MOJE MARZENIA! (EMER / The ELECTRIC TRAMPS) Na pewno wielu z Was zastanawiaīo siź nad tym, kim chciaīby zostaē w przyszīoõci. Moje marzenie zrodziīo siź juž w piętej klasie "wielce szanownej" szkoīy podstawowej. Skęd ten szacunek? Dobre pytanie. Postaram siź to w skrócie wyjaõniē. Budynek starej budy to istny model obozu zagīady w Oõwiźcimiu, a nauczyciele w nim uczęcy, to ludzie przypominajęcy swym wyględem postacie z ery kamienia īupanego mīotem pneumatycznym. Czy možna žyē bez marzeń w takim otoczeniu, w takiej koszmarnej rzeczywistoõci? Normalne, že NIE! Wracam wiźc ze szkoīy do domu i marzź, marzź, marzź... Wtem za zakrźtem drogi ukazuje mi siź obraz niczym z bajki, ze snu i na dodatek kolorowego. Tak,to jest 5 C Y W I L I Z A C J A! 1 Moję uwagź przykuwa ogromny Jelcz. Ktoõ pomyõli: "Jelcz, zwyczajny samochód". Niby nic niezwykīego, a jednak. Owa maszyna naležaīa do Miejskiego Przedsiźbiorstwa Oczyszczania. Wszystkie lakierowane czźõci karoserii, szyby, reflektory, a szczególnie ogromny napis: "MPO. To my utrzymujemy Twoje miasto w czystoõci", odbijaīy promienie sīoneczne. W blasku sīońca staī takže On. Ktoõ, kogo wszyscy woleli omijaē z malujęcym siź w oczach przestrachem, ale równoczeõnie szacunkiem. To, co ujrzaīem przeszīo moje najskrytsze marzenia. Staīem tak na õrodku ulicy, wpatrywaīem siź w Niego. Wīaõnie wtedy postanowiīem zmaterializowaē swoje marzenia. Tak, postanowiīem zostaē jednym z nich i dbaē o porzędek w moim mieõcie. Szczźõliwy kierowca, w którego wpatrywaīem siź jak w plakat nagiej fotomodelki, staī oparty niedbale o swoję srebrzystę maszynź i paliī niedopaīka. Twarz jego pokryta byīa kilkudniowym zarostem i nie skažona nawet krztę inteligencji. Na czubek gīowy zawadiacko zarzuciī berecik, spod którego wystawaīy nieuczesane wīosy. Przypominaīy mi one orle pióra, a paznokcie, dzikie szpony. Na nos, z którego wycisnęē možna by szklankź denaturatu, zaīožone miaī "prawieprzeciwsīoneczne" okulary. Wyględaī jak bohater z filmu budzęcy postrach szos Europy, ba, õwiata. Ja tež chciaīem tak staē oparty, mieē gumowce z cholewami, waciak, beret z antenkę. I wiedzieē, že to wīaõnie w moich, rozbudowanych do wielkoõci deski klozetowej, ręczkach spoczywa žycie ludzi, którzy mnie teraz beztrosko mijaję. Rozpieraīa mnie duma. Caīym swoim jestestwem czuīem siź juž kierowcę - õmieciarzem, operatorem tej maszyny, czīowiekiem cieszęcym siź ogólnym szacunkiem, a jednoczeõnie wywoīujęcym paniczny strach. Cóž bowiem znaczy byle urzźdnik, czy sprzedawca w kiosku "Ruchu" w porównaniu ze mnę? Ludzie ci maję nasrane do gīowy, nic poza tym. A ja? Ja potrafiź, wrzucajęc w gīęb mego Jelcza, garnek firmy "Zepter" 1odksztaīciē w niegorszę patelniź, kamienie w žwir, kawaī szyby w "cukier puder" i wiele innych sztuczek. Oczywiõcie možna przyjmowaē zlecenia wyžsze rangę, na przykīad zlikwidowaē niewiernę panienkź lub dostawiajęcego siź do Ciebie natrźtnego kolesia z gwarancję, že osobnika nie zidentyfikuje najmędrzejsza Medycyna Sędowa. 5 Czeõē ich pamiźci! 4 I pamiźtajcie, MPO siīę žycia! 3 EMER / The ELECTRIC TRAMPS