA, a w Gamblerze
ostatnio znalazîem opisy bodaj
Chyba pora umieraê...?
W minorowym nastroju