ALEŢ WODZU, CO WÓDZ... (HIV/Scum) Dzień byî piękny. Sîońce delikatnie przykrywaîy chmury, które jednak byîy tak czyste, ţe w ogóle nie zakîócaîy piękna promieni sîonecznych. Niebo byîo bîękitne jak îza, wysoko, ponad gîowami lataîy tylko sępy, wypatrujćc gdzieő padliny. Poza nimi, nikt nie zakîócaî spokoju i nie zabrzydzaî krajobrazu. Wiaî lekki wiaterek, koîyszćc poddajćcć się bez walki, uschîć pozostaîoőcić po drzewie. Drzewa nie miaîy tu prawa ţycia. Jedynie twarde kaktusy zdoîaîy się przystosowaç do tych warunków. Jakiő wćţ peîznćî po piasku, zostawiajćc po sobie charakterystczny, zygzakowaty őlad. Panowaîa piękna cisza, niczym nie zakîócona rzćdziîa caîć pustynić... Nagle ciszę zakîóciî maîy őwist. Zaczćî się powoli przeobraţaç w coraz to dotkliwszy haîas. Nie wiedziaîem, co się dzieje. Tysićce razy bywaîem na tym rewirze, jednak po raz pierwszy zdarzyîo się tu coő takiego. Haîas byî juţ okropny. Nagle zza wielkiej wydmy wybiegîo stado spîoszonych bizonów. Hmmmmm, co je mogîo spîoszyç. Przecieţ tu nie byîo od lat ţywej duszy! Kurwa, przecieţ tu nigdy nie byîo bizonów! Co jest? Zaczćîem uciekaç, bo byîbym stratowany przez te bydlaki. Wyszedîem na wydmę, patrzę... qrwa, stado cićgnie się przez jakieő 2 km. No îadnie, co się staîo? A moţe one biegnć do ciepîych krajów? Nie, to niemoţliwe, to musi byç jakiő pierdolony sen albo fatamorgana. Uszczypnćîem się i... zabolaîo, sic! Pobiegîem do mojego namiotu po broń automatycznć, przeîadowaîem i byîem czujny na wszystko. Zaîoţyîem na siebie jakieő ciuchy, nawet nie popatrzyîem jakie. Wybiegîem z mojego domu, ciekawe kto mi zajebaî drzwi? Pobiegîem na wydmę i grzecznie czekaîem, aţ stado przebiegnie. Czekaîem dîugo, no ale... nic juţ nie mogîem dostrzec, bo byîo za duţo kurzu. Po chwili caîe tumany opadîy i ujrzaîem.... Ja pierdolę, tysićce męţczyzn na koniach mknęîo przez te piaski. Z daleka nie wyglćdali na zbyt przyjacielsko nastawionych. Prawie się pojszczaîem w gacie, no ale jako, ţe jestem twardzielem, to wytrzymaîem. Podjechali tuţ obok mnie, wîaőciwie to do mnie podjechaî tylko jeden, a caîa reszta staîa przed wydmć. O kurwa! Co to za luzak? Facet miaî ze 2m wzrostu, najebany byî jak őwinia w mięőnie, jednak byîo widaç, ţe byîy to mięőnie wyrobione cięţkć pracć, facet nie jechaî na anabolach. Jesus, facet miaî jakiő dziwny kolor skóry, we wîosach pióra, uszy poprzebijane kolczykami. Co to za őwir - pomyőlaîem?!? Gostek miaî na szyi amulet z czyichő zębów. Ciekawe, komu on je wybiî, hmmmm. Facet do mnie podszedî powoli i ku mojemu zdziwieniu klęknćî przede mnć. Co się dzieje, kurwa! Byîem juţ tak wystraszony, ţe nie wiedziaîem jak uciekaç, nogi odmówiîy mi posîuszeństwa. Nagle facet przemówiî -Keszele melesze nara i buroki! Ja pierdolę, czy to jakiő chiński dialekt, czy co? Niezbyt zakapowaîem, no ale przytaknćîem mu gîowć. Zdjćîem okulary z ryja, ţeby w razie czego szybciej uciekaç. Jednak nie musiaîem. Facet, którego juţ przechrzőciîem jako Kali(hehe), skinćî tylko palcem, a jakiő inny "czerwoniec" przyprowadziî jakiegoő bielusa. Rany, nareszcie jakiő normalny, biaîy czîowiek. Niestety facet byî "sponiewierany". Potargana koszula, zbiczowane plery, wychudzony, zaroőnięty, wszystkie te fakty őwiadczyîy o tym, ţe byî on niewolnikiem. Kali znowu zaczćî coő gadaç, no i ja znowu nic nie zrozumiaîem, no bo i jak? Znowu przytaknćîem, bo nie chciaîem dostaç wpierdolu, ot co. Kali wyjćî zza pasa wielki, zajebisty nóţ. Wystraszyîem się totalnie, őlinę cięţko przeîknćîem, prawie się nić zakrztusiîem, no ale to pikuő. Zaczćîem juţ nawet mówiç "zdrowaőkę". Uffffff, Kali podaî mi nóţ i coő zaczćî gadaç. A chuj ci w oko, powiedziaîem, jak chcesz mnie zajebaç, to zrób to, a nie wkurwiaj mnie! Krzyczaîem na niego jak debil. Kali wydawaî się byç zdziwiony. Odebraî mi nóţ, podszedî do tego niewolnika, zîapaî go za gîowę, nóţ przystawiî mu do czoîa i zaczćî mu powoli zdejmowaç skalp. O ţesz kurwa! Farba laîa się wszędzie, nawet po moim ryju. Nie mogîem na to patrzeç. Zamknćîem oczy i prosiîem Boga o przebaczenie. Przecieţ zapîaciîem za czynsz w ostatnim miesićcu, co się kurwa dzieje? Nagle ten biaîas upadî, a Kali wzićî w rękę jego obciętć gîowę i z triumflanym tonem zakrzyczaî coő do resztki kumplów. Powoli przestaîem wszystko kapowaç. Skćd tu się wzięli ci wszyscy faceci, skćd te bizony i od kiedy to wykonuje się egzekucje skalpowania? Coő mi zaczęîo őmierdzieç, ale to byî chyba Kali. Tak, musiaî się od dawna nie myç. Smutne, ale prawdziwe (Metallica - Sad but true, hehe). W pewnym momencie Kali coő wykrzyknćî i wszyscy padli na twarze, aby jebaç mi ukîony. Co się dzieje? Wszyscy w końcu odjechali, a ja się borykaîem z moimi pytaniami. Zbliţaîa się noc. Poszedîem na polowanie i zîapaîem sobie hienę, aby jć przegryűç. Nie miaîa szans, poniewaţ moja spluwa zionęîa kulami bez opamiętania. Pojadîem sobie, uîoţyîem się do snu. Nie mogîem niestety zasnćç, miaîem jakieő chujowe przeczucie, ţe niedîugo stanie się coő dziwnego. Wyszedîem przed mój namiot, ţeby sobie zajaraç. Nagle rozpętaîa się burza, chmury kîębiîy się jak pojarane. Papierosa wyrzuciîem, bo nigdy nie palę, jak jest burza. Zaczęîy jebaç pioruny, padaîo ţabami, a ja siedziaîem w swoim namiocie i oglćdaîem Mtv. Pamiętam, ţe leciaîo wtedy "Most Wanted", a Nina dawaîa Ray'owi dupy. Nagle coő jebîo, przed oczyma zrobiîo mi się biaîo, film mi się urwaî....... Budzę się, otwieram oczy, wszystko mnie boli. No tak, znowu w domu. Wyjrzaîem przez okno - chujowo, nienawidzę widoku z mojego okna, bo te wszystkie sklepy, ulice i brudzćce atmosferę samochody, to wszystko mnie wkurza. Byîem od rana wkurzony, znowu moja maszyna czasu zbyt szybko mnie przerzuciîa do domu. Chyba koder coő spierdoliî... 5 HIV of SCUM